• Wpisów: 395
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 16:39
  • Licznik odwiedzin: 29 701 / 2453 dni
 
ballonowa
 
ballonowa: Rozdział 20

         "Jest 7:00, a ja już nie śpię. oO Dziwne... Wróciłam do domu o 2:00, zasnęłam przed 4:00 i już się obudziłam. Może to przez te emocje? W sumie to ja nie wiem jak jest między nami... Wyznaliśmy sobie miłość, ale... Nie, to nie na mój mózg - tym bardziej nie dzisiaj. :D W każdym razie wiem, że Alan czuje to samo co ja, a co z tym dalej zrobimy to się okaże. :) Ech... Fado chce wyjść na dwór, więc trzeba się zwlec z łóżka i go wypuścić. Później będę musiała ogarnąć trochę w pokoju, bo po wczorajszych przygotowaniach do imprezy wygląda jakby przeszedł przez niego huragan. HAHA! No i może spotkam się z Lolą - musimy umówić się na jutrzejsze zakupy. :) [...]"
         - Już Fado, już idziemy. - powiedziała Amelka, odkładając pamiętnik do szafki, a następnie zakładając kapcie i szlafrok wstała z łóżka i razem ze swoim psem zeszła na dół.
         - Amelka? Ty już na nogach? Fado cię pewnie obudził. Wracaj do łóżka, a ja go wypuszczę na dwór. - powiedziała Marta wycierając ręce w ścierkę.
         - Mamo, spokojnie. Wypuszczę go... A tak w ogóle to nie on mnie obudził, tylko sama jakoś się obudziłam.
         - Już? Wróciłaś o 2:00, a o 7:00 jesteś już wyspana?
         - No... No tak. - uśmiechnęła się Mela podchodząc do drzwi i wpuszczając Fada z powrotem do domu.
         - Stało się coś na tej imprezie? Jesteś jakaś taka... inna, jak nie Ty.
         - Opowiem ci wszystko za chwilę, pójdę się ogarnąć. - powiedziała Amelka i pobiegła do swojego pokoju. Kiedy była już w pomieszczeniu podeszła do szafy i wyjęła z niej ubrania, a następnie poszła do łazienki. Tam wykonała wszystkie rutynowe czynności i wróciła do pokoju, zabrała z łóżka telefon i zeszła z powrotem na dół do kuchni. (...)

         - Cześć. - Alan podszedł do Sylwii i pocałował ją w policzek, po czym z ogromnym uśmiechem zajął miejsce przy stole naprzeciwko taty.
         - Cześć synku. - powiedziała kobieta i spojrzała na syna podejrzliwie, to samo uczynił Javier.
         - O co wam chodzi? - zapytał szatyn.
         - Nam? O nic... Co ty taki zadowolony od rana? - zapytał Javier.
         - Bo mam powód. - wzruszył ramionami Alan... - Oj, no nie patrzcie tak na mnie.
         - Dobra, już... Smacznego. - powiedziała Sylwia i postawiła na stole sałatkę, a następnie zajęła miejsce między synem i mężem. (...)

**********


         "Boże, jakie nuuuudy. Dopiero 12:00, a ja już wyczerpałam zajęcia na dzisiejszy dzień... Dzwoniłam do Karoliny, żeby do mnie przyszła, ale powiedziała, że nie może, bo jedzie do babci. Do Ksawiego nawet nie będę dzwonić, bo znając życie to jeszcze śpi, a nawet jeśli nie to nie ma zapewne siły na cokolwiek... A Alan... Tu jest właśnie 'problem' - nie będę do niego dzwonić, bo uzna, że się narzucam czy coś, ale z drugiej strony... Chciałabym się dowiedzieć co jest pomiędzy nami. Hmmm... Nie wiem, może wezmę Fada na spacer? Ale jakoś nie jestem do tego pomysłu przekonana...
         - Amelka! Ktoś do ciebie! - zawołała Marta z dołu.
         - Już idę! - zawołała dziewczyna i skończyła notatkę w pamiętniku:
...Oho, mama woła, że ktoś do mnie przyszedł. Może Lola jednak została w domu? Oby tak! :D [...]"
         Mela zamknęła zeszyt i schowała go głęboko pod poduszkę, a następnie zakładając kapcie wyszła z pokoju i zbiegła po schodach na dół.
         - No i gdzie ten mój gość? - zapytała wchodząc do kuchni, w której była jej mama.
         - W salonie. Chyba nie miałam go zapraszać do kuchni, co?  
         - A czy ja coś mówię? - brązowooka wzruszyła ramionami i poszła do salonu. Jak tylko przekroczyła próg pomieszczenia - nawet nie zdążyła się rozglądnąć - a już znalazła się w ramionach...
         - Cześć śliczna. - uśmiechnął się Alan odsuwając się delikatnie od Amelki i czule musnął jej policzek.
         - Cześć. - uśmiechnęła się dziewczyna, a na jej policzki wstąpiły słodkie rumieńce. - Ale śliczna to ja nie jestem.
         - Wcale... - zaśmiał się szatyn.
         - Po co przyszedłeś?
         - Musimy chyba pogadać, nie uważasz?
         - W sumie masz rację. To może... Chodźmy do mojego pokoju, tam będziemy mieć spokój.
         - Ok. - uśmiechnął się Alan i razem z Melą skierował się do przedpokoju.
         - To ty idź na górę, a ja zaraz przyjdę. Wezmę tylko coś do picia. - powiedziała brązowooka, a chłopak tylko przytaknął i ruszył po schodach na górę. (...)

         - No to... Słucham cię. - powiedziała Amelia siadając obok Alana na łóżku w jej pokoju.
         - Ekhem... Taaak. - zaczął Ali. - Nie bardzo wiem jak zacząć.
         - No chyba najlepiej od początku, prawda? - zaśmiała się Mela.
         - Dobra, więc... - chłopak głęboko odetchnął i spojrzał na towarzyszkę, a następnie złapał ją za ręce i patrząc jej w oczy zaczął mówić. - Mela... To, co mówiłem w nocy to... Nie, nie tak... Chciałem cię zapytać, czy... Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał i zagryzł nerwowo dolną wargę. Amelka uśmiechnęła się delikatnie i wyrwała dłonie z uścisku Alana, a następnie objęła jego szyję i go pocałowała.
         - Taka odpowiedź wystarczy? - zapytała po chwili dziewczyna.
         - Jak najbardziej. - wyszczerzył się Ali. - Kocham cię. - wyszeptał wpijając się w wargi dziewczyny.
         - Ja ciebie też kocham. - odpowiedziała Amelka pomiędzy pocałunkami. (...)


**********


         Leżeli na łóżku w pokoju Amelki i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Była już 20:00, a im wciąż było mało swojego towarzystwa.
         - Nie masz mnie jeszcze dość? - zapytał Alan i cicho się zaśmiał.
         - Nie, dlaczego pytasz?
         - No, bo siedzę tu już ponad... pięć godzin?
         - I przez to mam cię mieć dość? Alan, im dłużej tu jesteś tym bardziej chcę, żebyś został, a nie, żebyś sobie poszedł... Ale wymyśliłeś. - zaśmiała się Mela całując chłopaka w policzek.
         - Oj, no przepraszam... - powiedział szatyn i mocno przytulił Amelię całując ją w czoło. - Ale chyba powinienem już iść, nie uważasz?
         - Nie, nie... Zostań jeszcze.
         - Chciałbym, ale... Co sobie pomyślą twoi rodzice?
         - Pomyślą, że... W sumie to nie wiem co sobie pomyślą, ale to nie ważne.
         - Ehe... Nie ważne. Oj Mela, Mela. - Alan pokręcił z dezaprobatą głową i uśmiechnął się.
         - A rób co chcesz... - powiedziała dziewczyna i odwróciła się plecami do szatyna.
         - Ej, chyba się nie obraziłaś...
         - A właśnie, że tak.
         - Amelka... Ale o co? Moim zdaniem nie masz powodu, żeby się obrażać.
         - A moim zdaniem mam. - powiedziała dziewczyna, z trudem opanowując chęć wybuchnięcia śmiechem.
         - Ech... Dobra, jak chcesz. Ja idę, pa. - powiedział Alan i wyszedł z pokoju Amelii. Jak tylko zamknęły się za nim drzwi Amelia zerwała się z łóżka i wybiegła z pokoju za Alanem.  
         - Ty naprawdę uwierzyłeś, że się obraziłam? - zaśmiała się Amelia.
         - W sumie... to nie, ale wiesz... jesteś bardzo dobrą aktorką. - uśmiechnął się chłopak i delikatnie pocałował dziewczynę.
         - Alan może zostaniesz na... Ups, przepraszam. - powiedział Grzegorz i wycofał się z powrotem do kuchni.
         - Ale wtopa. - zaśmiał się Alan.
         - A tam... Nie przejmuj się.
         - Dobra, nie przejmować się, zakodowane. - uśmiechnął się chłopak. - Muszę lecieć, widzimy się jutro?
         - Jutro najprawdopodobniej idę na zakupy z Lolą, ale jak chcesz możesz iść z nami.
         - O nie... Chodzić po sklepach z dwoma babami? Raczej podziękuję.
         - No wiesz...?!
         - Żartowałem. Jak Ksawery da się namówić to pójdziemy z wami, a jak nie to... Jutro będę musiał wytrzymać bez spotkania z tobą.
         - Oj biedaku... - zaśmiała się Mela.
         - No wiem, biedny jestem... Ej, bo w końcu stąd chyba nie wyjdę. Papa. - powiedział chłopak i pocałował Amelkę na pożegnanie, po czym wyszedł z jej domu - wcześniej żegnając się z rodzicami dziewczyny. (...)

***** Kilka dni później... *****


         "Drrrrrrrrrrrrrrrrryń!" - w pokoju Amelki rozbrzmiał dźwięk budzika oznajmujący, że pora wstawać do szkoły. Dziewczyna niechętnie wstała z ciepłego łóżka i zakładając kapcie i szlafrok zeszła z Fadem na dół. Wypuściła psa na dwór i skierowała się z powrotem do swojego pokoju, ale po drodze jeszcze weszła do kuchni...
         - Cześć mamo... Wpuścisz Fada do domu? - zapytała z lekką chrypką.
         - Cześć. Jasne, wpuszczę... Co chcesz na śniadanie? - zapytała Marta spoglądając na córkę.
         - Płatki. Nie mam ochoty na nic innego... Gdzie tata?
         - Musiał jechać coś załatwić do firmy...
         - Aha. Dobra, ja lecę się ubrać. - powiedziała Mela i pobiegła po schodach na górę. Weszła do pokoju i od razu podeszła do szafy, z której po krótkim namyśle wyjęła ubrania, a następnie zabierając je ze sobą weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach Amelka wróciła do pokoju i zabierając ze sobą telefon i torbę z książkami zeszła na dół. Kiedy weszła do kuchni od razu usiadła do stołu i zaczęła jeść śniadanie.
         - Odwieźć cię do szkoły? - zapytała Marta siadając naprzeciwko córki z kubkiem kawy w ręku.
         - Nie, nie musisz. Jadę z Alanem. - uśmiechnęła się brązowooka.
         - Spędzacie ostatnio jeszcze więcej czasu ze sobą...  Cieszę się, że się wam układa.
         - Też się cieszę z tego powodu. - powiedziała Amelia, a po chwili w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. - To pewnie Alan. To ja lecę, widzimy się po południu, pa. - dziewczyna pocałowała rodzicielkę w policzek i zakładając kurtkę wybiegła z domu. - Cześć Alan. - uśmiechnęła się i pocałowała chłopaka.
         - Hej. Jak się spało? - zapytał Alan otwierając Amelii drzwi od samochodu.
         - Mnie dobrze, a tobie? - zapytała dziewczyna, kiedy szatyn siedział obok niej.
         - Też... Śniłaś mi się.
         - Oooo... I co robiłam w tym śnie?
         - W sumie nic nadzwyczajnego. Byłaś po prostu moją dziewczyną. - uśmiechnął się Alan.
         - Super... Już się nie mogę doczekać wyjazdu. Jeszcze tylko cztery dni. - rozmarzyła się Amelia.
         - Tak... Ale najpierw musimy przeżyć dzisiejszy dzień,jutrzejszy i jeszcze weekend... Nie zapominaj o tym.
         - Pamiętam, pamiętam... - powiedziała Mela, a Alan zaparkował pod szkołą i wysiadł z samochodu, a następnie otworzył drzwi swojej dziewczynie, po czym łapiąc ją za rękę wszedł do budynku szkoły. (...)

*********


         - Cześć mamo, już jestem! - zawołał Alan wchodząc do domu. W przedpokoju zdjął kurtkę, a następnie udał się do kuchni. - Jest już obiad? Umieram z głodu...
         - Tak, obiad jest gotowy, myj ręce i siadaj. - powiedziała Sylwia wycierając mokre policzki.
         - Ok... Ale wszystko w porządku? Płakałaś.
         - Tak, wszystko ok. To nic takiego. - zapewniła syna kobieta. Alan głęboko odetchnął i ruszył do łazienki. Po chwili wrócił do kuchni i usiadł do stołu, a już po chwili zajadał się obiadem przygotowanym przez rodzicielkę.
         - Wybierasz się gdzieś dzisiaj?
         - Tak, do Amelki. Dlaczego pytasz?
         - Tak tylko... A co słychać u Justyny?
         - Rozmawiałem z nią wczoraj. Mówiła, że jedzie do szpitala na kolejną chemię... - powiedział chłopak i od razu posmutniał. - Jak sobie przypomnę to, co czułem podczas choroby to... Mam nadzieję, że Ika też będzie miała takie szczęście jak ja. Jej się to należy.
         - Alan... Zobaczysz, że ona z tego wyjdzie. - uśmiechnęła się Sylwia.
         - Obyś miała rację... Dobra, ja lecę do Meli. Dziękuję za pyszny obiad. - Alan pocałował mamę w policzek i wyszedł z kuchni.
         - O której wrócisz?
         - Postaram się jak najwcześniej, ale nie sądzę, żebym był przed 19:00.
         - Dobrze, ucałuj Amelkę ode mnie.
         - Jasne... Pa. - uśmiechnął się szatyn i wyszedł z domu kierując się do domu swojej dziewczyny. (...)

         Spacerowali po parku trzymając się za ręce, a obok nich na smyczy dreptał Fado. Z nieba powoli zaczynał prószyć śnieg i wiał delikatny wiatr, a na niebie pojawiały się już powoli gwiazdy.
         - Kocham cię. - wyszeptał Alan patrząc na Amelkę.
         - Wiem. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ja ciebie też.
         - Kto by pomyślał...
         - Ale o czym mówisz?
         - No o nas... Nie lubiłaś mnie, a teraz - po kilku miesiącach przyjaźni - jesteśmy razem.
         - Tak. Jesteśmy razem i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. - powiedziała Mela, a Alan przytaknął na te słowa i delikatnie się uśmiechnął, po czym zaczął przybliżać się do dziewczyny, żeby ją pocałować, ale... zaczął dzwonić jego telefon.
         - Cholera, w takim momencie. - westchnął pod nosem, wyjął komórkę z kieszeni i nie sprawdzając kto dzwoni odebrał. - Halo?
         - Chyba przeszkadzam, przepraszam. - w słuchawce odezwał się głos Justyny.
         - Cześć Ika. Nie musisz przepraszać, nie przeszkadzasz... Co słychać? - zapytał i omiótł spojrzeniem Amelię, która przewróciła oczami i utkwiła wzrok w czubkach swoich butów.
         - Wróciłam do sali z chemii i się nudzę... Więc pomyślałam, że zadzwonię do mojego przyjaciela i sobie z nim pogadam, ale teraz stwierdzam, że mu przeszkadzam, bo jest pewnie ze swoją dziewczyną. Mam rację? - zapytała rudowłosa.
         - No z tym, że jestem z Melą masz rację, ale nie przeszkadzasz nam tak bardzo. - powiedział Alan obejmując Amelkę. - Nudzisz się, ale... Jak się czujesz?
         - A jak mam się czuć po chemii? Trochę mi się w głowie kręci i w ogóle jestem osłabiona, ale doskonale wiesz, że to normalne.
         - Tak, wiem... W końcu też przez to przechodziłem. A kiedy wracasz do domu?
         - Jutro, albo w sobotę. A dlaczego pytasz?
         - Tak tylko... Wpadnę do ciebie, jak będziesz w domu to daj znać.
         - Jasne... Dobra, zajmij się twoją dziewczyną, bo będzie zazdrosna... Do zobaczenia, no i pozdrów rodziców i Amelkę też, mimo, że mnie nie zna. - zaśmiała się Justyna.
         - Ok. Trzymaj się, pa. - powiedział Alan, po czym się rozłączył i schował telefon do kieszeni.
         - Kto to? - zapytała Amelia patrząc na twarz chłopaka.
         - Justyna opowiadałem ci o niej, kazała cię pozdrowić. - uśmiechnął się Ali. - No a tak w ogóle to dzięki niej jesteśmy razem.
         - Jak to dzięki niej?
         - Poszedłem za jej radą i wyznałem ci to, co czuję.
         - Aha... No to chyba powinnam jej podziękować. - zaśmiała się Mela.
         - Możliwe, że będziesz miała w niedługim czasie taką możliwość. - powiedział Alan i pocałował dziewczynę, a następnie ruszyli w drogę powrotną do domu. (...)

***** Niedziela, wieczór... *****


        "To już jutro, już jutro jedziemy do Paryża! :D Nie mogę się doczekać... Piszę właśnie z Karolą i obydwie się jaramy tą wycieczką... Nie mogę zrozumieć tej dziewczyny - napisała mi właśnie: 'Ciekawe czy poznamy tam jakichś przystojnych francuzów?' - ona przecież poza Ksawerym świata nie widzi, a jakiś francuzik się jej marzy. No, ale co poradzę - taka już jest. :) Hmmm... Z tego co mówiła pani Dufarge jutro - tj. pierwszy dzień wycieczki - zwiedzamy Luwr, później jedziemy do hotelu, żeby się zakwaterować w pokojach itd., a wieczorem wychodzimy i idziemy na wieżę Eiffla. *-* Już się nie mogę doczekać. :) To będzie najlepsza wycieczka w całej historii naszej klasy - jestem tego pewna...
+ Wczoraj odwiozłyśmy z mamą tatę na lotnisko. :( Nie chciałam się z nim rozstawać, ale niestety mus to mus. Ale już obiecał mi, że mogę przyjechać do niego w ferie i... jadę z mamą, Alanem, Lolą i Ksawim! :D Moi przyjaciele i chłopak jeszcze o tym nie wiedzą, ale mam nadzieję, że się zgodzą. :) Muszą się zgodzić!
+ Wczoraj też poznałam Justynę - koleżankę Alana, którą poznał jeszcze w szpitalu. Faktycznie fajna dziewczyna... Biedaczka - też ma raka, tylko u niej to już nie wygląda tak kolorowo jak to było w przypadku Alana... Ech... Dobra, koniec tej notki, bo już późno, a ja muszę jeszcze dopakować kilka rzeczy, wziąć prysznic i się wyspać, bo mam pobudkę o 5:30. :/ Jedyny minus tej wycieczki - wczesny wylot do Paryża, ale damy radę. :) [...]"

**********


        Amelka wstała w łóżka jeszcze zanim zadzwonił jej budzik. Dziewczyna natychmiast wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do Alana. Po kilku sygnałach usłyszała głos chłopaka:
        - Halo? - zapytał zachrypniętym głosem szatyn.
        - Oj sieroto... Dobrze, że wczoraj kazałeś się obudzić, bo byś zaspał... - zaśmiała się Amelia. - Wstawaj. O 6:20 widzimy się przed twoim domem kochany.
        - Jesteś aniołem. - powiedział Alan. - Wstałem już, zobacz przez okno. - dodał po chwili, a Mela podeszła do okna i spojrzała na okna pokoju chłopaka. Alan stał w oknie z telefonem przy uchu, a kiedy dostrzegł swoją dziewczynę na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. - Śliczna piżamka Starska.
        - Ale śmieszne... Lepiej się weź za siebie, bo wyglądasz jakby cię piorun walnął. - Mela wytknęła w stronę Alana język, po czym się rozłączyła i rzucając telefon na łóżko podeszła do szafy, z której wyjęła ubrania i razem z nimi weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach ubrana, uczesana i umalowana wróciła do pokoju. Dopakowała do walizki kosmetyczkę, ładowarkę do laptopa i telefonu, do bocznej kieszeni wrzuciła długopis i pamiętnik, i zasunęła bagaż. - Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. - powiedziała do siebie zabierając z łóżka telefon i zakładając na ramię torebkę zeszła na dół. (...)

        - Dzień dobry. - uśmiechnęła się Mela podchodząc do mamy Alana.
        - Dzień dobry Amelko. Gotowa na podbój paryskich sklepów? - zaśmiała się Sylwia.
        - Jeśli kupię tam drugą walizkę to jak najbardziej. - zaśmiała się dziewczyna. - Gdzie Alan?
        - Jakby ci to powiedzieć... Siłuje się z walizką.
        - W jakim sensie?
        - Nie może jej dopiąć.
        - Aha... A podobno to dziewczyny mają takie problemy.
        - Widocznie Alan jest wyjątkiem od reguły. - powiedziała Marta podchodząc do córki i sąsiadki. - Cześć Sylwia.
        - Cześć, cześć... Amelka, idź może po niego, bo zaraz się spóźnimy.
        - Dobrze. - powiedziała Mela i weszła do domu swojego chłopaka... - Kochanie, czekamy na ciebie, pospiesz się!
        - Już, już idę... Dopiero ją dopiąłem. - zakomunikował chłopak wskazując na walizkę.
        - Jestem z ciebie dumna mój ty mięśniaku, ale chodź, bo poważnie się spóźnimy. - zaśmiała się brązowooka.
        - Dobra, ale... Dostanę buziaka?
        - Jak dziecko. - Amelka pokręciła z rozbawieniem głową i pocałowała Alana. - Teraz możemy iść?
        - Oczywiście. - przytaknął Ali i razem z dziewczyną wyszedł z domu. (...)

**********


        - Jesteśmy dopiero na lotnisku, a już tu widać piękno tego miasta. - powiedziała Karolina po wyjściu z samolotu.
        - Tak, masz rację. Jak tu jest tak ładnie to co to dopiero będzie jak będziemy w centrum. - dodała Amelia.
        - Czym tu się zachwycać. Lotnisko jak lotnisko. - powiedział Ksawery powoli idąc za dziewczynami.
        - Stary, jesteśmy w mieście miłości. Będą się wszystkim zachwycać. - "pocieszył" przyjaciela Alan i niemalże podbiegł do Amelii obejmując ją ramieniem i całując w policzek. Ksawery pokręcił tylko głową i głęboko odetchnął, a po chwili też obejmował swoją dziewczynę. (...)

Nie możesz dodać komentarza.