• Wpisów:396
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:39
  • Licznik odwiedzin:25 222 / 2214 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 22

- No to co oglądamy? - zapytał Alan siadając obok Amelki na łóżku i kładąc laptopa na kolanach.
- Nie wiem. Wybierz coś. - wzruszyła ramionami dziewczyna opierając się wygodnie o poduszki.
- Ja tam mogę coś wybrać, ale, żeby potem nie było, że nie podoba ci się ten film.
- Jasne, jasne... - westchnęła szatynka, a po chwili usłyszeli pukanie do drzwi. - Proszę!
- To tylko ja. - uśmiechnęła się Marta wchodząc do pokoju córki. - Nie potrzebujecie czegoś do jedzenia, picia?
- Nie dziękujemy, wszystko mamy. - uśmiechnął się Alan. - A może posiedzi pani z nami?
- Nie, dziękuję za zaproszenie, ale zostawię was samych. - uśmiechnęła się kobieta. - To w takim razie jak niczego nie potrzebujecie to ja się pójdę położyć. Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedzieli zgodnie Amelka i Alan, a kiedy zostali sami w pokoju włączyli film i wygodnie ułożyli się na łóżku. (...)


******

- Dzień dobry. - powiedział Alan wchodząc do kuchni, w której krzątała się już pani Marta.
- O, dzień dobry. Myślałam, że jeszcze śpicie. - uśmiechnęła się kobieta.
- Mela jeszcze śpi, ale ja już jakoś nie mogłem. A poza tym Fado chciał wyjść na dwór.
- Rozumiem... Jesteś głodny?
- Nie, dziękuję. Zjem z Amelką, kiedy wstanie. - uśmiechnął się szatyn. - Jak się pani czuje?
- Bardzo dobrze, dziękuję, że pytasz.
- Oj tam. Po prostu martwię się o panią tak samo jak o Amelię. W końcu muszę się wami opiekować, to polecenie pana Grzegorza. - zaśmiał się chłopak.
- Mój mąż jak coś wymyśli, to naprawdę... - pokręciła głową Marta i również się zaśmiała. (...)

Obudził ją śmiech dochodzący z dołu. Zaciekawiona tym odgłosem wstała z łóżka i zarzucając na ramiona leżącą na oparciu krzesła bluzę Alana i biorąc do rąk kule zeszła do kuchni, w której była jej mama i chłopak.
- Co wam tak wesoło od rana? - zapytała wchodząc do pomieszczenia, po czym pocałowała mamę w policzek, a do Alana się przytuliła siadając mu na kolanach.
- A tak sobie rozmawiamy. - wytłumaczył Alan. - Wyspałaś się?
- Ehem... Co na śniadanie?
- Na razie nic, ale... Wolicie tosty, czy jajecznicę? - zapytała Marta.
- Tosty! - stwierdzili zgodnie.
- To w takim razie dajcie mi 10 minut i śniadanie będzie gotowe. - uśmiechnęła się kobieta.
- Dobrze mamo, to ja pójdę w tym czasie się przebrać. - powiedziała Mela i zeszła z kolan Alana, a następnie wyszła z kuchni kierując swoje kroki do pokoju, a Alan poszedł w jej ślady. Kiedy dziewczyna była już w pokoju podeszła do szafy i stanęła przed nią w celu wybrania ubrań na dzisiejszy dzień. Stała tak przez chwilę, aż poczuła ciepły oddech Alana na szyi, a jego ręce objęły ją w pasie i zacisnęły się na jej brzuchu. Mela odwróciła się przodem do chłopaka i złączyła ich usta w pocałunku. - Muszę się iść ubrać. - uśmiechnęła się biorąc do ręki ubrania.
- Jasne, idź. - uśmiechnął się Alan... Po kilku minutach Amelia wróciła do pokoju i zabierając ze sobą telefon zeszła na dół. Weszła do kuchni i od razu zajęła miejsce obok swojego chłopaka. (...)

Po skończonym śniadaniu Amelia i Alan poszli do pokoju dziewczyny i położyli się na łóżku. Mela oparła głowę o tors chłopaka, a on bawił się jej włosami. Nagle dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na szatyna.
- Mogę o coś zapytać?
- Oczywiście, pytaj. - uśmiechnął się chłopak i podniósł się wyżej opierając się o ścianę za łóżkiem.
- Pamiętasz tą piosenkę, którą mi kiedyś zaśpiewałeś? - zapytała Mela.
- Śpiewałem ci kilka piosenek. O którą ci konkretnie chodzi?
- A no tak... Chodzi mi o "Die in your arms". Pamiętasz co mi wtedy powiedziałeś jak zapytałam czy pisząc ją myślałeś o jakiejś konkretnej osobie?
- Ach, no tak. Powiedziałem ci, że tak, ale nie mogę ci powiedzieć o kogo chodzi i, że dowiesz się kiedyś.
- No właśnie... Możesz mi powiedzieć o kogo chodziło?
- A jak myślisz? - zapytał chłopak, a Amelka wzruszyła tylko ramionami.
- Gdybym się domyślała to bym cię o to nie pytała.
- Chodziło o ciebie głuptasie. - uśmiechnął się Alan całując dziewczynę w czoło. W tym samym momencie jego telefon oznajmił, że dostał wiadomość. Chłopak sięgnął po komórkę leżącą na szafce obok łóżka i odczytał wiadomość. - Mama. - powiedział szatyn napotykając pytające spojrzenie Amelki. - Kazała mi wracać do domu i zaprosić ciebie i twoją mamę na 150 do nas na obiad. - uśmiechnął się chłopak. - W takim razie ja się będę zbierał i widzimy się po południu. - powiedział Alan wstając z łóżka i zebrał swoje rzeczy.
- Jasne. - uśmiechnęła się Mela i również wstała z łóżka, a następnie razem ze swoim chłopakiem zeszła na dół.
- O, Alan już idziesz. - stwierdziła Marta widząc Alana zakładającego kurtkę.
- Tak, mama kazała mi wracać. Ale kazała też zaprosić panią i Amelkę do nas na 150 na obiad. Mam nadzieję, że mogę na panią liczyć, że pani przyjdzie, bo mama mnie chyba zabije. - zaśmiał się chłopak.
- Oczywiście. Skoro mama nas zaprasza to przyjdziemy. - uśmiechnęła się kobieta.
- To dobrze... W takim razie widzimy się po południu. - powiedział chłopak. - Do widzenia.
- Do widzenia. - powiedziała Marta i weszła do salonu.
- Do później. - uśmiechnęła się Mela.
- Pa. - powiedział Alan i pocałował dziewczynę w policzek, a następnie opuścił jej dom. (...)

"Alan przed chwilą poszedł do siebie, ale o 150 znowu się widzimy, bo razem z mamą idziemy do niego na obiad. Pani Sylwia nas zaprosiła... Nic mi się nie chce. Noga mnie już tak bardzo nie boli, więc jest jakiś plus... Jutro już poniedziałek i trzeba iść do szkoły -,- pocieszam się tylko myślą, że to ostatni tydzień, a później 2 tygodnie odpoczynku = ferie. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę tatę. Wczoraj rozmawiałam z Alim o tym wyjeździe i powiedział, że z przyjemnością pojedzie ze mną i mamą. Jeszcze została mi rozmowa z Karoliną i Ksawerym, mam nadzieję, że oni też się zgodzą. Chyba, że wymyślili jakiś wspólny wyjazd to ja nic nie mówię. Ech... Muszę się spakować i przygotować te wszystkie rzeczy do szkoły. Sprawdzić, czy nic nie było zadane, pouczyć się chociaż trochę, bo mimo, że nas przez tydzień nie było to jutro któryś z nauczycieli może nas zaskoczyć na przykład jakąś kartkówką czy czymś takim. No a potem jeszcze wybrać jakieś ubrania na ten obiad u Sanchez'ów i takie tam duperele. Dobra, kończę i biorę się do roboty, bo im szybciej to wszystko zrobię tym lepiej. [...]"

- Amelka! - do uszu brązowookiej dotarł głos jej rodzicielki.
- Już idę mamo! - zawołała dziewczyna i wkładając telefon do kieszeni spodni złapała za kule i powoli zaczęła schodzić ze schodów.
- Gotowa? - zapytała Marta zakładając swój płaszcz.
- Tak. - uśmiechnęła się Mela zakładając kurtkę, po czym razem z mamą wyszła z domu. Marta zamknęła drzwi na klucz i razem z Amelką ruszyła na drugą stronę do domu sąsiadów... Będąc pod drzwiami zadzwoniła dzwonkiem, a już po chwili drzwi się otworzyły, a w nich ukazała się sylwetka Javiera.
- Witam nasze sąsiadki. - uśmiechnął się mężczyzna i wpuścił je do środka.
- Dzień dobry. - przywitała się Amelka i uśmiechnęła się do taty Alana. Po chwili do przedpokoju weszła również Sylwia i witając się z sąsiadkami zaprosiła je do jadalni. (...)

Siedziała z Alanem w salonie i popijając ciepłą herbatę rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nagle wzrok Amelki padł na jedno ze zdjęć stojących na meblach - nigdy wcześniej nie zwróciła na nie uwagi. Wstała z kanapy i powoli podeszła do szafki i biorąc do ręki ramkę ze zdjęciem przedstawiającym chłopca w wieku około 12 lat spojrzała na Alana.
- Kto to? - zapytała chłopaka przerzucając wzrok na zdjęcie. Szatyn wstał z kanapy i podszedł do dziewczyny i obejmując ją w pasie powiedział:
- Mój brat. - po wypowiedzeniu tych słów uśmiechnął się nikło, a w jego oczach pojawiły się łzy. - To zdjęcie było zrobione dwa dni przed jego śmiercią. - dodał głęboko oddychając.
- Przepraszam, nie powinnam pytać. - powiedziała nieco zmieszana Amelka.
- Nic się nie stało. Powinnaś wiedzieć. - powiedział chłopak. - Theo był ode mnie 2 lata starszy. Gdyby nie to, że 8 lat temu zginął w wypadku samochodowym, który spowodował pijany kierowca za 11 dni świętowalibyśmy jego 20 urodziny.
- Przykro mi. - powiedziała Mela i przytuliła się do swojego chłopaka.
- Tak, mnie też... Ale skończmy ten temat.
- Jasne. - uśmiechnęła się delikatnie Amelka. - Gadałeś już z rodzicami o tym wyjeździe do Kanady na feriach?
- Tak. Od razu jak wróciłem do domu od ciebie. - uśmiechnął się szatyn.
- I co oni na to?
- Zgodzili się. A ty? Rozmawiałaś już z Lolą, albo Ksawerym?
- Nie. Myślałam, żeby pogadać z nimi jutro w szkole.
- Aha... Ale o ile mnie pamięć nie myli to oni dzisiaj mieli robić u Karoliny projekt na WOS. Może byśmy ich odwiedzili?
- Dobry pomysł. - uśmiechnęła się Amelka. - Tylko musimy o tym powiedzieć rodzicom.
- Jasne, chodź. - powiedział Alan i wziął Melę na ręce.
- Aaaaa! Puść mnie! - śmiała się dziewczyna.
- Co wy robicie? - zapytał Javier.
- Nic takiego... - zaśmiał się Ali stawiając Amelkę na podłodze. - Idziemy do Karoliny, bo musimy z nią pogadać.
- Dobrze, idźcie. Tylko uważaj na Amelię. - uśmiechnęła się Sylwia.
- Będę jej strzegł jak oka w głowie, w końcu jest moją dziewczyną. - uśmiechnął się chłopak. - A wy się zaopiekujcie panią Martą. - dodał po chwili.
- Dobrze, dobrze. Nie musisz się o mnie martwić Alanie. - powiedziała Marta.
- Wiem, wiem... To w takim razie my już idziemy. - zakomunikował Alan i razem ze swoją dziewczyną wyszedł z domu i powolnym krokiem skierował się w stronę domu przyjaciółki. (...)

- Dobrze, że przyszliście. Przynajmniej mamy pretekst, żeby zrobić sobie przerwę. - powiedział Ksawery siadając obok Karoliny na kanapie.
- Tak. Ten projekt jest strasznie pracochłonny. - stwierdziła dziewczyna.
- Bo wy zawsze wszystko musicie zostawić na ostatnią chwilę. - powiedziała Amelka.
- Oj tam, my wcale nie jesteśmy lepsi. - powiedział Alan. - Ale my tu kochanie nie przyszliśmy rozmawiać o tym ich projekcie.
- No tak, racja. - zgodziła się Mela.
- To w takim razie o co chodzi? - zapytał Ksawi.
- Za tydzień zaczynają się ferie i... Chciałam was zapytać, czy nie mielibyście ochoty pojechać ze mną, moją mamą i Alanem do mojego taty do Kanady. - uśmiechnęła się Mela.
- Amelka, wiesz... Pomysł fajny i w ogóle, ale... My już mamy plany i też chcieliśmy was zapytać czy nie pojechalibyście z nami, ale skoro wy jedziecie do Kanady to... - powiedziała Karolina.
- Aha, no trudno. A gdzie jedziecie?
- W góry, na cały pierwszy tydzień ferii. Ale za to w drugim tygodniu nudzimy się we Wrocławiu. - zakomunikował Ksawery.
- To dołączycie do nas w drugim tygodniu ferii. - uśmiechnął się Alan.
- To jest bardzo dobry pomysł. Jedziemy do Kanady na całe ferie, więc w drugim tygodniu do nas dołączycie. Co wy na to?
- A my na to jak na lato. - zaśmiał się Ksawery. - Prawda skarbie?
- Oczywiście. Jeśli tylko możemy przyjechać to bardzo chętnie.
- Pewnie, że możecie. - stwierdziła Amelka. (...)

"Leżę już w łóżku i zaraz idę spać, ale musiałam jeszcze wcześniej tutaj coś napisać. Dowiedziałam się dzisiaj rzeczy, która delikatnie mówiąc mnie zszokowała. oO Alan miał brata... Miał na imię Theo i zginął w wypadku samochodowym w wieku 12 lat. Jak patrzyłam na Alana, kiedy mi o tym mówił to plułam sobie w brodę, że w ogóle musiałam dostrzec to zdjęcie i zapytać kto to... Widziałam, że wspominanie brata sprawia mu ból. Ech, ale było minęło... Potem odwiedziliśmy Karolinę i Ksawerego, którzy robili projekt na WOS i omówiliśmy sprawę ferii. Co prawda nasze gołąbeczki jadą na tydzień w góry, ale w drugim tygodniu przyjeżdżają do Kanady. <3 Dobra, idę spać, bo oczy mi się już same zamykają. [...]"

"Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryń!" - dźwięk budzika oznajmił, że czas wstawać do szkoły. Alan wstał z łóżka i podchodząc do szafy zgarnął z niej ubrania i wszedł do łazienki. Tam wykonał wszystkie poranne czynności, po czym wrócił do pokoju. Do plecaka wrzucił potrzebne książki i wkładając telefon do kieszeni spodni zszedł na śniadanie. W kuchni o dziwo nie zastał nikogo tylko na stole leżała kartka: "Pojechałam do babci, obiad jest w lodówce - jak wrócisz ze szkoły to sobie odgrzej. Wracam wieczorem, tata pojechał na 2 dni do Warszawy na jakąś konferencję. Całuję, mama."
- Czyli kolejne 2 dni bez taty. - Alan pokręcił głową z dezaprobatą i wyjął z szafki miseczkę, do której nasypał płatków, po czym zalał je zimnym mlekiem i zaczął jeść śniadanie... Kiedy skończył pozmywał po sobie i zakładając kurtkę złapał kluczyki do swojego samochodu i wyszedł z domu kierując się do domu Amelii. Kiedy stał przed drzwiami zadzwonił dzwonkiem, a już po chwili stała przed nim pani Marta. - Dzień dobry. - uśmiechnął się chłopak.
- Dzień dobry Alanie. Wejdź. Amelka zaraz zejdzie, dopiero przed chwilą wstała.
- Dobrze, poczekam.
- Jesteś może głodny? Mama wyjechała z samego rana, ale jeszcze zdążyła do mnie zadzwonić i powiedzieć, żebym dopilnowała, żebyś nie szedł głodny do szkoły. - zaśmiała się kobieta.
- Cała mama... Nie, nie jestem głodny. Zjadłem przed chwilą śniadanie. Ale dziękuję, że pani pyta. - powiedział chłopak.
- Oj tam... O, dzień dobry śpioszku. - powiedziała Marta, kiedy Amelka weszła do kuchni.
- Cześć mamo. - powiedziała dziewczyna i ziewnęła. - Cześć kochanie. - dodała i pocałowała swojego chłopaka w policzek, a następnie odstawiając kule usiadła do stołu.
- Cześć. Widzę, że się nie wyspałaś. - stwierdził Ali spoglądając na Amelkę.
- Amerykę odkryłeś. - powiedziała szatynka i ponownie ziewnęła. - Mamo, mogłabym poprosić kawę? Jak się jej teraz nie napiję to chyba zasnę na ławce w szkole.
- W takim razie zrobię ci tą kawę. Alan?
- Nie, ja dziękuję. Naprawdę. - uśmiechnął się chłopak.
- Ja miałam problem z wstaniem o 7:15, a ty o tej porze to już chyba tu byłeś i nie chcesz kawy?
- No tak, ja w przeciwieństwie do ciebie się wyspałem.
- No tak... O Boże, już 7:35?! Spóźnimy się do szkoły! - spanikowała Amelia.
- Spokojnie Meli. Pojedziemy moim samochodem. Przecież i tak byś nie dała rady dojść pieszo aż do szkoły. Nie zapominaj, że masz złamaną nogę.
- Fakt.
- No widzisz. Więc teraz spokojnie skończ jeść śniadanie. - powiedział Alan i uśmiechnął się do swojej dziewczyny, a ona odwzajemniła gest. (...)

Siedzieli całą czwórką przed salą od języka angielskiego i czekali na nauczycielkę, która spóźniała się już 15 minut. Reszta klasy gdzieś się rozeszła, ale oni nie mieli na to ochoty, woleli zostać pod klasą i poczekać na panią Lewczak.
- Szkoda, że to pierwsza, a nie ostatnia lekcja. - powiedział Ksawery.
- Czemu? - zapytała Amelka spoglądając na przyjaciela.
- No bo pani Lewczak spóźnia się już 15 minut. Gdyby to była ostatnia lekcja moglibyśmy iść do domu.
- No racja. A tak to musimy siedzieć i na nią czekać. - skrzywiła się Karolina.
- Oj tam, nie narzekajcie... - powiedział Alan uśmiechając się do przyjaciół.
- My narzeka...
- O proszę, nasza sierota, która chodzić nie umie ze swoim królewiczem i poddanymi. - zaśmiała się szyderczo Milena.
- Daruj sobie, nie mam ochoty się dzisiaj z tobą kłócić Milena. - powiedziała Amelia.
- A to nowość. Cóż to się takiego stało? Tatuś zostawił ciebie i twoją mamę dla jakiejś dziwki spod latarni? - zakpiła Luiza.
- Zamknij się Szilberg jeśli nie chcesz mieć złamanego nosa! - krzyknęła Karolina.
- Lola, daj spokój. - szepnęła do przyjaciółki Mela.
- Jej ojciec nie jest taki jak twój Luiza... Żeby co noc zabawiać się z inną kobietą, a jego żona i dzieci, żeby nie miały z czego wyżyć. - powiedział Alan, na co w oczach Luizy zabłysnęły łzy, ale dziewczyna nie pozwoliła im wypłynąć. Zabolały ją słowa chłopaka, bo powiedział prawdę, której nikt nie powinien znać...
- O czym ty gadasz Sanchez?! Zmysły postradałeś? - zaśmiała się Milena. - To, że twoja dziewczyna uszkodziła sobie nogę to widać, ale nie myślałam, że aż tak cię to ruszy, że postradasz rozum.
- Myślisz, że mi tym dokuczysz? O nie... Mnie nie jest tak łatwo wyprowadzić z równowagi. - uśmiechnął się kpiąco Alan.
- Jeszcze zobaczy...
- Dzień dobry kochani. Przepraszam was za spóźnienie. - powiedziała pani Lewczak podchodząc do grupy uczniów. - Wchodźcie do klasy.
- Nic się nie stało proszę pani. - odpowiedziała z uśmiechem Karolina i razem z resztą koleżanek i kolegów z klasy weszła do pomieszczenia. (...)
 

 
Rozdział 21

Wszyscy uczniowie razem z panią Dufarge weszli do hotelu Mercure Paris Centre Tour Eiffel i udali się do recepcji.
- Usiądźcie sobie tutaj, a ja pójdę po klucze do naszych pokoi, a później je wam rozdam. - powiedziała nauczycielka i podeszła do lady, za którą stał młody mężczyzna - recepcjonista, a uczniowie zajęli miejsca na kanapach stojących w hallu hotelu.
- Wiedziałam, że ta suka sobie go nie odpuści... Podobno kocha Marcina i z nim jest, ale nawet to jej nie przeszkadza w podrywaniu innych chłopaków. - powiedziała Mela widząc jak Milena klei się do Alana. - Trzymajcie mnie, bo zaraz jej coś zrobię...
- Spokojnie Meli. Przecież on poza tobą świata nie widzi. - stwierdziła Lola i uśmiechnęła się do przyjaciółki.
- O, idzie pani Madeline. - zauważył Ksawery i wszyscy uczniowie jak na zawołanie wstali z zajmowanych miejsc, a swoje oczy utkwili w sylwetce nauczycielki.
- Dobrze. Mam już klucze do wszystkich pokoi... Są dwuosobowe, więc teraz dobierzcie się dwójkami... - pani Dufarge nie skończyła nawet zdania, a jej podopieczni zaczęli szukać sobie współlokatorów. - Ale uwzględnijcie to, że współlokator musi być tej samej płci. - dodała kobieta widząc, że Amelka i Alan oraz Karolina i Ksawery chcieli dostać wspólne pokoje... - No to jak, gotowi?
- Tak. - zakomunikowali zgodnie uczniowie.
- No to w takim razie rozdaję klucze... Jest teraz 12:30, więc macie czas dla siebie. Odpocznijcie i widzimy się w tym miejscu o 17:30, rozumiemy się?
- Jak najbardziej proszę pani.
- Cieszę się... Idźcie do pokoi, odpocznijcie i tak jak mówiłam o 17:30 się tutaj spotykamy. Jakbyście czegoś potrzebowali to jestem w pokoju 312. - powiedziała nauczycielka i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
- Stary łap. - powiedział Ksawery rzucając klucze Alanowi. - Idź do pokoju, a ja pomogę dziewczynom z ich walizkami.
- Od kiedy ty taki pomocny się zrobiłeś? - zapytała Amelka patrząc podejrzliwie na przyjaciela.
- Przecież zawsze taki byłem... - powiedział chłopak łapiąc za rączkę od walizki Karoliny. - Mela, dawaj tą walizkę.
- Ja się ciebie boję. - zaśmiała się szatynka podając walizkę Ksawiemu. (...)

Alan wszedł do pokoju i odstawił walizki koło drzwi, a następnie wyszedł z pomieszczenia kierując się do pokoju Amelii i Karoliny. Kiedy stał pod drzwiami zapukał, a po chwili usłyszał, że może wejść, więc nacisnął klamkę. Jak tylko wszedł do środka w oczy rzucił mu się kolor ścian.
- No nie! Czy wy zawsze musicie mieć fioletowe ściany? - zapytał z udawaną ironią i usiadł na łóżku obok swojej dziewczyny obejmując ją ramieniem.
- Widocznie musimy. - powiedziała Lola. - Ale same się dziwiłyśmy, że taki pokój dostałyśmy.
- Oj tam... A wasz pokój jaki ma kolor ścian? - zapytała Mela.
- Zielony... Przynajmniej się nie wyzabijamy, bo zieleń uspokaja. - zaśmiał się Alan.
- Chciałeś się ze mną pobić? - zapytał Ksawery, ale nie uzyskał odpowiedzi. (...)

******


- Dzień dobry śpiochy! - zawołał Alan wchodząc razem z Ksawerym do pokoju dziewczyn. - Wy już nie śpicie?
- No jak widać nie. - uśmiechnęła się Lola zapinając sweterek, po czym podeszła do Ksawerego i się do niego przytuliła, a on pocałował ją w czoło. - Amelka jest jeszcze w łazience, ale mam nadzieję, że za chwilę wyjdzie, bo... inaczej spóźnimy się na śniadanie!
- Już wychodzę... Nie widać? - zapytała Mela zamykając za sobą drzwi od łazienki. - Cześć Ksawi. - uśmiechnęła się do przyjaciela. - Cześć kochanie.
- Cześć. - Alan podszedł do dziewczyny i czule pocałował ją w usta. - Jak się spało?
- Dobrze, ale... Miałam dziwny sen. Śniło mi się, że złamałam tutaj w Paryżu rękę.
- Wiesz, że sen z pierwszej nocy w nowym miejscu się z reguły spełnia? - zapytała Lola.
- No, fajnie mi życzysz. Żebym sobie rękę złamała! - zaśmiała się szatynka.
- Ja ci wcale tego nie życzę, po prostu mówię, że tak jest.
- Dobra dziewczyny, już się nie kłóćcie. Chodźmy lepiej na śniadanie. - powiedział Ksawery i pozostała trójka mu przytaknęła, po czym wszyscy udali się na śniadanie. (...)

Przy śniadaniu praktycznie nikt się nie odzywał. Wszyscy w spokoju i ciszy jedli posiłek, a jak tylko skończyli pani Dufarge zakomunikowała, że za pół godziny wszyscy mają stawić się w hallu i ruszają zwiedzać kolejne, paryskie zabytki...
- Cześć mamo. - powiedziała z uśmiechem Amelia przykładając telefon do ucha.
- Cześć kochanie. Co tam u was? - zapytała Marta.
- Wszystko w porządku. Za pół godziny idziemy zwiedzać jakieś zabytki, nawet nie wiem co mamy dzisiaj w planach. A co u ciebie?
- Wszystko ok.
- Cieszę się... - uśmiechnęła się dziewczyna. - Tęsknię.
- Ja też skarbie. A Fado to sobie nie może miejsca znaleźć od kiedy wyjechaliście. Ciągle leży w przedpokoju pod drzwiami i się w nie wpatruje.
- Jeszcze tylko nie całe 4 dni, wytrzymamy. - powiedziała Amelia.
- Oczywiście, że wytrzymamy... A, właśnie. Tata kazał ci przekazać, żebyś do niego zadzwoniła, bo się stęsknił.
- Dobrze, zadzwonię do niego na Skype jak wrócimy do hotelu.
- Super... Pozdrów Karolinę, Ksawerego i Alana.
- Jasne, a ty dziadków i ich ode mnie ucałuj.
- Dobrze. No to na razie, kochanie.
- Tak, papa... Mamo?
- Tak?
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, Amelko. Do usłyszenia.
- Pa. - powiedziała Mela i odłożyła telefon na stolik. - Macie pozdrowienia od mojej mamy. - uśmiechnęła się dziewczyna siadając na kolanach Alana.
- A dziękujemy, dziękujemy. Też ją pozdrów jak będziesz z nią rozmawiać. - uśmiechnęła się Lola.
- Ok. - odpowiedziała uśmiechem Mela.
- Dobra, ubierajcie się, bo za 10 minut wychodzimy. - powiedział Ksawery.
- No już, już. - zaśmiał się Alan i cała czwórka założyła kurtki i zamykając pokój zeszli do hallu. (...)


******


- Dobrze teraz wejdziemy do katedry Notre Dame, będziemy tutaj około 1,5 godziny. Po zakończonym zwiedzaniu będziecie mieli czas wolny, więc okazja do kupienia pamiątek jak najbardziej będzie. I myślę, że koło 16:30 spotkamy się w tym miejscu... Pamiętajcie, że nie chodzicie pojedynczo tylko albo całą grupą, albo kilkuosobowymi grupkami, żeby się nie zgubić. I pilnujecie czasu... - zakomunikowała pani Dufarge i w tym samym momencie podeszła do nich pani przewodnik i zaprosiła do wnętrza katedry... Po 1,5-godzinnym zwiedzaniu uczniowie wraz z nauczycielką opuścili Notre Dame. - Pamiętajcie. O 16:30 spotykamy się dokładnie w tym miejscu. - przypomniała pani Dufarge i wszyscy rozeszli się w swoje strony. (...)

- Gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytała Karolina rozglądając się dookoła.
- Nie wiem, zaraz znajdziemy drogę do katedry, spokojnie. - zapewnił dziewczynę Ksawery. - Alan...
- Czekajcie. - uśmiechnął się szatyn i pobiegł do jednego ze sklepów znajdujących się po drugiej stronie ulicy.
- Gdzie on poszedł?
- Sklep muzyczny. - uśmiechnęła się Mela. - Nie przepuściłby takiej okazji...
- Boże. On już ma fioła na punkcie tej muzyki.
- Zejdź z niego, co? A ty na punkcie tańca to niby nie? - Amelka spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę.
- No dobra, już nic nie mówię...
- No jestem. - uśmiechnął się Alan podchodząc do przyjaciół z pokrowcem na gitarę na plecach.
- Eeee... Stary, o ile mnie pamięć nie myli to ty masz już gitarę.
- No, bo mam, ale... Żaden szanujący się muzyk nie ma tylko jednej gitary. - zaśmiał się Alan. - A poza tym spójrzcie... Jak tylko tam wszedłem przykuła moją uwagę. Nie mogłem jej nie kupić. - dodał z przejęciem patrząc na nowo zakupiony instrument.
- Odbiło ci. - skwitował Ksawery.
- Może i tak, ale... To moja pasja, więc wiecie... Dobra, a teraz musimy jakoś znaleźć drogę pod katedrę. Zostało nam 20 minut do zbiórki. - powiedział Alan i rozglądnął się dookoła. - Pamięta któreś z was jak szliśmy?
- Nie panie mądralo. - zaśmiała się Lola.
- Karolina. To nie jest śmieszne... - uśmiechnął się pod nosem Ali. - Jak na mój gust powinniśmy iść w... tamtą stronę. - powiedział chłopak wskazując ręką kierunek, w którym według niego powinni się udać.
- Ale przyszliśmy tutaj od drugiej strony. - powiedziała Amelia.
- Jesteśmy w Paryżu. Tutaj którą drogą byś nie poszła wszędzie dojdziesz. - powiedział Ksawery.
- No chyba nie bardzo...
- Dobra, dobra. Zapytajmy może kogoś o drogę, co wy na to?
- O, bardzo dobry pomysł. - uśmiechnęła się Lola i podeszła do dwóch chłopaków siedzących na ławce. - Przepraszam bardzo. Moglibyście nam pomóc? Zgubiliśmy się i nie wiemy jak dojść do katedry Notre Dame.* - powiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się.
- Do Notre Dame? *- zapytał jeden z chłopaków.
- Tak. To daleko stąd? *- zapytał tym razem Ksawery.
- Nie, nie daleko... Wy nie jesteście stąd, prawda? * - tym razem pytanie zadał drugi z chłopaków.
- Tak. Jesteśmy z Polski, przyjechaliśmy na wycieczkę.* - powiedział Alan.
- Mogłem się domyślić, że jesteście z Polski. Nigdzie indziej nie ma takich pięknych dziewczyn jak u was.* - uśmiechnął się blondyn spoglądając na Amelkę i Karolinę, które tylko delikatnie się uśmiechnęły.
- Dobra. Pomożecie nam?* - zapytał Ksawi.
- Jasne, chodźcie.* - uśmiechnął się szatyn. (...)

- Dziękujemy za pomoc.* - uśmiechnęła się Amelka, kiedy znajdowali się już pod katedrą.
- Nie macie za co dziękować.* - wzruszył ramionami Theo (blondyn).
- Ja tam uważam, że jednak mamy. Gdyby nie wy nie znaleźlibyśmy drogi.* - powiedziała Karolina.
- Ale to naprawdę nic takiego.* - uśmiechnął się Vincente (szatyn). - Miłego pobytu w Paryżu, no i... *
- Cześć.* - powiedzieli zgodnie Theo i Vincente.
- Cześć.*
- Dzieciaki, gdzie wy tyle byliście? Już chciałam na policję dzwonić! - zawołała pani Dufarge podbiegając do czwórki przyjaciół.
- Jak pani widzi nie było takiej potrzeby... Zgubiliśmy się po prostu. - powiedział Alan.
- Dobrze, dobrze... Na szczęście jakoś tu dotarliście. Wracamy do hotelu. - zarządziła nauczycielka i wszyscy razem udali się do miejsca ich noclegu. (...)

******



Siedziała na swoim łóżku z laptopem na kolanach i czekała, aż jej tata wejdzie na Skype'a, żeby mogła z nim pogadać. Jak tylko na ekranie pojawiła się informacja, że Grzegorz jest dostępny Amelka nacisnęła na słuchawkę i czekała, kiedy jej tata odbierze. Nie musiała długo czekać na ten moment...
- Cześć córeczko, już myślałem, że zapomniałaś o swoim staruszku. - zaśmiał się Grzegorz przesyłając córce buziaka. Szatynka uśmiechnęła się promiennie i powtórzyła gest.
- Nie zapomniałam, po prostu dużo się dzieje.
- Cześć skarbie. - uśmiechnął się Alan wchodząc do pokoju dziewczyny. - O, dobry wieczór. A w zasadzie dobry dzień, bo u pana jeszcze słoneczko na niebie. - uśmiechnął się chłopak w kierunku Grzegorza.
- Witaj Alan. No z tym słoneczkiem przesadziłeś, ale jest dopiero 15:30.
- I ty masz czas ze mną porozmawiać? - zdziwiła się Amelka.
- Dla mojej jedynej córeczki zawsze. - uśmiechnął się mężczyzna.
- Przepraszam, ja wam nie będę przeszkadzał... Jak skończycie to wpadnij do nas do pokoju. - Alan pocałował w policzek Amelkę i uśmiechnął się do Grzegorza, po czym wyszedł z pokoju.
- Coś nie tak?
- Nie, tato. Dlaczego pytasz?
- Bo tak szybko wyszedł... Stało się coś?
- Nie... Znaczy, według niego pewnie tak. Zgubiliśmy dzisiaj drogę na miejsce zbiórki i pomogli nam dwaj Francuzi, którzy cały czas kokietowali mnie i Karolinę, no i chłopaki są po prostu zazdrośni.
- Nie dziwię im się... Jesteście dla nich największymi skarbami, więc nie chcą was stracić.
- Mówisz tak jakbyśmy z Karolą ich zdradziły, czy coś w tym stylu.
- Nie prawda... - zaśmiał się Grzegorz. - Ech... Przepraszam cię kochanie, ale muszę kończyć. Odezwij się jeszcze do staruszka, bo tęsknię za tobą cholernie.
- Nie nazywaj siebie staruszkiem. - uśmiechnęła się Amelka.
- Oj no dobrze, dobrze... Uważaj na siebie.
- Ty na siebie też, tatku. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Papa.
- Pa. - Amelka pomachała do taty i zamknęła laptopa, po czym wstała z łóżka i zamykając pokój na klucz skierowała się do pokoju Alana i Ksawerego. (...)


******



Rano Amelka obudziła się w pokoju Alana i Ksawerego wtulona w swojego chłopaka. Dziewczyna omiotła spojrzeniem całe pomieszczenie i zauważyła, że w drugim łóżku jest jej przyjaciółka. Spróbowała podnieść się do pozycji siedzącej, ale uniemożliwił jej to uścisk na brzuchu - okazało się, że to Alan trzyma rękę na jej brzuchu. Pod wpływem ruchów Meli szatyn otworzył oczy i przywitał swoją dziewczynę promiennym uśmiechem.
- Cześć kochanie. - powiedział i pocałował Amelkę w usta.
- Hej. Mogę wiedzieć co ja tu robię? - zapytała lekko ochrypniętym głosem brązowooka.
- Zasnęłaś, a ja nie miałem serca cię budzić, a skoro spałaś to pomyślałem, że możesz tu zostać. No i... Ale Lola też tutaj spała. - dodał chłopak widząc podejrzliwe spojrzenie dziewczyny.
- Wiem, z moim wzrokiem jeszcze nie jest tak źle. - zaśmiała się Mela.
- O, cześć... - uśmiechnęła się Karolina delikatnie się przeciągając. - Co ja tu robię?
- Spałyśmy tutaj dzisiaj.
- Aha... Ale chyba powinnyśmy wracać do siebie, musimy się ogarnąć, bo za... pół godziny jest śniadanie. - powiedziała Karola spoglądając na wyświetlacz komórki Ksawerego. - Zajmuję pierwsza łazienkę! - zawołała i wybiegła z pokoju chłopaków.
- Jak dziecko. - zaśmiała się Mela. - Ja też idę, widzimy się za pół godziny na dole. - dodała i posłała Alanowi buziaka, po czym wyszła z pokoju chłopaków. (...)

Wybrała ubrania na dzisiejszy dzień i weszła do łazienki, żeby wykonać wszystkie poranne czynności, ale zanim weszła pod prysznic otworzyła pamiętnik, który włożyła pomiędzy ubrania, i zaczęła pisać:
"Dzisiaj już ostatni dzień pobytu w Paryżu. Trzeba będzie wrócić do codzienności, ale przynajmniej plusem jest to, że za tydzień ferie. No i jadę do taty z osobami, które są dla mnie cholernie ważne... Dzisiaj nie mamy jakichś konkretnych planów. Mamy iść przejść się po Polach Elizejskich i to tyle atrakcji na dzisiejszy dzień. Później wracamy do hotelu, jemy obiad, zbieramy manatki i na lotnisko - wracamy do Wrocławia. W sumie to dobrze, bo stęskniłam się już za mamą, Fadem i moim pokojem. Chcę się w końcu wyspać we własnym łóżku! Dobra, kończę, bo mam nie dużo czasu, a jestem w kompletnej rozsypce. [...]"
Amelka skończyła pisać i zamknęła zeszyt, a następnie weszła pod prysznic. Po kilku minutach wytarła całe swoje ciało i założyła wcześniej przygotowane ubrania. Zrobiła delikatny makijaż, a włosy spięła w wysokiego kucyka, po czym opuściła łazienkę. (...)

******


- Co tam się dzieje? - zapytała Karolina wskazując na grupkę osób otaczających Milenę.
- Kłóci się z Marcinem. Zerwał z nią, bo podobno kocha kogoś innego... Aż dziwne, bo przecież jeszcze niedawno to ją kochał. - powiedział Ksawery.
- Ouuu... No to słabo. Widocznie zobaczył jaka Milena jest naprawdę. - powiedział Alan chcąc przytulić się do Amelki.
- Przepraszam was na moment... - powiedziała Mela i podeszła do kłócących się Mileny i Marcina. - Możecie przestać?!
- Nie wtrącaj się kretynko! - krzyknęła Milena.
- Nie nazywaj jej tak! - wydarł się na dziewczynę Marcin. - Amelia, naprawdę będzie lepiej jeśli nie będziesz się wtrącać. - dodał kładąc ręce na ramionach szatynki.
- A może to o nią chodzi, co?! To ją kochasz i mnie masz teraz w dupie! Mam rację?! - wykrzyczała Milena, a kiedy nie uzyskała odpowiedzi westchnęła. - Wiedziałam. Jak ja mogłam być taka głupia i ci wierzyć?! Przecież to było do przewidzenia, że mnie nie kochasz! A ja cię kochałam, naprawdę! - dodała dziewczyna podchodząc do Meli i chwytając dziewczynę za włosy zaczęła się z nią szarpać.
- Lenka! Co ty robisz?! - krzyknęła Luiza. - Przestań! - dodała, ale Wolarek nie reagowała.
- Ej, Milena do cholery jasnej przestań nią tak szarpać! - zawołał Marcin i próbował oderwać Milenę od Amelki, niestety nieskutecznie. Po chwili Amelia upadła na chodnik, a Milena z dumną miną podeszła do Alana i zaczęła go całować. Zdezorientowany szatyn odepchnął dziewczynę od siebie i spojrzał na nią wrogim wzrokiem.
- Co ty wyprawiasz?! Teraz utwierdziłem się w moim przekonaniu, że jesteś zwykłą szmatą! Nie wiem jak... A zresztą, nie ważne. - powiedział Alan i podbiegł do Amelii siedzącej na chodniku w objęciach Marcina. - Dzięki stary, ale teraz już sobie poradzę.
- Jasne, ale chyba trzeba będzie pojechać z nią do szpitala. Ta kostka nie wygląda za dobrze. - powiedział Marcin.
- Masz rację... Kochanie wszystko ok?
- Ta-ak, ale ta kostka... Nie mogę nią poruszać. - skrzywiła się z bólu Mela.
- Spokojnie... Lola, idź po panią Dufarge.
- Ok, już idę. - powiedziała Karolina i poszła po nauczycielkę. (...)

Siedział na korytarzu w paryskim szpitalu i czekał na wyjście swojej dziewczyny z gabinetu. Po kilku minutach drzwi się otworzyły, a na korytarz wyszła Amelia i pani Dufarge. Alan natychmiast wstał z zajmowanego miejsca i podszedł do Meli.
- Wyjaśnisz mi jak to się stało, że Amelia złamała nogę? - zapytała nauczycielka zwracając się do szatyna.
- Ale to naprawdę nie ważne proszę pani. - protestowała Amelka.
- Nie sądzę. Przez kogo to?
- Dobrze, powiem pani... - westchnął Alan. - Milena i Marcin się kłócili, więc Amelia podeszła do nich, żeby ich uspokoić. Wtedy Milena zaczęła ją szarpać za włosy, a później 'rzuciła' nią o chodnik. No i Amelka upadła tak niefortunnie, że złamała nogę. - wytłumaczył chłopak.
- Rozumiem... Trzeba zadzwonić do twojej mamy. - dodała nauczycielka zwracając się tym razem do Meli.
- Ja się tym zajmę. - zaoferował Alan.
- Dobrze, a teraz chodźcie. Jedziemy do hotelu. Musicie się jeszcze spakować. - uśmiechnęła się nikło nauczycielka. (...)

*** Kilka godzin później... ****


"Jestem już w domu... Mama jak zobaczyła moją nogę w gipsie to aż się przestraszyła. - Na całe szczęście nie odbierała nas z lotniska, zrobiła to pani Sylwia - bo aż boję się pomyśleć co by to było jakby mama zobaczyła to na lotnisku. Fado cały czas leży koło mnie i 'czuwa'... Stęskniłam się za tym szczeniakiem. *_* Na jutro jestem już umówiona z Alanem, że przychodzi do mnie i robimy 'maraton filmowy', ciekawe tylko co z tego wszystkiego wyjdzie, bo jeszcze jedzie odwiedzić Justynę... Pojechałabym z nim, ale wolę z tą nogą się nigdzie nie ruszać przez weekend. W poniedziałek będę do tego zmuszona, ale przez te 2 dni na całe szczęście nie... A tak w ogóle to boli mnie cholernie -,- Ale lekarz mowił, że to normalne. Mam jakieś tabletki przeciwbólowe, ale nie chcę się faszerować lekami... Spać mi się chce, więc kładę się już do łóżka. [...]"


*** Następnego dnia... 17:30... ***



"Za godzinę przychodzi Alan. Ubłagałam nawet mamę, żeby został na noc. Jego rodzice też się zgodzili... Zaopatrzyłam się w zapas jedzenia i napoi, no i obowiązkowo dużo chusteczek, bo jeśli będziemy oglądać jakiś dramat to to jest wiadome, że będę ryczeć jak bóbr. Ech... Pójdę chyba pod prysznic, czas mi szybciej minie i będę miała później wizytę w łazience z głowy. Tak, to jest bardzo dobry pomysł. 'Zadzieram kiecę i lecę.' Na ile oczywiście pozwoli mi to mój gips i kule. HAHA! [...]"
 

 
Rozdział 20

"Jest 70, a ja już nie śpię. oO Dziwne... Wróciłam do domu o 20, zasnęłam przed 40 i już się obudziłam. Może to przez te emocje? W sumie to ja nie wiem jak jest między nami... Wyznaliśmy sobie miłość, ale... Nie, to nie na mój mózg - tym bardziej nie dzisiaj. W każdym razie wiem, że Alan czuje to samo co ja, a co z tym dalej zrobimy to się okaże. Ech... Fado chce wyjść na dwór, więc trzeba się zwlec z łóżka i go wypuścić. Później będę musiała ogarnąć trochę w pokoju, bo po wczorajszych przygotowaniach do imprezy wygląda jakby przeszedł przez niego huragan. HAHA! No i może spotkam się z Lolą - musimy umówić się na jutrzejsze zakupy. [...]"
- Już Fado, już idziemy. - powiedziała Amelka, odkładając pamiętnik do szafki, a następnie zakładając kapcie i szlafrok wstała z łóżka i razem ze swoim psem zeszła na dół.
- Amelka? Ty już na nogach? Fado cię pewnie obudził. Wracaj do łóżka, a ja go wypuszczę na dwór. - powiedziała Marta wycierając ręce w ścierkę.
- Mamo, spokojnie. Wypuszczę go... A tak w ogóle to nie on mnie obudził, tylko sama jakoś się obudziłam.
- Już? Wróciłaś o 20, a o 70 jesteś już wyspana?
- No... No tak. - uśmiechnęła się Mela podchodząc do drzwi i wpuszczając Fada z powrotem do domu.
- Stało się coś na tej imprezie? Jesteś jakaś taka... inna, jak nie Ty.
- Opowiem ci wszystko za chwilę, pójdę się ogarnąć. - powiedziała Amelka i pobiegła do swojego pokoju. Kiedy była już w pomieszczeniu podeszła do szafy i wyjęła z niej ubrania, a następnie poszła do łazienki. Tam wykonała wszystkie rutynowe czynności i wróciła do pokoju, zabrała z łóżka telefon i zeszła z powrotem na dół do kuchni. (...)

- Cześć. - Alan podszedł do Sylwii i pocałował ją w policzek, po czym z ogromnym uśmiechem zajął miejsce przy stole naprzeciwko taty.
- Cześć synku. - powiedziała kobieta i spojrzała na syna podejrzliwie, to samo uczynił Javier.
- O co wam chodzi? - zapytał szatyn.
- Nam? O nic... Co ty taki zadowolony od rana? - zapytał Javier.
- Bo mam powód. - wzruszył ramionami Alan... - Oj, no nie patrzcie tak na mnie.
- Dobra, już... Smacznego. - powiedziała Sylwia i postawiła na stole sałatkę, a następnie zajęła miejsce między synem i mężem. (...)

******


"Boże, jakie nuuuudy. Dopiero 120, a ja już wyczerpałam zajęcia na dzisiejszy dzień... Dzwoniłam do Karoliny, żeby do mnie przyszła, ale powiedziała, że nie może, bo jedzie do babci. Do Ksawiego nawet nie będę dzwonić, bo znając życie to jeszcze śpi, a nawet jeśli nie to nie ma zapewne siły na cokolwiek... A Alan... Tu jest właśnie 'problem' - nie będę do niego dzwonić, bo uzna, że się narzucam czy coś, ale z drugiej strony... Chciałabym się dowiedzieć co jest pomiędzy nami. Hmmm... Nie wiem, może wezmę Fada na spacer? Ale jakoś nie jestem do tego pomysłu przekonana...
- Amelka! Ktoś do ciebie! - zawołała Marta z dołu.
- Już idę! - zawołała dziewczyna i skończyła notatkę w pamiętniku:
...Oho, mama woła, że ktoś do mnie przyszedł. Może Lola jednak została w domu? Oby tak! [...]"
Mela zamknęła zeszyt i schowała go głęboko pod poduszkę, a następnie zakładając kapcie wyszła z pokoju i zbiegła po schodach na dół.
- No i gdzie ten mój gość? - zapytała wchodząc do kuchni, w której była jej mama.
- W salonie. Chyba nie miałam go zapraszać do kuchni, co?
- A czy ja coś mówię? - brązowooka wzruszyła ramionami i poszła do salonu. Jak tylko przekroczyła próg pomieszczenia - nawet nie zdążyła się rozglądnąć - a już znalazła się w ramionach...
- Cześć śliczna. - uśmiechnął się Alan odsuwając się delikatnie od Amelki i czule musnął jej policzek.
- Cześć. - uśmiechnęła się dziewczyna, a na jej policzki wstąpiły słodkie rumieńce. - Ale śliczna to ja nie jestem.
- Wcale... - zaśmiał się szatyn.
- Po co przyszedłeś?
- Musimy chyba pogadać, nie uważasz?
- W sumie masz rację. To może... Chodźmy do mojego pokoju, tam będziemy mieć spokój.
- Ok. - uśmiechnął się Alan i razem z Melą skierował się do przedpokoju.
- To ty idź na górę, a ja zaraz przyjdę. Wezmę tylko coś do picia. - powiedziała brązowooka, a chłopak tylko przytaknął i ruszył po schodach na górę. (...)

- No to... Słucham cię. - powiedziała Amelia siadając obok Alana na łóżku w jej pokoju.
- Ekhem... Taaak. - zaczął Ali. - Nie bardzo wiem jak zacząć.
- No chyba najlepiej od początku, prawda? - zaśmiała się Mela.
- Dobra, więc... - chłopak głęboko odetchnął i spojrzał na towarzyszkę, a następnie złapał ją za ręce i patrząc jej w oczy zaczął mówić. - Mela... To, co mówiłem w nocy to... Nie, nie tak... Chciałem cię zapytać, czy... Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał i zagryzł nerwowo dolną wargę. Amelka uśmiechnęła się delikatnie i wyrwała dłonie z uścisku Alana, a następnie objęła jego szyję i go pocałowała.
- Taka odpowiedź wystarczy? - zapytała po chwili dziewczyna.
- Jak najbardziej. - wyszczerzył się Ali. - Kocham cię. - wyszeptał wpijając się w wargi dziewczyny.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedziała Amelka pomiędzy pocałunkami. (...)


******


Leżeli na łóżku w pokoju Amelki i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Była już 200, a im wciąż było mało swojego towarzystwa.
- Nie masz mnie jeszcze dość? - zapytał Alan i cicho się zaśmiał.
- Nie, dlaczego pytasz?
- No, bo siedzę tu już ponad... pięć godzin?
- I przez to mam cię mieć dość? Alan, im dłużej tu jesteś tym bardziej chcę, żebyś został, a nie, żebyś sobie poszedł... Ale wymyśliłeś. - zaśmiała się Mela całując chłopaka w policzek.
- Oj, no przepraszam... - powiedział szatyn i mocno przytulił Amelię całując ją w czoło. - Ale chyba powinienem już iść, nie uważasz?
- Nie, nie... Zostań jeszcze.
- Chciałbym, ale... Co sobie pomyślą twoi rodzice?
- Pomyślą, że... W sumie to nie wiem co sobie pomyślą, ale to nie ważne.
- Ehe... Nie ważne. Oj Mela, Mela. - Alan pokręcił z dezaprobatą głową i uśmiechnął się.
- A rób co chcesz... - powiedziała dziewczyna i odwróciła się plecami do szatyna.
- Ej, chyba się nie obraziłaś...
- A właśnie, że tak.
- Amelka... Ale o co? Moim zdaniem nie masz powodu, żeby się obrażać.
- A moim zdaniem mam. - powiedziała dziewczyna, z trudem opanowując chęć wybuchnięcia śmiechem.
- Ech... Dobra, jak chcesz. Ja idę, pa. - powiedział Alan i wyszedł z pokoju Amelii. Jak tylko zamknęły się za nim drzwi Amelia zerwała się z łóżka i wybiegła z pokoju za Alanem.
- Ty naprawdę uwierzyłeś, że się obraziłam? - zaśmiała się Amelia.
- W sumie... to nie, ale wiesz... jesteś bardzo dobrą aktorką. - uśmiechnął się chłopak i delikatnie pocałował dziewczynę.
- Alan może zostaniesz na... Ups, przepraszam. - powiedział Grzegorz i wycofał się z powrotem do kuchni.
- Ale wtopa. - zaśmiał się Alan.
- A tam... Nie przejmuj się.
- Dobra, nie przejmować się, zakodowane. - uśmiechnął się chłopak. - Muszę lecieć, widzimy się jutro?
- Jutro najprawdopodobniej idę na zakupy z Lolą, ale jak chcesz możesz iść z nami.
- O nie... Chodzić po sklepach z dwoma babami? Raczej podziękuję.
- No wiesz...?!
- Żartowałem. Jak Ksawery da się namówić to pójdziemy z wami, a jak nie to... Jutro będę musiał wytrzymać bez spotkania z tobą.
- Oj biedaku... - zaśmiała się Mela.
- No wiem, biedny jestem... Ej, bo w końcu stąd chyba nie wyjdę. Papa. - powiedział chłopak i pocałował Amelkę na pożegnanie, po czym wyszedł z jej domu - wcześniej żegnając się z rodzicami dziewczyny. (...)

*** Kilka dni później... ***


"Drrrrrrrrrrrrrrrrryń!" - w pokoju Amelki rozbrzmiał dźwięk budzika oznajmujący, że pora wstawać do szkoły. Dziewczyna niechętnie wstała z ciepłego łóżka i zakładając kapcie i szlafrok zeszła z Fadem na dół. Wypuściła psa na dwór i skierowała się z powrotem do swojego pokoju, ale po drodze jeszcze weszła do kuchni...
- Cześć mamo... Wpuścisz Fada do domu? - zapytała z lekką chrypką.
- Cześć. Jasne, wpuszczę... Co chcesz na śniadanie? - zapytała Marta spoglądając na córkę.
- Płatki. Nie mam ochoty na nic innego... Gdzie tata?
- Musiał jechać coś załatwić do firmy...
- Aha. Dobra, ja lecę się ubrać. - powiedziała Mela i pobiegła po schodach na górę. Weszła do pokoju i od razu podeszła do szafy, z której po krótkim namyśle wyjęła ubrania, a następnie zabierając je ze sobą weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach Amelka wróciła do pokoju i zabierając ze sobą telefon i torbę z książkami zeszła na dół. Kiedy weszła do kuchni od razu usiadła do stołu i zaczęła jeść śniadanie.
- Odwieźć cię do szkoły? - zapytała Marta siadając naprzeciwko córki z kubkiem kawy w ręku.
- Nie, nie musisz. Jadę z Alanem. - uśmiechnęła się brązowooka.
- Spędzacie ostatnio jeszcze więcej czasu ze sobą... Cieszę się, że się wam układa.
- Też się cieszę z tego powodu. - powiedziała Amelia, a po chwili w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. - To pewnie Alan. To ja lecę, widzimy się po południu, pa. - dziewczyna pocałowała rodzicielkę w policzek i zakładając kurtkę wybiegła z domu. - Cześć Alan. - uśmiechnęła się i pocałowała chłopaka.
- Hej. Jak się spało? - zapytał Alan otwierając Amelii drzwi od samochodu.
- Mnie dobrze, a tobie? - zapytała dziewczyna, kiedy szatyn siedział obok niej.
- Też... Śniłaś mi się.
- Oooo... I co robiłam w tym śnie?
- W sumie nic nadzwyczajnego. Byłaś po prostu moją dziewczyną. - uśmiechnął się Alan.
- Super... Już się nie mogę doczekać wyjazdu. Jeszcze tylko cztery dni. - rozmarzyła się Amelia.
- Tak... Ale najpierw musimy przeżyć dzisiejszy dzień,jutrzejszy i jeszcze weekend... Nie zapominaj o tym.
- Pamiętam, pamiętam... - powiedziała Mela, a Alan zaparkował pod szkołą i wysiadł z samochodu, a następnie otworzył drzwi swojej dziewczynie, po czym łapiąc ją za rękę wszedł do budynku szkoły. (...)

*****


- Cześć mamo, już jestem! - zawołał Alan wchodząc do domu. W przedpokoju zdjął kurtkę, a następnie udał się do kuchni. - Jest już obiad? Umieram z głodu...
- Tak, obiad jest gotowy, myj ręce i siadaj. - powiedziała Sylwia wycierając mokre policzki.
- Ok... Ale wszystko w porządku? Płakałaś.
- Tak, wszystko ok. To nic takiego. - zapewniła syna kobieta. Alan głęboko odetchnął i ruszył do łazienki. Po chwili wrócił do kuchni i usiadł do stołu, a już po chwili zajadał się obiadem przygotowanym przez rodzicielkę.
- Wybierasz się gdzieś dzisiaj?
- Tak, do Amelki. Dlaczego pytasz?
- Tak tylko... A co słychać u Justyny?
- Rozmawiałem z nią wczoraj. Mówiła, że jedzie do szpitala na kolejną chemię... - powiedział chłopak i od razu posmutniał. - Jak sobie przypomnę to, co czułem podczas choroby to... Mam nadzieję, że Ika też będzie miała takie szczęście jak ja. Jej się to należy.
- Alan... Zobaczysz, że ona z tego wyjdzie. - uśmiechnęła się Sylwia.
- Obyś miała rację... Dobra, ja lecę do Meli. Dziękuję za pyszny obiad. - Alan pocałował mamę w policzek i wyszedł z kuchni.
- O której wrócisz?
- Postaram się jak najwcześniej, ale nie sądzę, żebym był przed 190.
- Dobrze, ucałuj Amelkę ode mnie.
- Jasne... Pa. - uśmiechnął się szatyn i wyszedł z domu kierując się do domu swojej dziewczyny. (...)

Spacerowali po parku trzymając się za ręce, a obok nich na smyczy dreptał Fado. Z nieba powoli zaczynał prószyć śnieg i wiał delikatny wiatr, a na niebie pojawiały się już powoli gwiazdy.
- Kocham cię. - wyszeptał Alan patrząc na Amelkę.
- Wiem. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ja ciebie też.
- Kto by pomyślał...
- Ale o czym mówisz?
- No o nas... Nie lubiłaś mnie, a teraz - po kilku miesiącach przyjaźni - jesteśmy razem.
- Tak. Jesteśmy razem i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze. - powiedziała Mela, a Alan przytaknął na te słowa i delikatnie się uśmiechnął, po czym zaczął przybliżać się do dziewczyny, żeby ją pocałować, ale... zaczął dzwonić jego telefon.
- Cholera, w takim momencie. - westchnął pod nosem, wyjął komórkę z kieszeni i nie sprawdzając kto dzwoni odebrał. - Halo?
- Chyba przeszkadzam, przepraszam. - w słuchawce odezwał się głos Justyny.
- Cześć Ika. Nie musisz przepraszać, nie przeszkadzasz... Co słychać? - zapytał i omiótł spojrzeniem Amelię, która przewróciła oczami i utkwiła wzrok w czubkach swoich butów.
- Wróciłam do sali z chemii i się nudzę... Więc pomyślałam, że zadzwonię do mojego przyjaciela i sobie z nim pogadam, ale teraz stwierdzam, że mu przeszkadzam, bo jest pewnie ze swoją dziewczyną. Mam rację? - zapytała rudowłosa.
- No z tym, że jestem z Melą masz rację, ale nie przeszkadzasz nam tak bardzo. - powiedział Alan obejmując Amelkę. - Nudzisz się, ale... Jak się czujesz?
- A jak mam się czuć po chemii? Trochę mi się w głowie kręci i w ogóle jestem osłabiona, ale doskonale wiesz, że to normalne.
- Tak, wiem... W końcu też przez to przechodziłem. A kiedy wracasz do domu?
- Jutro, albo w sobotę. A dlaczego pytasz?
- Tak tylko... Wpadnę do ciebie, jak będziesz w domu to daj znać.
- Jasne... Dobra, zajmij się twoją dziewczyną, bo będzie zazdrosna... Do zobaczenia, no i pozdrów rodziców i Amelkę też, mimo, że mnie nie zna. - zaśmiała się Justyna.
- Ok. Trzymaj się, pa. - powiedział Alan, po czym się rozłączył i schował telefon do kieszeni.
- Kto to? - zapytała Amelia patrząc na twarz chłopaka.
- Justyna opowiadałem ci o niej, kazała cię pozdrowić. - uśmiechnął się Ali. - No a tak w ogóle to dzięki niej jesteśmy razem.
- Jak to dzięki niej?
- Poszedłem za jej radą i wyznałem ci to, co czuję.
- Aha... No to chyba powinnam jej podziękować. - zaśmiała się Mela.
- Możliwe, że będziesz miała w niedługim czasie taką możliwość. - powiedział Alan i pocałował dziewczynę, a następnie ruszyli w drogę powrotną do domu. (...)

*** Niedziela, wieczór... ***


"To już jutro, już jutro jedziemy do Paryża! Nie mogę się doczekać... Piszę właśnie z Karolą i obydwie się jaramy tą wycieczką... Nie mogę zrozumieć tej dziewczyny - napisała mi właśnie: 'Ciekawe czy poznamy tam jakichś przystojnych francuzów?' - ona przecież poza Ksawerym świata nie widzi, a jakiś francuzik się jej marzy. No, ale co poradzę - taka już jest. Hmmm... Z tego co mówiła pani Dufarge jutro - tj. pierwszy dzień wycieczki - zwiedzamy Luwr, później jedziemy do hotelu, żeby się zakwaterować w pokojach itd., a wieczorem wychodzimy i idziemy na wieżę Eiffla. *-* Już się nie mogę doczekać. To będzie najlepsza wycieczka w całej historii naszej klasy - jestem tego pewna...
+ Wczoraj odwiozłyśmy z mamą tatę na lotnisko. Nie chciałam się z nim rozstawać, ale niestety mus to mus. Ale już obiecał mi, że mogę przyjechać do niego w ferie i... jadę z mamą, Alanem, Lolą i Ksawim! Moi przyjaciele i chłopak jeszcze o tym nie wiedzą, ale mam nadzieję, że się zgodzą. Muszą się zgodzić!
+ Wczoraj też poznałam Justynę - koleżankę Alana, którą poznał jeszcze w szpitalu. Faktycznie fajna dziewczyna... Biedaczka - też ma raka, tylko u niej to już nie wygląda tak kolorowo jak to było w przypadku Alana... Ech... Dobra, koniec tej notki, bo już późno, a ja muszę jeszcze dopakować kilka rzeczy, wziąć prysznic i się wyspać, bo mam pobudkę o 5:30. Jedyny minus tej wycieczki - wczesny wylot do Paryża, ale damy radę. [...]"

******


Amelka wstała w łóżka jeszcze zanim zadzwonił jej budzik. Dziewczyna natychmiast wzięła do ręki telefon i zadzwoniła do Alana. Po kilku sygnałach usłyszała głos chłopaka:
- Halo? - zapytał zachrypniętym głosem szatyn.
- Oj sieroto... Dobrze, że wczoraj kazałeś się obudzić, bo byś zaspał... - zaśmiała się Amelia. - Wstawaj. O 6:20 widzimy się przed twoim domem kochany.
- Jesteś aniołem. - powiedział Alan. - Wstałem już, zobacz przez okno. - dodał po chwili, a Mela podeszła do okna i spojrzała na okna pokoju chłopaka. Alan stał w oknie z telefonem przy uchu, a kiedy dostrzegł swoją dziewczynę na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech. - Śliczna piżamka Starska.
- Ale śmieszne... Lepiej się weź za siebie, bo wyglądasz jakby cię piorun walnął. - Mela wytknęła w stronę Alana język, po czym się rozłączyła i rzucając telefon na łóżko podeszła do szafy, z której wyjęła ubrania i razem z nimi weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach ubrana, uczesana i umalowana wróciła do pokoju. Dopakowała do walizki kosmetyczkę, ładowarkę do laptopa i telefonu, do bocznej kieszeni wrzuciła długopis i pamiętnik, i zasunęła bagaż. - Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. - powiedziała do siebie zabierając z łóżka telefon i zakładając na ramię torebkę zeszła na dół. (...)

- Dzień dobry. - uśmiechnęła się Mela podchodząc do mamy Alana.
- Dzień dobry Amelko. Gotowa na podbój paryskich sklepów? - zaśmiała się Sylwia.
- Jeśli kupię tam drugą walizkę to jak najbardziej. - zaśmiała się dziewczyna. - Gdzie Alan?
- Jakby ci to powiedzieć... Siłuje się z walizką.
- W jakim sensie?
- Nie może jej dopiąć.
- Aha... A podobno to dziewczyny mają takie problemy.
- Widocznie Alan jest wyjątkiem od reguły. - powiedziała Marta podchodząc do córki i sąsiadki. - Cześć Sylwia.
- Cześć, cześć... Amelka, idź może po niego, bo zaraz się spóźnimy.
- Dobrze. - powiedziała Mela i weszła do domu swojego chłopaka... - Kochanie, czekamy na ciebie, pospiesz się!
- Już, już idę... Dopiero ją dopiąłem. - zakomunikował chłopak wskazując na walizkę.
- Jestem z ciebie dumna mój ty mięśniaku, ale chodź, bo poważnie się spóźnimy. - zaśmiała się brązowooka.
- Dobra, ale... Dostanę buziaka?
- Jak dziecko. - Amelka pokręciła z rozbawieniem głową i pocałowała Alana. - Teraz możemy iść?
- Oczywiście. - przytaknął Ali i razem z dziewczyną wyszedł z domu. (...)

******


- Jesteśmy dopiero na lotnisku, a już tu widać piękno tego miasta. - powiedziała Karolina po wyjściu z samolotu.
- Tak, masz rację. Jak tu jest tak ładnie to co to dopiero będzie jak będziemy w centrum. - dodała Amelia.
- Czym tu się zachwycać. Lotnisko jak lotnisko. - powiedział Ksawery powoli idąc za dziewczynami.
- Stary, jesteśmy w mieście miłości. Będą się wszystkim zachwycać. - "pocieszył" przyjaciela Alan i niemalże podbiegł do Amelii obejmując ją ramieniem i całując w policzek. Ksawery pokręcił tylko głową i głęboko odetchnął, a po chwili też obejmował swoją dziewczynę. (...)
 

 
Rozdział 19

Rano, kiedy Amelka otworzyła oczy ujrzała przed sobą uśmiechniętego Alana, który trzymał w dłoni szklankę wody.
- Dzień dobry. - powiedział chłopak. - Pomyślałem, że na pewno będzie ci dokuczał ból głowy, więc... Proszę. - podał Meli wodę i małą, białą tabletkę.
- Dziękuję. - wychrypiała dziewczyna i zażyła lekarstwo. - Mogę ci zadać jedno pytanie?
- Pewnie, pytaj. - przytaknął Alan i ukucnął przy łóżku przyjaciółki.
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Naprawdę nie pamiętasz? - zapytał Alan, a Mela pokręciła przecząco głową. - Przesadziłaś trochę z alkoholem na imprezie. Odwiozłem cię do domu i chciałem iść do siebie, ale chciałaś, żebym został z tobą na noc, więc zostałem...
- Aha... A czy... Czy my...
- Tak. Nawet nie wiesz jak było przyjemnie. - powiedział szatyn i patrzył na reakcję Amelii, która otworzyła usta ze zdziwienia.
- Alan, ja... Poważnie?
- Nie, nie spaliśmy ze sobą. Ale jakbyś widziała swoją minę, bezcenne. - zaśmiał się chłopak, za co dostał w ramię od przyjaciółki.
- Zabiję cię kiedyś. - powiedziała dziewczyna i odetchnęła z ulgą. - Wyglądam okropnie.
- Czy ja wiem. Jak normalny człowiek na kacu. - wzruszył ramionami Alan.
- Bardzo śmieszne, naprawdę... Idę się ogarnąć. - zakomunikowała Mela i wstała z łóżka. Podeszła do szafy, i wyjmując z niej ubrania skierowała się do łazienki. (...)

Kiedy dziewczyna wróciła do pokoju podeszła do biurka i zabrała z niego telefon, a następnie chciała zejść na dół na śniadanie, ale jej wzrok padł na niezbyt duże pudełko, które leżało na jej łóżku. Zaciekawiona podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju otwierając delikatnie wieczko. Po chwili jej oczom ukazał się czarny szczeniak. Dziewczyna wyjęła zwierzaka z pudełka i razem z nim na rękach zeszła na dół. W kuchni zastała Alana.
- Alan... - powiedziała stając w progu pomieszczenia, na co chłopak się odwrócił i z ogromnym uśmiechem na ustach podszedł do dziewczyny.
- Podoba ci się prezent? - zapytał drapiąc szczeniaka za uchem.
- Prezent? To znaczy, że... On jest mój?
- Dokładnie tak... Jak go nazwiesz?
- Hmmm... Fado. - uśmiechnęła się Mela i przytuliła psiaka do siebie.
- Ładnie. A mogę wiedzieć dlaczego akurat tak?
- Nie wiem... Jakoś tak. Moja babcia miała psa, który się tak wabił. Bardzo go lubiłam, ale był chory i zdechł...
- Aha, rozumiem. - uśmiechnął się delikatnie Alan. - Jesteś głodna?
- Yhym. Właśnie miałam pytać co tak pachnie.
- Zrobiłem tosty, siadaj... Twoi rodzice pojechali do tego baru jeszcze coś załatwić, więc zostaniesz sama... Ja już niestety będę musiał lecieć, a tobie życzę smacznego. - powiedział szatyn i zaczął zakładać kurtkę.
- Musisz iść? - zapytała Amelka, idąc za przyjacielem do przedpokoju.
- Niestety tak. Ale jak chcesz możemy iść wieczorem na spacer z Fadem, co ty na to?
- Ok. To... Przyjdź koło 180, dobra?
- Jasne, będę. Do wieczora. - Alan pocałował przyjaciółkę w policzek i podszedł do drzwi, nacisnął na klamkę, uśmiechnął się jeszcze do dziewczyny i wyszedł z jej domu...
- No to zostaliśmy sami Fado. - westchnęła Amelka i usiadła przy stole, zaczynając jeść przygotowane przez Alana tosty. (...)

"Za godzinę idę z Alanem i Fadem na spacer. Fado to mój piesek - dostałam go od Alana. Od zawsze marzyłam o psie i to się spełniło... Rodzicom to nie przeszkadza, więc Ali musiał się z nimi konsultować chyba w tej sprawie. Dobrze, że się zgodzili... Impreza przebiegła bardzo fajnie. W sumie nie pamiętam jak się skończyła, jak dotarłam do domu, jak znalazłam się w swoim łóżku, ale to chyba za sprawą mojego przyjaciela, bo rano jak się obudziłam to on był przy mnie. Nawet na początku się przestraszyłam, że między nami do czegoś doszło, ale uspokoił mnie, że nic się nie stało... Rozmawiałam z Lolą, mówiła, że wszyscy kazali mi przekazać, że impreza im się bardzo podobała - podniosło mi to samoocenę haha xd. Ech... Idę się ogarnąć i poczekam na Alana. [...]"
Dziewczyna zamknęła pamiętnik, pogłaskała, leżącego obok niej Fada, i zabierając wcześniej przygotowane ubrania z fotela poszła do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju i zabrała się za rozczesywanie swoich długich włosów, a następnie zaplotła luźnego warkocza na prawym ramieniu. Zrobiła delikatny makijaż, na koniec musnęła usta błyszczykiem i była gotowa. Zerknęła na okna Alana i dostrzegła jego postać. Wszedł właśnie do pokoju i rozmawiał z kimś przez telefon. Mela uśmiechnęła się na ten widok i spakowała do torebki telefon i chusteczki, a następnie, zabierając smycz zeszła razem ze swoim psem na dół.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytał Grzegorz widząc, że córka zakłada buty.
- Tak. Idę z Alanem na spacer, zabieramy jeszcze Fada. A dlaczego pytasz?
- Tak tylko... Coś się pomiędzy wami zmieniło?
- W jakim sensie?
- No czy jesteście razem czy...
- Nie, nie jesteśmy razem. Jesteśmy przyjaciółmi tato. - uśmiechnęła się Amelka, a na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce.
- Dobrze, już o nic nie pytam. Ubierz się ciepło, bo na dworze jest zimno.
- Jasne tatku... - w tym samym momencie w całym domu rozbrzmiał dzwonek. - To pewnie Ali, pójdę otworzyć.
- Cześć Mel, jesteś już gotowa? - zapytał Alan, całując przyjaciółkę w policzek na powitanie.
- Hej. Tak, muszę tylko założyć kurtkę. Wejdź.
- Dzięki... Dobry wieczór. - szatyn przywitał się z panem Grzegorzem.
- Dobry wieczór. - uśmiechnął się mężczyzna.
- Fado, idziemy! - zawołała Amelka, zapinając kurtkę pod szyją, po chwili podbiegł do niej piesek, zapięła mu smycz i razem z Alanem wyszła przed dom. (...)

Spacerowali po parku, z nieba prószył delikatnie śnieg, a Fado dreptał obok Amelki co chwilę, zatrzymując się i obwąchując drzewa. Po chwili Alan zatrzymał się i spojrzał w niebo, zaciągając się ostrym, mroźnym powietrzem.
- Czuć już zbliżające się święta. - powiedział i z lekkim uśmiechem na ustach spojrzał na Amelkę. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i delikatnie przytaknęła głową. - Stało się coś?
- Nie... Wszystko ok. Nie podziękowałam ci za prezent.
- Nie musisz dziękować, cieszę się, że ci się podoba.
- No pewnie, spełniłeś moje marzenie. - powiedziała z uśmiechem na ustach, co Alan odwzajemnił. - Wracamy? - zapytała Amelka.
- Ok. Chodźmy. - uśmiechnął się chłopak, obejmując przyjaciółkę ramieniem. (...)

- Może wejdziesz na herbatę? - zaproponowała Mela, kiedy stali pod jej domem.
- Nie, dziękuję. Jutro szkoła, a jakoś tak... późno się zrobiło. - zaśmiał się chłopak.
- Jakoś tak... W miłym towarzystwie czas szybciej mija.
- Czuję się jakbym przeżył deja vu.
- Czemu? - zapytała zaciekawiona szatynka.
- To samo powiedziałaś mi, kiedy pierwszy raz wracaliśmy razem do domu w pierwszy dzień szkoły, pamiętasz?
- Pewnie, że tak. Myślisz, że dlaczego tak teraz powiedziałam...? - dziewczyna uśmiechnęła się i spojrzała na przyjaciela, który również się uśmiechał.
- Zimno ci, idź już do domu. - zauważył chłopak.
- Nie. Pójdę dopiero jak ty pójdziesz.
- Nie ma mowy. Nie ruszę się stąd dopóki nie zobaczę, że wchodzisz do domu.
- No to sobie tak chyba postoimy.
- Ech... Mam pomysł. Na "trzy, cztery" idziemy do swoich domów, ok? - zapytał Alan, a Amelka przytaknęła. - Super. Więc... Widzimy się jutro w szkole. - uśmiechnął się chłopak i przytulił przyjaciółkę, po czym odsunął się od niej z uśmiechem.
- Tak, widzimy się jutro. - uśmiechnęła się słodko Amelka. - No to w takim razie... Trzy...
- Czte...
- Ry... - powiedzieli wspólnie i Mela skierowała się do drzwi. Kiedy miała nacisnąć klamkę odwróciła się i zobaczyła, że Alan nadal stoi pod jej domem.
- Nie powinieneś przypadkiem iść do domu?
- Wolałem zostać i być pewny, że weszłaś bezpiecznie do domu, ale jeśli ci to przeszkadza to już się zmywam. - powiedział chłopak i odwrócił się w celu udania się do domu, ale zatrzymał go dotyk na jego dłoni - to była Mela. - Stało się coś?
- Nie... Zapomniałam o jednej rzeczy. - uśmiechnęła się dziewczyna i pocałowała chłopaka w policzek, zahaczając delikatnie o kącik jego ust. - Do zobaczenia jutro. - powiedziała i z delikatnymi rumieńcami weszła do domu... Alan stał jeszcze chwilę pod domem Amelii i dłoń trzymał w miejscu, w którym dotknęły go jej usta, a następnie z szerokim uśmiechem wrócił do domu. (...)

******

Obudził ją Fado, który szarpał jej kołdrę merdając przy tym ogonem. Amelka otworzyła oczy i zerknęła na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia godziny.
- Fado... Nie masz serca. 5:30, a ty mnie już budzisz. Nie dobry pies. - powiedziała z delikatną chrypką w głosie dziewczyna i zwlokła się z łóżka, wkładając na nogi ciepłe kapcie, następnie opatuliła się ciepłym szlafrokiem i zeszła z psem na dół, a następnie wyszła z nim na dwór. Jak tylko otworzyła drzwi uderzyło w nią mroźne powietrze, a wiatr delikatnie rozwiał jej włosy. Dziewczyna odruchowo zerknęła na dom Alana, zauważyła, że z budynku wychodzi tata chłopaka. Mężczyzna był lekko zdenerwowany, ale jak zobaczył przyjaciółkę syna stojącą w drzwiach uśmiechnął się i do niej pomachał. Mela odwzajemniła gesty, a po chwili podbiegł do niej Fado i trącając nosem jej stopę dał znać, że chce wrócić do środka. Brązowooka cicho się zaśmiała i otworzyła drzwi domu, weszła do środka, a następnie wróciła do pokoju. Na zegarku była 5:45. - No to już nie pójdę spać... Hmmm, co by tu założyć? - zastanowiła się podchodząc do szafy. Po chwili wyjęła ubrania i z lekkim uśmiechem weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju. Spakowała do torby potrzebne na dzisiejszy dzień książki i zabierając telefon zeszła na śniadanie.
- Cześć mamo, cześć tato! - zawołała Mela i przytuliła rodziców.
- Cześć córciu. - uśmiechnął się Grzegorz. - Jak się czujesz? - zapytał i puścił córce oczko. Szatynka przewróciła teatralnie oczami.
- Bardzo dobrze, tato... Co jest na śniadanie? - zapytała dziewczyna, chcąc zmienić temat.
- No nie wątpię, że dobrze. - powiedział mężczyzna.
- Tato...!
- O co wam chodzi? Tak od rana się kłócicie... Na śniadanie jest jajecznica. - powiedziała Marta i postawiła przed córką talerzyk ze śniadaniem i szklankę soku.
- Dziękuję, mamo. - uśmiechnęła się dziewczyna i zaczęła jeść, nie zwracając już uwagi na tatę. (...)

Kiedy Amelka i Karolina weszły do szkoły od razu zauważyły Ksawerego, siedzącego na parapecie z słuchawkami w uszach. Chłopak ich nie zauważył, więc dziewczyny poszły do szatni zostawić kurtki i przebrać buty, a po chwili udały się na główny korytarz szkoły, gdzie siedział Ksawi.
- Cześć Skwarku! - zawołała Mela, wyjmując jedną słuchawkę z ucha przyjaciela.
- Cześć Małpo. - zaśmiał się chłopak i przytulił przyjaciółkę. - Ale za tą skwarkę nie żyjesz...
- Jasne, jasne... A ty za tą małpę. - brązowooka wytknęła język w stronę blondyna.
- Ekhem... Ja też tu jestem. - "oburzyła" się Karolina i podeszła do swojego chłopaka.
- Nie mogłem zapomnieć. - powiedział Ksawi i pocałował dziewczynę.
- No dobra, już się przywitaliście... Co słuchasz Skwareczku? - zapytała Amelia i po chwili wybuchnęła śmiechem. - Dobra, przepraszam. Ale co słuchasz?
- Guns'n'Roses. A co cię tak nagle wzięło na to co słucham?
- A bo ja wiem...
- Co mamy na pierwszej? - zapytała Lola.
- Francuski. - uśmiechnęła się Mela. - Chodźcie pod klasę... Ksawery?
- Tak?
- Będzie dzisiaj Alan?
- Nie mam pojęcia... Od soboty się z nim nie widziałem, ani z nim nie rozmawiałem...
- Aha... - westchnęła Mela i razem z przyjaciółmi ruszyła pod klasę. (...)

Siedzieli pod klasą i czekali na dzwonek - francuski nie sprawiał im problemów, więc, kiedy rozbrzmiał ten dźwięk, którego większość uczniów nienawidzi, ucieszyli się. Niestety ich entuzjazmu nie podzielał Alan, który dopiero doszedł pod klasę.
- Boże... Dopiero przyszedłem i już dzwonek. - westchnął chłopak i opadł na ławkę stojącą pod drzwiami.
- Oj tam, nie przesadzaj... Przecież to francuski. - powiedział Ksawery.
- Taak... Siedzę z Melą, więc jakoś chyba przeżyję. - szatyn uśmiechnął się do przyjaciółki, a ona odwzajemniła gest. W tym samym momencie do grupy uczniów podeszła pani Dufarge [czyt. Dufarsze].
- Witam kochani, jak się udał weekend? - zapytała nauczycielka, kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca w ławkach.
- Co ona ma taki dobry humor od rana? - zapytał Alan.
- Nie mam pojęcia, też mnie to dziwi. - zaśmiała się Amelka.
- Amelia, Alan chcecie się z nami czymś podzielić? - zapytała kobieta.
- Nie, przepraszamy. - powiedziała Mela.
- Dobrze, nic nie szkodzi. - uśmiechnęła się nauczycielka. - Mam dla was niespodziankę... Pan dyrektor postanowił zorganizować dla was wycieczkę zapoznawczą z kulturą francuską.
- To znaczy? - zapytała zaciekawiona Karolina.
- To znaczy, że macie okazję pojechać na tydzień do Paryża. - uśmiechnęła się pani Dufarge. - A ja pojadę tam z wami jako wasz opiekun...
- A przepraszam bardzo, gdzie my będziemy mieszkać w tym Paryżu? - zapytała Milena. - Bo wie pani, ja jestem bardzo wrażliwym na otoczenie człowiekiem i...
- Będziemy mieszkać w hotelu, jednym z najlepszych w Paryżu, więc nie masz się czego obawiać. - skwitowała nauczycielka.
- Całe szczęście... - westchnęła Wolarek i sztucznie się uśmiechnęła.
- Macie jeszcze jakieś pytania?
- Tak... Kiedy jest ten wyjazd? - tym razem pytanie padło z ust Ksawiego.
- Poczekaj Ksawery, do tego zaraz dojdę... Nie macie innych pytań? - zapytała nauczycielka, a w odpowiedzi uzyskała przeczące kręcenie głową uczniów. - A więc... Wyjazd będzie najprawdopodobniej 11 stycznia, czyli w poniedziałek, a wrócimy 15 stycznia... Z racji tego, że w środę rozpoczyna się przerwa świąteczna, to jutro wszyscy chętni zgłaszają się do mnie po plan wycieczki i zgody na wyjazd, rozumiemy się?
- Oczywiście! - zawołali wszyscy uczniowie.
- Cieszę się. A teraz przechodzimy już do nowego tematu lekcji. Ale zanim to... Poproszę do odpowiedzi numer 11 - Luiza.
- Cholera. - wysyczała Schilberg i wstała z ławki podchodząc do biurka nauczycielki. (...)

******

Amelka wróciła do domu godzinę wcześniej, ponieważ odwołali im ostatnią lekcję. Kiedy dziewczyna weszła do domu nie zastała tam nikogo oprócz Fada. Zaskoczona tym faktem weszła do kuchni, na stole zauważyła kartkę napisaną przez jej mamę. "Pojechaliśmy z tatą na zakupy świąteczne. Myślę, że wrócimy dopiero wieczorem. Obiad masz w lodówce, odgrzej sobie."
- Jakby nie mogli zadzwonić albo napisać SMS'a. - westchnęła szatynka i pokręciła z rozbawieniem głową... Odgrzała sobie obiad, a kiedy zjadła pozmywała po sobie i zabrała Fada na spacer... Kiedy wyszła z domu zauważyła Ksawerego wychodzącego z domu Alana.
- Już się za nim stęskniłeś i musiałeś do niego iść? - zapytała Mela.
- Nie, nudziło mi się i tak jakoś do niego poszedłem. Ale nie ma go w domu. Nie mówił ci, gdzie się wybiera?
- Nie, nic nie wiedziałam o tym, że gdzieś wychodzi... Ale skoro tobie się nudzi, a jego nie ma to może pójdziemy po Lolę i pójdziemy na spacer?
- Dobry pomysł, chodźmy. - uśmiechnął się Ksawi. (...)

"Ale zmarzłam... Byłam na spacerze z Lolą, Ksawim i Fadem. Spontany najlepsze! Ech... Rodziców chyba szał świątecznych zakupów wciągnął, bo jeszcze ich nie ma, a jest już 20:30. Zabalowali! Muszę ogarnąć czy nie miałam jakiegoś zadania na jutro - co prawda ostatni dzień przed przerwą świąteczną, ale mogli coś zadać przecież... A no i dobrze by było jakby rodzice już wrócili, bo muszę z nimi pogadać o tej wycieczce do Paryża. <3 Lubię naszego dyrektora głównie za to, że organizuje nam takie wycieczki - takie wyjazdy mamy praktycznie co roku, więc... O, chyba przyjechali, bo słyszę samochód. Lecę z nimi pogadać, potem ogarnę szkolne sprawy, szybki prysznic i do łóżeczka. [...]" (...)

"Jejejeje! Jadę, jadę, jadę! Ale fajnie! Tak, wiem, że jestem dziwna, ale cieszę się, że jadę do Paryża. No i tym bardziej, że jadę tam z przyjaciółmi. Będzie się działo... Nie miałam nic zadane, więc poszłam szybko pod prysznic. Wyszłam jeszcze z Fadem na dwór, a jak wróciłam do pokoju to przygotowałam sobie ubrania do szkoły. No, a teraz leżę sobie w ciepłym łóżeczku pod kołderką z słuchawkami w uszach i piszę w pamiętniku... Widzę, że u Alana się jeszcze świeci, więc też nie śpi... A w ogóle ostatnio jakoś inaczej się w stosunku do mnie zachowuje. Tak jakby się krępował? Może mam jakieś schizy, ale tak mi się wydaje. Hmmm... Nie będę tym sobie zaprzątać głowy, idę lepiej spać. [...]" (...)

******

Alana obudziło dość głośne pukanie do drzwi jego pokoju. Chłopak otworzył oczy i leniwie podniósł się do pozycji siedzącej.
- Proszę! - zawołał ochrypniętym głosem, a już po chwili drzwi się otworzyły i w drzwiach stanęła Amelka.
- A ty Sanchez to się nie wybierasz dzisiaj do szkoły? - zapytała rozbawiona szatynka.
- Eee... Co?
- No jest już 7:30. Mieliśmy iść razem do szkoły, więc po ciebie przyszłam, a ty sobie śpisz w najlepsze.
- Już 7:30?
- Tak. Wstawaj i idź się ogarnąć, bo się spóźnimy.
- Ech... Dobra, daj mi 15 minut. - powiedział Alan i wstał z łóżka, a następnie zabrał pierwsze lepsze ubrania i poszedł do łazienki... Po 10 minutach wrócił do pokoju, zabrał plecak i telefon, i zbiegł po schodach na dół.
- Masz i chodź, bo za 15 minut dzwonek! - zawołała Mela, rzucając w stronę przyjaciela jabłko i wyszła z jego domu. Zdezorientowany chłopak szybko założył kurtkę i złapał kluczyki do swojego samochodu, a następnie wybiegł za Amelką.
- Mela! Zaczekaj! - zawołał, kiedy zamknął drzwi. - Chodź, pojedziemy samochodem.
- Nie rozbijesz się na pierwszym lepszym drzewie? - zażartowała brązowooka.
- No wiesz...
- Dobra, dobra. Przeżyłam po imprezie to teraz też przeżyję... Ale chodź już, bo się spóźnimy, a na pierwszej lekcji mamy biologię.
- Boże... No to musimy się spieszyć, bo Zielińska nie toleruje spóźnień. - zaśmiał się Ali i wsiadł do samochodu. (...)

- Nie bałaś się z nim jechać? - zapytała Karolina.
- To nie był przecież pierwszy raz. Odwoził mnie już po imprezie, więc...
- No tak, ale wtedy byłaś, że tak powiem w stanie takim, że było ci wszystko jedno.
- Lola! - zawołała ze śmiechem Amelka. - Może i było mi wszystko jedno, ale dzisiaj całkowicie świadomie się zgodziłam i powiem ci, że całkiem dobrze mu idzie.
- Co, komu dobrze idzie? - zapytał Alan, podchodząc do przyjaciółek.
- Tobie. Jazda samochodem. - wyjaśniła Karolina.
- Aha. A to dziękuję. - uśmiechnął się szatyn. - Gdzie zgubiłyście Ksawerego?
- Poszedł do sklepiku.
- Aaa... Jeju, jak dobrze, że to już ostatnia lekcja.
- Oj tak. I dobrze, że od jutra mamy przerwę świąteczną. - uśmiechnęła się Mela.
- Racja. Ej, właśnie... Trzeba zacząć planować sylwestra. - powiedziała Karolina.
- Już o tym myślałem. - odezwał się Ksawery podchodząc do przyjaciół.
- I co wymyśliłeś? - zapytał Alan.
- Na razie nic wam nie powiem, muszę jeszcze wszystko dokładnie posprawdzać. - powiedział blondyn i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek i wszyscy udali się na ostatnią lekcję. (...)

Dzwonek oznajmujący koniec lekcji był wybawieniem na matematyce. Wszyscy uczniowie wybiegli na korytarz i poszli do szatni, żeby się przebrać i jak najszybciej opuścić szkołę.
- Meli, pójdziesz ze mną dziś na zakupy? Muszę kupić prezenty. - powiedziała Karolina, obwiązując szyję grubym szalem.
- Jasne. Ja też muszę jeszcze kupić kilka drobiazgów... A o której ?
- Nie wiem. Może koło 160?
- Ok. - uśmiechnęła się Amelka i razem z przyjaciółką wyszła z szatni.
- No nareszcie, ile można na was czekać. Wskakujcie i jedziemy do domu. - powiedział Alan otwierając drzwi swojego samochodu.
- Ja mam wsiąść do twojego samochodu?
- Lola, nie przesadzaj. Wsiadaj. - rozbawiona Amelka popchnęła przyjaciółkę w stronę auta i po chwili już obie siedziały w środku. (...)

- Cześć mamo, już jestem! - zawołał Alan wchodząc do kuchni, gdzie była jego mama.
- Cześć synku. - uśmiechnęła się Sylwia. - Dzwoniła Justyna. Prosiła, żebyś do niej przyjechał.
- Nie mogła zadzwonić do mnie?
- Mówiła, że dzwoniła, ale masz wyłączony telefon.
- Nie możliwe. - powiedział Alan i wyjął telefon z kieszeni spodni. - A no tak, rozładował się... A nie mówiła po co mam przyjechać?
- Nie, prosiła tylko, żebym ci przekazała, więc...
- Ok, to ja lecę.
- Alan! A obiad? Kilkanaście minut cię nie zbawi. Zjesz i pojedziesz.
- Ech... Dobra, a jest już gotowy?
- Tak, idź myj ręce. - powiedziała mama szatyna, a on wykonał jej polecenie. Po chwili wrócił do kuchni i zaczął jeść przygotowany przez kobietę obiad...
- Dziękuję, ale teraz już do niej pojadę. - powiedział Alan i wstał od stołu.
- Dobra, jedź. Pozdrów ją...
- Ok. Będę wieczorem, pa. - zakomunikował chłopak i wyszedł z domu. (...)

******

"Wróciłam przed chwilą z zakupów. Byłam z Lolą w galerii po prezenty itd. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam i wszyscy będą zadowoleni z prezentów. Karola już wie co dostanie, bo sama pomagała mi wybierać ten prezent, tak samo jak ja wiem co dostanę od niej. Nie będę tu pisać co kupiłam wszystkim po kolei, bo nie chce mi się... Muszę jeszcze wyjść z Fadem na dwór, dać rodzicom do podpisania zgodę na wyjazd do Paryża, bo przez ten cały świąteczno-noworoczny szał mogę zapomnieć, i będę miała wszystko z głowy. Jutro jeszcze spotykam się z przyjaciółmi - wtedy dam im te prezenty itd. - no i jeszcze musimy omówić sprawę sylwestra. Ciekawa jestem co Ksawery wymyślił. [...]" (...)

*** Kilka dni później... ***

- Mamo, jesteś?! - zawołała Amelka, zbiegając po schodach do przedpokoju trzymając w ręce kurtkę.
- Jestem. O co chodzi? - zapytała Marta wychodząc z salonu.
- Bo wiesz... Przepraszam, że zostawiam cię samą z całą resztą porządków, ale... Umówiłam się z przyjaciółmi i...
- Idź. - zaśmiała się kobieta. - Tylko postaraj się wrócić przed 200.
- Dobrze, mamo. Będę jak najwcześniej się da. - uśmiechnęła się Mela, pocałowała rodzicielkę w policzek i wyszła z domu. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi zauważyła idącego w jej stronę Alana. - Miałam właśnie po ciebie iść.
- Jak widać byłem szybszy. - zaśmiał się chłopak. - Gdzie się mamy spotkać z naszymi gołąbkami?
- Nad rzeką. Nie wiem które z nich to wymyśliło, ale... Powiem krótko - trzeźwi to chyba nie byli. Tam będzie cholernie zimno.
- Do tego to zdolny jest tylko...
- Ksawery. - dokończyła dziewczyna i wspólnie się zaśmiali. - Nie rozumiem tego chłopaka czasami.
- Nie tylko ty. - powiedział Alan i resztę drogi pokonali w ciszy. (...)

- Zimno mi, możemy iść gdzieś indziej? - zapytała Amelka chuchając na zimne dłonie.
- No w sumie to możemy iść, bo już wam wszystko opowiedziałem. - powiedział Ksawery wstając z ławeczki.
- Super. - uśmiechnęła się Mela i również wstała, ale szybko tego pożałowała, bo dostała śnieżką w plecy. - Który debil to zrobił?! - krzyknęła, ale w odpowiedzi uzyskała tylko głośny śmiech przyjaciół. - Aha, dobrze wiedzieć... - westchnęła i obrażona ruszyła w stronę domu.
- Gdzie ty idziesz? - zapytała Lola.
- Do domu. - wzruszyła ramionami brązowooka.
- O nie, nie ma mowy kochana. - powiedział Alan i wziął przyjaciółkę na ręce.
- Alan, puszczaj mnie! - zawołała Mela, ale chłopak nic sobie z tego nie robił. - Cholera, Alan puszczaj mnie!
- Jak sobie życzysz. - westchnął chłopak i podszedł do jednej z największych zasp.
- O nie, nie, nie, kochany. Nie tutaj.
- Hmm... Dobra, ale powiedz, że mnie kochasz. - postawił warunek chłopak.
- Co? Zwariowałeś? - oburzyła się Mela.
- To w takim razie lądujesz w tej jakże pięknej zaspie. - powiedział szatyn i już chciał puszczać Melę, ale...
- Dobraaa! Kocham cię Alan!
- Grzeczna dziewczynka. - uśmiechnął się chłopak i postawił przyjaciółkę na ziemi, przytulając ją do siebie.
- Dobrze się czujesz? Co ty jarałeś? - zapytała Amelka, wyrywając się z uścisku Alana. - A wy z czego się śmiejecie?
- Z... Z... Z was... - powiedziała z trudem Karolina i ponownie wybuchnęła śmiechem.
- Hahaha. Bardzo śmieszne, naprawdę... Ale ja poważnie muszę iść do domu. Obiecałam mamie, że wrócę możliwie najwcześniej, więc... Przepraszam.
- Spoko, rozumiemy. My też musimy już wracać. Chodźcie. - powiedział Ksawery i cała czwórka ruszyła do swoich domów. (...)


*** WIGILIA... ***

- Amelka! Do ciebie! - Mela usłyszała głos mamy dochodzący z przedpokoju.
- Moment! - krzyknęła dziewczyna i do kieszeni spodni schowała telefon, a następnie ostatni raz przeglądnęła się w lustrze i stwierdziła, że całkiem ładnie wygląda w tym stroju. Przygładziła jeszcze włosy i zeszła na dół... - O, cześć Alan. - uśmiechnęła się dziewczyna, kiedy weszła do salonu i zobaczyła przyjaciela siedzącego na kanapie.
- Hej. - powiedział chłopak i również się uśmiechnął.
- Coś się stało, że przyszedłeś?
- W sumie...
- W sumie... Co?
- Wiesz, że Wysocki przyjaźni się z moim tatą, prawda?
- No wiem, ale co to ma do rzeczy?
- To, że... Do naszej klasy ma dołączyć jakiś nowy uczeń. - powiedział Alan.
- Co? Tak w połowie roku? Oni są jacyś nienormalni! - zbulwersowała się Mela.
- Też jestem tego zdania.
- A wiesz chociaż jak się nazywa, czy coś?
- Nie, wiem tylko, że ma dołączyć do naszej klasy na początku drugiego półrocza.
- Boże... No to zapowiada się ciekawie... - westchnęła Amelka. - Ale zaraz, zaraz... Tylko po to przyszedłeś? Żeby mi to powiedzieć?
- Dokładnie. Ale chciałem też złożyć ci życzenia - osobiście. - uśmiechnął się chłopak. - Wszystkiego najlepszego Melu. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i te inne bzdety. - powiedział i przytulił przyjaciółkę.
- Dziękuję. Nawzajem Ali. - dziewczyna odwzajemniła uścisk i również się uśmiechnęła.
- Dobra, to ja lecę. Do zobaczenia. - Alan pożegnał się z przyjaciółką i wyszedł z jej domu. (...)

Amelka stała przy oknie i wypatrywała pierwszej gwiazdki. Grzegorz układał pod choinką ostatnie prezenty, a Marta krzątała się w kuchni.
- Dziadkowie na pewno nie przyjadą? - zapytała Mela spoglądając na ojca.
- Nie wiem córciu. Jak dzwoniłem do dziadka to mówił, że dziś raczej nie dadzą rady. - westchnął Grzegorz podchodząc do córki. Po chwili obydwoje usłyszeli dźwięk dzwonka. Popatrzyli na siebie i Amelka z uśmiechem podbiegła do drzwi. Kiedy je otworzyła zobaczyła przed sobą dziadków.
- Cześć babciu, cześć dziadku. - uśmiechnęła się dziewczyna i przytuliła rodziców swojego taty. - Myślałam, że nie przyjedziecie.
- Mieliśmy taki zamiar, znaczy ja miałem. Ale babcia się uwzięła, żeby do was przyjechać no i tak wyszło. - wytłumaczył pan Lucjan.
- Babcia, babcia... Zawsze babcia. - zaśmiała się pani Basia. - Amelciu, kochanie jak ty ślicznie wyglądasz.
- Babciu, nie przesadzaj. Wyglądam normalnie... Lepiej chodźcie do jadalni, zaraz siadamy do stołu. - powiedziała Amelka i razem z dziadkami ruszyła do jadalni. (...)

Po kolacji wigilijnej Amelia, jej rodzice i dziadkowie przenieśli się do salonu. Usiedli przy kominku i patrząc na palące się na choince lampki śpiewali kolędy i rozmawiali.
- Znam tego chłopca? - zapytała szeptem pani Barbara.
- Jakiego chłopca babciu? - zapytała zdezorientowana Amelia.
- No to ja pytam jakiego... Tego, dzięki, któremu tak promieniejesz.
- Babciu, nie ma żadnego chłopaka...
- Ja tam swoje wiem... Znam go?
- Ech... Alan, mój przyjaciel, mieszka naprzeciwko. Myślę, że go kojarzysz.
- Sanchez? Oczywiście, że go kojarzę. Co prawda dawno go nie widziałam, ale... Cieszę się. - uśmiechnęła się kobieta, a Mela odwzajemniła ten gest.
- O czym tam tak plotkujecie? - zapytał Grzegorz.
- O niczym ważnym tato... Mam pomysł, może byśmy tak rozpakowali prezenty? - zapytała Amelia i podeszła do choinki wyjmując spod niej jeden z pakunków. (...)

"Dzisiejszy dzień... Był dość zwariowany. Ostatnie 'poprawki', żeby dobrze przeżyć te święta. Wizyta Alana i ta wiadomość, którą mi przekazał. Ech... Dlaczego to zawsze do NASZEJ klasy musi przychodzić nowy uczeń?! No w sumie Ali to... Gdyby on nie doszedł do naszej klasy dziś pewnie nie przyjaźnilibyśmy się, więc... Ale ten chłopak, który ma dojść od drugiego półrocza - to będzie porażka... Jutro jedziemy do dziadków do Poznania i wracamy w niedzielę po południu. Babcia Basia i dziadek Lucjan byli u nas na Wigilii, bo mieszkają na drugim końcu Wrocławia, więc nie mają daleko. Co innego babcia Zosia i dziadek Antoni, dlatego to my jedziemy do nich. No dobra, to ja lecę pod prysznic, a później poczytam może "Pamiętnik" - kocham film, a niedawno w bibliotece znalazłam książkę i stwierdziłam, że muszę ją przeczytać - no, a później spać, bo jutro czeka mnie ciężki dzień. [...]" (...)

*** Kilka dni później... WTOREK... ***

Zbiegł po schodach i zakładając kurtkę wszedł do kuchni, gdzie była jego mama.
- Mamo, jadę do Justyny. - powiedział Alan.
- Jasne. Ale wróć na obiad...
- Postaram się. - uśmiechnął się chłopak.
- Pozdrów ją! - zawołała Sylwia za wychodzącym synem.
- Ok! - odkrzyknął szatyn i wyszedł z domu. - Cześć Mel! - zawołał i pomachał do wychodzącej z domu przyjaciółki.
- Hej! Dokąd to panie Sanchez? - zaśmiała się dziewczyna.
- A tu i tam... Muszę załatwić kilka spraw. A ty dokąd się wybierasz?
- Idę z Karolą na zakupy. Musimy kupić sukienki na sylwestra i inne takie duperele.
- Rozumiem. To kup sobie jakąś ładną sukienkę, żeby wszystkim szczęki opadły. - zaśmiał się chłopak.
- Nie wiem czy taką znajdę.
- Poradzisz sobie, tym bardziej, że będzie z tobą Lola... Dobra, przepraszam cię, ale muszę lecieć. Pa. - powiedział Alan i wsiadł do samochodu. (...)

Po kilkunastu minutach Alan był pod domem Iki. Podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem, po chwili usłyszał zgrzyt przekręcanego zamka i w drzwiach pojawiła się mama rudowłosej dziewczyny.
- Dzień dobry pani A
 

 
Rozdział 18

"To już dzisiaj. Dzisiaj jest 15 grudnia, czyli wraca tata. Za pół godziny jedziemy z mamą po niego na lotnisko. Stęskniłam się za nim... A za 3 dni moje urodziny. *-* Byłyśmy wczoraj z mamą potwierdzić rezerwację w barze niedaleko - nie robię imprezy w domu. Stwierdziłam, że nie chcę być odpowiedzialna za to, co się zniszczy itd., więc organizuję wszystko w barze. I tak nie będzie dużo ludzi. Tylko moi przyjaciele, najbliżsi i kilku znajomych ze szkoły, ale 20 osób się uzbierało. oO Hmmm... Chyba muszę iść się ogarnąć. Jest już 10:40, a ja jeszcze siedzę w piżamie - tak, nie poszłam dziś do szkoły, bo chciałam jechać po tatę. Jeden z dni, których oczekiwałam właśnie trwa - teraz czekam na sobotę - co prawda urodziny mam w piątek, ale w sobotę będzie impreza. Dobra, kończę notkę i spadam do łazienki. Ubrania już gotowe, więc szybko pójdzie. [...]"


******


- No gdzie on jest? Samolot już dawno wylądował przecież. - Mela chodziła nerwowo po holu lotniska i wypatrywała taty.
- Kochanie, spokojnie. Zaraz przyjdzie. - Marta próbowała uspokoić córkę. W końcu na drugim końcu ogromnej sali Amelka dostrzegła swojego tatę.
- No nareszcie! - zawołała i rzuciła się biegiem w stronę mężczyzny. Kiedy Grzegorz zauważył swoją córkę również zaczął biec w jej kierunku. - Tato jak ja za tobą tęskniłam!
- Ja za tobą też córeczko. - powiedział pan Starski, tuląc do siebie córkę. Po chwili oderwali się od siebie i ruszyli do Marty. - Cześć kochanie. - powiedział Grzegorz i czule pocałował, a później przytulił swoją żonę. - Stęskniłem się.
- My za tobą też. - powiedziała Marta. - Dobrze, że jesteś. - dodała i uśmiechnęła się.
- Ja też się cieszę. - mężczyzna odwzajemnił uśmiech i złapał za rączkę walizki. - Jedziemy do domu? - zapytał, na co Amelka przytaknęła głową i ruszyła przodem, a za nią jej rodzice. (...)


******



Alan zbiegł po schodach i w przedpokoju zakładał kurtkę. Po chwili wszedł do kuchni i podszedł do mamy stojącej przy oknie.
- Mamo, wychodzę... Mogę pożyczyć twój samochód? - zapytał chłopak.
- Jasne, tylko uważaj na siebie. - uśmiechnęła się kobieta i podała synowi kluczyki, które wyjęła z torebki, leżącej na jednym z krzeseł.
- Będę uważał.
- A mogę wiedzieć dokąd jedziesz?
- Do szpitala. Obiecałem Justynie, że ją odwiedzę. - uśmiechnął się Alan.
- Dobrze. Pozdrów ją ode mnie. - powiedziała Sylwia.
- Ok. Postaram się wrócić jak najwcześniej... - powiedział chłopak i wyszedł z domu, kierując się do garażu. (...)

Po około piętnastu minutach był pod szpitalem. Wysiadł z samochodu i wszedł do budynku, a następnie natychmiast poszedł do sali, w której leżała Ika. Zapukał do drzwi, a kiedy usłyszał "Proszę!" wszedł do środka.
- Hej. - uśmiechnął się do dziewczyny jak tylko przekroczył próg sali. - Jak się czujesz?
- Cześć Alan. - odwzajemniła uśmiech Justyna. - A jak mam się czuć po chemioterapii? Jestem zmęczona, spać mi się chce...
- Znam to uczucie.
- Tak wiem, ale ty go już nie doświadczysz. Wygrałeś z tym cholerstwem, a ja... Ja się dalej męczę. - westchnęła Isia.
- Może nie powinienem tego mówić, ale... Będzie dobrze. Zobaczysz, już niedługo będziesz się śmiała z tego co mówisz w tym momencie.
- Fajnie by było... Dobra, ale może skończmy ten temat. Lepiej mi powiedz co wymyśliłeś.
- Ale co miałem wymyślić?
- Prezent dla twojej przyjaciółki... Amelki? Chyba dobrze zapamiętałam jej imię. Co jej kupisz na urodziny?
- Dobrze zapamiętałaś. - uśmiechnął się Alan. - W sumie jeszcze nie wiem czy ten prezent będzie dobry, ale... Ostatnio wspominała, że chciałaby mieć jakiegoś zwierzaka i pomyślałem, żeby kupić jej psa.
- Dobry pomysł. - uśmiechnęła się Justyna. - A myślałeś już nad rasą?
- Tak. Zdecydowałem się na labradora.
- Świetny wybór. Też mam labradora. - powiedziała dziewczyna i ziewnęła.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Więc ja już chyba pójdę. Musisz jak najwięcej wypoczywać... - powiedział Ali i przytulił dziewczynę. - Aha, moja mama kazała cię pozdrowić. Polubiła cię przez te kilka tygodni.
- Dziękuję, też ją pozdrów. Ona też jest bardzo fajna, masz świetną mamę.
- Ty też. - uśmiechnął się szatyn. - A tak w ogóle to jak do ciebie wpadnie to ją ode mnie pozdrów.
- Jasne.
- Do zobaczenia. Zdzwonimy się jakoś, tak? - uśmiechnął się chłopak i złapał za klamkę.
- Yhym. Pa. - wyszeptała Justyna i wtuliła się w poduszkę przymykając powieki. (...)


*****


"Zjedliśmy właśnie kolację z rodzicami, a teraz zostawiłam ich samych - muszą się sobą nacieszyć. Ja już jestem umówiona z tatą, że jutro przyjedzie po mnie do szkoły i pojedziemy na zakupy. Musimy rozejrzeć się za jakimiś ozdobami choinkowymi, prezentami dla dziadków, mamy i wgl. Już czuję tą świąteczną atmosferę... Co prawda na dworze śniegu tyle co nic, ale w sumie to chyba lepiej niż, żeby miały być 2-metrowe zaspy. xd Hmmm... Jutro do szkoły idę z Lolą i Alanem, Ksawery jest chory - biedaczek, mam nadzieję, że do soboty mu trochę przejdzie. A teraz idę do szafy i poszukam jakichś ubrań na jutro do szkoły. [...]"
Amelka zamknęła pamiętnik i wstała z parapetu, a następnie podeszła do szafy. Po kilku minutach stania przed nią znalazła ubrania i ułożyła je na krześle, po czym poszła do łazienki odbyć wieczorną toaletę. (...)


******


"Drrrrrrrrrrrrrrrrryń!" bezlitosny dźwięk budzika obudził Alana. Chłopak leniwie podniósł swoje powieki i wstał z łóżka. Lekko potykając się o własne nogi podszedł do szafy, z której wyjął ubrania (+ zwykła czarna bluza), i wszedł do łazienki... Po kilkunastu minutach ogarnięty i gotowy do wyjścia wrócił do pokoju. Zabrał z łóżka telefon, plecak i zszedł do kuchni, gdzie byli jego rodzice.
- Cześć mamo. Cześć tato. - uśmiechnął się Alan i usiadł do stołu.
- Cześć. Jak się spało? - zapytał Javier, a Sylwia uśmiechnęła się i postawiła przed synem talerz z jajecznicą.
- Bardzo dobrze. - odpowiedział chłopak i zaczął jeść śniadanie. - A dlaczego ty jeszcze nie jesteś w pracy?
- Pierwsze spotkanie mam dopiero o 8:30 i nie muszę być tak wcześnie w firmie, bo nie mam niczego do zrobienia.
- Aha, rozumiem... - uśmiechnął się Alan i zajął się jedzeniem śniadania... - Dobra. Dziękuję za pyszne śniadanie, a teraz muszę lecieć, bo się spóźnię. - zakomunikował Alan i wstał od stołu. W przedpokoju założył kurtkę, i zarzucając plecak na jedno ramię pożegnał się z rodzicami i wyszedł z domu. Po drugiej stronie drogi zauważył, wychodzącą z domu Amelię. - Cześć Amelka! - zawołał i podbiegł do przyjaciółki.
- Hej. Gdzie się wczoraj podziewałeś po południu? Chciałam cię wyciągnąć na spacer, ale twoja mama powiedziała, że cię nie ma.
- Byłem u Justyny. Mogłaś zadzwonić, wróciłbym wcześniej.
- Oj tam, przeżyłam. A tak nawiasem mówiąc to chyba muszę ją w końcu poznać. Spędzasz z nią tyle czasu...
- Chyba mi nie powiesz, że jesteś zazdrosna?
- Nie, nie mam przecież powodów... A tak w ogóle to... Jak ona się czuje?
- Gdybym powiedział, że dobrze to bym skłamał. Widać, że to ją wykańcza.
- Biedna... - westchnęła Mela.
- No, niestety nie miała tyle szczęścia co ja i nie wykryli u niej tego raka wcześniej. - powiedział Alan i w tym samym momencie dotarli pod dom Karoliny. Amelia poszła po przyjaciółkę, a Alan czekał na dziewczyny na podjeździe. Po chwili Mela i Lola stały obok chłopaka.
- Cześć Ali. - uśmiechnęła się blondynka.
- Hej, hej. Chodźcie, bo się spóźnimy. - zakomunikował szatyn i cała trójka ruszyła dziarskim krokiem do szkoły. (...)


******


- Nareszcie dzwonek. - westchnęła Amelia, pakując książki do plecaka po ostatniej lekcji.
- Taaak. Szkoda tylko, że dziś nie jest piątek. - dodała Lola.
- Piątek nie jest dziś, ale jest za to jutro, a w sobotę impreza urodzinowa Meli. - uśmiechnął się Alan, obejmując obie przyjaciółki ramionami.
- No przecież wiem. - zaśmiała się Karolina, strącając rękę przyjaciela ze swojego ramienia. - Nie wiem jak wy, ale ja bym chciała już wyjść z tego budynku.
- Jestem za. - przytaknęła Amelka.
- No to idziemy. - cała trójka skierowała się do szatni po swoje kurtki, a następnie wyszli ze szkoły... - Meli, nie idziesz z nami do domu?
- Nie, umówiłam się z tatą. Musimy jechać na zakupy, rozejrzeć się za ozdobami świątecznymi i innymi duperelami... - wytłumaczyła dziewczyna i w tym samym momencie pod szkołę podjechał jej tata. - No to na razie. Widzimy się jutro! - zawołała, pomachała przyjaciołom na pożegnanie i wsiadła do samochodu. - Cześć tatku. - uśmiechnęła się i pocałowała Grzegorza w policzek.
- Cześć skarbie. Gotowa na zakupy?
- No oczywiście, że tak.
- No to się cieszę. - powiedział mężczyzna i odjechał spod szkoły. (...)

- Masz już prezent dla Amelki? - zapytała Karolina, kiedy razem z Alanem wracali do domu.
- Jeszcze nie, ale już wiem co jej kupię. - uśmiechnął się chłopak, a blondynka popatrzyła na niego zaciekawionym wzrokiem. - Czarnego labradora.
- Dasz jej psa? Awwww... Jak słodko. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Nabijasz się ze mnie. - skwitował chłopak.
- Wcale nie. Świetny pomysł, naprawdę.
- Dobra, dobra. A ty już wiesz co jej dasz?
- No oczywiście. Zauważyłeś na pewno, że od pewnego czasu na każde nasze spotkanie zabierałam aparat.
- Zauważyłem. To ma coś wspólnego?
- Ehe. Razem z Ksawerym wybraliśmy kilka najfajniejszych zdjęć i je wywołaliśmy, a później umieściliśmy je w antyramie. A filmiki skleiliśmy w jeden długi i zgraliśmy na płytkę razem z pozostałymi zdjęciami. - wytłumaczyła dziewczyna. - I jeszcze do tego ja kupuję jej rękawiczki. - zaśmiała się Lola. - Takie fajne z pomponami... A Ksawery kupił jakiś wisiorek z zegarkiem, chyba.
- Fajny mieliście pomysł z tym filmikiem i zdjęciami. - uśmiechnął się Alan.
- Ale twój prezent się jej i tak na pewno bardziej spodoba. Ona od zawsze marzyła o psie.
- Wiem, dlatego właśnie wybrałem zwierzaka.
- Dobra, to ja lecę. Muszę ogarnąć wszystko na jutro i jeszcze wpaść do Ksawerego, więc... Do jutra. - uśmiechnęła się Lola i przytuliła przyjaciela na pożegnanie, a następnie weszła do domu. (...)

- Mamo, już jestem! - zawołał chłopak wchodząc do domu.
- W samą porę. Myj ręce i siadaj do stołu, zaraz podaję obiad. - powiedziała Sylwia, kiedy szatyn wszedł do kuchni.
- Mmmm... Spaghetti?
- Tak. Dzwonił właściciel tego szczeniaka, którego kupiłeś Amelce. Pytał, kiedy go odbierzesz.
- Pojadę po niego jutro po szkole, tylko...
- Będziesz potrzebował samochodu, tak?
- No raczej. - powiedział Alan.
- Nie ma sprawy. Łap. - powiedziała kobieta i rzuciła synowi kluczyki.
- Eeee... Ale one nie są od twojego samochodu. Ani tym bardziej od samochodu taty...
- Tak, bo są od twojego samochodu.
- Żartujesz?! - zawołał zaskoczony chłopak.
- Nie, kupiliśmy ci samochód. Nie możesz ciągle pożyczać ode mnie auta, więc postanowiliśmy, że przyda ci się własne.
- Boże, dziękuję. - uśmiechnął się Alan i przytulił rodzicielkę.
- Nie dziękuj mnie tylko tacie. A teraz siadaj do stołu, bo ci spaghetti wystygnie. - zaśmiała się kobieta, a Alan wykonał jej polecenie... Kiedy chłopak skończył jeść obiad do domu wrócił jego tata. Ali szybko wstał od stołu i podbiegł do ojca, i mocno go przytulił.
- Dziękuję. - powiedział uradowany.
- Czyli mama ci już powiedziała... - zaśmiał się Javier. - Nie musisz dziękować. Potrzebujesz samochodu... A widziałeś już to cacko?
- Nie, nie widziałem.
- No to chodź. - powiedział mężczyzna i razem z synem poszedł do garażu, w którym stał czarny samochód.
- O Boże... Nie wierzę. Ten samochód jest naprawdę mój? - zapytał Alan obchodząc dookoła nowe auto.
- Tak, naprawdę... - zaśmiał się Javie, patrząc na uśmiechniętego syna. (...)


******



"Tak, tak, tak... Za godzinę wychodzę. Sobota = moja impreza urodzinowa. Czekałam na ten dzień... Jestem już 18-latką. o.O Boże... Jak to szybko minęło. Dostałam dzisiaj bardzo oryginalny prezent od mamy - hahah xd A była nim kosmetyczka, w której była kartka urodzinowa, a w kartce urodzinowej była mała karteczka z napisem: "Bardziej ambitny prezent dostaniesz na gwiazdkę." Śmiałam się z tego chyba z 15 minut. Rodzice powinni wiedzieć, że nie muszą mi nic kupować, bo dla mnie najważniejsze jest to, żeby zawsze byli przy mnie i mnie wspierali. Hmmm... Ubrania już mam gotowe, paznokcie też już pomalowane. Zaraz spadam pod prysznic i wgl. muszę ogarnąć włosy i zrobić makijaż, więc trochę mi to jeszcze zajmie czasu. + Alan dostał swój własny samochód. Karola za tydzień zdaje prawo jazdy, a ja? Ja muszę czekać na to jeszcze co najmniej miesiąc. Ale dam radę... [...]"

Kiedy Amelka weszła do baru, w którym miała odbywać się jej impreza urodzinowa wszyscy goście już byli na miejscu i na nią czekali. Dziewczyna przywitała się ze wszystkimi, a następnie przyjęła od nich życzenia i małe upominki.
- Ode mnie niestety nic nie dostaniesz. Przynajmniej nie teraz, bo nie bardzo mógłbym z tym nawet tutaj wejść. - powiedział Alan, na co Amelka się zaśmiała.
- Prezent nie jest najważniejszy. Ważne jest to, że tu jesteś. - powiedziała dziewczyna i przytuliła przyjaciela.
- Nie chciałabym przeszkadzać naszej jubilatce, ale... Mamy dla ciebie małą niespodziankę. - powiedziała Karolina do mikrofonu i jej twarz przyozdobił promienny uśmiech.
- Przepraszam cię, zaraz wracam. - powiedział Alan i wszedł na scenę. Wziął gitarę do ręki i zajął miejsce obok Karoliny i Ksawerego. A już po chwili cała trójka zaczęła śpiewać fragment piosenki Edyty Bartosiewicz - "Urodziny", natomiast kelnerzy w tym czasie roznosili kieliszki z szampanem. (...)


"...Dziś są twoje urodziny
Wznieś więc chociaż
Jakiś skromny toast
Za te smutne oczy w lustrze
Teraz wiesz, że już nie jesteś sam

Wszystkiego, czego chcesz
O czym tylko marzysz
Dzisiaj życzę ci
Wszystkiego, co już jest
O czym jeszcze nie wiesz
Byś zawsze sobą był..."

- Wszystkiego najlepszego Amelko. - dodał Alan, kiedy skończyli śpiewać. A na sali rozbrzmiały gromkie brawa. (...)

******



- Widziałaś gdzieś Melę? - zapytał Alan, podchodząc do Karoliny.
- Nie. Znaczy... Ostatnim razem jak ją widziałam to wywijała na środku parkietu, a teraz to nie wiem gdzie jest. - odpowiedziała dziewczyna.
- No trudno. Pójdę jej poszukać... O, Ksawi, nie widziałeś Amelki? - zapytał Ali, kiedy Ksawery do nich podszedł.
- Widziałem. Siedzi w kącie i chyba trochę przesadziła z drinkami.
- Co wy macie z tym, że na swoich osiemnastkach musicie przesadzić? - zastanowiła się Karola. - Najpierw Ali, a teraz Mela.
- Coś ich łączy. - zaśmiał się Ksawery.
- To nie jest wcale śmieszne stary. - powiedział Alan. - Dobra zabiorę ją do domu. A wy pożegnacie gości, ok?
- Jasne... Tylko nie ten, no... Wiesz o co chodzi.
- Ksawery!
- Dobra, już. - blondyn podniósł ręce w geście obronnym. Natomiast Alan poszedł do Amelki...
- Meli. Wszystko ok? - zapytał kucając obok przyjaciółki i łapiąc ją za dłonie.
- Alan. - uśmiechnęła się zalotnie dziewczyna. - Oczywiście, że wszystko ok misiaku.
- No to się cieszę. Chodź, odprowadzę cię do domu.
- Ale... Ja chcę zostać tutaj. - powiedziała szatynka, udając obrażoną.
- Ja tam uważam, że lepiej będzie jeśli wrócisz do domu. Zresztą już jest późno...
- Nigdzie nie idę. Nie mogę przecież zostawić moich gości.
- Uwierz mi, że możesz ich zostawić. Karolina i Ksawery dopilnują, żeby wszyscy bezpiecznie wrócili do domów i pożegnają ich od ciebie... Nie daj się prosić. Chodź, odwiozę cię.
- Jak to odwieziesz?
- Normalnie. Przypominam ci, że nie mogę pić alkoholu jak na razie... Idziesz?
- Ech... Dobrze, idę. - westchnęła brązowooka i wstała z zajmowanego miejsca. - Kręci mi się w głowie.
- Za dużo wypiłaś. Pomogę ci. - powiedział Alan i wziął przyjaciółkę za rękę. Zaprowadził ją do szatni, pomógł założyć jej kurtkę, a następnie sam zarzucił na siebie swoją i biorąc Amelkę na ręce wyszedł z baru. Posadził przyjaciółkę na miejscu pasażera w swoim samochodzie, a sam zajął miejsce kierowcy i odjechał w kierunku domu dziewczyny. (...)

Kiedy podjechali pod dom Amelki okazało się, że dziewczyna zasnęła.
- Amelka... Obudź się, już jesteśmy. - powiedział Alan i pogładził szatynkę po policzku.
- Zasnęłam?
- Tak. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju i będę leciał. - powiedział chłopak i pomógł wysiąść przyjaciółce z samochodu.
- Myślałam, że zostaniesz ze mną na noc. - uśmiechnęła się Amelia i pogładziła Alana po policzku.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł.
- Alan, no proszę. Bo się obrażę i się już nigdy do ciebie nie odezwę.
- Nie zostanę na całą noc. Mogę zostać dopóki nie zaśniesz... Może być? - zapytał, a w odpowiedzi dostał przeczące kręcenie głową. - No dobra, w takim razie radź sobie sama. - chłopak wzruszył ramionami i już chciał odejść, ale zatrzymał go szept przyjaciółki.
- Zostań ze mną, proszę.
- Mela... Ech, dobra zostanę. Chodź do domu, bo zimno jest. - uśmiechnął się delikatnie Alan, i łapiąc dziewczynę za rękę pomógł jej dojść do jej pokoju. - No to teraz się rozbieraj. - powiedział, a Mela zaczęła zdejmować sweter, a następnie zdjęła buty i podeszła do chłopaka i zaczęła zdejmować z niego bluzę. - Amelka, nie wygłupiaj się. Połóż się już...
- Czyli ci się nie podobam... - Amelka zrobiła smutną minę i usiadła na skraju łóżka podpierając głowę na rękach.
- To nie tak. Po prostu... Nie wiesz co robisz. Później możesz tego żałować, a ja tego nie chcę... Za bardzo mi na tobie zależy. - uśmiechnął się Alan. - Kładź się.
- Ale zostaniesz ze mną?
- Oczywiście, że zostanę. Jak rano się obudzisz ja nadal tu będę, spokojnie.
- Ok. - westchnęła Mela i położyła się do łóżka przymykając powieki. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy dziewczyna już spała. Alan siedział obok łóżka i przyglądał się dziewczynie. Po chwili nachylił się nad jej twarzą i delikatnie musnął kącik jej ust, a następnie położył się obok niej i mocno do siebie przytulił. Po jakimś czasie on również zasnął. (...)
 

 
Rozdział 17
"Jestem już po obiedzie, a jest dopiero 140. Hah xd Pospieszyłyśmy się dziś z mamą... Za 2 godziny jestem umówiona z Alanem - jadę z nim do szpitala. Jutro ma kolejną chemię i wraca do domu we wtorek. Współczuję mu... No, ale to dla jego dobra... Zostały mu jeszcze tylko 3 wizyty w szpitalu na chemioterapii i wszystko powinno już być dobrze - i ja mam taką nadzieję... Mama woła i mówi, że ktoś do mnie przyszedł - ciekawe kto taki. [...]"
Amelia zbiegła po schodach na dół i weszła do kuchni.
- Mamo... Gdzie ten mój gość?
- W salonie. - powiedziała kobieta nawet nie patrząc na córkę. Mela wzięła głęboki oddech i z lekkim uśmiechem na ustach weszła do salonu. Tam na kanapie siedział Alan z gitarą w ręku.
- Cześć Alan. Stało się coś? - zapytała dziewczyna całując przyjaciela w policzek.
- Hej... Nie, nic się nie stało. Po prostu chciałem ci coś zagrać. - uśmiechnął się szatyn.
- Zagrać? Napisałeś nową piosenkę?
- Ehe... W sumie to było już dawno, ale dopiero teraz ułożyłem muzykę i chciałem, żebyś powiedziała mi co o tym myślisz.
- Ok. W takim razie idź do mojego pokoju, a ja przyniosę nam coś do picia. - zakomunikowała Amelka i poszła do kuchni, natomiast Alan poszedł do pokoju dziewczyny... - No jestem. Jaki ta piosenka ma tytuł? - zapytała brązowooka odstawiając szklanki z sokiem na biurko i usiadła na jednej z puf stojących obok łóżka.
- "Die in your arms". - powiedział Alan i przejechał opuszkami palców po strunach. - Gotowa?
- Jasne mistrzu. Graj. - uśmiechnęła się Amelka, a szatyn zaczął grać melodię, a po chwili zaczął śpiewać:


"Powiedz, że mnie kochasz...
Tak bardzo jak ja Ciebie, tak...
Mogłabyś mnie zranić? Czy mogłabyś mi to zrobić?
Kochanie czy byś mnie okłamała? Bo prawda boli dużo bardziej
Czy robiłabyś rzeczy, które mnie doprowadzają do szału?
Zostawiłabyś moje serce przed drzwiami?
Nie mogę nic na to poradzić, jestem samolubny
Nie ma opcji żebym się Tobą dzielił
To by złamało moje serce na kawałki
Bo szczerze prawda jest taka, że...

Jeśli mógłbym umrzeć w Twoich ramionach, nie miałbym nic przeciwko, bo kiedy mnie dotykasz, ja po prostu...
Umieram w Twoich ramionach, czuję się tak świetnie
Więc kochanie, proszę nie przestawaj

Kochanie, wiem, że kochanie Ciebie nie jest łatwe, ale jest warte spróbowania
Jeśli to, że kocham za mocno, jest powodem żeby nazywać mnie głupkiem to czy są tu jakieś zasady, kochanie?
Jeśli to jest lekcja, to naucz mnie jak się zachowywać
Po prostu powiedz mi, co muszę zrobić żeby stać obok Ciebie
Nie mogę nic na to poradzić, jestem samolubny
Nie ma opcji żebym się Tobą dzielił
To by złamało moje serce na kawałki
Bo szczerze prawda jest taka, że

Jeśli mógłbym umrzeć w Twoich ramionach, nie miałbym nic przeciwko, bo kiedy mnie dotykasz, ja po prostu...
Umieram w Twoich ramionach, czuję się tak świetnie
Więc kochanie proszę nie przestawaj
W zasadzie mówię, że nie mogę żyć bez mojej ukochanej
Kochanie Ciebie jest dla mnie cholernie proste
Nie potrzebuję zastanowienia, obiecaj mi tylko, że nie będziesz mi kazała czekać
Powiedz mi, że jestem wszystkim, czego potrzebujesz

Jeśli mógłbym umrzeć w Twoich ramionach, nie miałbym nic przeciwko, bo kiedy mnie dotykasz, ja po prostu...
Umieram w twoich ramionach, czuję się tak świetnie
Więc kochanie proszę nie przestawaj

Jeśli mógłbym umrzeć w twoich ramionach
(Sprawię, że uwierzysz kochanie )
Nie miałbym nic przeciwko...

Nie przestawaj, kochanie...

To właśnie co ze mną robisz
Woahhh oh no no no
Kochanie proszę nie odchodź..."

Alan skończył śpiewać i odłożył gitarę na łóżko, po czym swój wzrok przeniósł na Amelię. Dziewczyna siedziała bez ruchu i wpatrywała się w przyjaciela, a jej oczy błyszczały od łez.
- Tylko mi się tu nie rozpłacz. - uśmiechnął się szatyn i rozłożył ramiona, w których po chwili znalazła się Amelka.
- Ta piosenka jest śliczna... - wyszeptała dziewczyna i delikatnie się uśmiechnęła. - Pisałeś ją z myślą o kimś konkretnym czy tak sobie po prostu?
- Pisząc ją myślałem o jednej, bardzo ważnej dla mnie osobie, ale nie mogę niestety zdradzić o kogo chodzi. Dowiesz się kiedyś.
- Jasne. Rozumiem... Jest już wpół do czwartej, za pół godziny jedziemy do szpitala. - powiedziała Mela i podeszła do szafy. - Pozwolisz, że się przebiorę? Nie pojadę przecież w dresie.
- Ok. Idź, ale jak na mój gust mogłabyś jechać w tym dresie. Ładnie wyglądasz.
- Jasne... - brązowooka pokręciła głową z dezaprobatą i zabierając ubrania weszła do łazienki. (...)

Siedzieli w szpitalnej sali i czekali na mamę szatyna. Chłopak bawił się nerwowo rękawem bluzy i nie zwracał nawet uwagi na swoją przyjaciółkę. Po chwili Amelka złapała go za rękę i mocno ją ścisnęła - w ten sposób zmusiła Alana, żeby na nią spojrzał.
- Nie denerwuj się. Wszystko będzie dobrze.
- Nie dam rady Meli, nie wytrzymam tego. - westchnął chłopak.
- Nie mów tak, przecież dobrze wiesz, że to co mówisz jest nieprawdą... Pamiętasz jak się poznaliśmy? Jak cię nie lubiłam i mówiłam, że nie chcę polubić? Pomyślałbyś wtedy, że teraz będziemy najlepszymi przyjaciółmi? - zapytała Amelka.
- Pamiętam i nie, nie pomyślałbym, że zostaniemy przyjaciółmi, ale co to ma do rzeczy?
- Dużo Ali, bardzo dużo. To, że się zaprzyjaźniliśmy można nazwać cudem... I ja wierzę, że coś podobnego stanie się z twoją chorobą.
- Zaprzyjaźni się ze mną?
- Nie. - zaśmiała się szatynka. - Myślisz, że nie dasz rady wygrać z tym rakiem, ale to nieprawda. Jesteś silny, masz dla kogo żyć. Wygrasz z tym - obiecuję ci to.
- Nie obiecuj, przecież to nie zależy od ciebie... Meli?
- Słucham.
- Mogę się przytulić? - zapytał nieśmiało Alan, na co Amelka tylko się uśmiechnęła i mocno przytuliła przyjaciela... Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi, a następnie do pomieszczenia weszła pani Sylwia.
- Amelko, my już chyba pojedziemy do domu. - powiedziała kobieta uśmiechając się delikatnie w stronę nastolatków.
- Oczywiście... Ali trzymam kciuki i przestań o tym myśleć. - brązowooka pocałowała chłopaka w policzek i jeszcze wyszeptała mu do ucha: - Na początku choroby się tak nie bałeś. Spróbuj się cofnąć do tamtego czasu i zachowuj się tak samo. - uśmiechnęła się i wyszła z sali, a za nią wyszła mama szatyna. (...)

"No i ten najfajnieszy weekend dobiega właśnie końca. Jest już 230 i zaraz idę spać. Dzisiejszy dzień mnie zadziwił, a najbardziej zachowanie Alana. o.O Wpadł do mnie kilka minut po 140 z gitarą, bo chciał mi zaśpiewać piosenkę. Swoją drogą - piękną piosenkę - jak skończył śpiewać to miałam łzy w oczach. *-* A później w szpitalu odbyliśmy bardzo trudną rozmowę... Nie rozumiem dlaczego on myśli, że nie przeżyje. Stracił to pozytywne nastawienie, które miał jeszcze 3 tygodnie temu. Jak na niego patrzę to serce mi się kraje... Dobra, dość tego. Idę spać - muszę się wyspać, bo przecież jutro poniedziałek. [...]"

******


Czekał na lekarza, który miał wpaść do niego i sprawdzić czy wszystko w porządku i czy na pewno może wracać już do domu. Czas dłużył mu się niemiłosiernie, ale musiał czekać na doktora. Znudzony tym czekaniem wstał z łóżka i podszedł do okna. Na dworze z minuty na minutę było coraz ciemniej - nie ma się co dziwić, w końcu to już koniec listopada. Nagle Alan usłyszał puknie do drzwi, odwrócił się od okna i lekko ochrypniętym głosem zawołał:
- Proszę! - gdy chłopak wypowiedział to słowo drzwi się uchyliły i do pomieszczenia wszedł siwy mężczyzna.
- Dzień dobry Alanie. Widzę, że jesteś już spakowany i gotowy do wyjścia. - uśmiechnął się lekarz.
- Tak. Mam nadzieję, że będę mógł wrócić już dzisiaj. - uśmiechnął się szatyn. Doktor sprawdził coś w karcie Alana wiszącej na ramie łóżka i delikatnie się uśmiechnął.
- Aż tak ci się spieszy do dziewczyny? Daj jej trochę swobody.
- Panie doktorze... - powiedział z lekkim oburzeniem Alan. - Lepiej niech mi pan powie czy mogę wrócić do domu.
- Ech... Możesz, możesz. Widzimy się w przyszłym tygodniu na przedostatniej chemii. - uśmiechnął się mężczyzna i wyszedł z sali. Po wyjściu lekarza Ali dopakował do torby, którą miał ze sobą kosmetyczkę i wyszedł z sali z uśmiechem na ustach... Wychodząc ze szpitala potrącił dość ładną, nie wysoką, rudą dziewczynę*.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię. Nic ci nie jest? - zapytał chłopak pomagając wstać zielonookiej.
- Nic się nie stało. Tak, wszystko ok. - odpowiedziała dziewczyna i obdarzyła Alana promiennym uśmiechem.
- Hmmm... Może w ramach przeprosin dałabyś się zaprosić na gorącą czekoladę? W kawiarni na przeciwko jest naprawdę dobra.
- Nie musisz mnie zapraszać na gorącą czekoladę, tym bardziej nie w ramach przeprosin. Przecież ci powiedziałam, że nic się nie stało. - uśmiechnęła się rudowłosa.
- Nie daj się prosić. - uśmiechnął się Ali. - A tak w ogóle to jestem Alan, ale jak wolisz możesz mówić Ali - tak nazywają mnie przyjaciele. - dodał chłopak wyciągając rękę w kierunku towarzyszki.
- Justyna, dla przyjaciół Ika lub Isia - jak kto woli. - uśmiechnęła się dziewczyna i uścisnęła dłoń Alana.
- No dobra, formalną część mamy za sobą. A teraz idziemy na gorącą czekoladę. I to nie było pytanie tylko stwierdzenie.
- Ech... Ok. - uśmiechnęła się Ika i razem z Alim opuściła szpital. (...)

Justyna i Alan spędzili bardzo miło czas w kawiarni. Okazało się, że mają wiele wspólnego, a jedną z czołowych rzeczy, która ich łączy jest... choroba. Dziewczyna również ma raka i musi przyjmować chemioterapię. Tyle, że jej przypadek jest poważniejszy - rak został wykryty w późniejszym stadium niż u Alana, a Ika dopiero za kilka dni miała zacząć chemioterapię...
- Boisz się? - zapytała rudowłosa, kiedy wychodzili z kawiarni.
- Czego? - zapytał Alan nie rozumiejąc o co chodzi nowej koleżance.
- Tego, że... umrzesz.
- Już nie... Miałem taki moment jeszcze wczoraj, ale już mi przeszło. Co ma być, to będzie... A ty, boisz się?
- Trudno mówić o tym czy się boję. Ten rak w porównaniu z tym, co przeszłam to pikuś. - westchnęła dziewczyna. - Boże, jak już późno. - dodała spoglądając na zegarek, który wskazywał kilka minut po 200. - Muszę już chyba lecieć, mama się będzie martwić.
- Jasne, rozumiem... Spotkamy się jeszcze?
- Na pewno. Nie raz i nie dwa... Oddział onkologiczny nie jest przecież tak duży. - uśmiechnęła się Justyna. - No to... Do zobaczenia Alan.
- Do zobaczenia. - pożegnali się i każde poszło w swoją stronę. (...)

- Nareszcie! Gdzieś ty tyle był?! My tu z mamą od zmysłów odchodzimy! - jak tylko Alan przekroczył próg domu takimi słowami przywitał go Javier.
- Cześć tato, też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnął się szatyn ignorując słowa ojca i tak po prostu go przytulił. W tym momencie z Javiera uleciała cała złość i oddał uścisk. - Tęskniłem za tobą.
- Ja za tobą też synku. - mężczyzna poklepał szatyna po plecach. - Ale teraz powiedz mi gdzie byłeś.
- Jak wychodziłem ze szpitala spotkałem dziewczynę, w sumie to ją potrąciłem i przeze mnie się przewróciła, więc w ramach przeprosin zaprosiłem ją na gorącą czekoladę. Zagadaliśmy się po prostu. Ona też jest chora, a poza tym jest dużo innych rzeczy, które nas łączą. Przepraszam, wiem, że mogłem zadzwonić, ale nie sądziłem, że aż tyle czasu spędzimy na rozmowie. - wytłumaczył Alan.
- Rozumiem. - uśmiechnął się tata chłopaka. - Dobra, na pewno jesteś zmęczony. Idź odpocznij, a jutro pogadamy.
- Ok. Dobranoc tato.
- Dobranoc synu... (...)

*** 2 tygodnie później... 4 grudnia... ***



"No i mamy właśnie 4 grudnia. Ale pogoda za oknem wcale nie wskazuje na to, że jest grudzień - wręcz przeciwnie, to, co dzieje się na zewnątrz wygląda na październik. Cieszę się, że już niedługo święta - dokładnie 20 dni do Wigilii, a 11 do powrotu taty! <3 Już nie mogę się doczekać... Mama już zaczyna robić listę produktów, które będzie potrzebować na przygotowanie świąt i w ogóle. Ja i tata mamy się zająć choinką - jak co roku... Hmm... Ale choinka to pikuś w porównaniu z prezentami. Kompletnie nie wiem co kupić rodzicom, dziadkom, a co dopiero przyjaciołom [?!] Nie mam pojęcia -,- Na Mikołajki już mam dla nich prezenty - co prawda może się to wydawać tandetne, ale zrobiłam nam z muliny identyczne bransoletki. Na coś bardziej ambitnego będą musieli poczekać do świąt. Ok, chyba już pójdę, bo mama woła mnie na kolację. No, a później szybki prysznic i do łóżeczka, bo jutro ciężki dzień.
PS. W czwartek Alan ma ostatnią chemioterapię! [...]"


******


Obudził ją dźwięk budzika. Leniwie otworzyła oczy i podniosła się na łokciach. Spojrzała na krajobraz za oknem, a na jej usta wkradł się delikatny uśmiech. Na zewnątrz wszystko było pokryte białym puchem. Amelka wstała z łóżka i podeszła do szafy, z której wyciągnęła ubrania i weszła do łazienki, w której wykonała wszystkie poranne czynności... Wróciła do pokoju i zabierając torebkę, telefon i ciepłą kurtkę zeszła do kuchni na śniadanie... Na stole zauważyła kartkę, którą zostawiła jej mama: "Amelko, pojechałam do babci. Wracam jutro po południu. Jak chcesz możesz zaprosić przyjaciół na noc - tylko nie roznieście domu. Całuję, mama."
- Niecałe trzy tygodnie do świąt, a mamie się zachciało odwiedzać babcię. - dziewczyna pokręciła głową z rozbawieniem. Wyjęła z szafki swoją ulubioną miseczkę, nasypała do niej płatków i zalała je zimnym mlekiem, a następnie usiadła do stołu i zaczęła jeść przygotowane śniadanie... Kiedy wkładała miseczkę do zlewu usłyszała dźwięk dzwonka. Zdziwiona tym, że ktoś o tej porze do niej przychodzi podeszła do drzwi zakładając kurtkę.
- Cześć Mel. - uśmiechnęła się Karolina.
- O, hej. - odwzajemniła gest Amelia. - Nie umawiałyśmy się, że idziemy razem.
- Wiem, ale Ksawerego dziś nie będzie w szkole, Alan pojechał do szpitala, bo jutro ma tą chemię no i zostałyśmy dziś same.
- Oj tam, poradzimy sobie. A co jest Ksawiemu?
- Szczerze mówiąc to sama nie wiem, ale chyba nic, bo był dziwnie zadowolony jak dzwonił i mówił, że go nie będzie.
- Dziwne... Dobra, chodźmy, bo się spóźnimy. - powiedziała Mela i zamknęła drzwi na klucz, a następnie razem z przyjaciółką ruszyła w stronę szkoły. (...)


******


- Może wpadłabyś dziś do mnie na noc? Mojej mamy nie ma, bo pojechała do babci i wraca dopiero jutro po południu. - powiedziała Mela, kiedy po ostatniej lekcji wychodziły ze szkoły.
- Czemu nie, mogę wpaść. - uśmiechnęła się Lola.
- To super... Ej, czy to przypadkiem nie Ksawery? - zapytała Amelka wskazując na chłopaka stojącego przy samochodzie.
- No Ksawery, ale... Coś mi nie pasuje. Skąd on wziął ten samochód?
- Nie wiem skąd, ale zaraz się dowiemy. Chodź. - Amelia pociągnęła przyjaciółkę w stronę chłopaka. - Cześć Ksawi. - dziewczyna pocałowała blondyna w policzek i uśmiechnęła się promiennie.
- Hej Meli. Cześć słońce. - powiedział Ksawery i pocałował swoją dziewczynę.
- Cześć... Czyj to samochód?
- Mój.
- Eeee... Że co? - zapytały równocześnie dziewczyny.
- No to. Półtora tygodnia temu zdałem prawo jazdy, a ten samochód dostałem dzisiaj.
- Aha... To już rozumiem dlaczego cię nie było w szkole. - uśmiechnęła się Mela.
- I dlaczego byłeś taki zadowolony jak do mnie dzwoniłeś. - dodała Karola.
- No właśnie, rozgryzłyście mnie... Wskakujcie i jedziemy do domu. - Ksawery otworzył drzwi dziewczynom, a sam zajął miejsce za kierownicą.
- Nie zabijesz nas? - zapytała ze śmiechem Amelia.
- Nie, nie musicie się bać. - odpowiedział chłopak przekręcając kluczyk w stacyjce.
- To dobrze... A właśnie. Ksawi może wpadniesz do mnie na noc? Mam wolną chatę.
- Eeee... Mela? Ja mam dziewczynę. - powiedział Ksawery, a Karolina i Amelia wybuchnęły śmiechem.
- Tak, wiem, że masz dziewczynę. Ona też będzie.
- Aaaa... To trzeba było tak od razu. Pewnie, że wpadnę. O której? - zapytał parkując przed domem przyjaciółki.
- Nie wiem, bądźcie może o... 180?
- Dobra, będziemy. To do zobaczenia! - zawołała Karolina za wysiadającą z samochodu Amelią, a dziewczyna tylko się uśmiechnęła i pomachała na pożegnanie przyjaciołom. (...)

"Przeżyłyśmy dziś z Karolą szok. o.O Wychodzimy ze szkoły, a tu przed nami stoi Ksawery, ale najlepsze jest to, że stał koło samochodu... Jak się później okazało JEGO samochodu. Ja nawet nie wiedziałam, że on się zapisał na kurs prawa jazdy, a co dopiero, że zdał egzamin. Ale byłam miło zaskoczona... Hmmm... Mama pojechała do babci - dziwne tylko jest to, że tak nagle i nic mi nie powiedziała tylko zostawiła kartkę - mam nadzieję, że wszystko z babcią w porządku i to tylko takie zwykłe odwiedziny. A no i najważniejsze - za godzinę przychodzi Lola i Ksawi i zostają na noc. Szkoda tylko, że nie będzie z nami Alana, ale on jest w szpitalu... Jutro ma ostatnią chemię. Hmmm... Chyba pójdę przygotować coś do jedzenia, bo jak ci głodomorzy przyjdą to... Haha! [...]"
 

 
Rozdział 16

"Karola zerwała z Ksawerym... Nie znam szczegółów, ale podobno ją zdradzał. Dziwi mnie to i twierdzę, że nie mógł jej tego zrobić. Lola musiała coś źle zrozumieć, a znając ją nie dała mu wyjaśnić i tak wyszło... Ona cały czas płacze, a on siedzi u Alana i - najprawdopodobniej - tłumaczy mu to wszystko. Skąd wiem, że u niego jest? Siedzą na balkonie - mimo, że jest tylko 2 stopnie. Brrrr... Muszę coś wymyślić, muszę ich pogodzić... Zadzwonię potem do Alana i zapytam co mu powiedział Ksawi, a później może wspólnie coś wykombinujemy... A co do prezentu dla Karoliny to już prawie wszystko gotowe... Kupiłam dzisiaj - znaczy Alan kupił, bo ja jeszcze nie mam 'uprawnień' - wino. Kajdanki z futerkiem są, kieliszki też. Cukierki są - oczywiście 18. xd Zaniosłam zdjęcie naszej paczki do fotografa i ma je na jutro wywołać i jeszcze idę po jakieś dziecięce buciki albo śpioszki jutro - nie żeby była w ciąży czy coś, ale taki tam pomysł miałam. Haha xd No i jeszcze muszę znaleźć karton, jakieś stare gazety i jak będę mieć wszystkie 'elementy' prezentu będę mogła zacząć pakować. Mam nadzieję, że prezent się jej spodoba... I zdąży się pogodzić z Ksawerym do soboty. [...]"

******


- Halo? - Alan odebrał dzwoniący telefon i usiadł na łóżku.
- Hej. Widziałam, że był u ciebie Ksawery... O co im poszło? - zapytała na wstępie Amelia.
- Cześć... Lola zobaczyła go z jego kuzynką w kawiarni jak się przytulali. No i jak to ona wyciągnęła pochopne wnioski i jeszcze nie dała mu nic wytłumaczyć i tak wyszło, że z nim zerwała... Trzeba ich jakoś pogodzić.
- Wiedziałam! Ona jest za bardzo roztrzepana... Ja też jestem zdania, że trzeba ich pogodzić. Tylko jak to zrobić?
- Nie wiem... Najlepiej ich jakoś ze sobą umówić.
- Taaa... Ale Karolina nie chce z nim gadać.
- No to... Wiem!
- To mów!
- Umówisz się z Lolą, ale zamiast ciebie pójdzie na to spotkanie Ksawery. Wtedy nie będzie mogła się już wymigać i będzie musiała go wysłuchać.
- Myślisz, że to poskutkuje?
- Pewności nie mam, ale zawsze można spróbować.
- No w sumie masz rację... Dobra, to ja do niej zadzwonię i zapytam czy nie chce się jutro spotkać. A później dam ci znać, ok?
- Jasne. Ale... Nie będzie jej jutro w szkole?
- No właśnie nie. Ale nie wnikam, jak nie to nie. Mam nadzieję, że po południu da się gdzieś wyciągnąć.
- Ja też. Dobra, to ty dzwoń do Loli, a ja powiadomię Ksawerego.
- Ok. To pa.
- Pa. (...)

******



"Drrrrrrrrrrrrrrrryń!" - dźwięk budzika obudził Amelkę. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek, który wskazywał 6:50. Wstała z łóżka i zabierając z oparcia krzesła ubrania (bez okularów) na lekko chwiejących się nogach weszła do łazienki... Po 20 minutach wróciła do pokoju i zabierając torbę z książkami zeszła do kuchni.
- Cześć mamo. - powiedziała dziewczyna odkładając torebkę na krzesło i pocałowała rodzicielkę w policzek.
- Cześć skarbie. Jak się spało?
- Bardzo dobrze. Aż mi się nie chciało wstawać.
- Oj Mela, Mela... Może ci zrobię jakąś kanapkę? Te płatki to moim zdaniem nie jest za bardzo pożywny posiłek. - powiedziała Marta widząc, że Mela wyjmuje z szafki płatki.
- Mamo, mnie te płatki naprawdę wystarczą. Mamy w szkole stołówkę przecież. Do lunchu wytrzymam. - uśmiechnęła się brązowooka zaczynając jeść swoje śniadanie.
- No dobrze... Aha, Alan dzwonił i kazał ci przekazać, że o 7:40 po ciebie przyjdzie. - uśmiechnęła się Marta i zabierając ze sobą kubek kawy poszła do salonu. Amelia skończyła jeść śniadanie i pozmywała po sobie naczynia, a następnie zabrała torbę i spojrzała na zegarek - 7:38, czyli ma jeszcze dwie minuty. Założyła kurtkę i pożegnała się z mamą, po czym wyszła z domu. Na podjeździe spotkała się z Alanem.
- Cześć, właśnie po ciebie szedłem. - uśmiechnął się szatyn i pocałował przyjaciółkę w policzek.
- Hej, wiem. Ale stwierdziłam, że nie będziesz szedł do drzwi, bo się jeszcze przemęczysz za bardzo. - zaśmiała się Mela.
- Bardzo śmieszne, naprawdę... Umówiłaś się z Karoliną?
- Ehe... O 170 w Starbucks'ie. Tylko niech Ksawery nie będzie tam punktualnie. Musi się trochę spóźnić, żeby Lola przyszła wcześniej, bo jak go zobaczy to zwieje.
- Jasna sprawa... Mam nadzieję, że się uda.
- Ja też mam taką nadzieję. (...)

******


Lola siedziała przy jednym ze stolików w kawiarni, w której umówiła się z Amelią i czekała na przyjaciółkę. Brązowooka spóźniała się już 15 minut, co powodowało coraz większe zdenerwowanie Karoliny. Dziewczyna co chwilę zerkała na telefon i zagryzała nerwowo wargi...
- Cześć. - w pewnym momencie usłyszała za sobą szept. Odwróciła się i zamarła...
- Co ty tu robisz? - zapytała ze zdenerwowaniem w głosie.
- W sumie to... Chyba musimy pogadać, nie uważasz?
- No nie wydaje mi się, żebyśmy mieli o czym rozmawiać. A poza tym nie mam czasu, umówiłam się z Melą.
- Ona nie przyjdzie... To było specjalnie, żebyś ze mną porozmawiała. Proszę, daj mi 10 minut, a potem dam ci spokój. - uśmiechnął się delikatnie Ksawery i spojrzał w oczy Karolinie.
- No dobra, siadaj. - westchnęła blondynka, a chłopak zajął miejsce naprzeciwko niej... - Czas ci ucieka.
- No tak... Bo wiesz wtedy, kiedy spotkałaś mnie z tą dziewczyną w galerii. Ja... Nie wiedziałem co kupić ci na urodziny i zadzwoniłem do Agnieszki, żeby mi pomogła coś wybrać. I wtedy, kiedy nas zauważyłaś po prostu się z nią żegnałem...
- To nie wyglądało na TYLKO pożegnanie, bynajmniej przyjacielskie. - prychnęła Lola.
- Ale to było TYLKO pożegnanie. Przecież nie zdradzałbym cię z moją kuzynką, ani tym bardziej inną dziewczyną. - powiedział Ksawery cały czas patrząc w oczy blondynki.
- Zaraz, zaraz... To ona jest twoją kuzynką?
- Tak. Chciałem ci to wtedy wytłumaczyć, ale tak szybko uciekłaś i nie miałem na to szans. A poza tym... Chciałem za tobą wybiec wtedy, ale Aga powiedziała, że to nie jest za dobry pomysł i żebym dał ci trochę czasu na ochłonięcie. A potem Mela i Alan wymyślili to, co właśnie się dzieje. - powiedział chłopak i pomiędzy nimi zapadła cisza. Po chwili Lola wstała z miejsca i podeszła do Ksawerego siadając mu na kolanach i mocno wtuliła się w jego klatkę piersiową, a on otoczył ją swoimi ramionami.
- Przepraszam. - wyszeptała dziewczyna.
- Nie musisz mnie przepraszać... Ej, a czy to oznacza, że nie jesteś już na mnie zła i wszystko jest po staremu?
- Tak jest. - uśmiechnęła się Lola i pocałowała chłopaka w policzek.
- No to w takim razie muszę ci kogoś oficjalnie przedstawić. Chodź ze mną. - Ksawery pomógł założyć swojej dziewczynie kurtkę i razem z nią opuścił kawiarnię. (...)

******


"Tak! Wszystko poszło zgodnie z planem. Lola i Ksawi znowu są razem... No, a ja już mam cały prezent dla mojej kochanej Karoli, który już nawet spakowałam. Ali też już wszystko ma, więc teraz czekamy tylko na sobotę - szczerze, to się już doczekać nie mogę. Jutro już piątek = początek najfajniejszego weekendu (chyba). Chociaż... W poniedziałek Alan ma kolejną chemię -,- Przez to cholerstwo wypadają mu włosy i musi nosić czapki, co nie jest za fajne, bo ludzie w szkole (ci, którzy nie wiedzą, że Ali ma raka) dziwnie się na niego patrzą. No, ale... Mam nadzieję, że on to przetrwa i za niedługo wszystko się ułoży. [...]"

*** SOBOTA ***


Godzina 11:30... Amelia leżała w łóżku i czytała książkę. W pewnym momencie do jej pokoju wpadł Alan.
- Cześć Mela... - powiedział chłopak i usiadł na łóżku przyjaciółki.
- Hej. Stało się coś?
- Nie, nic się nie stało. - uśmiechnął się szatyn. - Po prostu przyszedłem, bo... Boję się trochę.
- Czego ty się boisz?
- W sumie to ja sam nie wiem czego... Tak, wiem dziwne.
- Wcale nie dziwne, też tak czasami mam. - uśmiechnęła się Amelka. - Co byś powiedział na spacer?
- Dobry pomysł, ale błagam - taki dłuuuuugi.
- Ok, ale skoro ma być długi to ja muszę wybrać ubrania na imprezę u Karoli. - powiedziała dziewczyna i podeszła do szafy... Stała przed otwartą szafą już dobre 10 minut i nadal nie mogła się zdecydować jaki strój wybrać na wieczór.
- Mela, możesz szybciej? Stoisz tak już prawie 15 minut. - powiedział Alan podchodząc do przyjaciółki.
- No nie mogę szybciej... Nie wiem co założyć.
- Ech... Pokaż te ubrania, ja ci zaraz coś znajdę. - Ali odsunął Amelkę od szafy i sam zaczął przeglądać ubrania dziewczyny. Po chwili wyjął sukienkę i sweterek. - Może być?
- Eeeee...
- No co? Coś nie tak?
- Nie, wręcz przeciwnie... Zostań moim stylistą, ok? - zaśmiała się Mela, a Alan jej zawtórował. (...)


*** Impreza u Loli... ***


- Co tu tak sama siedzisz? - zapytał Ksawery podchodząc do Amelii, która siedziała na kanapie w salonie. Dziewczyna spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się wzruszając ramionami.
- Myślę...
- Nie wierzę. Ty myślisz?! - zaśmiał się blondyn, przez co dostał z pięści w ramię. - Dobra, już... A mogę wiedzieć nad czym tak myślisz?
- Nad różnymi rzeczami, ale najbardziej nad tym co mi powiedział dziś Alan. - westchnęła dziewczyna.
- A co ci powiedział? Powinienem się bać?
- Raczej nie, ty nie masz chyba czego... Ale nie będę ci o tym mówić, tym bardziej, że właśnie idzie do nas Ali. - uśmiechnęła się Mela, a już po chwili koło niej stał Alan.
- Obgadujecie mnie? - zapytał z uśmiechem szatyn.
- Nie, skądże znowu. - odpowiedział Ksawery.
- To dobrze... Ekhem. Porwę ci ją, ok? - Alan skierował to pytanie do Ksawerego, który tylko przytaknął głową i się uśmiechnął.
- A ja tu nie mam nic do gadania? - zapytała Amelka.
- No nie bardzo... Nie marudź tylko chodź.
- Dobra, idę. - westchnęła brązowooka i razem z Alanem wyszła z salonu. Po czym pożegnali się z Karoliną informując ją, że muszą już lecieć i wyszli z jej domu. (...)

Szli w ciszy do domu Alana. Amelia była trochę zdziwiona tym, że chłopak tak szybko chciał wyjść z imprezy, ale nie pytała o co chodzi tylko wytrwale zmierzała za przyjacielem do jego domu... Kiedy byli już w pokoju chłopaka Amelka zdecydowała się odezwać.
- Stało się coś, że tak szybko wyszliśmy?
- W pewnym sensie. - Alan usiadł obok przyjaciółki i objął ją ramieniem, a ona położyła swoją głowę na jego ramieniu.
- To znaczy?
- Boję się, że mimo tej chemioterapii umrę.
- Nie mów tak! - niemalże krzyknęła Mela odsuwając się od przyjaciela i patrząc mu prosto w oczy. - Nie umrzesz, jeszcze całe życie przed tobą.
- Ale Mela... Ja wolę myśleć, że dużo czasu mi tu już nie zostało i później cieszyć się z tego, że...
- Nie będę słuchać twoich teorii, bo znam je już za dobrze... Muszę iść. Do zobaczenia - jutro?
- Jasne... Mam jutro po południu jechać już do szpitala.
- Pojadę z tobą. - uśmiechnęła się Amelia i pocałowała przyjaciela w policzek i wyszła z jego pokoju. (...)

"Znowu zaczął swoją gadkę pod tytułem 'Wolę myśleć, że umrę, a później cieszyć się z tego, że jednak żyję.' Ten człowiek mnie któregoś dnia wykończy... Jutro jadę z nim do szpitala, bo w poniedziałek ma kolejną chemioterapię... Ale może tyle o Alanie, bo i tak już za często o nim piszę - jakaś totalna fobia. Co do urodzin Karoli to... za długo na nich nie byłam, bo tylko 3,5 godziny, ale prezenty się jej podobały. No i to jest najważniejsze... Chciała zabrać mnie i Alana na koncert Katty Perry (bo Ali kupił jej 4 bilety), ale my niestety nie przepadamy za jej muzyką. Więc idzie ona, Ksawery i jej kuzynka ze swoim chłopakiem. A ja... Hmmm... Teraz to pewnie pójdę zadzwonić do taty, a później prysznic i do łóżeczka. [...]"
 

 
Rozdział 15


"Dzień minął spokojnie. Sprawdzian? Powiedzmy, że poszło nie najgorzej, a nawet bardzo dobrze. Teraz czekam na obiad, bo umieram z głodu, a później zabieram się za lekcje, bo trochę tego jest... Jutro idę po wszystkie rzeczy potrzebne na prezent dla Karoliny. Mam bardzo ciekawy pomysł - w końcu to 18-nastka. Zostało tylko 5 dni <3 A do powrotu taty 29 -,- no to sobie na niego poczekam... Ale szybko minie, tak? Mam nadzieję. Dobra, lecę na obiad - dzisiaj specjał mamy czyli lasagne! [...]"

******


Siedział na łóżku z książką do geografii w ręce i próbował skupić się na nauce. Niestety nie bardzo mu to wychodziło - zastanawiał się co kupić swojej dziewczynie na urodziny, ale jakoś nic mu nie przychodziło do głowy. Miał coraz mniej czasu i już trochę zaczął się tym wszystkim stresować. Odetchnął głęboko i złapał za telefon. Wpisał numer swojej kuzynki i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Halo? - Ksawery usłyszał głos Agnieszki *.
- Cześć Aga. Potrzebuję pomocy.
- Cześć Ksawcio. Teraz to sobie o mnie przypomniałeś... - powiedziała z udawanym wyrzutem dziewczyna i cicho się zaśmiała. - Dobra, co to za sprawa?
- Urodziny mojej dziewczyny, potrzebuję prezentu. Pomożesz mi coś wybrać?
- Dziewczyny powiadasz? Dlaczego ja jej nie znam?
- Poznasz przy najbliższej okazji. Ale powiedz, że mi pomożesz... Zostały mi tylko 4 dni.
- Dobra, dobra. Pomogę ci... No to w takim razie spotkajmy się jutro przy głównym wejściu w Galerii Dominikańskiej o 14:30. Pasuje?
- Jesteś wielka, dziękuję.
- A tam, drobiazg... Ale mam poznać tą szczęściarę, która skradła serce mojego kochanego kuzyna. - zaśmiała się Agnieszka.
- Jasne. To w takim razie widzimy się jutro. Do zobaczenia.
- Yhym... Papa. - powiedziała Aga, a Ksawery się rozłączył i rzucił telefon na łóżko. (...)

******


"Jest 6:30, a ja już nie śpię. Zauważyłam, że coraz wcześniej się budzę i to jest bardzo dziwne, ale w sumie mi to nie przeszkadza - mam czas, żeby coś tutaj rano naskrobać. Miałam piękny sen *-* tak, piękny, bo w tym śnie Ali wyznawał mi miłość... I to w taki romantyczny sposób... <3 A było to tak... Byliśmy całą czwórką na spacerze w parku. Gadaliśmy, wygłupialiśmy się - jak to my. No i w pewnym momencie Lola i Ksawi powiedzieli, że muszą lecieć i, że widzimy się w szkole. Jak oni poszli to pomiędzy mną i Alanem nastała cisza, ale nie taka krępująca tylko taka swobodna[?] No i tak szliśmy nie odzywając się do siebie i po chwili poczułam, że Ali splata nasze dłonie. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale nic nie powiedziałam. Szliśmy tak chwilę trzymając się za ręce, aż w końcu puścił moją dłoń i stanął przede mną, i powiedział: 'Nie mogę tak dłużej.' I wtedy - bardzo mnie tym zaskoczył, ale... - pocałował mnie, a ja się temu nie opierałam. Czułam się jakbym była w niebie... Ludzie się na nas dziwnie patrzyli, ale my na to nie zważaliśmy i dalej się całowaliśmy stojąc na środku parkowej alejki. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Alan oparł swoje czoło o moje i wyszeptał: 'Kocham cię', a ja na te słowa się tylko uśmiechnęłam i znowu go pocałowałam... No i wtedy zaczął padać deszcz. *-* A później się obudziłam... Ale ten sen był taki realistyczny, że po przebudzeniu nie mogłam do siebie dojść. Chciałabym, żeby tak się stało, ale to tylko marzenia... Ech, dobra. Lecę się szykować do szkoły. [...]" Amelka schowała pamiętnik do szafki i zabierając ubrania przewieszone przez oparcie krzesła weszła do łazienki. (...)

- Mamo, ja już wychodzę! - zawołała brązowooka zakładając kurtkę.
- Dobrze, a o której wrócisz? - zapytała Marta stając w drzwiach kuchni z kubkiem kawy w ręku.
- Postaram się jak najszybciej... Idę jeszcze po lekcjach po prezent dla Karoliny razem z Alanem, więc... Jakby co to będę dzwonić.
- Dobrze kochanie... Miłego dnia!
- Dziękuję! Pa! - zawołała Amelia i wyszła z domu. (...)

Kończył jeść śniadanie, kiedy zauważył, że Mela już wychodzi z domu i zmierza do szkoły. Szybko wstał od stołu i w pośpiechu założył czapkę i zabierając kurtkę wybiegł z domu.
- Młoda, zaczekaj! - krzyknął chłopak o mały włos nie zabijając się na zakręcie. - Cześć. - powiedział, kiedy stał już koło przyjaciółki.
- Hej. - uśmiechnęła się Mela. - Ale jeszcze raz nazwiesz mnie "młoda" to nie wiem co ci zrobię. To, że urodziłam się 18 grudnia, a ty 14 października nie oznacza, że możesz tak do mnie mówić. - dodała i wytknęła język w kierunku Alana.
- Oj no przepraszam. - chłopak cmoknął ją w czubek nosa i cicho się zaśmiał.
- Dobra dobra... Stylowa czapeczka.
- A dziękuję, dziękuję. Teraz to będzie mój nieodłączny element ubioru. - zakomunikował Ali, zakładając torbę na ramię.
- Nie rozumiem... Dlaczego nieodłączny? Chyba mi nie powiesz, że będziesz w niej chodził też po szkole.
- No właśnie tak. Biorę chemię, a to równa się z tym, że wypadają mi włosy. Dzięki takim czapkom chociaż trochę to ukryję.
- A no tak. Przepraszam, jakoś nie skojarzyłam... Wiesz już co kupisz Loli? - Amelia zmieniła temat.
- Ostatnio wspominała, że wszędzie szukała książki Lisy Schroeder - "To ja Cię pokochałam, to ja Cię zabiłam", ale nie mogła znaleźć, a bardzo chciała ją przeczytać. No więc poszperałem trochę w necie i znalazłem... Zamówiłem i kurier dostarczy ją jutro. I do tego jeszcze bilety na koncert Katy Perry w Warszawie 22 stycznia. - uśmiechnął się Ali.
- Świetny prezent, na pewno się ucieszy.
- Też mam taką nadzieję. A ty już wymyśliłaś co jej kupisz?
- Ehem... No i właśnie będę musiała cię trochę wykorzystać. - zaśmiała się szatynka, a jej towarzysz spojrzał na nią dziwnym wzrokiem. - No nie patrz tak, nic nieprzyzwoitego tylko... Do tego prezentu potrzebuję jakiegoś dobrego wina, a że ja nie mam jeszcze 18 lat i nie mogę go kupić to pomyślałam, że może ty byś mógł?
- Pewnie, że mogę... Dobra, nie mówmy już o tych prezentach, bo idzie Karola. - Alan zakończył temat i uśmiechnął się w stronę przyjaciółki. (...)

******



Była 14:45, Ksawery czekał na swoją kuzynkę już 15 minut, a jej dalej nie było. W końcu zdecydował, że do niej zadzwoni. Już wyjmował telefon z kieszeni, kiedy ktoś zakrył mu oczy dłońmi. Chłopak uśmiechnął się szeroko i szybko się odwrócił.
- Hej. Nareszcie jesteś. - powiedział i pocałował dziewczynę w policzek.
- Cześć. - uśmiechnęła się Agnieszka. - Przepraszam cię za spóźnienie, ale straszne korki.
- Spoko, rozumiem. Nic takiego się nie stało. Tylko myślałem, że po prostu mnie wystawiłaś.
- A gdzie tam... No to jak, idziemy szukać prezentu dla twojej ukochanej?
- No chyba innego wyjścia nie mamy. - uśmiechnął się Ksawery i razem z kuzynką ruszył na poszukiwania prezentu dla Karoliny. (...)

Po jakichś 2 godzinach 'zwiedzania' galerii Ksawery miał już prezent dla Loli. Kupił jej misia z czerwonym serduszkiem, srebrną zawieszkę do łańcuszka z literką "K" i perfumy. Zadowolony z zakupu zaprosił Agnieszkę na lody. Weszli do jednej z kawiarni znajdujących się w galerii i zamówili po dużym pucharku lodów.
- Mam nadzieję, że się jej spodoba prezent. - uśmiechnęła się Agnieszka.
- Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję za pomoc.
- Drobiazg... A tak w ogóle to dlaczego ja nie wiedziałam, że masz dziewczynę?
- Tak jakoś wyszło, przepraszam. - wzruszył ramionami Ksawery.
- Dobra, nic się nie stało. A dowiem się chociaż jak ma na imię, ile się znacie, od kiedy jesteście razem?
- No dowiesz się, dowiesz. - zaśmiał się Ksawi. - No więc ma na imię Karolina. Znamy się od jakichś 5 lat? Jakoś tak. A jesteśmy razem dokładnie od 14 października.
- Aha. No to długo czekałeś na to, żeby ją zapytać czy zostanie twoją dziewczyną.
- Przestań... Dobrze wiesz, że ja i dziewczyny to od zawsze był problem. - zaśmiał się chłopak, a kuzynka mu zawtórowała.
- Dobra, ja już muszę spadać. Mam nadzieję, że niedługo przedstawisz mi Karolinę. No i, że częściej będziesz dzwonił, a nie tylko jak będziesz miał jakąś sprawę.
- Przedstawię przy najbliższej okazji - już ci to powiedziałem. A co do dzwonienia to obiecuję poprawę.
- Trzymam cię za słowo. Dobra, lecę. Do zobaczenia. - powiedziała Agnieszka i przytuliła Ksawerego całując go przy tym w policzek. (...)

Przechodziła koło jednej z kawiarni znajdujących się w galerii i jej wzrok padł na dwoje ludzi, którzy bardzo czule się przytulali. Przyjrzała im się dokładniej i zauważyła, że to jej chłopak. Wkurzona Karolina weszła do tej kawiarni i podeszła do nastolatków.
- Ekhem... Przeszkadzam? - zapytała dziewczyna, zakładając ręce na biodra.
- Cześć kochanie. Nie... Poznaj... - zaczął Ksawery.
- Twoją nową dziewczynę? Cześć, jestem Karolina. Ale nie obchodzi mnie jak ty masz na imię... - Lola zwróciła się do Agnieszki, która stała ze zdezorientowaną miną. - Aha. Z nami KONIEC, Ksawery.
- Ale Lola...
- Nie tłumacz się! Jesteś jak wszyscy faceci! Pomyliłam się co do ciebie... I to bardzo! - krzyknęła zdenerwowana blondynka i uderzyła Ksawerego w twarz, po czym opuściła kawiarnię i ze łzami spływającymi po policzkach wyszła z galerii kierując się do domu... Ksawery stał przez chwilę w jednym miejscu trzymając się za policzek, w który uderzyła go Karolina. Po chwili się otrząsnął i chciał pobiec za dziewczyną, ale zatrzymała go jego kuzynka.
- Ksawery... Nie dzisiaj. I tak nie będzie cię chciała słuchać. Daj jej trochę ochłonąć... Za kilka dni wszystko wróci do normy, zobaczysz? - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Obyś miała rację. Nie mogę jej stracić.
- Nie stracisz... No dobra, ale ja muszę lecieć, papa. - Aga pocałowała kuzyna w policzek i ruszyła do wyjścia, ale zanim jeszcze wyszła odwróciła się, uśmiechnęła delikatnie i powiedziała: - Będzie dobrze. - po tych słowach wyszła z kawiarni, a następnie z galerii. (...)
 

 
Rozdział 14

"Wróciłam przed chwilą od Alana. Wytłumaczyłam mu wszystkie te tematy, których nie rozumiał, a potem trochę pogadaliśmy. Bałam się trochę rozmowy o Fabianie, ale nawet gładko poszło. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy go nękać czy coś, ale jak sytuacja się powtórzy to pójdę na policję. Mam nadzieję, że nie odważy się znowu tego zrobić, bo jakoś nie bardzo chciałabym iść z tym na policję. A poza tym to nic ciekawego się nie wydarzyło... Karolina ma wolną chatę i chciała, żebyśmy przyszli do niej na noc, ale ja jakoś nie mam nastroju. Alan też nie poszedł, ale nie sądzę, żeby Ksawery ją wystawił. Już sobie wyobrażam co oni tam będą robić... No, chyba, że mnie zaskoczą i mój 'scenariusz' się nie sprawdzi. Hmmm... Głodna trochę jestem, więc spadam do kuchni. [...]"

Siedzieli na dywanie i opierając się o łóżko oglądali jakiś niezbyt ciekawy film.
- Kochanie... Nudzi mnie ten film. - powiedział Ksawery, opierając głowę na ramieniu Karoliny, na co dziewczyna się zaśmiała. - Z czego się śmiejesz?
- Z niczego... Chodź, idziemy robić kolację. - Lola wstała z podłogi i pociągnęła swojego chłopaka za rękę, tak, że on również wstał. - Hmmm... Co my tu mamy? - powiedziała jakby do siebie otwierając lodówkę, a następnie wyjęła z niej kilka produktów i zaczęła robić kanapki.
- Pomóc ci? - zapytał blondyn, przytulając od tyłu dziewczynę.
- Nie, dziękuję, poradzę sobie... - w tym momencie Karola usłyszała, że dzwoni jej telefon. - Zaczekaj, muszę odebrać, bo to pewnie mama. - powiedziała i zerknęła na wyświetlacz - okazało się, że miała rację. Uśmiechnęła się do siebie, nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha: - Cześć mamuś. - powiedziała radośnie, wychodząc z kuchni.
- Cześć. No i jak tam? Radzisz sobie? - zapytała pani Monika.
- Tak, wszystko w porządku. A co tam u babci? - zapytała i usiadła na kanapie w salonie.
- Wszystko dobrze. Kazała podziękować za pozdrowienia. No i trochę na nas nakrzyczała, że cię nie zabraliśmy, ale wiesz jak to jest z babcią. - zaśmiała się kobieta.
- Tak, wiem.
- No dobrze, to ja wam już nie przeszkadzam. Nie róbcie głupot, pa.
- Mamo! Skąd wiesz, że ktoś tu ze mną jest?
- Nie wciśniesz mi, że nie zaprosiłaś na noc Ksawerego, skoro nas nie ma.
- Ech... No, tak...
- No widzisz. Nie martw się, nie jestem zła. Tylko, tak jak mówiłam, nie róbcie głupot... Jakby co to prezerwatywy są...
- Mamo! My nie planujemy na razie tego robić.
- ...w pierwszej szufladzie szafki nocnej w naszej sypialni. - dokończyła kobieta ignorując wypowiedź córki.
- Dobra, dzięki za informację, ale nie potrzebnie mi to mówiłaś.
- Ja tam wolałam ci to powiedzieć, żebyście nie wpadli. - zaśmiała się pani Monika. - Do zobaczenia jutro i pozdrów Ksawerego, pa.
- Dobrze, pa. - powiedziała Karolina i rozłączyła się. Po czym chowając telefon do kieszeni spodni weszła do kuchni, gdzie Ksawery kończył właśnie robić kolację. - Nie musiałeś.
- Ale chciałem. - powiedział i dał Loli szybkiego buziaka w policzek. - Kontrola rodzicielska?
- Taaa... Kazała cię pozdrowić.
- Dziękuję... A mogę wiedzieć dlaczego masz taką minę?
- Bo... Zacytuję moją mamę: "nie róbcie głupot." Bla, bla, bla... "Prezerwatywy są w pierwszej szufladzie szafki nocnej w naszej sypialni." No i dlatego mam taką minę.
- Aha. Twoja mama jest bardzo... bardzo... bezpośrednia. - zaśmiał się Ksawi.
- Tak, wiem. Dobra, nieważne... Jedzmy, bo głodna jestem. - powiedziała dziewczyna i usiadła do stołu. (...)

******


Karolina i Ksawery leżeli już w łóżku, ale żadne z nich nie mogło zasnąć.
- Śpisz? - zapytał chłopak obracając się na bok, twarzą do swojej dziewczyny.
- Nie, jakoś nie mogę. - westchnęła dziewczyna.
- O czym myślisz? - Ksawery zaczął bawić się jej włosami.
- O Alanie. Co będzie jeśli on... jeśli umrze? - zapytała Karolina i w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie umrze. Obiecuję ci to... - powiedział i mocno przytulił dziewczynę.
- Kocham cię. - wyszeptała Lola.
- Ja ciebie też. Bardzo mocno.
- Ja mocniej.
- Nie, bo ja.
- Ja.
- Ja.
- Ja.
- Ja i nawet się nie sprzeciwiaj. - powiedział chłopak i położył się na Loli.
- Dobra, dobra, ale zejdź ze mnie, bo nie mogę oddychać. - zaśmiała się dziewczyna próbując zepchnąć z siebie Ksawerego.
- O nie, nie będzie tak łatwo. Najpierw kara.
- Co masz na myśli?
- A to... - powiedział zielonooki i zaczął łaskotać swoją dziewczynę.
- Aaaaa! Ksawery, przestań! Pro-pro-proszę! - Karolina ledwo łapała oddech przez śmiech.
- Przestanę jak dostanę buziaka. - zaśmiał się chłopak i kontynuował.
- Do-do-dobra! - powiedziała Lola, a Ksawery nachylił się nad jej twarzą i wpił się w jej wargi. Na początku lekko muskał jej usta, ale z czasem ten pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Zatracili się w nim całkowicie. Ręce Ksawerego spoczywały na talii dziewczyny, natomiast jej dłonie mierzwiły jego włosy.
- Dobra, wystarczy. - powiedział blondyn odrywając się niechętnie od Karoliny.
- Nie ma mowy. Może tobie wystarczy, ale nie mnie. - zaśmiała się dziewczyna i ponownie przyciągnęła go do siebie łącząc ich usta w jedno.
- Ale przecież mamy nie robić głupot, a jak...
- Przestań. My się tylko całujemy, kochanie... - uśmiechnęła się Lola i przygryzła wargę.
- Dobra, dobra. - zaśmiał się Ksawi i tym razem to on pocałował swoją dziewczynę... Jego ręce przesuwały się wzdłuż ciała Loli, aż w końcu dotarły pod jej bluzkę i...
- Ekhem...
- Przepraszam, zapędziłem się. - powiedział Ksawery, odrywając się od dziewczyny.
- Nic się nie stało... Dobra, to... Co robimy?
- Nie wiem. Idziemy spać?
- Nie za wcześnie? - zapytała Lola, unosząc delikatnie brwi.
- To co ty chcesz robić?
- Nie wiem. Porozmawiajmy...
- Dobrze kochanie, o czym?
- Ładną mamy pogodę, prawda? - zaśmiała się blondynka.
- Oj Lola, Lola... - Ksawery pokręcił głową z rozbawieniem i objął dziewczynę. (...)


******


Karolina otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju, a na jej twarz wstąpił promienny uśmiech. Nigdzie nie widziała Ksawerego, więc stwierdziła, że najprawdopodobniej zajmuje łazienkę. Wstała z łóżka i zakładając szlafrok zeszła na dół do kuchni. Kiedy stanęła w progu pomieszczenia cicho się zaśmiała widząc Ksawerego, który próbował usmażyć naleśniki.
- Może ci pomóc? - zapytała podchodząc do chłopaka.
- Nie, dziękuję. Może nie wychodzi mi to najlepiej, ale myślę, że sobie poradzę. - uśmiechnął się blondyn. - A tak w ogóle to cześć. - dodał i pocałował dziewczynę w usta. - Jak się spało?
- Wyśmienicie, bo z tobą. Wygodny jesteś.
- Mam to uznać za komplement?
- Jak najbardziej.
- W takim razie dziękuję.
- Nie ma za co... Zaraz wracam, pójdę się trochę ogarnąć. - uśmiechnęła się Karolina i wróciła do pokoju. Z szafy wyjęła ubrania i razem z nimi zniknęła w łazience. Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju i pozbierała porozrzucane po podłodze ubrania, a następnie wróciła na dół i usiadła do stołu...
- No i jak ci smakują? - zapytał Ksawery z nutką niepewności i strachu w głosie.
- Przepraszam, ale... Może lepiej zajmij się czymś innym - gotowanie nie jest dla ciebie.
- Przyjąłem krytykę z pokorą.
- Ale najgorsze nie są. - powiedziała Karolina, a Ksawery uśmiechnął się na te słowa. (...)

******


- Dobra, to ja spadam. Twoi rodzice pewnie niedługo wrócą, więc lepiej by było, gdybym ich nie spotkał. - zaśmiał się Ksawery wstając z kanapy.
- A to niby dlaczego?
- No wiesz... Niby twoja mama tak jakby nie miała nic przeciwko, ale... mimo, że do niczego nie doszło to nie wiemy co powiedziałaby na to, że ja tutaj nadal jestem.
- Dramatyzujesz. Jesteś moim chłopakiem, więc to chyba normalne, że spędzasz ze mną czas.
- Nie dramatyzuję... Zresztą wypadałoby chyba pokazać się w domu.
- Tak, tak, bo rodzice zapomną, że mają syna. - zaśmiała się Lola.
- Nie tylko dlatego... A zresztą to chyba nie realne, żeby zapomnieli o swoim jedynym, najukochańszym synu.
- No oczywiście, że nie realne... Pójdę cię odprowadzić. Może przy okazji wpadnę do Amelki.
- No dobrze. - uśmiechnął się Ksawi.
- W takim razie chodźmy. - powiedziała blondynka i wyszła z salonu. W przedpokoju ubrała kurtkę i razem ze swoim chłopakiem wyszła z domui zamknęła drzwi na klucz. (...)


******



"Co do mojego dnia to nic specjalnego się nie działo. Rano posprzątałam trochę w pokoju, później pomogłam mamie przy obiedzie, pouczyłam się trochę na sprawdzian i w sumie cały dzień leniuchowałam przed laptopem. Dobrze, że Karolina mnie odwiedziła. Jutro Ali wraca do szkoły, więc w pewnym sensie będzie lepiej. Jakoś tak dziwnie się czułam, kiedy jego nie było. Ciągle bałam się, że ta sytuacja z Fabianem się powtórzy, a teraz, kiedy wiem, że Alan będzie ze mną w szkole czuję większy spokój... Ech, dobra. Idę poszukać jakichś ubrań na jutro, później pewnie pójdę coś zjeść, pogadamy z mamą na Skype z tatą <3 Prysznic i do spania, bo czeka mnie ciężki dzień. [...]"


******



Obudziła się 15 minut przed budzikiem. Przetarła zaspane oczy i odchylając kołdrę wstała z łóżka. Na lekko chwiejących się nogach podeszła do krzesła i zabierając z niego ubrania, które przygotowała poprzedniego dnia, weszła do łazienki. Wykonała tam wszystkie rutynowe czynności, włosy związała w wysokiego kucyka, rzęsy pociągnęła delikatnie tuszem, a usta błyszczykiem i była gotowa. Wróciła do pokoju i zabierając telefon i plecak zbiegła na dół. W kuchni czekała już na nią mama ze śniadaniem.
- Cześć. - przywitała się dziewczyna.
- Cześć, cześć. Jak nastrój przed sprawdzianem?
- Nie przypominaj mi. Jak zawalę to się chyba... Sama nie wiem co sobie zrobię.
- Nie zawalisz. Wczoraj podobno wszystko umiałaś.
- Umiałam w domu, na spokojnie, a przyjdzie mi coś napisać to będzie czarna dziura w pamięci. Jak zawsze zresztą.
- Nie będzie tak źle, będę trzymała kciuki. - uśmiechnęła się Marta.
- Dziękuję mamo. - odwzajemniła gest Amelka... Skończyła jeść śniadanie i odkładając do zlewu brudne naczynia zabrała plecak i wyszła do przedpokoju. Tam założyła kurtkę, pożegnała się z mamą i otworzyła drzwi. Wychodząc wpadła w... - Alan? Myślałam, że rodzice cię będą odwozić jak jakiegoś bogacza. - zaśmiała się dziewczyna i pocałowała przyjaciela w policzek.
- Bardzo śmieszne, naprawdę. - zironizował szatyn, ale i tak sam się zaśmiał. - Gotowa na sprawdzian?
- Powiedzmy. A ty?
- Oczywiście, że tak. Miałem świetną nauczycielkę, która wszystko mi doskonale wytłumaczyła.
- Lizus.
- Nie prawda. Na pewno ci dobrze pójdzie. Wierzę w ciebie. - Alan objął ramieniem Amelkę.
- Przynajmniej ty, bo ja jakoś nie wierzę, że dam radę to jako tako napisać.
- Oj Mela, Mela... Ty nigdy w siebie nie wierzysz, a potem kończysz z 4 i 5.
- Taka już jestem... - wzruszyła ramionami dziewczyna. - Ale chyba powinniśmy się trochę pospieszyć, bo jak będziemy szli takim tempem to się spóźnimy.
- Masz chyba rację. - przytaknął Alan i przyspieszył. (...)
 

 
Rozdział 13

"Wróciłam ze szpitala... Tak jak przypuszczałam Alan miał wczoraj pierwszą chemię i dlatego wyprosił Karolinę i Ksawerego. Ale dzisiaj zadecydował, że chce im powiedzieć, że ma raka i kazał mi ich jutro do niego przyprowadzić. Idziemy do niego po szkole. Jestem z niego dumna. A tak w ogóle to dzisiejszy dzień był całkiem spoko... Ale za tydzień mamy sprawdzian z fizyki. Nienawidzę tego przedmiotu - nie wiem w ogóle po co nam to... No, ale mus to mus. No właśnie... Muszę zadzwonić do Karoliny i Ksawerego, żeby nic nie planowali na jutrzejsze po południe. A teraz idę na kolację. [...]"

******


Amelię obudziło pukanie do drzwi. Leniwie podniosła powieki i zachrypniętym głosem zawołała:
- Proszę!
- Cześć Mela. Ty kobieto wiesz, która godzina? Spóźnimy się do szkoły! - krzyknęła Karolina, wpadając do pokoju przyjaciółki. - No wstawaj!
- Już, już. Wstaję, nie widać? - Amelka powoli podniosła się z łóżka i chwiejnym krokiem podeszła do przyjaciółki, która wcisnęła jej do ręki ubrania, które zdążyła wyjąć już z szafy, i wepchnęła do łazienki.
- Masz 10 minut i widzimy cię na dole! Pospiesz się! - krzyknęła Lola i zeszła na dół... - Spała jeszcze. - westchnęła i pokręciła z dezaprobatą głową.
- A na nas jest wściekła jak się spóźnimy 5 minut. - powiedział Ksawery.
- Dobra, nie ważne... - ucięła rozmowę Karolina... Po chwili po schodach zeszła Amelia i szybko założyła kurtkę.
- No co? Idziecie, czy jednak wolicie się spóźnić na lekcję? - zapytała i nie żegnając się z mamą wyszła z domu, a za nią podążyli przyjaciele. (...)


******



Przerwa obiadowa...

- Ale wiecie... Alan może wyglądać trochę inaczej niż ostatnio jak go widzieliście. - powiedziała Amelka.
- Jak inaczej? - zapytali niemal równocześnie Karolina i Ksawery.
- No po prostu - inaczej. Nie mogę wam nic powiedzieć, bo by mnie zabił. Ale jednak wolę was uprzedzić...
- Dobra, dobra. Przepraszam was, idę po książki do niemieckiego. Muszę powtórzyć ostatnią lekcję. - uśmiechnęła się Karolina i skierowała się na korytarz do swojej szafki. Natomiast między Amelią i Ksawerym zapadła krępująca cisza.
- Ech... Dobra. O co chodzi z Alanem? Powinienem się bać? - zapytał w końcu zielonooki.
- Nie mogę powiedzieć. Naprawdę... Chciałabym, ale nie mogę. On sam musi to zrobić, a ja... Ja wolałam was trochę uprzedzić. - uśmiechnęła się przepraszająco Amelia.
- Dobra, rozumiem. Idę do Karoliny... Chyba, że...
- Nie, idź. Tu jest tyle ludzi, że nic mi się nie stanie.
- Ok. To widzimy się na niemieckim. - Ksawi pocałował przyjaciółkę w czoło i poszedł do swojej dziewczyny. Zastał ją stojącą przy otwartej szafce. Była odwrócona do niego tyłem, więc przytulił się do jej pleców zaciskając ręce na jej brzuchu. - Znalazłaś tą książkę?
- No oczywiście, że... nie. Straszny mam bałagan w tej szafce. - zaśmiała się Lola odwracając głowę tak, żeby widzieć twarz chłopaka.
- No z tym bałaganem to się zgodzę... A co to jest? - zapytał wyjmując z szafki książkę, która leżała na wierzchu sterty innych książek.
- Eee... no książka do niemieckiego. - uśmiechnęła się słodko blondynka i oparła się o szafkę. - Gapa ze mnie.
- Może i gapa, ale tylko moja gapa. - wyszeptał Ksawery tuż przy ustach Karoliny, po czym łapczywie zaczął ją całować. Ona nie opierała się tym czułościom - wręcz przeciwnie oddawała każde muśnięcie warg.
- Ekhem. - do uszu zakochanych dobiegło głośne odchrząknięcie, więc momentalnie się od siebie oderwali. - Szkoła to nie jest miejsce na takie rzeczy. - powiedziała ich wychowawczyni.
- Przepraszamy. - powiedzieli zgodnie i z ogromnymi rumieńcami na twarzach odeszli kierując się pod klasę, w której miał odbywać się niemiecki. (...)


******


Wyszli ze szkoły w dość dobrych nastrojach. Karolina i Ksawery zapomnieli już o wydarzeniu, które miało miejsce na przerwie obiadowej... Złapali taksówkę i pojechali pod szpital. Po 5 minutach byli na miejscu, zapłacili kierowcy i wysiedli z samochodu.
- Jeszcze raz was uprzedzam, że może się trochę inaczej zachowywać, wyglądać...
- Mela, spokojnie. Zrozumieliśmy za pierwszym razem. - uśmiechnęła się Lola, a Ksawi jej przytaknął, po czym cała trójka weszła do szpitala. Karolina i Ksawery natychmiast udali się pod salę, w której jeszcze w niedzielę wczesnym po południem był ich przyjaciel, ale Amelka ich zatrzymała.
- Jego tam nie ma! - zawołała, a przyjaciele popatrzyli na nią dziwnym wzrokiem. - Chodźcie za mną. - dodała i poszła do windy. - Przenieśli go na drugie piętro do sali numer 5. - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna i spuściła głowę, a jej oczy zaszkliły się od łez. Nagle winda się zatrzymała i drzwi się otworzyły, po czym trójka przyjaciół wyszła i ruszyła do sali, w której przebywał ich przyjaciel.
- Meli. Jesteś pewna, że jest na drugim piętrze? Przecież to oddział onkologiczny. - zagadnął Ksawery, ale nie uzyskał odpowiedzi, bo byli już pod drzwiami, na których widniał numer 5. Amelka delikatnie zapukała, a po chwili uchyliła drzwi.
- Ali...
- Amelka. - uśmiechnął się szatyn.
- Możemy wejść? - zapytała dziewczyna, a Alan przełknął głośno ślinę i przytaknął. Po chwili do pomieszczenia weszła Mela, a za nią zdezorientowani Karolina i Ksawery.
- Cześć wam. - powiedział Alan.
- Hej. - uśmiechnęła się Lola i pocałowała przyjaciela w policzek, a Ksawery przybił mu żółwika.
- Alan chciał wam o czymś powiedzieć. - zakomunikowała Amelia i uśmiechnęła się pokrzepiająco do chłopaka, a on odwzajemnił gest.
- Taaak... Właśnie tak. - powiedział i nerwowo zagryzł wargę.
- Alan, powiesz nam do cholery o co tutaj chodzi? Leżysz na oddziale onkologicznym! - Ksawery nie wytrzymał i zerwał się z zajmowanego miejsca.
- Przepraszam... - wyszeptał szatyn, a w jego oczach pojawiły się łzy. - Chciałem wam powiedzieć wcześniej, ale... Nie mogłem. Coś mnie blokowało. A teraz... Teraz stwierdziłem, że muszę to zrobić, bo nie mogę was ciągle okłamywać, że wyjeżdżam gdzieś, a tak naprawdę będę w szpitalu na chemioterapii.
- Chemioterapii? - zapytała Lola.
- Tak... Mam raka. - powiedział Alan i rozpłakał się jak małe dziecko. Amelka szybko przytuliła chłopaka, a on kontynuował. - Wiem o tym od niedawna. Wtedy w niedzielę wyprosiłem was, bo miałem mieć pierwszą chemię... Nie zdążyłem was uprzedzić, żebyście nie przychodzili... Zrozumiem jeśli teraz się ode mnie odsuniecie, ale ja naprawdę... Nie chciałem was po prostu tym martwić, myślałem, że będzie mi łatwiej to ukryć, ale to i tak nie miałoby sensu...
- Myślisz, że cię teraz zostawimy? - przerwał przyjacielowi Ksawery. - Grubo się mylisz stary. Teraz to się dopiero nie będziesz mógł od nas opędzić.
- Dokładnie... Jesteśmy jak rodzeństwo Ali. Nie zostawimy cię. - uśmiechnęła się Karolina, a Alan odetchnął z ulgą.
- W takim razie robimy zbiorowy uścisk. - powiedział szatyn i rozłożył szeroko ramiona. (...)


******


"Myślałam, że gorzej przyjmą tą wiadomość, ale oni zachowali się bardzo dojrzale. Widziałam, że Alan strasznie się denerwował, kiedy im to mówił, ale jak wyrzucił to z siebie to dało się zauważyć, że spadł z niego pewien ciężar... Mam nadzieję, że wygra z tym cholerstwem, które w nim siedzi i wróci tamten stary, pogodny Alan. Tęsknię za tamtym Nim, ale to nie znaczy, że tego nie kocham. <3 Tak, znowu to tu napisałam... Zauważam, że teraz nie ma notki bez słów: "kocham go". To uczucie mnie zmienia, ale jeszcze nie zaobserwowałam czy jest to zmiana na lepsze, czy gorsze. [...]" Zamknęła pamiętnik i przymknęła powieki. Przypomniała sobie całą ich znajomość, to jak na początku go nie lubiła i nie chciała polubić, a potem ten jeden wspólny powrót ze szkoły zmienił wszystko - zostali przyjaciółmi, najlepszymi, na dobre i na złe, a teraz... Teraz go kocha i codziennie coraz bardziej utwierdza się w tym... Z tych rozmyślań wyrwał ją głos mamy.
- Amelka, kolacja!
- Już idę! - brązowooka schowała pamiętnik do szafki i szybko zeszła na dół do kuchni, gdzie na stole czekała już na nią pyszna pizza. (...)

"Dzisiaj przygotowałam sobie ubrania na jutro do szkoły. o.O Podobno ma być trochę cieplej niż dzisiaj, więc mam nadzieję, że nie będę musiała rano szukać czegoś innego w szafie, bo okropnie mnie to męczy i chyba zacznę przygotowywać sobie ubrania wieczorem już zawsze. Hmmm... Leżę sobie w łóżeczku i piszę tutaj notatkę, ale sama nawet nie wiem po co, bo to takie bezsensowne trochę. Gadałam z tatą i już zaczynam odliczać dni do 15 grudnia. <3 Ale jeszcze przed przyjazdem taty czekają mnie urodziny Karoliny - to tylko 12 dni. Zastanawiałam się już nawet nad prezentem i wiem co jej kupię. Jestem z siebie dumna... Ja na swoje urodziny muszę trochę poczekać. Pech chciał, że jestem najmłodsza z naszej całej czwórki. Ksawery ma urodziny w lipcu, Alan w październiku, Lola w listopadzie, a ja - najbardziej pokrzywdzona, w grudniu - a dokładnie 18 grudnia... Chociaż to ma też swoje dobre strony. Ech... Strasznie długa mi ta notka wyszła. o.O Więc teraz ze spokojem, że 'coś' napisałam mogę iść spać. [...]"


******


Obudził go jakiś ruch nad jego łóżkiem. Otworzył oczy i zobaczył nad sobą lekarza. Mężczyzna uśmiechnął się do niego i położył jakąś kartkę na szafce stojącej obok łóżka, a następnie opuścił salę. Zdezorientowany Alan spojrzał na kartkę, którą zostawił lekarz i na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Na szafce leżał wypis... Szatyn wstał powoli z łóżka i na lekko chwiejących się nogach poszedł do łazienki. Kiedy wrócił na salę zastał tam swoją mamę.
- Cześć synku. - uśmiechnęła się kobieta i pocałowała Alana w policzek.
- Cześć. - odwzajemnił uśmiech.
- Przywiozłam ci ubrania. Przebierz się i wracamy do domu. - powiedziała Sylwia podając synowi torbę z ubraniami.
- Dzięki mamo. - powiedział chłopak i ponownie udał się do łazienki... (...)

******


Amelka wracała właśnie ze szkoły - szła sama, bo Karolina i Ksawery znowu mieli dodatkowe zajęcia. Była już pod swoim domem i zmierzała do drzwi. Jak tylko weszła do środka od razu rzuciła torbę na podłogę i zdejmując kurtkę weszła do salonu, a tam zastała...
- Alan?!
- No ja. - uśmiechnął się chłopak i przytulił przyjaciółkę.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że wychodzisz?
- Bo sam nawet nie wiedziałem. Rano lekarz przyniósł mi wypis, nawet mnie obudził, i tyle... Ale nie powiesz mi chyba, że się nie cieszysz.
- No co ty? Oczywiście, że się cieszę. - uśmiechnęła się Mela.
- To dobrze... Twoja mama wyszła do sklepu.
- Aha... To w takim razie chodźmy do mojego pokoju.
- Dobra, no to chodźmy... (...)

******



"Wyszedł dziś ze szpitala. Szkoda, że do końca tygodnia nie wróci do szkoły, no ale... Jakoś przeżyję ten fakt. xd Umówiliśmy się, że w piątek zaniosę mu wszystkie zeszyty, żeby mógł przepisać lekcje, a w weekend wytłumaczę mu to, czego nie będzie rozumiał. Karolina i Ksawery jeszcze nie wiedzą, że Ali jest już w domu. Powiem im to jutro - mam nadzieję, że nie będą się gniewać. W sumie nie mają za bardzo o co być źli. No dobra, idę zadzwonić do taty na Skype, a później jakaś kolacja, prysznic i do łóżka - jestem padnięta. [...]"


******


Środa, czwartek i piątek minęły bardzo szybko. Nadszedł w końcu tak upragniony weekend... Alan od samego rana biegał po całym pokoju i sprzątał - chciał zrobić dobre wrażenie na Amelii, nie chciał wyjść na strasznego bałaganiarza.
- Alan, co ty robisz? Wiesz, która jest godzina? - zapytał Javier wchodząc do pokoju syna.
- Tak, wiem tato. Jest 7:30. A ja właśnie sobie sprzątam. - uśmiechnął się chłopak.
- A mogę wiedzieć co cię skłoniło do sprzątania pokoju w sobotę o 7:30, kiedy inni ludzie chcą jeszcze spać?
- Skłoniło mnie do tego to, że jestem umówiony z Amelią. Ma tu przyjść i wyjaśnić mi mniej więcej te lekcje, na których mnie nie było i ich nie rozumiem.
- Aha. No to ja ci nie przeszkadzam. - uśmiechnął się mężczyzna i wyszedł z pokoju Alana udając się do sypialni. Natomiast szatyn kontynuował sprzątanie... Pół godziny później pokój był wysprzątany, a Alan dumny z wykonanej pracy usiadł na łóżku i zaczął grać na gitarze. (...)


******



Karolina siedziała na łóżku w swoim pokoju i czytała książkę. Nagle drzwi się otworzyły i dziewczyna zauważyła postać swojej mamy.
- Stało się coś? - zapytała dziewczyna podnosząc wzrok znad książki i popatrzyła na rodzicielkę.
- Nie, nic się nie stało. Jedziemy z tatą do babci, wracamy jutro wieczorem. Poradzisz sobie? - zapytała pani Monika.
- Tak, tak. Dam sobie radę. - uśmiechnęła się Lola. - Pozdrówcie babcię.
- Dobrze. To do jutra.
- Pa! - zawołała blondynka i powróciła do czytania książki. Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł, chwyciła telefon i zadzwoniła do Amelii.
- Halo? - usłyszała głos przyjaciółki.
- Cześć Meli. Mam wolną chatę, wpadniesz na noc? Zadzwonię jeszcze do chłopaków.
- Hej Lola. Przepraszam cię, ale dziś nie mogę. Ale jak chcesz zapytam Alana, bo właśnie siedzi koło mnie...
- Pytaj, pytaj.
- Ali, Lola pyta czy możesz dziś u niej nocować... /To chyba nie jest najlepszy pomysł. Te krwotoki jeszcze czasami mi się zdarzają i... No wiesz./ Jasne... Karola...
- Słyszałam. Dobra, to kiedy indziej, ale wtedy wam już nie odpuszczę. - zaśmiała się dziewczyna.
- Kiedy indziej to nawet nie będziemy się sprzeciwiać. - powiedziała Amelia.
- Ok, to ja wam nie przeszkadzam. Do zobaczenia.
- Papa... - Karolina rozłączyła się, a następnie wybrała numer Ksawerego.
- Cześć kochanie. - przywitał ją jak zwykle radosny chłopak.
- Heeej... Co byś powiedział na nocowanie u mnie dzisiaj? Mam wolną chatę. Chciałam namówić Melę i Alana, ale niestety się nie udało.
- Hmm... Kusząca propozycja. A nie boisz się spać w jednym domu, na dodatek pustym, ze mną?
- Gdybym się bała to bym nie dzwoniła tylko bym zapomniała o tym pomyśle. To jak?
- Ok. Przyjdę koło 190. Do zobaczenia. - powiedział Ksawery i zanim Karola zdążyła coś powiedzieć rozłączył się. (...)
 

 
Rozdział 12

Leżeli wtuleni w siebie na szpitalnym łóżku. Między nimi panowała cisza, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. W pewnym momencie usłyszeli ciche pukanie do drzwi, a po chwili do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale za chwilę zaczyna się obchód. - zakomunikowała z lekkim uśmiechem na ustach.
- Już? Ojej... No to ja pójdę. - powiedziała Amelka i wyswobodziła się z ramion Alana, a chłopak popatrzył na nią ze smutnym wyrazem twarzy. - No co tak patrzysz?
- Musisz iść?
- Ali... Przecież wiesz, że zostać tu nie mogę. Wpadnę juro z Karoliną i Ksawerym, ok?
- No dobra... Ale pożegnałabyś się jakoś. - powiedział, kiedy Amelia zmierzała do drzwi.
- Oj, no przepraszam. - dziewczyna wróciła do łóżka i pocałowała przyjaciela w policzek. - Do zobaczenia jutro... Do widzenia.
- Do widzenia... Twoja dziewczyna? - zapytała pielęgniarka, kiedy Amelia opuściła salę.
- Przyjaciółka...
- Czyżby? - zapytała podejrzliwie kobieta.
- Ech... - Alan pokręcił głową z dezaprobatą, na co kobieta się zaśmiała.
- Dobra, już o nic nie pytam... Zaraz przyjdzie do ciebie lekarz. - zakomunikowała i wyszła z sali. Po około 5 minutach drzwi pomieszczenia otworzyły się ponownie i do środka wszedł lekarz.
- Jak się czuje mój ulubiony pacjent? - zapytał mężczyzna z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Dziękuję, już jest dobrze. - odwzajemnił uśmiech Alan. - Kiedy będę mógł wrócić do domu?
- Spokojnie... Wszystko po kolei. Najpierw musimy zacząć chemioterapię i zaobserwować jak twój organizm będzie na nią reagował, a dopiero później będę mógł ci powiedzieć, kiedy wyjdziesz.
- Rozumiem. A kiedy mam mieć pierwszą chemię?
- Jutro... Myślałem, że rodzice ci to przekazali.
- No właśnie nie przekazali. W sumie to nie mieli za bardzo okazji..
- Możemy ją przełożyć na poniedziałek, nie ma problemu, ale im wcześniej zaczniemy... - lekarz nie dokończył, bo przerwał mu szatyn.
- Nie, nie... Niech już zostanie tak jak jest. - uśmiechnął się delikatnie Ali.
- Dobrze, to ja już pójdę. Spokojnej nocy.
- Nawzajem panie doktorze. - uśmiechnął się szatyn i opadł na poduszkę. (...)

"Wróciłam właśnie ze szpitala. Trochę się tam zasiedziałam, ale było tak przyjemnie... *-* Pisałam już, że go kocham? Na pewno nie raz i jeszcze wiele razy to tu napiszę... Dzisiaj jak weszłam na salę to spał i tak siedziałam obok niego i się w niego wpatrywałam i stwierdziłam, że... On jest idealny. <3 "Wyznałam" mu nawet moje uczucia, ale tego nie słyszał - mam nadzieję. Mama mnie woła na kolację. Zjem i szybko biegnę pod prysznic, a potem może jakiś film i do łóżeczka. [...]"

******

Obudził ją, padający deszcz. Spojrzała na zegarek, który wskazywał 9:40 i niechętnie wstała z łóżka. Założyła kapcie, a na ramiona zarzuciła szlafrok i zeszła do kuchni. Jak tylko przekroczyła próg swojego pokoju dotarł do niej zapach pieczonego ciasta...
- Cześć mamo. - uśmiechnęła się szatynka i usiadła przy stole.
- Cześć kochanie. Jak się spało? - zapytała Marta, wycierając ręce.
- Dobrze, spałabym pewnie jeszcze dłużej, ale deszcz mnie obudził... A to ciasto to z jakiej okazji?
- Bez okazji. - kobieta wzruszyła ramionami.
- Na pewno? - Amelia spojrzała podejrzliwie na rodzicielkę.
- Ech... No dobra. Babcia Basia zapowiedziała wizytę, a dobrze wiesz, że nie mam z nią za dobrych kontaktów.
- No wiem, wiem. I chcesz się tym ciastem trochę podlizać, tak?
- No powiedzmy. - zaśmiała się Marta, a Mela jej zawtórowała.
- A o której babcia ma przyjechać? - zapytała brązowooka, wsypując płatki do miseczki, po czym zalała je mlekiem i zaczęła jeść.
- Mówiła, że będzie koło 150, ale znając ją wpadnie już na obiad. Dlatego robię tą kaczkę z żurawiną... A dlaczego pytasz? Masz jakieś plany na po południe?
- W sumie... Miałam iść z Karoliną i Ksawerym do Alana, ale mogą chyba pójść sami, bo ja byłam u niego wczoraj. Dotrzymam ci towarzystwa, no i babci... - uśmiechnęła się pokrzepiająco Amelka.
- Dziękuję. - Marta pogładziła córkę po głowie. (...)

Wróciła do pokoju i natychmiast podeszła do szafy. Wyjęła z niej strój i razem z nim weszła do łazienki. Tam wzięła szybki prysznic, a następnie zrobiła delikatny makijaż i spięła włosy w wysokiego kucyka. Jeszcze ostatni raz przejrzała się w lusterku i z uśmiechem weszła z powrotem do pokoju. Włączyła laptopa i zalogowała się na Facebook'u, zauważyła, że Lola jest na czacie, więc szybko do niej napisała:
M: Cześć kochana! ;*
L: Hej ;* Co tam?
M: A nic nadzwyczajnego. Babcia przyjeżdża i nie mogę iść z Tobą i Ksawim do Alana ;/
L: Szkoda, myślałam, że pójdziemy razem, no ale trudno... A która babcia?
M: Basia... No i tym bardziej muszę zostać, bo taty nie ma, a ona i moja mama za sobą nie przepadają. Jeszcze się wyzabijają i będę je mieć na sumieniu xdd
L: Może nie byłoby tak źle, no ale rozumiem, że musisz zostać. Przekazać coś Alanowi od Ciebie?
M: Hmmm... Raczej nie. Dobra, muszę kończyć. Pomogę mamie w obiedzie. Widzimy się jutro w szkole, pa ;*
L: Ok. Papa ;*

Dziewczyna sprawdziła jeszcze inne strony i wyłączyła laptopa, a następnie zabierając telefon zeszła na dół i udała się do kuchni. (...)

******

Zbliżała się 140. Amelia siedziała w salonie i oglądała telewizję, a jej mama kończyła nakrywać do stołu. Nagle w całym domu rozbrzmiał dzwonek. Amelka wyłączyła pospiesznie telewizor i pobiegła otworzyć.
- Cześć babciu. - uśmiechnęła się szatynka, widząc starszą panią.
- Amelka. Jak ty urosłaś. - odwzajemniła uśmiech pani Starska i weszła do domu, ściskając wnuczkę.
- Przesadzasz. Wcale tak dużo nie urosłam od naszego ostatniego spotkania.
- Jestem innego zdania... Gdzie mama?
- W kuchni, chodź... Mamo, zobacz kto już przyjechał.
- Dzień dobry mamo. - uśmiechnęła się Marta i pocałowała teściową w policzek.
- Dzień dobry. Co tak ładnie pachnie? Czyżby kaczka z żurawiną?
- Tak, tak... Siadamy do stołu? - zapytała, a Amelka i Barbara tylko przytaknęły i zajęły miejsca przy stole. (...)

Siedział na łóżku z głową podpartą rękami i czekał na pielęgniarkę, która miała po niego przyjść, aby zaprowadzić go na pierwszą chemioterapię. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi jego serce zaczęło bić szybciej - denerwował się.
- Proszę! - zawołał lekko ochrypniętym głosem. Drzwi otworzyły się i do pomieszczenia weszła... - Karola, Ksawi? Ale co wy... A no tak, zapomniałem, że mieliście przyjść. A gdzie macie Amelkę?
- Stary wyluzuj. Może byś tak najpierw się przywitał, a potem zadawał takie trudne pytania, co? - zapytał z rozbawieniem w głosie Ksawery.
- Sorry. Cześć. - powiedział Alan i przybił piątkę przyjacielowi, a Karolinę przytulił.
- Mela niestety nie mogła przyjść, bo babcia jej złożyła niespodziewaną wizytę. - wytłumaczyła blondynka.
- Rozumiem... - westchnął szatyn - wolałby, żeby Mela teraz tu była, dodałaby mu choć trochę odwagi... - i w tym samym momencie na salę weszła pielęgniarka.
- Oooo... Przepraszam, widzę, że masz gości, ale dziś lekarz ci chyba nie odpuści. Wyraziłeś zgodę, więc... - powiedziała pielęgniarka stając w drzwiach.
- Tak, tak. Już idę... Przepraszam was, ale chyba będziecie musieli iść. - powiedział ze smutkiem w głosie Alan.
- Ok. Ale... wszystko w porządku, tak? - zapytała Karolina.
- Tak, tak w jak najlepszym porządku.
- No dobra, to my już idziemy. Trzymaj się Alan, wpadniemy jutro. - uśmiechnął się Ksawery i razem z Karoliną wyszedł z sali.
- Przepraszam, ale musiałam. - powiedziała pielęgniarka.
- Nic się nie stało... Idziemy?
- Tak, chodź. - Alan wstał z łóżka i razem z pielęgniarką wyszedł z sali. (...)

******

- No mówię ci, normalnie nas wywalił... Coś jest nie tak, ja to czuję. - powiedziała Karolina do telefonu.
- Mówiłaś, że pielęgniarka po niego przyszła, tak? - upewniła się Amelka.
- Yhym...
- No to może musiał iść jeszcze na jakieś badania... To normalne, uspokój się.
- Ech... Obyś miała rację, martwię się o niego.
- Ja też się martwię.
- Dobra, koniec o Alanie. Jak wizyta babci?
- Nawet było spokojnie. I o dziwo była strasznie miła dla mamy. - zaśmiała się Mela.
- Może ma pokojowe zamiary...?
- Ale wymyśliłaś. W święta znowu będą rywalizować jak tata przyjedzie. To taka cisza przed burzą.
- Ty to masz jeszcze gorsze pomysły niż ja... Przepraszam, muszę kończyć. Widzimy się jutro, pa.
- Papa. - Amelia pożegnała się z przyjaciółką i odłożyła telefon na stolik. Podeszła do szafki nocnej, i siadając na łóżku wyjęła pamiętnik. Otworzyła go na czystej stronie i zaczęła pisać:

"Właśnie rozmawiałam z Karoliną. Była z Ksawerym u Alana, ale przyszła po niego pielęgniarka i ich wyprosił... Domyślam się o co mogło chodzić, ale nie chciałam, a raczej nie mogłam tego powiedzieć Loli. Ali by mnie zabił... Ech... Będę musiała jutro go odwiedzić, muszę się zrehabilitować za dziś. xd No, a tak w ogóle to wizyta babci była całkiem przyjemna. Nie kłóciła się z mamą, a była dla niej miła, ale przed świętami jak tata przyjedzie wszystko wróci do normy. Właśnie, dawno nie rozmawiałam z tatą... Jest 220 czyli w Kanadzie teraz jest 160. Zadzwonię do niego i idę spać, bo jutro poniedziałek -,- [...]" (...)

******

"Przed chwilą się obudziłam. Jest dopiero 60, więc mogę sobie pozwolić na to, żeby zostać jeszcze chwilę w łóżku. Zanim zasnęłam zadzwoniłam do taty - bardzo się ucieszył z tego powodu. Pogadałam z nim trochę, opowiedziałam co u mnie (ale nie wspominałam, że Ali ma raka), a później on opowiedział co słychać w Kanadzie. Powiedział, że na święta przyjedzie już 15 grudnia i zostaje do 5 stycznia! Cieszę się, bo spędzi z nami prawie cały miesiąc i będzie przy tych wszystkich świątecznych przygotowaniach i tak dalej. Ech... Na dworze już czuć nadchodzącą zimę, więc trzeba zakładać już cieplejsze swetry...Dlatego właśnie na dziś mam taki trochę 'babciny' sweter, ale bardzo go lubię, bo jest cieplutki. *-* No dobra, chyba będę powoli wstawać, bo się nie wyrobię... Idę po szkole do Alana - sama, nie chcę zabierać Karoliny i Ksawerego, bo muszę z nim pogadać - bardzo poważnie. [...]"

******

Wyszła ze szkoły w towarzystwie przyjaciół, ale szybko się z nimi pożegnała, mówiąc, że mama kazała jej po szkole zrobić zakupy. Karolina i Ksawery niczego nie podejrzewali, więc pożegnali się z Melą i razem ruszyli w stronę domów. Amelka poszła w przeciwnym kierunku i jak tylko przyjaciele zniknęli jej z oczu złapała taksówkę i pojechała do szpitala... Po kilkunastu minutach kierowca zatrzymał się pod budynkiem, a Mela zapłaciła mu i wysiadła z samochodu kierując się do drzwi wejściowych szpitala. Jak tylko znalazła się w środku ruszyła do sali, w której jeszcze w sobotę leżał Alan. Otworzyła drzwi i weszła do środka, ale nie zastała tam nikogo, a łóżko było zaścielone. Przestraszyła się trochę, ale wiedziała, że nic złego mu się nie stało, więc postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej w recepcji.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - przywitała ją z uśmiechem kobieta, siedząca za biurkiem.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się Amelia. - Mogłaby mi pani powiedzieć co stało się z Alanem Sanchezem?
- Jesteś kimś z rodziny?
- Nie... - zawiesiła głos Amelia. - Jestem jego dziewczyną. - zakomunikowała. Nie było to prawdą, ale dziewczyna dobrze wiedziała, że inaczej niczego się nie dowie.
- Rozumiem. - uśmiechnęła się recepcjonistka. - Alan został wczoraj przeniesiony na oddział onkologiczny znajdujący się na drugim piętrze. Leży w sali numer 5.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się brązowooka i ruszyła na drugie piętro, a następnie znalazła salę, o której mówiła kobieta i delikatnie zapukała. Kiedy usłyszała ciche "Proszę." otworzyła drzwi i weszła do pomieszczenia.
- Cześć Ali. - uśmiechnęła się i podeszła do łóżka, na którym leżał jej przyjaciel.
- Mela. - uśmiechnął się szatyn. - Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Od recepcjonistki. Ale musiałam jej powiedzieć, że jestem twoją dziewczyną, bo inaczej nic, by mi nie powiedziała. - zaśmiała się dziewczyna.
- Dobrze, że jesteś... - powiedział chłopak, a na twarzy Amelki pojawiły się niewielkie rumieńce, na co Alan cicho się zaśmiał.
- Jak się czujesz? - zapytała brązowooka, siadając na krzesełku obok łóżka.
- Dziwnie...
- To znaczy?
- Jestem trochę osłabiony, ale podobno to normalne. No i ciągle chce mi się spać.
- Przejdzie ci. - uśmiechnęła się Mela.
- Mam nadzieję... Karola i Ksawery są bardzo źli, że ich wczoraj wyprosiłem?
- Nie. Lola ciągle mówi, że musi się coś złego z tobą dziać skoro kazałeś im sobie iść i takie tam, ale nie są źli. Martwią się i tyle...
- Wiedziałem, że tak będzie. Muszę im w końcu powiedzieć, że mam raka, bo za niedługo wszystkie włosy mi wypadną przez tą chemię i sami się zorientują.
- Nie denerwuj się.
- Ale ja nie wiem jak oni to przyjmą. - powiedział chłopak, a jego oczy się delikatnie zaszkliły.
- Ali tylko się tu nie rozpłacz, bo ja zrobię to samo. - wyszeptała Mela i przytuliła przyjaciela.
- Dobra, nie płaczę. - uśmiechnął się Alan. - Przyprowadź ich tu jutro.
- Jesteś pewien? - upewniła się dziewczyna.
- Jak niczego innego na świecie.
- Dobra, to przyjdziemy po szkole... A kiedy wychodzisz?
- Jeszcze nie wiem, ale jutro na pewno nie. Lekarz powiedział, że muszą zaobserwować jak mój organizm reaguje na chemioterapię, więc to może trochę potrwać.
- Rozumiem. - powiedziała z uśmiechem Amelia. (...)
_______________________________________________________
 

 
Rozdział 11

Amelka siedziała na podłodze na szpitalnym korytarzu i nie mogła opanować płaczu. Nawet nie płakała przez to, że mogła zostać zgwałcona - ten szok przyćmiły słowa, które padły z ust Alana. "Mam raka." - to jedno, krótkie zdanie ciągle krążyło po jej głowie... Nagle koło brązowookiej pojawiła się Karolina, a zaraz za nią Ksawery. Blondynka ukucnęła przy przyjaciółce i delikatnie objęła ją ramieniem. Amelka na ten gest zareagowała jeszcze większym płaczem i mocno wtuliła się w ciało przyjaciółki.
- Ciii... Meli, co się stało? - zapytała Lola, kiedy szatynka trochę się uspokoiła.
- To moja wina... - wyszlochała Amelia.
- Nie obwiniaj się... Powiesz nam co się stało? - zapytał Ksawery, siadając obok dziewczyn pod ścianą.
- Jak wracałam od higienistki zaczepił mnie Fabian... No i w pewnym momencie zaciągnął mnie do kantorka woźnego, zamknął drzwi na klucz i zaczął się do mnie przystawiać... Mówiłam mu, żeby mnie zostawił, ale on nic - jakby był głuchy... No i zaczęłam krzyczeć, a po chwili... Alan wywarzył drzwi i... Zaczęli się bić... Ali dał mi bluzę i kazał wyjść, zrobiłam to, ale daleko nie poszłam... Chwilę później usłyszałam, że coś uderzyło o podłogę, a z kantorka wybiegł Fabian... Podszedł do mnie i powiedział, że jak komuś o tym powiem to Alan... O cholera! - zawołała Mela i zakryła usta dłonią.
- O co chodzi? - zapytali równocześnie Karolina i Ksawery.
- No, bo jak on się dowie, że wam o tym powiedziałam to... Powiedział, że jeśli komuś o tym powiem to Ali... On go zabije. - wyszeptała dziewczyna i wybuchnęła płaczem.
- Nie, on nie tknie Alana, bo wcześniej ja go zabiję. - powiedział Ksawery.
- Ksawi, ogarnij się. Nie rozumiesz, że jak do niego pójdziesz to on się zorientuje, że o wszystkim wiesz?
- No tak... Nie będę narażał Alana. Fabian jest nieobliczalny i faktycznie może mu coś zrobic.
- No właśnie. - westchnęła Karolina. Po tych słowach pomiędzy przyjaciółmi zapadła cisza, którą tylko co jakiś czas przerywał szloch Amelki. - Jego rodzice wiedzą? - odezwała się po chwili Lola, spoglądając na przyjaciółkę.
- Tak, dzwoniłam do jego taty jeszcze w szkole, ale był w pracy. Powiedział, że jak wróci do domu to przyjadą razem z panią Sylwią. Do niej nie chciałam dzwonić, bo... Zresztą widzieliście jaka była przejęta tym, że Ali był w szpitalu. Teraz byłoby jeszcze gorzej.
- Racja. - przytaknął Ksawery i znowu zapadła cisza. (...)

Trójka przyjaciół siedziała na szpitalnym korytarzu w takich samych pozycjach jak pół godziny temu. Amelka już nie płakała, ale cały czas jej oczy były zaszklone i wpatrywały się w drzwi sali, na której leżał Alan. Lekarz powiedział, że jeśli chcą mogą do niego wejść, ale żadne z nich nie miało siły, a może odwagi, żeby tam wejść. Nagle do szpitala wbiegła pani Sylwia, a za nią jej mąż. Rozglądnęli się i zauważyli przyjaciół ich syna...
- Amelka... Co się stało? - zapytała mama Alana ze łzami w oczach.
- Alan pobił się z jednym z chłopaków w szkole... - wyszeptała dziewczyna.
- Jak to się pobił?
- Tamten chłopak... On chciał... Chciał mnie zgwałcić. Alan stanął w mojej obronie... To moja wina, przepraszam.
- To nie jest twoja wina skarbie, Alan cię bronił... - Sylwia przytuliła dziewczynę. - Mogę go zobaczyć?
- Tak. Leży w tej sali. Jest nieprzytomny, ale jego stan jest stabilny. - powiedziała tym razem Karolina. Mama szatyna skinęła głową i weszła na salę, a jej mąż usiadł na jednym z krzeseł, stojących pod ścianą i podparł głowę na rękach.
- Proszę pana... Możemy porozmawiać? - zapytała szeptem Amelia, stając obok mężczyzny.
- Tak, oczywiście, że możemy... Co cię trapi? - zapytał pan Sanchez.
- Ale wolałabym na osobności... Nie chcę martwić Karoliny i Ksawerego.
- Rozumiem. To chodźmy może do bufetu na herbatę, dobra?
- Dobrze. - uśmiechnęła się delikatnie Mela i razem z tatą Alana ruszyła do szpitalnej kawiarni. Karolina i Ksawery nawet tego nie zauważyli... (...)

- No dobrze. To o co chodzi? - zapytał Javier, sącząc ciepły napój.
- Alan powiedział mi, że... Jak weszłam do tego kantorka zauważyłam go, leżącego na podłodze, a z jego ust leciała krew. Ale jak na zwykłe rozcięcie wargi czy coś podobnego tej krwi było za dużo i... On ciągle pluł tą krwią... - mówiła Amelia, nie mogąc ułożyć poprawnego zdania.
- Amelka, spokojnie... Weź głęboki oddech i powiedz o co dokładnie chodzi.
- Alan powiedział, że... ma raka, to prawda?
- Ach... Tak, to prawda. Nie chciał ci mówić, nie chciał nikomu mówić, ale cieszę się, że już tego przed wami nie ukrywa. On was teraz potrzebuje...
- Nas?
- No tak... Ciebie, Karoliny i Ksawerego.
- Ale... On zakazał komukolwiek o tym mówić. Powiedział tylko mi... Ale ja nie sądzę, żeby to się dało długo ukryć.
- Tak, wiem... Może tobie uda się go przekonać do powiedzenia o tym przyjaciołom. - Javier spojrzał błagalnie na dziewczynę.
- Spróbuję. - zakomunikowała Mela z delikatnym uśmiechem na twarzy... - Może wracajmy już do reszty.
- Tak, masz rację. Chodźmy. - uśmiechnął się mężczyzna i obydwoje wrócili pod salę. (...)

Dochodziła już 210. Rodzice i przyjaciele Alana nadal byli w szpitalu i czekali, aż chłopak się obudzi...
- To chyba nie ma sensu, żebyśmy wszyscy tutaj siedzieli. Wasi rodzice się na pewno o was martwią. - powiedziała Sylwia, spoglądając na przyjaciół syna.
- Moja mama wie, gdzie jestem i z kim. Nie będzie się martwić. - powiedziała Amelka.
- Nasi rodzice też. - odpowiedzieli zgodnie Karolina i Ksawery.
- Oj dzieciaki, dzieciaki... - westchnął Javier. - Moja żona ma rację... Bardziej pomożecie Alanowi jak pojedziecie do domów, odpoczniecie, zregenerujecie siły i wrócicie tu jak on będzie się czuł lepiej i będzie przytomny... Chodźcie, jedziemy.
- Ale... - zaczęła Amelia.
- Nie ma żadnego 'ale'. No już... Musicie odpocząć. - powiedziała mama Alana.
- No dobrze. - westchnęła Mela. - A mogę jeszcze na momencik do niego wejść? Proszę, to nie zajmie dłużej niż 5 minut.
- Dobra, idź. My będziemy czekać na zewnątrz. - zakomunikował Javier i razem z Karoliną i Ksawerym skierował się do wyjścia z budynku, a Amelka weszła na salę, w której leżał jej przyjaciel. Dziewczyna stanęła nad łóżkiem, a z jej oczu poleciały łzy. Widok nieprzytomnego Alana przypiętego do różnorakich sprzętów utrzymujących go przy życiu sprawiał jej ból.
- Przepraszam Ali. To moja wina... Mam nadzieję, że nic ci nie będzie. - Mela pogładziła szatyna po policzku. - A z tym cholernym rakiem wygrasz. Wygramy razem... - dodała i pocałowała chłopaka w czoło, po czym opuściła pomieszczenie, i żegnając się z panią Sylwią wyszła na zewnątrz. (...)

"Dzisiejszy dzień jest do bani! Zapowiadał się tak fajnie, a tu znowu coś nie wyszło! Niech to się już skończy, błagam! Alan jest znowu w szpitalu... Poniekąd trochę przeze mnie... Wszyscy mówią, że to nie jest moja wina, ale... Alan mnie bronił. Bronił mnie przed Fabianem, który się do mnie przystawiał... Pobili się i dlatego Ali jest w szpitalu. Jest mi smutno i prawie cały czas płaczę... Nawet nie dlatego, że ten cholerny dupek mnie mógł zgwałcić, ale dlatego, że... Alan ma raka. Jak dobrze, że dziś jest piątek... Jutro z samego rana spróbuję się skupić choć trochę na nauce, żeby mieć cały weekend wolny i pojadę do szpitala. Będę przy nim siedzieć dopóki się nie obudzi... Teraz go nie mogę zostawić - za dużo dla mnie zrobił. Teraz ja muszę mu pomóc wygrać z tym rakiem - razem nam się to uda. Tak jest, to jest to - pozytywne nastawienie. Przecież już gorzej być nie może, prawda? [...]"

******

Wierciła się całą noc, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji do snu. Kiedy w końcu udało jej się zasnąć śniły się jej wydarzenia ze szkoły i szybko się obudziła... Jak tylko otworzyła oczy spojrzała na wyświetlacz swojej komórki w celu sprawdzenia godziny.
- Ech... Dopiero 5:45. - westchnęła dziewczyna i opadła bezwładnie na poduszki. Po chwili poczuła wibracje telefonu - dostała SMS'a. "Dzień dobry Amelko. Jeśli Cię obudziłam to przepraszam, ale chciałam Ci powiedzieć, że Alan właśnie się obudził i chciał, żebyś później do niego wpadła." Po przeczytaniu wiadomości brązowooka uśmiechnęła się delikatnie i odetchnęła z ulgą, ale bała się trochę tego spotkania z Alanem. (...)

"Jest 7:30. Leżę w łóżku i nie wiem co mam robić... Ale zaraz chyba wstanę, ogarnę się, zjem jakieś śniadanie i wezmę się za naukę. Powinnam się skupić, bo ta wiadomość od pani Sylwii mnie trochę uspokoiła - Alan się obudził! Pójdę do niego do szpitala po południu. Hmmm... Dobra, wstaję i kierunek - łazienka. [...]" Amelia odłożyła pamiętnik do szafki nocnej i wstała z łóżka. Podeszła do szafy i wyjęła z niej ubrania, a następnie razem z nimi weszła do łazienki... Po kilkunastu minutach dziewczyna wróciła do pokoju, i zakładając na rękę zegarek zeszła do kuchni.
- Cześć mamuś! - powiedziała z uśmiechem, wchodząc do kuchni.
- Cześć córciu. Jak tam? - zapytała Marta, która robiła jajecznicę.
- Już lepiej niż wczoraj... Alan się obudził, pojadę do niego po południu, dobra? - zapytała Mela, uśmiechając się delikatnie do rodzicielki.
- Jasne. Jak chcesz mogę cię zawieść, nie będziesz się tułać autobusem.
- Dobrze, dziękuję... Poza tym i tak bym cię o to prosiła.
- Ale ja tą prośbe ubiegłam... Jajecznicy?
- Jeszcze pytasz?! - zaśmiała się brązowooka, podając mamie talerz. (...)

******

"No, zadania odrobione. Pouczyłam się też trochę, więc teraz mam spokój przez cały weekend. Za godzinę mam zejść na obiad, a potem mama mnie odwozi do szpitala... Szczerze? Trochę się boję tej rozmowy z Alanem, ale i tak prędzej czy później by to nastąpiło, więc... Boże! Jak strasznie wieje na dworze. Nienawidzę jesieni, ale z drugiej strony nawet lubię tą porę roku - tak wiem, dziwna jestem. xd Hmmm... Mama chyba robi spaghetti *-* to jedno z moich ulubionych dań. Dobra, kończę, bo zaraz zaślinię cały pamiętnik. Haha! [...]"

******

Leżał na boku i wpatrywał się w krajobraz za oknem. Typowo listopadowa pogoda - wiatr i deszcz uderzający o parapet szpitalnego okna. Czekał na nią - na Amelkę. Miał nadzieję, że przyjdzie... Nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Nic nie powiedział, ale osoba, która pukała i tak weszła do środka.
- Cześć Ali. - usłyszał tak dobrze znany mu głos, głos Amelii. Nic nie odpowiedział, miał zamknięte oczy i udawał, że śpi. - Śpisz? Ech... No trudno, posiedzę sobie i poczekam aż się obudzisz. - powiedziała Mela i lekko się uśmiechnęła. Usiadła przy łóżku Alana na przeciwko okna i patrzyła na idealną - według niej - twarz chłopaka. Długie ciemne rzęsy, mały lekko zadarty nosek, pełne zaróżowione usta. - Gdybyś ty wiedział jak ja cię kocham Sanchez. - powiedziała brązowooka i pogładziła Alana po policzku... Szatyn mimo, że "spał" wszystko słyszał i ucieszył się, że Amelia odwzajemnia jego uczucia. Ale postanowił jej tego na razie nie mówić... Odczekał chwilę i powoli zaczął się "wybudzać". Otworzył oczy i gdy zobaczył Melę szeroko się uśmiechnął.
- Hej mała. - powiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Hej duży. - zaśmiała się dziewczyna i pocałowała przyjaciela w policzek.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś? A w ogóle to długo tu siedzisz?
- Nie obudziłam cię, bo musisz dużo wypoczywać. A czy długo to od jakichś 10, góra 15 minut.
- Aha, dobra wybaczam... Jak się czujesz?
- To chyba ja powinnam o to zapytać.
- Ale ja byłem pierwszy, więc...?
- Dobrze, nawet bardzo dobrze, co jest dziwne... A teraz ty mów jak się czujesz?
- Jakbym miał zaraz umrzeć. - stwierdził Alan, a Mela popatrzyła na niego przerażonym wzrokiem. - Żartuję przecież. Nie bój się, jeszcze się nie wybieram na tamten świat.
- No to nie żartuj. Ja pytam poważnie.
- Wiem, przepraszam. Jak się czuję... Hmm... W sumie nie jest najgorzej, ale jak chcę wziąć głębszy oddech to strasznie mnie bolą żebra. - skrzywił się chłopak.
- Przepraszam. - posmutniała Amelka. - To przeze mnie.
- Nie prawda. Nie mogłem przecież pozwolić, żeby tamten gnojek ci coś zrobił. Masz się o to nie obwiniać, rozumiesz?
- Postaram się.
- No ja mam nadzieję... A co z nim zrobimy?
- Na razie nic. Zagroził, że jak komuś o tym powiemy to może ci coś zrobić, a ja bym tego nie chciała. Za bardzo jesteś dla mnie ważny.
- Ech... No dobra, ale jak stąd wyjdę to coś z tym zrobimy. - postawił warunek Alan.
- No może...
- Grzeczna dziewczynka... Chodź się przytulić. - uśmiechnął się szatyn, a już po chwili trzymał w ramionach Amelię - swój największy skarb. (...)
 

 
Rozdział 10

Alan leżał w szpitalnej sali i patrzył w sufit, słuchając muzyki. Po chwili do pomieszczenia weszła pielęgniarka, więc chłopak niechętnie wyjął słuchawki z uszu i uśmiechnął się w stronę kobiety, co szybko odwzajemniła.
- Gotowy? - zapytała pielęgniarka.
- Nie bardzo... Muszę już teraz? Nie dałoby się... - zaczął Alan, ale przerwało mu pukanie do drzwi. - Proszę?! - zawołał, a po chwili drzwi się otworzyły i stanęli w nich... - Co wy tu robicie?
- A może by tak najpierw jakieś cześć? - zapytał Ksawery, wchodząc na salę.
- To może ja przyjdę później, ale lekarz nie będzie zadowolony, że odwlekasz ten moment. - powiedziała pielęgniarka, a Alan tylko się do niej uśmiechnął przepraszająco.
- Jaki moment odwlekasz? Co się dzieje Alan? - zapytała Karolina.
- Nic się nie dzieje... Meli, a ty nie wejdziesz?
- Co? A już... Cześć Ali. - uśmiechnęła się dziewczyna i przytuliła się do przyjaciela, a on szybko odwzajemnił gest. - Wszystko ładnie, pięknie, ale jakoś mi się nie chce wierzyć, że nic się nie dzieje... Gdyby nic się nie działo nie musiałbyś być w szpitalu!
- Amelka, spokojnie... To tylko jakieś rutynowe badania. Za kilka dni wracam do szkoły i nikt nie będzie nawet pamiętał, że byłem w szpitalu.
- My będziemy pamiętać. - wyszeptała Karola. - I będziemy jeszcze pamiętać to, że nas okłamałeś i powiedziałeś, że nic ci nie jest! - dodała i z płaczem wybiegła z sali.
- Ali... Przepraszam. - powiedział Ksawery i pobiegł za dziewczyną. Alan westchnął i zakrył twarz dłońmi.
- Ty też wyjdziesz? - zapytał po chwili ciszy.
- Nie. Nie wyjdę, ale...
- Jakiś wirus. Robią mi badania, żeby sprawdzić czy już wszystko ok. - szatyn spojrzał na twarz przyjaciółki.
- Wirus? Widziałam jak w piątek wybiegałeś z domu trzymając zakrwawiony ręcznik przy twarzy... Tym się objawiał ten wirus? Tym, że plułeś krwią?!
- Tak! Dokładnie tym.
- Chciałabym ci wierzyć Alan. - westchnęła Amelia.
- Uwierz. - powiedział chłopak i złapał szatynkę za dłonie spoglądając w jej załzawione oczy. - Nie płacz... Nie przeze mnie, proszę.
- Przepraszam, muszę iść. No, a poza tym ty masz badania. Do zobaczenia Ali. - Mela pocałowała chłopaka w policzek i wyszła z sali, a następnie opuściła szpital. (...)

Siedziała na parapecie w swoim pokoju i patrzyła w gwiazdy. Z jej oczu ciekły łzy... Po chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziała, ocierając łzy.
- Cześć Meli. - powiedziała Karolina.
- Myślałam, że to mama... Hej. - szatynka przytuliła przyjaciółkę. - Powiedział mi dlaczego tam jest...
- To znaczy? - zapytała Lola, siadając na łóżku przyjaciółki.
- Powiedział, że ma jakiegoś wirusa i musi leżeć w szpitalu... Teraz robią mu badania, żeby sprawdzić czy wszystko z nim ok.
- Wierzysz mu? Nie wyglądał za dobrze...
- Wiem, ale chyba mówił prawdę... - uśmiechnęła się Amelia. - Karola ja... Kocham go. Jak to jest coś groźniejszego to... - wybuchnęła płaczem dziewczyna.
- Ciii... Spokojnie. - Karolina objęła przyjaciółkę i próbowała ją uspokoić. - Też się o niego martwię, ale skoro powiedział, że to wirus to, to jest wirus... (...)

******

"Jest już 22:30. Karola dopiero poszła, chciała zostać na noc, ale powiedziałam, że dam sobie radę i siłą ją za drzwi wystawiłam - dosłownie. Ale dobrze jest tak czasem wypłakać się na ramieniu przyjaciółki - teraz czuję się o wiele lepiej. Lola ma rację, skoro Ali powiedział, że to przez wirusa to tak jest, a ja stwarzam jakieś inne historie... Mam nadzieję, że jak najszybciej zobaczę go w szkole i w końcu będę mogła się do niego przytulić... *-* Ech... Pójdę chyba spać, bo jutro muszę być wypoczęta - mam sprawdzian z matmy! ;/ [...]"

******

Obudziła się jeszcze zanim zaczął dzwonić budzik. Przeciągnęła się leniwie, i odchylając kołdrę wstała z łóżka. Zegarek wskazywał 6:25... Uchyliła balkon i wyszła na zewnątrz zaciągnąć się mroźnym, porannym powietrzem. Stwierdziła, że jak na listopad to jest dość ciepło, więc podchodząc do szafy zdecydowała się na nieco "lżejszy" strój. Zamknęła drzwi balkonowe, i zabierając ubrania weszła do łazienki, w której wykonała wszystkie rutynowe czynności. (...)

- Cześć mamo. - powiedziała z uśmiechem Amelia i pocałowała rodzicielkę w policzek, a następnie przygotowała sobie płatki.
- Jak się spało? - zapytała Marta popijając kawę z mlekiem.
- Nawet dobrze... Mam dziś sprawdzian z matmy. - skrzywiła się dziewczyna.
- Będę trzymać kciuki... Uczyłyście się wczoraj z Karoliną?
- Eeee, tak... Mamo, chyba będziemy musiały jechać na jakieś zakupy. Zbliża się zima, więc potrzebuję nową kurtkę, buty... - zaczęła wymieniac dziewczyna.
- Wiem, wiem... Może podjadę dziś po ciebie po szkole i pojedziemy na zakupy, co?
- Byłoby świetnie.
- No to super. O której kończysz lekcje?
- O 140. - uśmiechnęła się Mela.
- No to jesteśmy umówione, tak?
- Oczywiście. To ja lecę do szkoły. Pa! - zawołała szatynka, i zakładając kurtkę wyszła z domu i skierowała się pod dom Ksawerego, żeby razem z nim iść po Karolinę. (...)

******

Po lekcjach Amelka wyszła ze szkoły dużo wcześniej niż Karolina i Ksawery, bo oni musieli jeszcze zostać na dodatkowe zajęcia... Kiedy dziewczyna wyszła ze szkoły zauważyła, że jej mama już na nią czeka, więc szybko podbiegła do samochodu i z uśmiechem na ustach do niego wsiadła.
- Cześć skarbie. I jak sprawdzian? - zapytała Marta.
- Nawet dobrze mi poszło. Myślę, że przynajmniej na 3 wyrobiłam. - zaśmiała się dziewczyna.
- Na 3? Dostaniesz co najmniej 4, ja to wiem.
- Dzięki, że aż tak wierzysz w moje umiejętności matematyczne.
- Jestem twoją mamą, więc wierzę w ciebie. - uśmiechnęła się kobieta i ruszyła w stronę centrum handlowego. (...)

Po dwóch godzinach chodzenia po centrum handlowym Amelia i jej mama postanowiły pójść na gorącą czekoladę do jednej z ich ulubionych kawiarni.
- Dawno nie widziałam Alana. Co się z nim dzieje? - zapytała Marta, kiedy kelnerka przyniosła zamówienie.
- Jest w szpitalu. - odpowiedziała spokojnie Amelka, ale w głębi siebie miała ochotę wybuchnąć płaczem.
- Stało się coś?
- Mówił, że to jakiś wirus i teraz robią mu badania, żeby sprawdzić czy już wszystko w porządku... Za kilka dni ma podobno wyjść.
- Aha... - mama szatynki wzięła łyk gorącego napoju. - Zadowolona z zakupów?
- Oczywiście, że tak. - zakomunikowała Mela z ogromnym uśmiechem na ustach patrząc na zakupione rzeczy.
- No to się cieszę, ale nie rozumiem po co ci te Supry. Zbliża się zima, a ty kupiłaś buty sportowe.
- Dobrze wiesz, że moje stare buty sportowe są już na mnie za małe... A teraz, w sezonie zimowym Supry są tańsze, więc to byłby grzech ich teraz nie kupić.
- Ech... No niech ci będzie. - zaśmiała się Marta. (...)

"Byłam dziś z mamą na zakupach. Dobrze mi to zrobiło - zapomniałam chociaż na te 2,5 godziny o Alanie... Jak poszłyśmy po zakupach do kawiarni to myślałam, że mi nogi odpadną - nic dziwnego nasze centrum handlowe jest ogromne, a odwiedziłyśmy każdy zakątek. xd Kupiłam sobie nowe buty sportowe - moje ukochane Supry *-*, nową kurtkę na zimę, buty zimowe i śliczny niebieski sweterek - moja reakcja jak go zobaczyłam to było "Aaaaa! Chcę, chcę, chcę!" no i nie było wyjścia. Haha! Zaraz zejdę na dół i pomogę mamie w przygotowaniu kolacji... Szczerze to trochę zgłodniałam. No w końcu nic praktycznie dziś nie jadłam - rano tylko miseczkę płatków, w szkole małą sałatkę i sok pomarańczowy, no i w kawiarni szarlotkę *-* - nic poza tym, więc mam prawo być głodna. A co do sprawdzianu z matmy to... mam nadzieję, że na 3 wyrobię. xd [...]"

******

Leżał na łóżku szpitalnym zwrócony twarzą do okna i podziwiał gwiazdy. Był w szpitalu już 4 dzień... Nudziło mu się, chciał być już w domu, chciał spotkać się z przyjaciółmi, wrócić do szkoły, ale nie było to na razie możliwe. Nagle na salę wszedł lekarz, przeglądnął kartę Alana przymocowaną do łóżka i usiadł na krześle.
- Możemy porozmawiać? - zapytał mężczyzna, spoglądając na twarz szatyna.
- Jasne. Coś nie tak? - zapytał zachrypniętym głosem Alan. - Jest już po północy, nigdy pan mnie tak późno nie odwiedzał...
- Chciałbyś już wrócić do domu, prawda? - zapytał lekarz jakby nie słyszał tego, co powiedział brązowooki.
- Oczywiście, że bym chciał, ale...
- Możesz wyjść jutro, a raczej dzisiaj, po południu, ale będziesz musiał na siebie uważać. Nie przemęczać się i jak najmniej denerwować, bo krwotoki mogą powrócić. To jak, mam przygotować wypis?
- Eeee... Ale co z moim leczeniem? Chemioterapią?
- Ustalimy z twoimi rodzicami terminy, w których będziesz musiał stawić się w szpitalu na chemię... Nie musisz tutaj cały czas leżeć. Tym bardziej, że widzę jaki ból sprawia ci to, że nie możesz spotkać się z bliskimi. Zadzwonię do twoich rodziców, żeby przyjechali po ciebie po południu... A teraz spróbuj zasnąć. - uśmiechnął się mężczyzna i skierował się do drzwi.
- Panie doktorze... Dziękuję.
- Nie dziękuj... Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedział Alan i z uśmiechem na ustach powrócił do podziwiania gwiazd. Po chwili jego powieki stawały się coraz cięższe i chłopak w końcu zasnął. (...)

******

"Alan dzisiaj wychodzi ze szpitala! Jego rodzice właśnie po niego pojechali! Już się nie mogę doczekać... Zastanawiam się czy zadzwonić do Karoliny i Ksawerego... Nie wiem, nie wiem. Ale chyba nie będę dzwonić - jutro w szkole będą mieć niespodziankę. Chyba się nie obrażą - na pewno nie. xd Hmmm... Pójdę coś zjeść, a potem będę siedzieć przy oknie i patrzeć czy nie wrócili. Haha! [...]"

Kończyła jeść obiad, kiedy zobaczyła, że pod dom sąsiadów podjeżdża samochód i wysiada z niego Alan. Szybko wstała od stołu, i zakładając kurtkę wybiegła z domu. Przebiegła na drugą stronę ulicy i stanęła kilka kroków za odwróconym do niej plecami chłopakiem. Odchrząknęła i w tym samym momencie brązowooki się odwrócił. Gdy tylko ją zobaczył na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- Chodź tu. - powiedział i rozłożył ramiona, a już po chwili tulił do siebie Amelkę.
- Nareszcie jesteś. - wyszeptała dziewczyna i jeszcze bardziej wtuliła się w ciało przyjaciela.
- Mówiłem, że niedługo wyjdę...
- I jak badania? Wszystko ok? - zapytała Amelia odrywając się od Alana.
- Tak, tak. Wszystko dobrze...
- No to super... Wiesz, że od jutra jeździsz ze mną do szkoły?
- Poważnie? Nic mi o tym nie wiadomo. - powiedział chłopak, spoglądając na uśmiechniętych rodziców.
- Chyba mi nie powiesz, że nie cieszysz się, że będziesz jeździł do szkoły ze swoją najlepszą przyjaciółką. - Mela uderzyła lekko Alana w ramię i razem się zaśmiali.
- Oczywiście, że się cieszę... Zimno jest, wejdziesz do środka?
- Nie, dziękuję. Widzimy się jutro rano. Pa Ali. - brązowooka pocałowała chłopaka w policzek i przeszła na drugą stronę ulicy. Kiedy była już pod drzwiami usłyszała wołanie Alana:
- Mela!
- Tak? - zapytała odwracając się.
- Nie, nic... Do zobaczenia. - uśmiechnął się Alan, a dziewczyna to odwzajemniła i weszła do domu. (...)

"Nareszcie go widziałam. Mówił, że wszystko już w porządku, ale jakoś tego po nim nie widać... Był blady i w jego oczach można było dostrzec przemęczenie i... to najdziwniejsze - smutek. Ciekawe czym on się smuci? Ech, nie ważne - powiedziałby mi, prawda? Cieszę się, że jest już w domu i mogę do niego w każdej chwili pójść - tego mi brakowało, tej świadomości, że jak będę miała jakiś problem to mogę tak po prostu do niego pójść i mu się wypłakać na ramieniu. Co prawda miałam jeszcze Karolinę i Ksawerego - i mam ich nadal, ale jakoś tak czuję, że najbardziej pomógłby mi Ali. Właśnie... Od jutra jeździmy razem do szkoły! Nie będę go teraz odstępować na krok... Haha! Może przesadziłam... Ech... Idę pod prysznic i spać, bo już późno. [...]"

******

Rano obudziła się dość wcześnie. Spojrzała na zegarek, który wskazywał dopiero 6:15. Dziewczyna westchnęła i wstała z łóżka, a następnie uchyliła drzwi balkonowe, żeby wpuścić do pokoju trochę świeżego powietrza, a sama wybrała ubrania na dzisiejszy dzień i weszła do łazienki... Po ok. 40 minutach gotowa wyszła z pomieszczenia i zamknęła balkon, ale przed tym spojrzała na okno pokoju Alana. Chłopak chodził po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Nie miał na sobie koszulki, więc Mela mogła podziwiać jego idealnie wyrzeźbione mięśnie. Nagle szatyn podniósł wzrok i spojrzał prosto na nią. Amelka widząc to uśmiechnęła się do niego i pomachała mu, a on szybko odwzajemnił gest, a następnie powrócił do przerwanej czynności. Natomiast brązowooka zabrała torbę z książkami i zeszła wolnym krokiem do kuchni. (...)

- To ja po niego pójdę. - zakomunikowała Amelia, kładąc torbę z książkami na siedzeniu w samochodzie.
- Już nie musisz. Właśnie wychodzi z domu. - zakomunikowała Marta i uśmiechnęła się do córki.
- Dzień dobry. - Alan przywitał się z panią Starską, a następnie podszedł do Meli. - Hej. - powiedział dając jej buziaka w policzek.
- Cześć. Wsiadaj... - zaśmiała się dziewczyna i razem z przyjacielem zajęli miejsca w samochodzie, a już po chwili byli w drodze do szkoły.
- Karola i Ksawery wiedzą, że wracam do szkoły? - zapytał Alan przerywając ciszę, panującą w samochodzie.
- Nie, nic im nie mówiłam, chciałam, żeby mieli niespodziankę. - uśmiechnęła się Amelia. (...)

Na przerwie obiadowej siedzieli razem przy stoliku i opowiadali Alanowi co się wydarzyło ciekawego w szkole jak go nie było...
- No i... Milena i Marcin nie ukrywają tego, że są parą. - powiedział Ksawery.
- Tak, wszyscy są tym faktem zszokowani, ale im to chyba nie przeszkadza. - stwierdziła z uśmiechem Karolina.
- No to super. Kochają się, więc... Meli, co jest? - zapytał Alan spoglądając na przyjaciółkę.
- Nic takiego tylko trochę źle się czuję...
- Może zaprowadzić cię do higienistki, co? - zapytała Lola.
- Nie, dzięki. Ale ja chyba faktycznie do niej pójdę... - zakomunikowała Amelka i wstała od stolika. - Widzimy się na historii.
- Na pewno dasz radę? Może pójdę z tobą? - zapytał z troską Alan łapiąc przyjaciółkę za rękę. Mela tylko delikatnie się uśmiechnęła i powiedziała:
- Nie trzeba, naprawdę. Poradzę sobie. (...)

Po skończonym lunchu Karolina, Ksawery i Alan udali się pod klasę, w której mieli mieć kolejną lekcję - historię. Usiedli na ławce pod drzwiami i cierpliwie czekali na ich przyjaciółkę. Minęło 5 minut, zaraz miał zadzwonic dzwonek, a Amelki dalej nie było.
- Gdzie ona tyle jest? - zapytał Alan.
- Spokojnie stary, pewnie siedzi jeszcze u higienistki. Zaraz przyjdzie. - uspokajał przyjaciela Ksawery.
- Ech... Pójdę po nią. - stwierdził szatyn i wstał z zajmowanego miejsca.
- A historia? Ona będzie usprawiedliwiona, a ty...? - zapytała Lola.
- Powiedzcie, że poszedłem z nią. - zakomunikował Alan i skierował się do gabinetu należącego do pani higienistki. (...)

Kiedy stał pod drzwiami zapukał delikatnie, a gdy usłyszał ciche "Proszę." nacisnął klamkę.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. - powiedziała pielęgniarka. - Stało się coś?
- Nie, mnie nie. Ale... Była tutaj może Amelia Starska?
- Tak, była. Ale wyszła jakieś 15 minut temu. Mówiła, że wraca na lekcje.
- Aha, dziękuję. Widocznie musieliśmy się minąć. Do widzenia.
- Do widzenia. - powiedziała kobieta, a szatyn opuścił jej gabinet. Zdezorientowany postanowił wrócić na lekcję, pomyślał, że Mela na pewno poszła inną drogą i jest już z resztą uczniów w klasie... Kiedy przechodził koło składzika należącego do woźnego szkolnego usłyszał stłumiony krzyk. Zaniepokojony tym, co usłyszał szarpnął za klamkę, ale okazało się, że drzwi są zamknięte. Zdenerwowany chłopak obejrzał dokładnie drzwi i zauważył, że otwierają się one do wewnątrz, więc spokojnie można je wywarzyć. Cofnął się kilka kroków do tyłu i z rozbiegu uderzył w drzwi, które z hukiem opadły na podłogę. Wszedł do pomieszczenia i to, co zauważył sparaliżowało jego całe ciało. Przed nim stała zapłakana Amelka w potarganej bluzce, a obok niej stał... Fabian.
- Zostaw ją! - krzyknął Alan, odciągając chłopaka od brązowookiej. - Meli, nic ci nie jest? - dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko pokręciła przecząco głową i wybuchnęła jeszcze głośniejszym płaczem. Alan zdjął swoją bluzę i zarzucił ją na ramiona przyjaciółki.
- Uważaj. - wyszeptała dziewczyna widząc, że Fabian zbliża się do Alana. Szatyn szybko się odwrócił i uderzył chłopaka w nos, z którego natychmiast pociekła strużka krwi.
- Mela, wyjdź. - poprosił szatyn.
- Nie zostawię cię tutaj.
- Wyjdź! - krzyknął zdenerwowany Alan, a Amelia wykonała jego polecenie, ale nigdzie daleko nie odeszła tylko osunęła się po ścianie i płakała... - Zabiję cię! - krzyknął Sanchez i rzucił się z pięściami na Fabiana. Niestety chłopak zrobił unik i Alan wylądował na ziemi, ale szybko się podniósł tym samym uchraniając się od ciosu, który chciał zadać mu brunet... Bójka trwała dość długo aż w pewnym momencie do uszu Amelii dobiegł głuchy odgłos - jakby coś ciężkiego uderzało o podłogę. W tym samym momencie z pomieszczenia wybiegł Fabian. Podszedł do dziewczyny i mierząc ją groźnym wzrokiem powiedział:
- Powiecie komuś o tym, co tu miało miejsce, a twój przyjaciel już nigdy nie otworzy oczu, rozumiesz?!
- Powiedzmy, że tak... - powiedziała Mela, i odpychając od siebie Fabiana wbiegła do kantorka woźnego. Jak tylko przekroczyła próg zauważyła Alana, leżącego na ziemi. Chłopak zwijał się z bólu, a z jego ust sączyła się krew - dużo krwi. - Ali. - wyszeptała i uklęknęła obok chłopaka.
- Ciii... Nic mi nie jest. Przeżyję. - wyszeptał chłopak, a po chwili wypluł krew.
- Idę po pomoc...
- Nie, zaczekaj... - Alan chwycił Amelkę za rękę. - Muszę ci coś powiedzieć... Ale nikomu więcej nie mów, proszę... - Mela przytaknęła. - Wtedy w szpitalu... - chłopak znowu musiał zrobic przerwę, żeby wypluć gromadzącą się w jego ustach krew. - Okłamałem cię, ale tylko dlatego, że nie chciałem cię martwić... To nie był wirus... Ja mam... - kolejna porcja krwi wypłynęła z ust szatyna. - Mam raka. - wyszeptał i jego oczy się zamknęły. Amelka z przerażeniem patrzyła na ciało przyjaciela, wyjęła z kieszeni telefon.
- Pogotowie, pogotowie... Jaki to był numer do cholery?!
- Co tu się...? - do pomieszczenia wpadł woźny. - Jezu! Zadzwoń do jego rodziców, a ja zadzwonię po pogotowie. - zakomunikował mężczyzna, a brązowooka przytaknęła i wybrała numer do taty Alana. (...)
 

 
Rozdział 9

- Proszę usiąść... Otrzymałem właśnie wyniki badań pani syna. - zaczął spokojnie lekarz.
- Coś nie tak panie doktorze? - zapytał Alan, zajmując miejsce naprzeciwko mężczyzny.
- No niestety nie mam dla ciebie dobrych wiadomości chłopcze.
- Ale o co chodzi? - tym razem zapytała Sylwia.
- Nawet pani sobie nie zdaje sprawy jak trudno mi o tym mówić. Tym bardziej, że pani syn jest taki młody, całe życie przed nim...
- Wykrztusi pan to z siebie w końcu?!
- Synku, spokojnie...
- Nie będę dłużej zwlekał. Pani syn... ma raka. - zakomunikował ledwo słyszalnym głosem lekarz. W oczach pani Sylwii pojawiły się łzy, a Alan patrzył tępo w jeden punkt gdzieś ponad głową siwego mężczyzny w okularach siedzącego przed nim. - Przykro mi.
- Panu jest przykro? Ilu osobom pan to już mówił? - zbulwersował się szatyn, ale po chwili się uspokoił i zapytał: - Ile mi zostało?
- Tego nie wiem, ale... Rak jest we wczesnym stadium. Możemy zacząć go leczyć, to się może udać. Jesteś młody, twój oraganizm jest silny... Masz wielkie szanse wygrać walkę z tym pasożytem, który w tobie siedzi. Pytanie tylko czy... Czy chcesz?
- Pan się jeszcze o to pyta? Oczywiście, że chce.
- Mamo, pozwól mi podjąć decyzję samemu. - westchnął Alan.
- Chyba mi nie powiesz, że chcesz to tak zostawić... Chcesz umrzeć?!
- Mamo, nie chcę umrzeć! Ale pomyśl... Jeśli będę żył ze świadomością, że kolejnego dnia mogę się już nie obudzić to chyba będzie lepiej niż żebym miał sobie wmawiać, że z tego wyjdę, a jak... Jak się okaże, że z tym cholerstwem nie da się wygrać? Będę się męczył leczeniem, a jak to nic nie da? - zapytał ze łzami w oczach chłopak. - Co wtedy? Ja umrę...
- Nie umrzesz! Rozumiesz?! Nie umrzesz! Zaczniesz leczenie i wyjdziesz z tego! Będziesz zdrowy! - Sylwia przytuliła mocno syna.
- Tu jest mój numer telefonu. Proszę wrócić do domu i na spokojnie się nad tym wszystkim zastanowić... Jak podejmiecie decyzję po prostu zadzwońcie, albo od razu przyjedźcie. - uśmiechnął się nikło lekarz podając wizytówkę Alanowi. Chłopak chwycił niepewnie karteczkę i nie żegnając się z doktorem opuścił gabinet, a zaraz za nim wyszła jego mama i razem opuścili szpital. (...)

******

Siedział razem z mamą w salonie i próbował skupić się na alcji filmu. Niestety, nie wychodziło mu to - nadal myślał o tym czy rozpocząć leczenie czy nie. Spojrzał na mamę, która ciągle ocierała cieknące po policzkach łzy. Nic nie mówiąc podszedł do kobiety i mocno się do niej przytulił...
- No nie, omija mnie rodzinny uścisk. - zaśmiał się Javier wchodząc do pomieszczenia. - Co się stało? Dlaczego mama płacze? Coś ty znowu zrobił Alan?
- Nic nie zrobiłem... - wzruszył ramionami chłopak i usiadł na kanapie, chowając twarz w dłonie.
- No to o co chodzi? - zapytał, już lekko poddenerwowany, tata Alana. Odpowiedziała mu tylko cisza... - Powie mi ktoś co się stało? - znowu cisza. Po chwili Alan wybuchnął płaczem.
- Tato, ja... - zaczął z trudem chłopak. Javier przysunął się do syna i objął go ramieniem dodając mu otuchy. - Mam raka. - powiedział ledwo słyszalnie Alan.
- I nie chce się leczyć. - dodała Sylwia. Javier siedział w osupieniu i nie mógł wydusić z siebie ani jednego słowa. Po chwili wziął głęboki oddech i...
- Synu, musisz się leczyć. Masz dla kogo żyć. Masz nas, przyjaciół, dziewczynę...
- To ostatnie mogłeś sobie darować. Zerwałem z nią wczoraj, ale nie żałuję. A co do leczenia... Mamo, zadzwonisz do tego lekarza?
- Ale... Co mam mu powiedzieć?
- Zapytaj kiedy mam się do niego zgłosić, żeby zacząć leczenie. - uśmiechnął się nikło chłopak. - A teraz wybaczcie, ale jestem zmęczony. Dobranoc.
- Dobranoc synku. - Sylwia ucałowała Alana w czoło i podeszła do telefonu. (...)

******

"Nie widziałam czy wracał do domu. Martwię się o niego, nie odbiera telefonu... Ciągle przed oczami mam jego postać trzymającą zakrwawiony ręcznik przy ustach. Mam nadzieję, że nic poważnego mu się nie stało - nie przeżyłabym chyba tego... No może przesadzam, ale... Ja zawsze tak dużo filozofuję? Nie ważne... Idę do mamy z laptopem i zadzwonimy do taty na Skype. Mam nadzieję, że będziemy mogli pogadać trochę dłużej niż ostatnio... 20 minut rozmowy z tatą, który jest na drugim końcu świata (powiedzmy xd) to stanowczo za mało! [...]"

******

Nie mógł spać całą noc. Ciągle się wiercił nie mogąc znaleźć sobie odpowiedniej pozycji do snu. Rano wstał z łóżka w okropnym stanie i od razu wyszedł na balkon - nie zważał na to, że jest w samych spodniach od piżamy, a na dworze jest nie wiele stopni. Odetchnął głęboko mroźnym powietrzem i nie zamykając drzwi balkonowych wrócił do pokoju. Zabrał z krzesła jakiś T-shirt i zbiegł na śniadanie.
- Cześć mamo, cześć tato. - powiedział siadając do stołu.
- Cześć synu, jak się czujesz? - zapytał Javier odkładając na stół gazetę.
- Tato to, że mam raka jeszcze nie oznacza, że muszę się źle czuć - przynajmniej na razie.
- Synku... - Sylwia pocałowała chłopaka w czoło i postawiła przed nim talerz z jajecznicą. - O 140 mamy być w szpitalu... Zostaniesz tam chyba kilka dni, więc...
- A szkoła? Nie da się tego załatwić tak, żebym jednak chodził do szkoły? - zapytał chłopak.
- Nie przejmuj się szkołą, pogadam z panem Wysockim. Przekażę jaka jest sytuacja...
- Nie tato. Jeśli powiesz o tym dyrektorowi to dowiedzą się wszyscy. A ja nie chcę, żeby ktokolwiek o tym wiedział.
- A przyjaciele? Nie powiesz im? - zapytała mama chłopaka siadając naprzeciwko niego, a on pokręcił przecząco głową. - Będą się martwić...
- Mamo, powiem im jak będę chciał. Na razie nikt ma o tym nie wiedzieć, dobrze?
- Dobrze Alan. - przytaknął pan Sanchez. Chłopak skończył jeść śniadanie i poszedł do swojego pokoju. Wyjął z szafy ubrania i zabierając je ze sobą poszedł do łazienki. (...)

Była 130. Amelia siedziała przed komputerem i przeglądała Facebook'a. Nagle usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości na czacie. Okazało się, że napisała Karolina.

L: Hej, co porabiasz? ;*
M: Hej ;* Nic ciekawego, nudzi mi się...
L: To dobrze się składa. Idziemy na pizzę?
M: Ok. O której?
L: Będziemy z Ksawerym za 40 minut pod twoim domem.
M: Dobra, to ja idę się szykować. Do zobaczenia ;*
L: Nom, pa ;*
Mela wylogowała się z portalu i wyłączyła laptopa, a następnie podeszła do szafy. Zastanawiała się co założyć, aż w końcu wybór padł na taki strój. Wyjęła go z szafy i poszła się przebrać, poprawić fryzurę i makijaż. (...)

Kiedy dziewczyna była gotowa spakowała do torebki portfel, telefon i chusteczki i szybko zbiegła na dół. Weszła do kuchni w nadziei, że zastanie tam mamę, ale niestety się myliła.
- Mamo, gdzie jesteś?
- Tutaj! - zawołała kobieta z salonu.
- Ja idę na mias... O, cześć tato! - zawołała Mela spostrzegając, że jej rodzicielka rozmawia z Grzegorzem na Skype.
- Cześć kochanie. - uśmiechnął się mężczyzna. - Czyżby moja mała córeczka się gdzieś wybierała?
- Eee... Przestań mnie nazywać swoją małą córeczką, mam już prawie 18 lat. - zaśmiała się Amelka. - Ale tak, idę z przyjaciółmi na pizzę. Mogę, prawda?
- Oczywiście, że możesz. - uśmiechnęła się Marta.
- Dziękuję... - w tym momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi. - To na pewno Lola i Ksawery. To ja lecę, papa. Kocham was! - brązowooka pożegnała się z rodzicami i zakładając kurtkę wyszła przed dom.
- Cześć Meli. Chodź, idziemy po Alana. - zakomunikowała Karolina i cała trójka skierowała się na drugą stronę ulicy. Amelia podeszła do drzwi i zadzwoniła dzwonkiem. Po chwili w drzwiach stanął pan Javier.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się Mela. - Jest Alan?
- Dzień dobry. - tata Alana odwzajemnił uśmiech. - Nie, niestety go nie ma. Pojechał do miasta z moją żoną. Przekazać mu coś?
- Eee... Nie. Do widzenia.
- Do widzenia... (...)

******

"Nie widziałam go. Jego mama wróciła do domu, ale bez niego... Coś jest nie tak, tylko co? Będę musiała iść do pani Sylwii i o to zapytać. Martwię się. Alan jest moim najlepszym przyjacielem i jeszcze na dodatek chłopakiem, którego kocham. Uważam, że powinnam wiedzieć co się z nim dzieje... A tak w ogóle to po południu mieliśmy iść na pizzę, ale bez Alana nie chcieliśmy i poszliśmy do parku. Siedzieliśmy przy fontannie, a potem chodziliśmy tymi wszystkimi alejkami i znaleźliśmy takie piękne miejsce - jest dużo drzew i płynie tam rzeka. Chyba nikt nie wie o tym miejscu, więc stwierdziliśmy, że to będzie NASZE miejsce. Będziemy się tam spotykać i takie tam... Musimy pokazać to miejsce Alanowi - myślę, że mu się spodoba. Muszę się chyba ogarnąć... Ciągle o nim myślę. Ech... Idę pod prysznic - może mi przejdzie. [...]"

******

"Nie śpię od 2 godzin, czyli od 4:30... Ciągle patrzę w okno Alana. Napisałam SMS'a do Karoli, żeby przyszła do mnie koło 140 z Ksawerym, bo musimy pogadać. Powiem im o tym, że Alan nie wrócił do domu i pójdziemy pogadać z jego mamą. Musimy się dowiedzieć o co chodzi... Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chyba coś poczytam, albo obejrzę jakiś film... Nie, lepiej poczytać. Zajmę czymś umysł, bo będę musiała się skupić na treści książki. [...]"

******

Amelia, Karolina i Ksawery siedzieli w pokoju szatynki i rozmawiali o Alanie. Wszyscy się o niego martwili. Nie odbiera od nich telefonów, nie wrócił wczoraj z mamą do domu...
- Musimy pogadać z jego rodzicami. Może nam powiedzą co jest Alanowi. - powiedział Ksawi.
- Tak, masz rację. Ale... Myślisz, że jeśli to będzie coś poważnego, to nam powiedzą? - zapytała Karolina.
- Tego nie wiemy. Ale spróbować możemy. Chodźcie. - zarządziła Mela i cała trójka skierowała się do domu przyjaciela... Kiedy byli pod drzwiami Karolina i Ksawery popchnęli Amelię, żeby to ona zadzwoniła dzwonkiem. Dziewczyna przewróciła oczami i nacisnęła dzwonek. Po chwili w drzwiach pojawiła się pani Sylwia - miała podpuchnięte oczy, jakby płakała.
- Dzień dobry. - powiedzieli z uśmiechem Karolina, Amelia i Ksawery.
- Dzień dobry. Co was do nas sprowadza? - zapytała mama Alana pociągając nosem.
- My w zasadzie... Zastaliśmy Alana? - zapytał niepewnie Ksawery.
- Przykro mi. Alana nie ma w domu... Przekazać mu coś?
- Nie, ale... Stało się coś? - tym razem zapytała Karolina.
- Nie, nic się nie stało. Alan po prostu... Wczoraj rano zasłabł i zawiozłam go do szpitala. Musi tam zostać kilka dni na badaniach.
- Aha. Ale mamy nadzieję, że to nic poważnego.
- Ja też Amelko, ja też... - westchnęła Sylwia.
- No to my już nie będziemy przeszkadzać... Proszę uściskać od nas Alana. - uśmiechnęła się Amelia. - Do widzenia.
- Do widzenia. - uśmiechnęła się kobieta i zamknęła drzwi.
- Wyglądała jakby płakała całą noc. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że tylko zasłabł. Tu musi chodzić o coś gorszego. - powiedziała Karola.
- Racja... Zaczekajcie momencik! - zwołała Mela i wróciła pod dom przyjaciela. Ponownie zadzwoniła dzwonkiem, a tym razem w drzwiach pojawił się tata Alana. - Przepraszam, że znowu nachodzę, ale... Mogłabym wiedzieć w jakim szpitalu jest Alan?
- Nie sądzę, żeby Alan chciał, żebyś go odwiedzała. - powiedział ze smutkiem Javier.
- Ale ja się muszę z nim zobaczyć. Powie mi pan, który to szpital? Proszę. - wyszeptała Amelka z nadzieją w głosie.
- No dobrze, ale nie mów mojej żonie, że ci powiedziałem. Umowa stoi? - brązowooka przytaknęła. - No więc jest w szpitalu na Warszawskiej. Oddział ogólny sala numer 45.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Do widzenia.
- Do widzenia. - powiedział mężczyzna, a Mela wróciła do przyjaciół czekających na nią pod jej domem z lekkim uśmiechem na ustach.
- Co cię tak cieszy? - zapytał Ksawery.
- Bo wiem w jakim szpitalu jest Ali i jeszcze na dodatek, w której sali.
- No to na co my czekamy? Jedziemy do niego!
- Nie, nie, nie... Pojedziemy jutro po lekcjach, ok?
- No dobraaa. - przeciągnął leniwie Ksawi. (...)
 

 
Rozdział 8

Amelia siedziała na krześle przy biurku, a Karolina ją czesała... Kiedy blondynka skończyła podała przyjaciółce lusterko.
- No i jak, podoba się?
- No pewnie, że tak! Jest świetna, dziękuję. - Mela pocałowała przyjaciółkę w policzek. - Teraz ty. Siadaj.
- Aż się boję. - zaśmiała się Lola.
- Masz czego, naprawdę. - pokręciła głową Amelka. - Nie będziesz żałować.
- No dobra. Oddaję ci się.
- Ekhem, trochę to dwuznacznie zabrzmiało.
- Przestań. - Karolina uderzyła lekko przyjaciółkę w ramię i obydwie się zaśmiały... Po 15 minutach fryzura Karoliny była gotowa. - No całkiem, całkiem... Żartuję, jest świetna.
- No dobra, teraz makijaże. - uśmiechnęła się Amelia i razem z przyjaciółką i ich kosmetykami udała się do łazienki. (...)

Wyszedł z łazienki w samym ręczniku i jeszcze mokrych włosach. Wyjął z szafy garnitur i przewiesił go przez oparcie krzesła. Spojrzał w okno i zobaczył, że w pokoju Amelii pali się światło. Nagle przed oknem pojawiła się dziewczyna. Miała idealny makijaż i śliczną fryzurę. Ali nie mógł oderwać od niej wzroku. Po chwili się otrząsnął i zabierając garnitur wszedł z powrotem do łazienki. (...)

Gdy Amelka skończyła robić makijaż wyszła z łazienki, a Lola została w pomieszczeniu. Po chwili blondynka zawołała:
- Mel, przyniesiesz mi sukienkę? To od razu się przebiorę...
- Jasne, już ci ją daję. - szatynka wzięła do ręki wieszak ze strojem przyjaciółki i zaniosła go jej.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Nie musisz się spieszyć, mamy jeszcze ponad godzinę. - uśmiechnęła się Amelia, a jej przyjaciółka odwzajemniła gest. Brązowooka wróciła do pokoju i usiadła na łóżku wyjmując pamiętnik. Otworzyła go na czystej stronie i zaczęła pisać:
"Jesteśmy już prawie gotowe. Lola właśnie zakłada sukienkę, a ja zajmuję łazienkę zaraz po niej. Jestem strasznie podekscytowana... Czuję, że coś się wydarzy, ale nie jestem w stanie powiedzieć czy będzie to coś miłego, czy wręcz przeciwnie... O, widzę właśnie Alana. Wygląda jak jakiś Bóg - jakie porównanie xd. Zazdroszczę Milenie... Ech, dobra - koniec tego. Idę się dobijać do łazienki, bo jak Lola tam jeszcze będzie długo siedzieć, to nie zdążę. [...]" - Lola, gotowa jesteś?
- Tak, tak... No i jak? - zapytała blondynka wychodząc z łazienki i okręciła się wokół własnej osi.
- Ślicznie. - uśmiechnęła się Mela. - Ksawi padnie z wrażenia...
- Ehe... Ale jak Alan zobaczy ciebie to oszaleje z zachwytu... Tylko żeby cię tam nie zgwałcił.
- Nawet tak nie żartuj... Bardzo dobrze życzysz przyjaciółce. - zaśmiała się szatynka. - A poza tym to on ma dziewczynę. - dodała i zabierając swoją sukienkę skierowała się do pomieszczenia, które przed chwilą opuściła Karola. (...)

Alan zbiegł po schodach na dół, gdzie byli jego rodzice. Wszedł do kuchni i poczuł, że kręci mu się w głowie, więc oparł się o blat spuszczając głowę w dół.
- Co jest synku? - zapytała Sylwia zerkając na chłopaka.
- Nic, wszystko ok... - powiedział chłopak, nie chcąc martwić rodziców. - Tato, odwieziesz mnie do szkoły?
- Jasne. Chcesz kogoś jeszcze zabrać? - zapytał Javier.
- Jeśli to nie problem to podjedźmy po... - zawiesił głos, zastanawiając się czy powiedzie, że chce pojechać po Milenę, czy... - Ksawerego. - podjął decyzję i uśmiechnął się delikatnie chłopak.
- Ok, zabieram kluczyki i możemy jechać. - zakomunikował pan Sanchez i poszedł do salonu. W tym samym momencie Alan poczuł wibrację w kieszeni. Wyjął komórkę i zauważył, że dostał SMS'a od Ksawerego: "Siema. Mógłbym się z tobą zabrać do szkoły? Karola napisała, że pojedzie z Melą i spotkamy się na miejscu. To jak?" Szatyn uśmiechnął się i szybko odpisał przyjacielowi: "Jasne, że możesz. I tak bym po ciebie podjechał... Będę za 5 minut pod Twoim domem." - No i jak synu, gotowy?
- Jasne. - zakomunikował chłopak. Złapał do ręki kurtkę, i żegnając się z mamą opuścił dom, a za nim wyszedł jego tata. (...)

- Dziewczyny, chodźcie, bo się spóźnimy! - zawołała Marta, stojąc przy drzwiach wyjściowych.
- Już idziemy mamo! - zakomunikowała Amelia i razem z Karoliną zeszła na dół. - I jak? Jak ci się podoba?
- Ślicznie wyglądacie. Ale teraz szybko zakładajcie kurtki i do samochodu. Mamy tylko pół godziy do rozpoczęcia balu. - kobieta ponagliła nastolatki i chwyciła kluczyki. Po niecałych pięciu minutach wszystkie trzy siedziały w samochodzie i były w drodze do szkoły. (...)

Alan i Ksawery wysiedli z samochodu Javiera. Szatyn nachylił się jeszcze i powiedział tacie, że jak będzie chciał wracać do domu to do niego zadzwoni, po czym razem z przyjacielem udał się do środka. Kiedy chłopaki zniknęli za drzwiami szkoły pod budynek podjechały Amelia i Karolina.
- Bawcie się dobrze. - uśmiechnęła się Marta, zerkając na dziewczyny.
- Na pewno będziemy. - odwzajemniła gest Karolina.
- Jak będziecie chciały wracać to zadzwoń Mela, dobrze?
- Jasne mamo, zadzwonię. - uśmiechnęła się dziewczyna i razem z przyjaciółką wysiadła z samochodu. - No to idziemy się świetnie bawić.
- No oczywiście, że tak... Chodź, widzę Ksawerego. - Karola pociągnęła Amelkę za rękę i razem weszły do szkoły. - Cześć kochanie.
- Hej śliczna. - Ksawi pocałował swoją dziewczynę. - Mela... Wow.
- Jasne, jasne... - zaśmiała się Amelia, a na jej twarz wstąpił delikatny rumieniec.
- Ten debil ma rację. Wyglądasz nieziemsko. - powiedział Alan podchodząc do przyjaciół.
- Eeee... Dzięki. Ty też niczego sobie. - odparła Amelka delikatnie się uśmiechając.
- To prawda... Wyglądasz świetnie misiu. - Milena uwiesiła się na ramieniu Alana, a Amelię zmierzyła wrogim spojrzeniem.
- To ja... już pójdę. - powiedziała brązowooka i podeszła do Karoli i Ksawiego. - Nie lubię tej jędzy...
- Nie tylko ty. - uśmiechnęła się pocieszająco blondynka. - O, idzie twój Romeo. - dodała, wskazując zbliżającego się w ich stronę Marcina.
- Cześć wam. Kochanie jak ty pięknie wyglądasz. - powiedział Marcin całując dziewczynę w usta.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się słodko Amelka.
- Przepraszam was, ale ją wam porwę. - zakomunikował Marcin i razem z szatynką zniknął pomiędzy innymi uczniami. (...)

******

Lola tańczyła z Ksawerym na środku parkietu aż nagle zobaczyła, że w kącie sali stoi Marcin, a po chwili podchodzi do niego Milena. Rozmawiają i... dziewczyna zarzuca ręce na szyję chłopaka i zaczynają się całować. Blondynka uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.
- Co cię tak cieszy? - zapytał Ksawery, spostrzegając uśmiech na twarzy dziewczyny.
- Co? A nic takiego... Tylko Milena właśnie całuje się z Marcinem.
- I to cię cieszy? A jak Mela się o tym dowie... Ona się załamie, przecież to jej chłopak.
- No powiedzmy. Ale uwierz, że się nie załamie tylko się będzie cieszyć... Chodź, poszukamy jej. - Karola pociągnęła chłopaka za rękę i razem poszli szukać swojej przyjaciółki. Znaleźli ją siedzącą na schodach poza salą. - Meli, stało się coś? Dlaczego tak tu sama siedzisz?
- Nie, nic się nie stało. Po prostu musiałam odpocząć od tej głośnej muzyki. A wy, dlaczego nie jesteście w środku?
- No bo my... Tylko się nie denerwuj. - poprosił Ksawery.
- Ty się bardziej denerwujesz niż ona się tym zdenerwuje. - zaśmiała się Lola. - No więc widzieliśmy jak... Marcin całował się z Mileną!
- Poważnie?! No nareszcie się udało! - zawołała Amelka i rzuciła się na szyję przyjaciółce, a Ksawery patrzył na nie jak na wariatki.
- Mel, przecież to twój chłopak. Dlaczego cieszysz się, że cię zdradził...
- Bo to było tylko tak, żeby wzbudzić zazdrość w Milenie - to był cel Marcina, no a moim celem było...
- Wzbudzenie zazdrości w Alanie? - zapytał Ksawery.
- Bingo, ale chyba mi się to nie udało. - wzruszyła ramionami Amelia i ruszyła na salę. (...)

Stał oparty o ścianę i wpatrywał się w parkiet. Nagle na drugim końcu sali zauważył całujących się Milenę i Marcina.
- Wiedziałem, że on zrani Amelkę. Wiedziałem... Ale przynajmniej ja będę miał powód do zerwania z Mileną. - mimo złości i tak się uśmiechnął i odetchnął z ulgą. Postanowił podejść do całującej się pary i z nimi pogadać. Ruszył na drugi koniec sali przeciskając się pomiędzy tańczącymi nastolatkami. Kiedy stał kilka kroków przed Mileną i Marcinem głośno odchrząchnął, a zakochani się od siebie oderwali.
- Misiu... To nie tak jak...
- Nie tłumacz się! Jak ja w ogóle mogłem myśleć, że coś do mnie czujesz?! Za długo z tobą wytrzymałem, ale już dłużej nie zamierzam!
- Alan, czy to znaczy, że ty ze mną... zrywasz? - zapytała z udawanym smutkiem dziewczyna.
- Tak zrywam z tobą... A po tobie nie spodziewałem się tego, że będziesz w stanie tak skrzywdzić Amelię.
- O czym ty mówisz? - zapytał Marcin.
- O tym, że Amelka się załamie jak się dowie o tym, co się tu właśnie stało. A poza tym... Ona cię zabije! - krzyknął Alan i nie chcąc dalej prowadzić tej rozmowy skierował się do wyjścia z sali. (...)

- Powiedz mi jak on tak mógł?! To ja miałam z nim zerwać, a nie on ze mną! Jeszcze nigdy żaden chłopak ze mną nie zerwał, to zawsze ja to robiłam! - Milena żaliła się Luizie.
- Lenka, nie przejmuj się tym. Najważniejsze jest to, że odzyskałaś Marcina. - uśmiechnęła się pocieszająco Luiza i objęła przyjaciółkę.
- Ty nic nie rozumiesz?! On chodzi z tą, tą... nawet nie wiem jak mam ją nazwać!
- Zerwie z nią. To tylko kwestia czasu.
- A jak nie?! Boże, jaka ja głupia jestem. Powinnam być zimną suką bez uczuć, a zakochałam się w takim kretynie jak Marcin! Mogę mieć każdego, a...
- Skończ już to użalanie się! On zerwie z Amelią szybciej niż ci się to wydaje. Przecież on też cię kocha...
- Możliwe, ale... I tak jestem idiotką. - skwitowała Milena. (...)

- Jak poszło z Mileną? - zapytała Amelka jak tylko zauważyła, że obok niej pojawił się Marcin.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnął się chłopak. - Dziękuję ci.
- Nie musisz dziękować. Ja w sumie też miałam w tym jakiś interes, szkoda tylko, że mi się nie udało.
- Udało ci się... Nakrzyczał na mnie, że cię skrzywdziłem i takie tam.
- Co? - zapytała zaskoczona Mela.
- No tak. Widział jak całowałem się z Leną. Podszedł do nas i najpierw nakrzyczał na nią i z nią zerwał, a potem jeszcze mi się dostało. Nie jesteś mu obojętna Meli.
- Może masz rację. - westchnęła Amelia.
- Ja ją mam, a nie może mam... No to chyba możemy już zakończyć nasz "związek", co?
- Też tak myślę. Ale kumplami zostajemy. - postawiła warunek Mela.
- No jasne, że tak. - zaśmiał się Marcin i przytulił Amelię. (...)

******

"Leżę sobie w łóżku, na zegarze 01:45, a mnie się wcale nie chce spać. Za dużo wrażeń jak na jeden wieczór. Ale jestem zadowolona... Alan zerwał z Mileną, Marcin osiągnął to, co chciał i już nie musimy udawać pary, no i ja w sumie też osiągnęłam swój cel... O, widzę, że Ali też nie może spać - nie ma zasłoniętych okien - siedzi na łóżku z gitarą. Chciałabym móc usłyszeć jak gra... *-* Dobra, bo jak się rozmarzę to nie zasnę tej nocy, a muszę chociaż na godzinę zamknąć powieki, bo na lekcjach będę nieprzytomna. Przynajmniej jeden plus - wszyscy przychodzimy na 3 lekcję, a to z racji tego, że bal skończył się o północy... Wbrew pozorom nasz dyrektor jest bardzo wyrozumiały. Napiszę jeszcze do taty SMS'a z wrażeniami z balu i idę spać. [...]"

******

"Drrrrrrrrrrrrrryń!" dźwięk budzika obwieścił, że czas wstawać do szkoły. Amelka wstała z łóżka i od razu udała się do łazienki. Tam wykonała wszystkie rutynowe czynności i wróciła do pokoju. Z szafy wygrzebała jakieś ubrania i założywszy je na siebie zbiegła na śniadanie.
- Cześć! - zawołała, wchodząc do kuchni.
- Cześć kochanie. Jak się spało? - zapytała Marta.
- Dobrze, dobrze... Długo nie mogłam zasnąć. Streściłam tacie w SMS'ie wrażenia z balu i dopiero zasnęłam. - powiedziała dziewczyna przygotowując sobie płatki.
- Odwieźć cię do szkoły?
- A mogłabyś?
- No pewnie, że tak. Po twoich wczorajszych podbojach tanecznych z pewnością nie masz siły postawić chociażby kroku. - zaśmiała się kobieta.
- No powiedzmy... Jakoś przecież doszłam z pokoju tutaj.
- Oj, wiesz o co mi chodzi...
- Wiem, wiem... Dobra, to ja lecę po torbę i możemy jechać. - zakomunikowała Amelka i poszła do pokoju. (...)

Amelia, Karolina, Ksawery i Alan zmierzali pod klasę. W pewnym momencie podeszła do nich Luiza i zmierzyła wrogim wzrokiem Alana.
- O co chodzi? - zapytał chłopak.
- O nic... Wiesz, cieszę się, że Milena z tobą zerwała - nigdy cię nie lubiłam. - wypiszczała.
- Że co proszę?! Po pierwsze - to ja zerwałem z nią. A po drugie - ja też cię nie lubiłem. Udajesz kogoś kim nie jesteś Luiza...
- A skąd ty to możesz wiedzieć? A zresztą - to moje życie, moja sprawa! - prychnęła Szilberg i odeszła od czwórki przyjaciół.
- Udaje kogoś kim nie jest? My o czymś nie wiemy stary? - zapytał Ksawi.
- Nie ważne... Chodźcie pod klasę. - powiedział Alan i poszedł przodem. (...)

******

Siedział na balkonie z gitarą w ręku i układał melodię do nowej piosenki. Było dość ciepło, świeciło słońce, więc nie przeszkadzało mu, że jest początek listopada... Niestety coś mu nie wychodziło ułożenie melodii do nowego utworu. Oparł się o ścianę domu i głęboko westchnął... Po chwili poczuł, że z ust leje mu się... krew! Spanikowany wbiegł do pokoju i rzucając gitarę na łóżko pobiegł do łazienki. Wypluł krew, ale ona nadal leciała. Przyłożył ręcznik do ust i pobiegł do kuchni, w której krzątała się Sylwia.
- Mamo! - z trudem zawołał chłopak.
- Słucham... Co ci się stało?! - zapytała przerażona kobieta.
- Sam nie wiem. Grałem na gitarze i nagle poczułem, że z ust leje mi się krew. Jest jej coraz więcej...
- Dobra, spokojnie. - odetchnęła mama chłopaka. - Jedziemy do szpitala... Szybko, szybko! - zawołała i razem z synem wyszła z domu. Po chwili siedzieli już w samochodzie i byli w drodze do szpitala. (...)

Leżała na łóżku i przez uchylone okno słuchała jak Alan gra na gitarze. Gdy muzyka ucichła podniosła się na rękach chcąc spojrzeć na chłopaka, ale zobaczyła tylko jak szatyn wbiega do pokoju.
- Chyba mu się zimno zrobiło. - zaśmiała się w duchu Amelka i wstała zamknąć okno, a następnie siadając na parapecie zaczęła czytać książkę. Po chwili zerknęła w okno i zamarła. Z domu naprzeciwko wybiegał Alan z zakrwawionym ręcznikiem przy ustach, a za nim wybiegła pani Sylwia. (...)

Po 15 minutach Alan wraz z mamą byli w szpitalu. Lekarze zrobili chłopakowi badania i teraz czekali na wyniki. Pani Sylwia chodziła w kółko po szpitalnym korytarzu.
- Mamo uspokój się. To na pewno nic takiego... Usiądź.
- Nic takiego? Synku przez pół godziny lała ci się krew z buzi to nie jest normalne.
- Wiem, ale... Na pewno nie potrzebnie się denerwujesz. Usiądź i spróbuj się chociaż trochę odstresować.
- Ech... Ile to może trwać? - westchnęła kobieta zajmując miejsce obok syna... Po chwili z jednego z pomieszczeń wyszedł lekarz, który przyjmował Alana - nie miał zbyt wesołej miny.
- Zapraszam do środka, muszę przekazać państwu pewną wiadomość. - zakomunikował mężczyzna i wszedł z powrotem do gabinetu. Alan wraz z mamą wstali z zajmowanych miejsc i niepewnie weszli za lekarzem do małego gabinetu. - Proszę usiąść... (...)
 

 
Rozdział 7
- Amelka! Córeczko, wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły! - wołała mama dziewczyny. Kiedy nie uzyskała odpowiedzi poszła do pokoju córki. Weszła do środka i z ogromnym uśmiechem na ustach stanęła przed łóżkiem. Amelia leżała na łóżku gotowa do wyjścia z słuchawkami na uszach. Marta podeszła bliżej i zdjęła Meli jedną słuchawkę. - Córciu, ja wiem, że chcesz się odstresować i muzyka w tym pomaga, ale jest już 20 po siódmej. Chodź na śniadanie.
- No tak... Dziękuję. Gdyby nie ty na pewno bym się spóźniła. - uśmiechnęła się brązowooka i razem z rodzicielką zeszła na dół... Po 10 minutach skończyła jeść śniadanie, i zakładając kurtkę wyszła z domu, kierując się do szkoły.
- Cześć Amelia! - zawołał Ali wychodząc z domu.
- Cześć. - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna w kierunku przyjaciela.
- Stało się coś?
- Nie... Nie idziesz po Milenę?
- Nie, nie chodzę po nią. Mieszka w przeciwnym kierunku przecież.
- Wiem. Niedaleko niej mieszka Marcin.
- Ten, z którym wczoraj rozmawiałaś, tak?
- Ehe, ten sam... Idę z nim na bal. - zakomunikowała Amelia, a Alan poczuł delikatne ukłucie w sercu. Chłopak przełknął głośno ślinę i wymusił uśmiech.
- Cieszę się. Naprawdę.
- Super. A ty idziesz ze swoją dziewczyną, prawda?
- Przestań ją nazywać 'moja dziewczyną'. - skrzywił się szatyn. - Może i nią jest, ale to tylko przez przypadek.
- Przez przypadek?! Ty się w ogóle słyszysz?! - wkurzyła się Amelia. - Czegoś takiego nie można nazywać przypadkiem! - krzyknęła i pobiegła do szkoły.
- Mel! Mel! Cholera! - krzyknął Alan i złapał się za głowę. (...)

Na przerwie obiadowej Amelia spędzała czas z Marcinem. Siedzieli razem przy stoliku i o czymś zawzięcie rozmawiali i co chwilę wybuchali śmiechem.
- Myślisz, że ten plan wypali? - zapytała nagle Mela.
- Dlaczego miałby nie wypalić? Jesteśmy dobrymi aktorami. - uśmiechnął się Marcin. - Pamiętasz jak w 6 klasie grałaś Kopciuszka?
- No pewnie... A ty grałeś woźnicę w karecie. - zaśmiała się dziewczyna.
- Oj tam... Ale przynajmniej miałem ciekawą rolę, bo najpierw byłem kotem i później też się w niego zamieniałem.
- Tak. I zrobiłeś to bardzo profesjonalnie... (...)

Alan przeprosił Milenę i wstał od stolika, podchodząc do Karoliny i Ksawerego.
- Od kiedy to ona wystawia przyjaciół? - zapytał wskazując na Amelię i Marcina. W odpowiedzi jego przyjaciele tylko wzruszyli ramionami.
- Ty też nas wystawiłeś. Podobno jej nie kochasz, a to, że jesteście razem to przypadek. - powiedział z ironią Ksawery.
- To jest inna sprawa. Dobrze o tym wiecie... A ona z nim coś, no wiecie?
- Z tego co mi wiadomo to tylko się kolegują. Mela mówiła, że jest całkiem spoko, więc ja nie mam nic przeciwko. - uśmiechnęła się Karola.
- W sumie ja też nie jestem przeciwny temu, żeby spędzała z nim czas.
- A jak ją przez niego stracimy? - Alan nie dawał za wygraną.
- To idź do nich i oderwij od niego Amelię siłą! Już ci całkiem odbiło przez tą Milenę! - wybuchnął Ksawi.
- Ksawery... Ech, nie chcę się kłócić. - westchnął Ali i wrócił do 'swojej dziewczyny'. (...)

******

Karolina wyszła ze szkoły i skierowała się do domu. Była zmuszona wracać sama - Ksawery musiał zostać na treningu, Alan poszedł z Mileną, a Amelia... gadała z Marcinem i dziewczyna nie chciała jej przeszkadzać. Niebieskooka włożyła słuchawki do uszu i pogrążona w muzyce szła do domu. Po chwili poczuła czyjś uścisk na nadgarstku. Podniosła wzrok i zobaczyła Melę, uśmiechnęła się i wyjęła słuchawki z uszu.
- Przepraszam. - powiedziała Amelia.
- Za co? - zapytała zaskoczona Karola.
- Słyszałam waszą kłótnię na stołówce. Chodziło o mnie, więc przepraszam.
- Nic się nie stało... Alana po prostu zazdrość zżera. - zaśmiała się blondynka.
- Jasneee... No w sumie to o to chodziło.
- Co? Ty tak na specjalnie z tym Marcinem? No... To teraz rozumiem.
- No tak. - uśmiechnęła się brązowooka. - Ale nikomu ani słowa.
- Oczywiście... A on też ma w tym jakiś interes czy to bezinteresowna pomoc?
- Chcę wzbudzić zazdrość w Alanie, a on w Milenie... Byli ze sobą pół roku, ukrywali to, ale kochali się. Aż w końcu Milenie coś się odwidziało i powiedziała Marcinowi, że go nie kocha i z nim zerwała... Dlatego, gdy zobaczył, że mi ten jej związek z Alanem też nie odpowiada obmyślił ten plan - to taka mała zemsta.
- Biedny... Nie rozumiem Mileny. Skoro się kochali to dlaczego z nim zerwała?
- Nie mam pojęcia, ale wiesz przecież, że ona lubi ranić ludzi.
- Oj tak, ona to uwielbia... (...)

******

Amelia i Marcin spędzali ze sobą bardzo dużo czasu i w końcu zostali "parą". Alan, gdy tylko ich widział na horyzoncie uciekał wzrokiem i nie chciał na nich patrzeć - był zazdrosny... Dni mijały bardzo szybko. Bal jesienny zbliżał się wielkimi krokami - zostało tylko 2 dni... Mela siedziała w swoim pokoju i wpatrywała się w okno, podziwiała padający deszcz. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę! - zawołała dziewczyna.
- Cześć córciu. - do pokoju weszła Marta z pudełkiem w ręce. - Kupiłam ci szpilki na bal.
- Co? Ja nie umiem chodzić w szpilkach. Myślałam, że założę zwykłe baleriny.
- O nie, nie... Założysz szpilki. No już zakładaj je i uczysz się w nich chodzić. - kobieta podała córce pudełko.
- No dobraaa. - westchnęła dziewczyna i założyła buty. Po kilku krokach nieco się zachwiała. - Stoję... jakoś. To nie jest takie proste.
- A czy ktoś mówił, że to jest proste?
- No nie... Tata by miał ubaw.
- Mogę mu nagrać filmik z twoimi zmaganiami. - zaśmiała się Marta.
- Ani się waż! - Amelia również się zaśmiała. Po chwili w domu rozbrzmiał dzwonek.
- To pewnie Sylwia, Javier i Alan.
- Kto? Co oni tu robią?
- Zaprosiłam ich na kawę... Ale nie rozumiem cię, przecież przyjaźnisz się z Alanem.
- No tak, ale... ostatnio trochę się posprzeczaliśmy i...
- Ech... Wyjaśnijcie sobie wszystko. Zaraz go tu do ciebie przyślę... - zakomunikowała kobieta i opuściła pokój córki. (...)

"Czuję, że go tracę. Tracę przyjaciela i nic nie mogę na to poradzić... Przecież nie powiem mu dlaczego nie spędzam z nim już tyle czasu, nie powiem mu, że to z Marcinem jest po to, żeby wzbudzić w nim zazdrość... O tym wiem tylko ja, Marcin, no i Lola... Nie mam nawet siły pisać już pamiętnika - to powinna być jakaś odskocznia, powinnam tu przelewać to, co czuję, ale jakoś nie mam na to ochoty. Piszę, bo to mój codzienny rytuał... Pojutrze bal. Czekałam na ten dzień. Mam zamiar się dobrze bawić i praktycznie niczym nie przejmować. Wyjdzie mi to? Zobaczymy. [...]"

******

Siedział na łóżku wpatrując się w jeden punk na ścianie. Miał spotkać się dziś z Mileną, ale nie miał na to ochoty i odwołał spotkanie. Dziewczyna oczywiście się wkurzyła. Nie dogadywali się ostatnio, ale Alanowi w sumie było to na rękę... Zamknął na chwilę oczy i natychmiast zobaczył obraz całujących się Amelii i Marcina. Uchylił powieki i z jego oczu pociekło kilka łez.
- Ech... Nie będę płakał. Nie chcę wyjść na beksę. - westchnął i chwycił do ręki telefon. Wybrał numer Ksawerego i przyłożył komórkę do ucha.
- Halo? - po kilku sekundach w słuchawce odezwał się blondyn.
- Cześć. Masz czas?
- Siema. Mam. Chcesz się spotkać? Zadzwonić do dziewczyn?
- Nie... Znaczy chcę się spotkać, ale tylko z tobą. Muszę się komuś wygadać. Możesz wpaść do mnie?
- Pewnie. Będę za 15 minut. - powiedział Ksawery i rozłączył się. Alan opadł na poduszki i zakrył twarz dłońmi. Leżał chwilę w bezruchu, aż usłyszał dzwonek do drzwi. Z racji tego, że był sam musiał iść otworzyć. Podniósł się z łóżka i zbiegł na dół.
- Cześć. - Ksawi przywitał się z przyjacielem.
- Siema, wchodź.
- Stało się coś?
- W pewnym sensie tak... - powiedział Ali i zaprosił przyjaciela do salonu. - Chodzi o Melę i... Nie mogę na nich patrzeć.
- Zazdrosny jesteś, co?
- Jak cholera. Czuję, że on ją skrzywdzi. To nie jest odpowiedni chłopak dla niej. - powiedział szatyn spuszczając głowę i podparł ją na rękach.
- A kto jest odpowiedni? Ty? Okłamujesz Milenę... Ba! Okłamujesz sam siebie.
- Nie pomagasz...
- Wiem, ale po to jest przyjaciel. Żeby potępiać głupie zachowania... Moim zdaniem powinieneś jak najszybciej posłać Milenę do diabła i zawalczyć o Melę. Przecież ją kochasz...
- Żeby to było takie proste...
- A nie jest? Alan nie wiem jak się czujesz, nie miałem takiej sytuacji, ale... Powinieneś to wszystko wyjaśnić Milenie.
- Ale... Boję się jak ona zareaguje na to, że kłamałem...
- Ech... Sanchez, trzeba było o tym wcześniej pomyśleć. - Ksawery pokręcił z dezaprobatą głową. - Jutro bal, zrób coś! Musisz odzyskać Amelię.
- Co? Jakie odzyskać? Ja jej nigdy nie miałem...
- Odzyskać jako przyjaciółkę debilu! Myślisz, że nie wiem, że wasze ostatnie spotkanie skończyło się kłótnią?! Że ostatnio nic innego nie robicie tylko się kłócicie?!
- Ale to nie jest moja wina!
- Nie zwalam winy na ciebie! Ale ty też się do tego przyczyniłeś! Wina leży po środku! - krzyknął Ksawery, ale po chwili się opanował. - No i widzisz, nawet ze mną się teraz kłócisz... Zerwij jak najszybciej z Mileną i niech wróci tamten czuły i miły Alan, bo ty nim nie jesteś... Zmieniłeś się. - westchnął chłopak.
- Dziękuję. - uśmiechnął się Ali. - Dziękuję, że tu przyszedłeś i mi wygarnąłeś. - szatyn przytulił przyjaciela.
- Ej, bo mi się tu zaraz rozkleisz jak baba. - zaśmiał się Ksawi i chwycił telefon przyjaciela. - Zadzwoń do Mileny. Spotkaj się z nią i wszystko jej wyjaśnij...
- A jutrzejszy bal? Z kim ona pójdzie?
- Czy to ważne z kim? Musisz z nią pogadać jak najszybciej. Im dłużej z tym będziesz zwlekał tym trudniej ci będzie to zrobić...
- Nie dam rady. - pokręcił głową Alan. - Nie dzisiaj.
- Jak nie dzisiaj to kiedy?
- Jutro... Na balu. Obiecuję. - uśmiechnął się delikatnie szatyn.
- Jak chcesz. - Ksawery poklepał przyjaciela po ramieniu. - Poradzisz już sobie?
- Jasne. Jeszcze raz dzięki, że przyszedłeś.
- Po to są przyjaciele... Do jutra Alan.
- Na razie. - Alan odprowadził przyjaciela wzrokiem i wrócił do swojego pokoju. (...)

*******

Przerwa obiadowa...
- Już się nie mogę doczekać wieczora. - powiedziała z uśmiechem Amelia. - Wpadasz do mnie i razem się szykujemy, prawda? - dodała, zwracając się do Loli.
- No oczywiście, że tak. - uśmiechnęła się Karolina. - Marcin po ciebie przyjedzie?
- Nie, spotkamy się dopiero tutaj. Nie będzie specjalnie po mnie jechał... Nie chcę tego.
- Rozumiem... Alanowi serce pęka jak na was patrzy. - wyszeptała blondynka.
- Myślisz, że mi nie jest smutno jak na niego patrzę? Jak widzę ten smutek w jego oczach? Ale musi to wytrzymać... Ja też muszę.
- Jasne... O, cześć Marcin.
- Cześć Karolina. Hej Mel. - uśmiechnął się chłopak i pocałował dziewczynę.
- Heeej... - słodko przeciągnęła Amelia i wtuliła się w ramię Marcina.
- Plotkujecie o mnie?
- Nie. Gdzieżbyśmy śmiały. - zaśmiała się Lola.
- Ehe, czyli jednak...
- Tylko troszeczkę... Cześć Ksawi.
- Cześć Amelka. - Ksawery pocałował przyjaciółkę w policzek, a do Marcina skinął tylko głową. - Hej skarbie.
- Cześć kocie. - Karolina pocałowała chłopaka w usta, a następnie wtuliła się w jego tors... (...)

Na drugim końcu stołówki siedział Alan, a razem z nim przy stoliku była Milena, Luiza i jej chłopak - Fabian. Od dłuższej chwili prowadzili rozmowę na temat balu, ale Ali ich nie słuchał. Nie mógł oderwać wzroku od Amelii i Marcina. Mimo bólu jaki sprawiał mu ich widok ciągle na nich patrzył...
- To ja powinienem tam siedzieć. To ja powinienem ją tulić, całować... To powinienem być ja do cholery! - krzyczał na siebie w myślach. - Przepraszam was, muszę się przewietrzyć.
- Wszystko w porządku misiu? - zapytała z udawanym przejęciem Milena.
- Tak, tak... Po prostu muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Zaraz wracam. - powiedział chłopak i wyszedł ze stołówki...
- Lenka, weź z nim zerwij... Nie lubię go. - skrzywiła się Luiza, kiedy Alan zniknął jej z pola widzenia.
- Zerwę z nim dzisiaj na balu. I tak już chyba dopięłam swego... - zakomunikowała dziewczyna spoglądając ukradkiem na Marcina tulącego Amelię.
- Chodzi o Marcina? - zapytał Fabian.
- Eeee... Że co? - zapytały równocześnie dziewczyny.
- No przecież to mój kumpel, zapomniałyście? Milena, myślisz, że nie wiem, że przez pół roku byliście parą? Ukrywaliście to, ale przyjaciele nie mają przed sobą tajemnic, no i Marcin mi powiedział...
- Aha... A jak mu się układa z tą, tą...
- Chodzi o Amelię? Nie wiem, ale patrząc na nich to chyba dobrze. - wzruszył ramionami chłopak.
- Ok, fajnie. Wiecie, ja chyba pójdę poszukać Alanka. - powiedziała piskliwym głosem Milena i wyszła ze stołówki.
- Oni tak na poważnie czy to ściema? - zapytała Luiza wskazując ruchem głowy Amelię i Marcina.
- A jak myślisz? - zapytał Fabian całując dziewczynę w policzek, a ona się tylko uśmiechnęła. (...)

******

"Za pół godziny przychodzi do mnie Lola i szykujemy się na bal. Już się nie mogę doczekać... No i nauczyłam się chodzić na szpilkach! Taaak, jestem z siebie bardzo dumna, bo to nie jest taka prosta sprawa... Tym bardziej dla mnie - dziewczyny, która nosi tylko trampki i, ewentualnie, baleriny... Obecnie siedzę sobie i odpoczywam po bardzo wyczerpującym zabiegu jakim jest malowanie paznokci - zmęczyłam się tym. Haha! Tak, sukienka już jest gotowa do założenia, paznokcie mam pomalowane, a teraz idę wziąć prysznic. Muszę zdążyć przed przyjściem Karoliny, żeby mieć więcej czasu na spokojne zrobienie makijażu i fryzury. Będę mieć loooki *.* najprawdopodobniej spięte w koka, no ale... No to ten... Idę się szykować na wielki wieczór. <3 [...]"
  • awatar . Sparkle . ♥: wspaniałe :) zapraszam do mnie , zostaw jakiś ślad po sobie ☺ zapraszam do obserwowania mojego blogu ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział 6
Obudził go dźwięk trzaskających drzwi. Leniwie podniósł jedną powiekę i rozglądnął się po pokoju. Kiedy jego wzrok napotkał jakąś sylwetkę przymknął ponownie powiekę, by po chwili otworzyć oczy.
- Alan, czy ty wiesz która jest w ogóle godzina?! - naskoczył na chłopaka Ksawery.
- No sorry stary, ale jakoś się nie orientuję. - odpowiedział zachrypniętym głosem Alan.
- No to ja cię oświecę. Jest wpół do drugiej!
- Co?! Boże, aż tyle spałem...?
- No tak, długo... Ale ja nie po to przyszedłem. Martwiłem się trochę, bo nie odbierałeś i... Jak poszło wczoraj z Mileną?
- Lepiej nie pytaj. - powiedział szatyn, wstając z łóżka. - Daj mi 15 minut. Ogarnę się i ci wszystko opowiem...
- Spoko, poczekam. - uśmiechnął się Ksawi, a Alan poszedł do łazienki... Tak jak powiedział, po 15 minutach wrócił do pokoju i zastał tam swojego przyjaciela i jego dziewczynę.
- Cześć Karolina. - pocałował dziewczynę w policzek.
- Hej. Mam nadzieję, że nie będę wam przeszkadzać.
- Nie, nie będziesz. I tak pewnie też jesteś ciekawa jak poszła rozmowa z Mileną? - zapytał Alan, a Lola tylko przytaknęła. - No to, ten... Nie zerwałem z nią.
- Co?! Miałeś to zrobić... - powiedział Ksawery.
- Miałem i prawie zrobiłem, ale ponownie mi nie dała skończyć tylko źle wyciągnęła wnioski i teraz... Idę z nią na bal jesienny... - skrzywił się Alan.
- Czyli niestety nie zaprosisz Meli. - westchnęła Karolina.
- No niestety nie... Mimo szczerych chęci. (...)

Siedzieli rozwaleni na kanapie w salonie i oglądali telewizję, zajadając się popcornem. Nagle usłyszeli dźwięk dzwoniącego telefonu, ale to zignorowali. Po chwili, kiedy dzwonienie nie ustępowało, chłopaki popatrzyli nieco wkurzeni na siedzącą pomiędzy nimi Karolinę.
- No co? - zapytała dziewczyna.
- Nic, tylko... Odbierz w końcu ten telefon. - powiedział Ali.
- Aha, no tak, sorry... Halo?
- No nareszcie. Dzwonię i dzwonię... Podejmujesz szybką decyzję, ok? - w słuchawce odezwała się Amelia.
- No, no dobraaa... Ale o co chodzi?
- Nie pytaj... Zielony czy czerwony?
- Eeee... Czerwony?
- Super, tak myślałam. Kończę, pa. Widzimy się jutro! - zawołała ostatni raz Mela i się rozłączyła.
- To było dziwne... - wyszeptała Karolina i napotkała pytające spojrzenie Alana. - Dzwoniła Amelia i pytała o jakieś kolory. Nie rozumiem tej dziewczyny. - zaśmiała się blondynka. - Ale wracajmy do oglądania...
- No dobra. - zgodnie stwierdzili chłopcy i cała trójka utkwiła wzrok w ekranie telewizora. (...)

******

"Jestem zadowolona z dzisiejszych zakupów. Były bardzo udane... Kupiłam Karolinie śliczną sukienkę *.* mam nadzieję, że jej się spodoba... Sobie zresztą też kupiłam sukienkę - i to nie jedną - co u mnie jest rzadkością. W ogóle ostatnio chętniej się ubieram w sukienki, spódniczki, balerinki... Ale do szpilek się jak na razie nie przekonałam! Haha! Może z czasem się skuszę i sobie jakieś kupię, ale szybko to chyba nie nastąpi... Kupiłam jeszcze dużo innych rzeczy, ale o tym pisać nie zamierzam, bo mnie już ręka boli. No i cieszę się, że jutro o tej porze będę już we Wrocławiu i, jeśli będzie ładna pogoda i nie będzie bardzo zimno, będę siedzieć na balkonie patrząc w gwiazdy. Hmmm... Jest już 230, a ja muszę być gotowa o 60, bo o 7:30 mamy samolot, więc idę spać. [...]"

******

O 5:15 Amelię obudził dźwięk budzika. Uradowana dziewczyna mimo wczesnej pory szybko wstała z ciepłego łóżka i zabierając ubrania pobiegła do łazienki. Tam wykonała wszystkie rutynowe czynności. Po około 20 minutach zwarta i gotowa udała się do kuchni, gdzie byli już jej rodzice.
- Dzień dobry Starscy! - zawołała brązowooka, siadając przy stole.
- Dzień dobry córciu. Widzę, że humor dopisuje. - uśmiechnęła się Marta i pocałowała córkę w czoło, stawiając przed nią talerz z kanapkami.
- No oczywiście... Wracamy w końcu do Wrocławia. Ale szkoda, że bez ciebie tato. - Mela nieco posmutniała.
- Ej, widzimy się na święta. To tylko trochę ponad miesiąc. - uśmiechnął się Grzegorz. - Zabrałyście wszystko co potrzebne?
- Ja wszystko spakowałam. A ty Mel?
- Ja też... Idę zaścielić łóżko i po walizkę, zaraz wracam.
- Dobrze. - powiedziała pani Starska i zaczęła sprzątać po śniadaniu. (...)

"Siedzę już w samolocie. Czeka mnie teraz 8-godzinny lot - większość czasu pewnie prześpię, bo już mi się oczy zamykają. Mama grzebie coś w laptopie, więc nie mam możliwości skontaktowania się z przyjaciółmi, szkoda... Chciałabym ich jak najszybciej zobaczyć... [...]" Mela spojrzała na rodzicielkę.
- Stało się coś kochanie? - zapytała Marta podnosząc wzrok znad laptopa.
- Nie, nic... Ja się prześpię. Jak bym się sama nie obudziła to obudź mnie przed lądowaniem.
- Dobrze, obudzę cię.
- Dziękuję, mamo. - uśmiechnęła się dziewczyna i opierając się wygodnie o fotel przymknęła powieki. (...)

- Mamo! Mamo! Gdzie ty jesteś?! - wołał Alan, biegając po domu z laptopem.
- Tu jestem. - powiedziała Sylwia, wychylając się z garderoby. - Co się stało?
- Pani Marta napisała e-maila. - wyszczerzył się chłopak.
- I co w związku z tym?
- Napisała, że około 150 będą już we Wrocławiu na lotnisku i pyta czy byś po nie przyjechała... O co chodzi?
- Eeee... A no tak, bo ty nic nie wiesz. - uśmiechnęła się Sylwia. - Pani Marta i Amelia pojechały do Kanady tylko na 5 dni, żeby pomóc Grzegorzowi się tam zaaklimatyzować. Nie będą tam mieszkać na stałe, znaczy tata Meli tak, ale ona i jej mama zostają we Wrocławiu.
- Aha. No to super. - stwierdził z ogromnym uśmiechem Alan.
- A do tego czy po nie pojadę, to oczywiście, że tak. Stęskniłam się...
- Mamo, a czy...
- Dzwoń do nich. - przerwała szatynowi kobieta z uśmiechem na ustach.
- Dzięki, dzięki, dzięki! - zawołał uradowany chłopak i pobiegł do swojego pokoju. (...)

- Kochanie, obudź się. - Marta próbowała dobudzić swoją córkę. - Lądujemy za pół godziny. Kazałaś się obudzić, więc...
- Dzięki mamuś. - uśmiechnęła się szatynka. - A ty spałaś w ogóle? - zapytała przecierając oczy.
- Tak, zdrzemnęłam się chwilkę...
- Chwilkę, czyli ile?
- Oj, jakieś 20 minut, nie dopytuj się już tak. - uśmiechnęła się Marta, a Mela pokręciła głową i oparła się o fotel. Wyjęła pamiętnik i otworzyła go, biorąc do ręki długopis...

"Już za pół godziny lądujemy. Jak ja się cieszę, że to już... Przespałam praktycznie cały lot, więc szybko mi minęło to 8 godzin. Ogarnęłam się i teraz z przejęciem oczekuję lądowania... Mogłoby to nastąpić trochę szybciej. Ja chcę już zobaczyć moich przyjaciół! <3 [...]"

- Prosimy zapiąć pasy, wlatujemy w strefę turbulencji. - z głośników wydobył się głos stewardessy. Wszyscy pasażerowie wykonali polecenie kobiety i czekali aż turbulencje miną... Około 10 minut później wszyscy mogli odetchnąć z ulgą, bo samolot spokojnie zbliżał się do lądowania. (...)

- Nareszcie! - zawołała Amelia po odebraniu bagażu. - Mamo, jedźmy jak najszybciej do domu, błagam.
- Spokojnie kochanie. Zaraz zobaczysz swoich przyjaciół. - uśmiechnęła się Marta.
- Co? Jesteśmy 5 kilometrów od domu. Zanim znajdziemy jakąś taksówkę i dojedzie... Ali! - krzyknęła dziewczyna i rzuciła się biegiem do przyjaciela. - Tęskniłam za tobą Sanchez! - powiedziała, rzucając się chłopakowi na szyję.
- Ja za tobą też Starska. - zaśmiał się Alan, tuląc do siebie dziewczynę.
- Ekhem, a my to co? - zapytała z udawanym fochem Karolina.
- Za wami też tęskniłam. Chodźcie tu misiaki. - uśmiechnęła się Amelia i wyściskała Karolinę i Ksawerego.
- Tęskniłem, ale i tak należy ci się niezłe manto. - powiedział Alan.
- A to niby za co?
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to tylko 5 dni? Ja tu sobie pluję w brodę, że się z tobą nie pożegnałem, a ty mi taki numer wykręcasz.
- Nie gniewaj się... - Mela pocałowała szatyna w policzek i uśmiechnęła się do niego promiennie. - Jak tam twoja dziewczyna?
- Nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam.
- Spoko, nie nalegam. Ale wiesz, że...
- Ej, to ja jestem do przyjmowania zwierzeń Alanka. - zaśmiał się Ksawi.
- Dobrze, dobrze...
- No to jak dzieciaki, jedziemy do domu? - rozmowę nastolatków przerwała pani Sylwia.
- Tak. - stwierdziła cała czwórka. (...)

******

"Nareszcie w domu! <3 Z lotniska odebrali nas moi przyjaciele i mama Alana - zrobili mi niespodziankę. Teraz siedzę na łóżku i odpoczywam po wyczerpującym rozpakowywaniu... No i przy okazji czkam na Lolę, która dziś u mnie nocuje - obejrzymy jakiś film, pogadamy i tak dalej. Aż dziwne, że zgodziła się do mnie przyjść, myślałam, że będzie się wykręcać jakimś spotykaniem z Ksawerym czy coś, ale nie... O, słyszę dzwonek do drzwi, więc to chyba ona. [...]"

- Cześć Mela, już jestem. - przywitała się Karolina, wchodząc do pokoju przyjaciółki.
- Hej. - uśmiechnęła się szatynka i przytuliła przyjaciółkę. - Mam coś dla ciebie.
- Eee, a co?
- Zobaczysz, poczekaj moment... - Amelia wyjęła z szafy pudełko i podała je przyjaciółce. - Proszę.
- Dziękuję. Co to jest?
- Otwórz.
- Ech, no dobra... - westchnęła Karola i otworzyła pudełko. Po chwili wyjęła z niego sukienkę. - Meli... To o to chodziło z tym kolorem? - zaśmiała się blondynka.
- No tak... Zastanawiałam się czy będziesz wolała czerwoną czy zieloną, więc zadzwoniłam... Podoba ci się?
- Jeszcze pytasz? Jest śliczna... Dziękuję! - niebieskooka rzuciła się na szyję przyjaciółce.
- Nie ma za co... To co robimy?
- Nie wiem, ale przyniosłam fajny film... (...)

******

"Drrrrrrrrrrrrrryń!" W pokoju Amelii rozbrzmiał ten najbardziej znienawidzony dźwięk budzika. Brązowooka niechętnie podniosła się z łóżka i zaczęła budzić swoją przyjaciółkę.
- Karola! Karola, wstawaj! Spóźnimy się do szkoły!
- Już, już... Wstaję. Która godzina?
- Za dziesięć siódma.
- Kobieto dla mnie to środek nocy, daj mi spać... - powiedziała Karolina i ponownie opadła na poduszkę.
- No dobra, 20 minut. Ja się pójdę w tym czasie ogarnąć. - powiedziała Mela i zabierając ubrania weszła do łazienki... - Lola, wstawaj. Proszę cię.
- Wstaję, nie widać? - Karolina podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła zaspane oczy. - Fajny sweterek. Jaki Harry ma za ciebie wyjść?
- Harry Potter. - zaśmiała się Amelia. - Idź do łazienki, a ja idę na dół na śniadanie.
- Spoko, zejdę za 15 minut. - zakomunikowała Karolina i weszła do łazienki, a Amelia zeszła na dół. (...)

Kiedy dziewczyny kończyły jeść śniadanie w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Mama Amelii poszła otworzyć i zobaczyła, że to... Alan i Ksawery.
- Dzień dobry. - uśmiechnęli się chłopcy.
- Dzień dobry, wejdźcie. Dziewczyny jeszcze jedzą śniadanie. Grzebały się trochę i tak wyszło...
- Mamo, my to wszystko słyszymy. A poza tym już skończyłyśmy. Cześć chłopaki. - uśmiechnęła się Mela, przytulając przyjaciół.
- Cześć. Ciężka noc? - zapytał Alan.
- Można tak powiedzieć... A oni już zaczynają. - zaśmiała się dziewczyna, spoglądając na 'wymieniających się śliną' Karolinę i Ksawerego.
- Ej, ej... Nie przy ludziach, błagam! - zawołał Ali.
- No sorry... - Ksawi niechętnie oderwał się od swojej dziewczyny.
- Tak lepiej. Chodźmy już, bo się spóźnimy.
- Tak, chodźmy... Do widzenia!
- Pa, mamo! - zawołała Amelia i razem z przyjaciółmi wyszła z domu. (...)

******

- Ona to musi robić? - zapytała zirytowana Amelia patrząc na klejącą się do Alana Milenę.
- To jej chłopak, więc...
- Wiem, że to 'jej chłopak', ale bez przesady... Ona to robi specjalnie.
- Nie przesadzaj, przecież to, że... O kurde. - Ksawery aż otworzył usta ze zdziwienia widząc, że Milena siedzi okrakiem na Alanie i zachłannie całuje jego usta.
- Nie dobrze mi... Nie będę tego jeść. - zakomunikowała Mela, odsuwając od siebie tackę z lunchem. Po chwili podszedł do niej Marcin*.
- Cześć Amelia. - uśmiechnął się chłopak.
- Yyy... Cześć?
- Wiem, że to dziwnie wygląda. Nie znamy się za bardzo, nie gadamy, aż tu nagle do ciebie podchodzę, ale... Możemy pogadać gdzieś sami?
- Jasne, chodź na korytarz. Tam teraz nikogo nie będzie... Lola, zaraz wracam. - powiedziała brązowooka i razem z Marcinem wyszła na korytarz. - To o czym chciałeś pogadać?
- Chodzi o to, że... Widziałem jak patrzyłaś na tą sytuację z Mileną i twoim przyjacielem... Jak on ma na imię?
- Alan.
- No właśnie... Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale po twojej reakcji wnioskuję, że nie jest ci obojętny. - Marcin spojrzał podejrzliwie na Amelię, a ona tylko wzruszyła ramionami. - Wiedziałem... Mam podobnie z Mileną. I mam pewien plan.
- Nie rozumiem za bardzo. Oświecisz mnie?
- No więc... Chciałabyś wzbudzić zazdrość w Alanie?
- Eeee... Nie sądzę, żeby to się udało, on nic do mnie nie czuje poza przyjaźnią.
- Ja bym był innego zdania, ale mniejsza... Mam plan, żebyśmy przez jakiś czas poudawali parę.
- Marcin... Chyba rozumiem, ale myślisz, że to coś da? I co najważniejsze, że oni się na to nabiorą?
- Nie zaszkodzi spróbować. - wzruszył ramionami chłopak. - To jak, wchodzisz w to?
- Ech... Sama nie wiem.
- Amelia...
- No dobra, wchodzę. - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna.
- Super... Zacznijmy od tego, że... Masz z kim iść na bal?
- No chyba nie bardzo.
- To już masz. - uśmiechnął się Marcin i pocałował dziewczynę w policzek. A następnie odszedł, puszczając dziewczynie oczko. (...)

******

"Plan Marcina wydaje się dobry, ale nie sądzę, żeby to coś dało. Alan nie kocha Mileny - przynajmniej tak twierdzi, ale na 100% nie kocha mnie. No, ale spróbować nie zaszkodzi, a może akurat coś z tego wyjdzie i przynajmniej jedno z tandemu Amelia&Marcin będzie zadowolone... Wcielenie planu w życie zaczynamy od jutra - trochę dziwnie to będzie wyglądać, no ale... Nie rzucamy się od razu na głęboką wodę, zaczynamy od tego, że będziemy więcej czasu spędzać ze sobą itd... Mama woła mnie na kolację. Pójdę coś zjeść i od razu chyba pójdę spać. Jestem wykończona po wczorajszej nocy z Karoliną. [...]"

__________________________________________
 

 
Rozdział 5
Wstał z łóżka w świetnym humorze. Nawet nie spodziewał się, że ten jeden SMS może mu tak bardzo poprawić humor. Już nawet nie przejmował się tym, że 'chodzi' z Mileną - najważniejsze było to, że Mela nie jest na niego zła. Otworzył drzwi na balkon i wyszedł na zewnątrz. Zaciągnął się mroźnym, jesiennym powietrzem...
- Ona jest wspaniała. Jak można nie gniewać się na takiego kretyna jakim jestem ja...? - zastanowił się chłopak. - Życie jest jednak piękne. - wyszeptał i wrócił do pokoju. Zgarnął z szafy jakieś ubrania i poszedł się ogarnąć do łazienki. Po kilkunastu minutach gotowy do wyjścia zszedł do kuchni... Szybko zjadł śniadanie - jak zwykle były nim płatki - i zakładając kurtkę niemalże wybiegł z domu. Z racji tego, że było dość wcześnie postanowił pójść po Ksawerego i razem z nim pójść do szkoły... Kiedy stanął przed drzwiami domu przyjaciela zadzwonił dzwonkiem i cierpliwie czekał, aż ktoś otworzy drzwi.
- Dzień dobry. Jest jeszcze może Ksawery? - zapytał z uśmiechem na ustach Alan, kiedy w drzwiach pojawiła się sylwetka mamy blondyna - Iwony.
- Dzień dobry Alanie. Tak, jest. Wejdź. - kobieta zaprosiła Ala do środka. - Jest w kuchni.
- Dziękuję... Siema!
- Ali? Cześć. - powiedział Ksawi i przybił z przyjacielem żółwika.
- No co? To już nie mogę przyjść po kumpla, żeby razem z nim iść do szkoły?
- Nie no, ja nic takiego nie powiedziałem... Ale ja jeszcze idę po Lolę.
- Pójdę z tobą... Nie uśmiecha mi się iść samemu do szkoły, więc nie przeszkadza mi to.
- Ok. To ja zakładam kurtkę i możemy iść... - zakomunikował Ksawery i tak zrobił. Po pięciu minutach chłopaki byli już prawie pod domem Karoliny. - Myślałem, że pójdziesz ze swoją dziewczyną do szkoły. - powiedział z ironią w głosie zielonooki.
- Stary to jest jakaś paranoja. Przecież ja jej nie kocham, ja jej nawet nie lubię, nie gadam z nią...
- To dlaczego z nią jesteś?
- To za dużo powiedziane... Ona myśli, że jesteśmy razem, choć dla mnie to jest zupełnie inaczej. - wytłumaczył szatyn. - O, idzie Lola.
- Tak, tak... Jak będziesz chciał pogadać o twoim "związku" to wal jak w dym. - uśmiechnął się Ksawi, a Alan mu tylko przytaknął.
- Czeeeść! - zawołała Karolina i rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi czule całując go w usta.
- Hej kochanie. - Ksawery odwzajemnił gest.
- Ekhem, a ja? - zapytał szatyn z miną szczeniaczka.
- Oj, nie mogłabym o tobie zapomnieć Sanchez. - zaśmiała się dziewczyna i pocałowała przyjaciela w policzek, a następnie łącząc swoją dłoń z dłonią Ksawerego uśmiechnęła się promiennie. - Gadałam przed chwilą z Amelką...
- Co? - zapytali równocześnie chłopaki.
- No co? U niej jest teraz... - przerwała spoglądając na zegarek. - ...wpół do pierwszej w nocy. Ale to ona dzwoniła, mówiła, że nie może spać. Kazała was pozdrowić i powiedzieć, że tęskni.
- My też tęsknimy... - powiedział Alan.
- Taaak... A ty to wyjątkowo. - powiedziała z przekąsem Karola.
- Jeśli chodzi o Milenę, to tą sprawę wyjaśni ci twój chłopak, bo mi się nie chce o tym gadać.
- Ej, nie chciałam cię urazić. Przepraszam.
- Nie musisz przepraszać, nic się nie stało. - uśmiechnął się Alan i przez resztę drogi się nie odzywał. (...)

- Misiu, dlaczego mnie unikasz? - zapytała Milena na przerwie obiadowej.
- Nie unikam cię. Po prostu spędzam czas z przyjaciółmi. - wzruszył ramionami Alan, i zabierając tacę ze swoją porcją lunchu skierował się do stolika, przy którym siedziała już Karolina i Ksawery.
- Ale nie rozumiem dlaczego spędzasz z nimi więcej czasu niż z własną dziewczyną...
- Milena, nie przesadzaj...
- Ja przesadzam?! Wczoraj chciałeś być sam, więc się nie narzucałam, a dziś... Chcę spędzić czas z moim chłopakiem, ale on mnie unika!
- Uspokój się Lena, wszyscy się na ciebie patrzą. - uspokajała przyjaciółkę Luiza.
- Tak, jestem za... Uspokój się. - powiedział Alan i z wielką niechęcią pogładził 'swoją' dziewczynę po policzku, a na odchodne pocałował ją w czoło i wyszeptał do ucha: - Jak chcesz możemy się spotkać po lekcjach, ale teraz daj mi spędzić czas z przyjaciółmi. Dobrze?
- No ok. - uśmiechnęła się delikatnie Milena i pocałowała chłopaka w policzek. Po tym geście dziewczyna wyszła ze stołówki, a Ali poszedł do przyjaciół.
- Kłótnia małżeńska? - zapytał przez śmiech Ksawery, za co dostał w ramię od Karoliny. - Za co to?
- Za żywota... Nie widzisz, że jemu się wcale nie uśmiecha z nią spotykać?
- To niech to przerwie.
- To nie jest takie proste stary... - odezwał się Alan.
- Dlaczego nie jest proste? Idziesz do niej i po prostu mówisz, że jej nie kochasz, że sobie coś ubzdurała i z nią zrywasz. Alan zachowuj się jak facet.
- No ciekawe czy ty byś tak zrobił. Łatwo mówić, trudniej zrobić.
- Właśnie. Wszyscy wiemy jaka jest Milena, ale ona też ma uczucia. - wtrąciła swoje zdanie Karola.
- Wy naprawdę myślicie, że ona naprawdę kocha Alana? Nie ośmieszajcie się. Jest nowy, przystojny to się do niego klei, chce go w sobie rozkochać, a potem rzucić. Jeszcze jej nie rozgryźliście?
- Ksawery ma rację. Ale stary spójrz na to inaczej... - zaczął Ali, ale nie dane mu było skończyć, bo przerwał mu jego przyjaciel:
- Nie, nie będę na to patrzył inaczej...
- Uwaga, uwaga! Mamy ogłoszenie dla wszystkich uczniów naszej szkoły! - z głośników na stołówce wydobył się głos dyrektora, a wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu zamilkli. - Jak co roku nasza szkoła organizuje "Bal jesienny", który odbędzie się za trzy tygodnie. Wszyscy uczniowie, którzy chcieliby pomóc w przygotowaniu dekoracji czy innych rzeczy proszeni są o zgłoszenie się do przewodniczącej samorządu do wtorku w przyszłym tygodniu. Dziękuję za uwagę... Aha, jeszcze jedno - chłopcy, życzę powodzenia w znalezieniu partnerki na bal. - zaśmiał się cicho dyrektor, a w stołówce ponownie podniosły się głosy uczniów.
- Mam nadzieję, że uczynisz mi ten zaszczyt i pójdziesz ze mną. - powiedział Ksawery patrząc na swoją dziewczynę.
- No oczywiście, że tak. - uśmiechnęła się Karolina i pocałowała zielonookiego. - A ty Alan, kogo zaprosisz?
- Nie wiem... Jeśli uda mi się pogadać z Mileną i wszystko jej wyjaśnić to z pewnością zaproszę Amelię. - uśmiechnął się chłopak. - Ale teraz to nie wiem czy w ogóle zostanę dopuszczony do głosu podczas rozmowy z "moją dziewczyną", bo ciągle będzie gadać o balu.
- Stary, dasz radę. - pocieszył chłopaka Ksawery. (...)

******

Wyszedł ze szkoły razem z Karoliną i Ksawerym.
- Nareszcie weekend! Idziemy gdzieś wieczorem? - zapytał Ksawery.
- Jak chcecie to idźcie. Ja spasuję... Poza tym muszę chyba... - zaczął Alan i wskazał na wychodzącą ze szkoły Milenę. - Rozumiecie.
- Jasne. - uśmiechnęła się Karolina. - Ale niedzielne popołudnie zarezerwuj dla nas, dobra?
- Ok, w niedzielę jestem do waszej dyspozycji. - zaśmiał się szatyn. - Bawcie się dobrze, pa.
- Na razie! - zawołał Ksawi i razem ze swoją dziewczyną udał się do domu, natomiast do Alana podeszła 'jego' dziewczyna.
- Czekałeś na mnie? - zapytała całując go w policzek.
- Tak. Może pójdziemy na spacer? - zaproponował chłopak.
- A nie uważasz, że jest za zimno na spacer?
- No, może masz rację. To chodźmy do mnie. - uśmiechnął się blado i niechętnie złapał Milenę za rękę. (...)

- Mamo, już jestem! - zawołał Alan wchodząc do domu. - Daj, pomogę ci. - zwrócił się do Mileny i pomógł jej zdjąć kurtkę, a następnie odwiesił ją na wieszak. - No nie bój się, moja mama nie gryzie.
- Dzień dobry. - przywitała się Milena.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się Sylwia. - A ty to...?
- Milena, dziewczyna Alana. - uśmiechnęła się promiennie dziewczyna.
- Dziewczyna...? Synku, możemy pogadać? - zapytała Sylwia.
- Jasne mamo... Milena, zaczekasz?
- Tak, tak. - odpowiedziała, a szatyn razem z mamą wyszedł do salonu.
- O co chodzi? - zapytał chłopak.
- O co chodzi? To ja się powinnam pytać o co chodzi... Nie podoba mi się ta dziewczyna, myślałam, że...
- Mamo, nie tylko tobie się nie podoba. Ja z nią tak naprawdę nie chodzę. Znaczy chodzę, ale... To jest trudne do zrozumienia i wytłumaczenia zresztą też, więc powiem ci tylko, że chcę z nią poważnie pogadać i z nią jakoś delikatnie zerwać. Nie kocham jej tylko Amelię. - uśmiechnął się Alan, a jego mama odetchnęła z ulgą.
- Już myślałam, że z nią to tak na poważnie.
- Nie, nie... Ale to zerwanie może być trudniejsze niż ci się wydaje, więc jak dziś nie wyjdzie to przez jakiś czas jeszcze będę się musiał z nią męczyć. - skrzywił się szatyn. - Ale może już do niej wróćmy, dobra?
- No ok. - westchnęła Sylwia i razem z synem wróciła do kuchni. - Chcecie coś do picia?
- Ja poproszę wodę z cytryną. - powiedziała piskliwym głosem Milena.
- A ja sok...
- Proszę. - mama Alana podała im napoje i uśmiechnęła się.
- Dziękujemy. To my może pójdziemy do mnie do pokoju.
- Dobrze... A może zjecie obiad?
- Nie, ja nie jestem głodny, a ty Lena? - Ali zwrócił się do 'swojej' dziewczyny, która pokręciła przecząco głową. - No to nie. Dzięki... (...)

Karolina i Ksawery siedzieli w pokoju dziewczyny i przeglądali różne strony internetowe. Nagle na Skype zadzwoniła Amelia. Karola pospiesznie włączyła kamerkę i odebrała.
- Cześć kochanie! - krzyknęła dziewczyna.
- Cześć Meli! - zawołał również Ksawery.
- Witam was gołąbeczki! - zaśmiała się Mela. - Wy to się chyba nie rozstajecie nawet na minutę.
- Nieprawda. Rozstajemy się... Ale bardzo rzadko, to prawda. - przytaknął zielonooki całując swoją dziewczynę w policzek.
- No, dobra... Co tam u ciebie? - zapytała Lola.
- Nudzi mi się... Chociaż mama próbuje mi znaleźć jakieś zajęcia. Wczoraj byłyśmy na zakupach, ale nic konkretnego nie kupiłyśmy, więc wybieramy się jeszcze jutro, bo mama chce coś koniecznie tu kupić.
- Twoja mama już taka jest.
- No tak, ale nie zamieniłabym jej na żadną inną... A co u was?
- Nic ciekawego. Tęsknimy za tobą... - westchnęła Karolina.
- Oj, tak. Tęsknimy... Wracaj już.
- W niedzielę po południu już będę z wami. - uśmiechnęła się Mela. - A co u Alana? Nie mogę go złapać, a nie będę dzwonić, bo krucho z kasą na koncie.
- Aktualnie chyba odbywa jakąś poważną rozmowę ze "swoją" dziewczyną. - mówiąc to Ksawi zrobił cudzysłów palcami.
- Dlaczego ten cudzysłów? - zapytała Mela.
- No, bo to Milena sobie coś ubzdurała, że on ją kocha i tak wyszło... Ale coś mi się wydaje, że nic z tej rozmowy nie wyniknie. - stwierdził Ksawery.
- Nie wierzycie w naszego przyjaciela? Jak możecie. - powiedziała z udawanym wyrzutem Amelka.
- To nie tak, że nie wierzymy. Po prostu... Milena potrafi postawić na swoim, a Alan jej jeszcze dobrze nie zna, nie wie do czego ona jest zdolna. - powiedziała Lola.
- Ach, no tak... A co w szkole? Jakieś sprawdziany będę musiała nadrabiać?
- Nie, o dziwo nie... Możesz na luzie wracać do szkoły.
- O, jak fajnie. - ucieszyła się brązowooka.
- Ehe... O właśnie. Kupuj dziewczyno kieckę na bal jesienny.
- Co? O czym ty gadasz Ksawery? Dobrze się czujesz?
- Tak, bardzo dobrze. A z tym balem to poważnie. Samorząd organizuje bal jesienny za trzy tygodnie. - uśmiechnęła się Karolina, a Ksawi tylko przytaknął.
- Ok. No to już mam cel na jutrzejsze zakupy. - zaśmiała się Mela. - `Amelka! Chodź tutaj!` Przepraszam was, to mama. Muszę lecieć. Całuję! No i pozdrówcie i wyściskajcie Alana ode mnie, pa!
- Jasna sprawa, papa! - powiedzieli zgodnie Karolina i Ksawery. (...)

Milena i Alan siedzieli w ciszy w pokoju chłopaka... Po jakimś czasie szatyn odważył się przerwać ciszę.
- Milena... Musimy pogadać o czymś bardzo ważnym. - zaczął patrząc na dziewczynę, która natychmiast na niego spojrzała i delikatnie się uśmiechnęła.
- O co chodzi kochanie?
- Nie bardzo wiem jak zacząć. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji... - tym razem Alan utkwił wzrok w czubkach swoich butów.
- Nie przejmuj się. Powiedz prosto z mostu, przecież to nie może być nic strasznego. - Milena złapała chłopaka za rękę.
- Zależy jak na to spojrzeć... Ech... No dobra, więc chodzi o to, że... Nie zrozum mnie źle. Jesteś świetną dziewczyną. Jesteś ładna, atrakcyjna, zabawna...
- Słodzisz, ale mnie się to podoba... Mów dalej.
- Jest taka sprawa, że... Nie chciałbym cię urazić, ale muszę to powiedzieć. - po tych słowach Alan spojrzał na twarz 'swojej' dziewczyny, na której malowało się zaciekawienie.
- No wyduś to w końcu. - ponagliła go dziewczyna.
- Ech... Milena ja chciałem... - i ponownie taka sama sytuacja. Szatyn nie dokończył zdania, bo dziewczyna mu przerwała, źle go zrozumiała...
- Och, Alan! Oczywiście, że pójdę z tobą na bal! - zapiszczała Milena i rzuciła się Alanowi na szyję całując go w usta. - Nie musiałeś się tak bardzo bać mojej reakcji, to było przecież oczywiste, że się zgodzę. - dodała z uśmiechem na ustach.
- Taaak... No to mam już to z głowy. - uśmiechnął się sztucznie szatyn. - Kurwa! Trzeba było powiedzieć prosto z mostu, a nie tak owijać w bawełnę... Teraz jej nie powiem, że nie o to chodziło. Głupi jesteś Alan! - krzyczał na siebie w myślach chłopak.
- O czym myślisz?
- O wielu rzeczach...
- Na przykład?
- Nie potrafię podać przykładu. Ale teraz głównie myślę o balu...
- Ja też. Już nie mogę się doczekać... - westchnęła Milena i oparła się o ramię Alana. - Kocham cię. - wyszeptała ledwo słyszalnie.
- Nie za wcześnie na takie wyznania?
- Nie, jestem pewna, że cię kocham... A ty?
- Co ja?
- Kochasz mnie?
- Nie wiem... Według mnie w naszym wieku chyba nie można mówić o miłości, raczej o zauroczeniu.
- Ale, ale... Ja wiem, że cię kocham. - Milena spojrzała w oczy Alanowi.
- Ale ja nie jestem pewny co do ciebie czuję. Z takimi wyznaniami poczekajmy jeszcze trochę. - uśmiechnął się nikło chłopak i opadł na poduszkę głęboko oddychając. Milena nic nie powiedziała tylko głęboko westchnęła i wtuliła się w ramię chłopaka. (...)

******

"Jest 02:20 w nocy, a ja jeszcze nie śpię. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do tego mieszkania... Brakuje mi mojego balkonu, ja chcę już do domu! Tak, ja sobie mogę chcieć. Ech... W sumie to tylko jeden dzień jeszcze. W niedzielę wracam do Wrocławia, do przyjaciół. Wreszcie będę mogła ich przytulić i normalnie porozmawiać... Tęsknię za nimi, tak bardzo. Teraz już za całą trójką. Na początku najbardziej tęskniłam za Alim, za naszymi "rozmowami nocą" na balkonie... Brakuje mi tego... Gadałam z Karolą i Ksawim na Skype - słodziaki z nich <3 Mówili coś o jakimś balu jesiennym - nie zrozumiałam za bardzo, ale mam sobie kupić sukienkę, więc to zrobię. O, mam pomysł - Mela dostała olśnienia. Kupię sukienkę Karolinie... Nosimy ten sam rozmiar, więc nie będzie z tym problemu. Tak, to jest bardzo dobry pomysł. Ale nie wiem co kupić chłopakom. Coś wymyślę... Ale się rozpisałam. A, jeszcze jedno... Alan nie chodzi z Mileną! Znaczy chodzi, ale jej nie kocha - dziewczyna sobie coś ubzdurała. Mam nadzieję, że ta rozmowa, którą z nią przeprowadzał dała pożądany skutek... No, ale jeśli nie to przecież się od niego nie odwrócę. Jest moim przyjacielem, a poza tym kocham go, więc nie byłabym w stanie... Oczy mi się już zamykają. Trzeba iść spać, żeby mieć siłę na podbój sklepów. [...]"
 

 
Rozdział 4
"Siedzę na balkonie. Tak, głupia jestem - środek października, a ja na balkonie siedzę... Ale lubię to. To powietrze - takie mroźne, przyjemne... Ale nie o tym chciałam pisać. Dowiedziałam się, że wyjeżdżamy pojutrze. Jutro organizuję spotkanie z przyjaciółmi, muszę się z nimi pożegnać. Co prawda to tylko 5 dni, ale i tak będę tęsknić. Ech... Czekam, żeby Ali wyszedł na balkon, ale chyba się nie pojawi. Ma mi chyba za złe, że wyjeżdżam... Ale to nie zależy ode mnie, ja też będę tęsknić - za nim najbardziej, bo... Kocham go...? [...]" Amelia zamknęła pamiętnik i otarła samotną łzę spływającą po jej policzku. Popatrzyła jeszcze chwilę w gwiazdy i weszła do pokoju. Spakowała do plecaka potrzebne na następny dzień książki i gasząc światło położyła się do łóżka, by po chwili odpłynąć do krainy snu. (...)

Alan siedział przy stole w kuchni i jadł śniadanie - o ile grzebanie łyżką w miseczce płatków można nazwać jedzeniem.
- Cześć synku. - do pomieszczenia weszła Sylwia i przywitała syna jak zawsze potarganiem włosów. - Coś się stało?
- Co...? Przepraszam, zamyśliłem się. Mówiłaś coś?
- Pytałam czy coś się stało, bo właśnie taki zamyślony jesteś. - odpowiedziała kobieta, robiąc sobie kawę.
- Nie, nic się nie stało. Znaczy... wiedziałaś, że Starscy wyjeżdżają do Kanady?
- A, to o to chodzi... Wiedziałam.
- Super. - powiedział ironicznie chłopak.
- Synku, jakbyś wiedział to i tak nie zmieniłbyś ich decyzji przecież...
- Wiem, ale mógłbym... A zresztą nie będę ci tego mówił. Idę do szkoły, cześć. - wkurzony Alan założył kurtkę, i zabierając plecak wyszedł z domu. Spojrzał na dom naprzeciwko i zauważył, że Amelia również wychodzi do szkoły. Dziewczyna była pochłonięta rozmową przez telefon i chyba go nie zauważyła, bo podążyła prosto do szkoły. - Tak, Alan... Zjebałeś sprawę. - westchnął chłopak i wolnym krokiem skierował się do szkoły...
- Alan! Alan! Kretynie możesz zaczekać?! - krzyczał Ksawery, biegnąc za przyjacielem razem z Karoliną. - Ty głuchy jesteś?! Cześć.
- Cześć. Przepraszam, po prostu się zamyśliłem. A poza tym chcę być sam...
- No dobra... Jak chcesz. No, ale Mela kazała ci przekazać, żebyś przyszedł po lekcjach do tej kawiarni na rogu. Chce się z nami pożegnać. - uśmiechnęła się Lola.
- Ok. Będę, a teraz wybaczcie... - powiedział Alan i poszedł pod klasę.
- Co mu jest? - zapytała dziewczyna.
- Nie mam pojęcia. Musi go coś martwić skoro tak się zachowuje... Ale nie przejmuj się nim, przejdzie mu. - Ksawery objął ramieniem swoją dziewczynę i razem poszli pod klasę. (...)

******

Siedział na ławce przed szkołą. Właśnie skończył lekcje... Co prawda powinien iść pożegnać się z Amelią, ale jakoś nie miał na to ochoty. Jeszcze nie wyjechała, ale on już za nią tęsknił... Tęsknił za nią już od kilku dni mimo, że była blisko niego.
- Cześć kochany, co tak sam tutaj siedzisz? - do chłopaka podeszła Milena.
- Cześć. Muszę przemyśleć kilka spraw.
- Jakich spraw? Coś ważnego...?
- Tak, bardzo ważnego. Muszę powiedzieć jednej dziewczynie co do niej czuję zanim będzie za późno. - westchnął Alan i spojrzał na towarzyszkę. Na twarzy dziewczyny pojawił się ogromny uśmiech.
- No to na co czekasz? Zrób to. - poradziła Milena.
- Łatwo ci mówić... Ona nie czuje tego samego co ja, więc...
- Nie, nie łatwo. Wiem co czujesz. - dziewczyna pogładziła Alana po policzku. - Ale może warto spróbować.
- Masz rację. - uśmiechnął się Al i wstał z ławki. - Milena... - nie dane mu było skończyć, bo dziewczyna go pocałowała... Oszołomiony chłopak nie odepchnął jej, ale też nie odwzajemnił pocałunku - po prostu stał tam i się nie ruszał.
- Och, Alan... Tak się cieszę. - powiedziała piskliwym głosem dziewczyna i przytuliła się do Alana. - Widzisz, nie musiałeś się bać mojej reakcji, bo... Ja też cię kocham. - zakomunikowała Milena i po raz kolejny pocałowała chłopaka. - Przepraszam cię, ale muszę lecieć. Może wpadnę do ciebie wieczorem? - zapytała, na co Ali wzruszył ramionami. - Ok. To do zobaczenia.
- Co ja zrobiłem?! - chłopak złapał się za głowę i bezwładnie opadł na ławkę. (...)

- Nie przyjdzie. - powiedziała Mela, siadając przy jednym ze stolików.
- Może mu coś wypadło... - usprawiedliwiał go Ksawery.
- Zadzwoniłby... Po prostu nie chce się ze mną zobaczyć przed moim wyjazdem.
- Amelka, a może chce się z tobą pożegnać sam na sam. Przyjdzie do ciebie wieczorem, mówię ci. - uśmiechnęła się Lola.
- Właśnie. Karola ma rację... Na sto procent do ciebie przyjdzie.
- Jakoś mi się nie chce wierzyć.
- Amelia! Ogarnij się człowieku... O której masz samolot? Wpadniesz jeszcze do szkoły?
- Nie... Wylatujemy o 8:30. - brązowooka upiła łyk gorącej czekolady.
- Nie smuć się. To tylko 5 dni. Szybko minie... - Ksawi objął przyjaciółkę ramieniem.
- Taaak, szybko. - westchnęła Mela. - Przepraszam was, ale wrócę już do domu. Muszę się jeszcze skończyć pakować i takie tam... - dziewczyna założyła kurtkę. - Będę tęsknić. - uśmiechnęła się blado i przytuliła przyjaciół.
- My za tobą też kochanie. - wyszeptała Lola.
- Widzimy się w poniedziałek w szkole, mam nadzieję. - uśmiechnęła się Amelia, a następnie zabierając plecak wyszła z kawiarni i wróciła do domu. (...)

******

"Nie przyszedł. Nie przyszedł się ze mną pożegnać... Nie było go w kawiarni, ani w domu. Czym sobie na to zasłużyłam? Przecież nic mu nie zrobiłam... Najwyraźniej już go nie obchodzę, już nie jestem jego przyjaciółką. Trudno, ale on nie wie, że wrócę szybciej niż mu się wydaje. Ech... Skończyłam przed chwilą pakowanie - nie musiałam zabierać dużo rzeczy, bo to tylko 5 dni, ale i tak mam prawie połowę mojej szafy. O, mama woła mnie na kolację... [...]"

"Nie mogę w to uwierzyć! Jak on mógł?! Jak mógł zamienić mnie, Lolę i Ksawerego na tą, tą... SUKĘ?! No jak?! Boże... A ja myślałam, że on jest inny, ale nie - jest taki jak wszyscy faceci! Jak ładna dziewczyna to z nią się zwiąże - nie ważne jaki ma charakter, ważne żeby miała duże cycki! Zawiodłam się na nim...! Jak ja go mogłam pokochać?! Ciągle widzę to ich powitanie w drzwiach jego domu... To jak ona obejmuje jego szyję i go całuje. Jego ręce na jej talii... Aż mi kolacja do gardła podchodzi. Ok, nie ważne... Idę spać. (choć wątpię, że zasnę) [...]"

******

Obudziła się o 4:30, przetarła oczy i wstała z łóżka. Mogła jeszcze spokojnie spać co najmniej półtorej godziny, ale dobrze wiedziała, że już nie zaśnie. Podeszła do szafy i wyjęła z niej komplet ubrań, a następnie weszła do łazienki. Tam wykonała wszystkie poranne czynności i wróciła do pokoju. Ostatni raz sprawdziła czy spakowała wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i po stwierdzeniu, że ma wszystko zeszła na dół, targając za sobą dużą, fioletową walizkę. Weszła do kuchni i zrobiła sobie śniadanie - płatki z mlekiem. Usiadła do stołu i zaczęła jeść. (...)

- Wszystko zabrane? - zapytał Grzegorz.
- Tak, tak... Ja mam wszystko. Amelka? - powiedziała pani Starska, spoglądając na córkę.
- A mogę zabrać przyjaciół? - zapytała nastolatka z delikatnym uśmiechem. - Żartuję, wszystko mam.
- Czyli możemy jechać, tak?
- Tak, tato, możemy... No idźcie już, bo taksówka czeka! - zawołała Mela i razem z rodzicami wyszła z domu... Kiedy dziewczyna siedziała już w samochodzie zerknęła na balkon pokoju Alana. - Mimo wszystko, będę tęsknić... - wyszeptała, a z jej oka poleciała samotna łza. (...)

- Alan! Alan! Synu, wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły! - do pokoju chłopaka weszła jego mama. - Alan!
- Pali się?! - zapytał zachrypniętym głosem szatyn.
- Tak jakby... Za 10 minut widzę cię ogarniętego na dole. Za 40 minut zaczynają się lekcje... - powiedziała kobieta i wyszła z pomieszczenia.
- Ja pierdolę! - Alan wyładował swoje emocje na poduszce leżącej na łóżku, a następnie wyjął z szafy ubrania i zniknął w łazience. (...)

Chłopak zszedł po schodach na dół i wszedł do kuchni.
- Nie jestem głodny, lecę do szkoły. - powiedział i zabierając ze stołu jabłko wyszedł z domu. Dopiero, gdy wyszedł na zewnątrz i poczuł zimny wiatr przypomniał sobie, że nie zabrał kurtki, więc wrócił do domu.
- Właśnie miałam za tobą iść. Koniec października, a ty wychodzisz bez kurtki.
- Zapomniałem. Dzięki, pa.
- Alan...! - zawołała Sylwia. - Co jest?
- Wyjechali? - zapytał spoglądając na dom naprzeciwko.
- Tak, ale...
- Nie ma żadnego 'ale'. Idę, bo się spóźnię... (...)

Dzień w szkole minął całkiem spokojnie. Alan starał się unikać przyjaciół i... Mileny.
- Misiu, a może wpadniesz dziś do mnie? Rodziców nie będzie... - powiedziała Milena, kiedy wychodzili ze szkoły.
- Milena, daj mi spokój. Chcę dziś być SAM, zrozum. - powiedział Alan i wyprzedził dziewczynę, ale ona nie dawała za wygraną i szła wytrwale za nim.
- Ale... Stało się coś?
- Tak, stało się! Straciłem przyjaciółkę! - krzyknął chłopak, a w jego oczach zabłysnęły łzy. - Przepraszam... Nie powinienem na ciebie krzyczeć, nie jesteś temu winna. Ale naprawdę, chcę być sam, odezwę się. - uśmiechnął się blado szatyn.
- Dobrze, rozumiem. - Milena pogładziła chłopaka po policzku i czule pocałowała. - To do zobaczenia.
- Taaa... Do zobaczenia. - westchnął Alan i wrócił do domu. (...)

******

Amelia siedziała w swoim niewielkim pokoju w mieszkaniu w Kanadzie. Nagle dziewczyna usłyszała, że ktoś puka do drzwi.
- Proszę!
- No i jak córeczko, podoba ci się pokój? - zapytał tata dziewczyny, siadając na jednym z krzeseł przy biurku.
- Może być... - odpowiedziała beznamiętnie Mela.
- Co jest?
- Tato, ja... Tęsknię za nimi, jesteśmy tu dopiero 3 godziny, a ja już tęsknię. - wyszeptała Mela i z jej oczu poleciało kilka słonych łez. Grzegorz szybko wstał z zajmowanego miejsca i usiadł na łóżku obok córki, sadzając ją sobie na kolanach i mocno przytulając.
- Skarbie, tylko 5 dni. Wytrzymasz... Włączałaś telefon po lądowaniu?
- Nieee...
- No to na co ty dziecko czekasz? Tam już pewnie tyle wiadomości, że hoho... - zaśmiał się mężczyzna.
- Dzięki tato. Kocham cię. - Mela przytuliła się do ojca i pocałowała go w policzek.
- Nie musisz dziękować. Ja ciebie też kocham skarbie. - Grzegorz odwzajemnił gesty córki. - A teraz włączaj ten telefon. - powiedział i podając córce jej komórkę wyszedł z pokoju. Natomiast Amelia usiadła wygodnie na łóżku i włączyła telefon. Jak tylko jej oczom ukazała się tapeta dziewczyna poczuła miliony wibracji, a na wyświetlaczu pojawił się komunikat: "54 nieodebrane połączenia." i "13 nowych wiadomości." Dziewczyna zaczęła od przeglądnięcia połączeń: 25 od Loli, 24 od Ksawerego i... 1 od Alana.
- Przynajmniej tyle... - pomyślała brązowooka. Teraz sprawdziła SMS'y. - Lola, Lola, Lola, Ksawery, Lola, Ksawery, Ksawery... O, jest i pan Alan. - dziewczyna nie czytając wiadomości od Karoliny i Ksawerego usunęła je, natomiast SMS'a od Alana przeczytała:
'No cześć Mel. Wiem, zawaliłem. Nie pożegnałem się z Tobą, ale... Dobra i tak mi nie uwierzysz. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz w Kanadzie i nie zapomnisz o mnie, o nas, bo my o Tobie nie zapomnimy. Napisz co u Ciebie... Tęsknię. ;*'
- Tęsknisz? No ciekawe... Panna Wolarek ci pomoże. Ale jak ja mam o nich zapomnieć w 5 dni? A no tak, on nie wie, że wracam... Ale może to i lepiej... Dobra, dzwonię do Loli. - uśmiechnęła się Amelia i zadzwoniła do przyjaciółki. - Cześć kochana!
- Meli?! Boże, napędziłaś nam stracha! Dlaczego nie napisałaś, nie zadzwoniłaś?
- Spokojnie Lola... Dopiero włączyłam telefon, przepraszam. Ej, a tak w ogóle to, która jest u was godzina, bo jakoś się nie orientuję.
- Teraz... 18:40. Ksawery też chce z tobą pogadać.
- To włącz głośnik. - zaśmiała się szatynka. - Cześć Ksawi!
- Amelka...! Wróć tylko to nie wiem co ci zrobię za to, że miałaś wyłączony telefon!
- Ej, ej... Zapomniałam o telefonie. Mogę mieć do was prośbę?
- Jasne, o co chodzi? - zapytała entuzjastycznie Karolina.
- Nie mówcie Alanowi, że wracam za 5 dni. Mogę na was liczyć?
- Ale, ale... dlaczego?
- Chcę, żeby miał niespodziankę. To jak?
- No dobra, nie powiemy.
- Dziękuję... - uśmiechnęła się Amelia. - Wiecie co? Przepraszam was, ale muszę lecieć pomóc mamie. Odezwę się, buzia!
- Ok, pa! - zawołali Karolina i Ksawery. Brązowooka schowała telefon do kieszeni spodni i poszła do rodziców. (...)

Obracał telefon w dłoni i czekał na jakąkolwiek wiadomość od przyjaciółki. Próbował się do niej dodzwonić, ale po jednej próbie zrezygnował, bo dziewczyna miała wyłączony telefon. Napisał SMS'a, ale nie uzyskał odpowiedzi.
- Alan, jesteś kretynem! Trzeba było iść się z nią pożegnać! - krzyczał sam na siebie w myślach. - No trudno, czasu nie cofnę...
- Synku, zejdziesz na kolację? - do pokoju chłopaka weszła jego mama.
- Jest tata?
- Nie, dzwonił, że wróci jutro...
- To w takim razie zejdę. Nie będziesz jadła sama. - uśmiechnął się Alan i razem z rodzicielką udał się do kuchni na kolację. (...)

Szatyn pomógł mamie posprzątać po kolacji i wrócił do siebie do pokoju. Ubrał ciepłą bluzę i zabierając gitarę do ręki udał się na balkon. Usiadł na fotelu w rogu balkonu i zaczął grać i śpiewać piosenkę, którą napisał dla Amelii: 'Favorite girl' (Justin Bieber)

"...Zawsze wiedziałem, że byłaś najlepszą

Najfajniejszą dziewczyną jaką znam
O wiele ładniejszą niż cała reszta
Gwiazdą mojego show
Tyle razy pragnąłem
Byś była dla mnie tą jedyną
Ale nigdy nie pomyślałem, że to będzie tak wyglądać
Co Ty ze mną zrobiłaś, dziewczyno
Jesteś tą, o której myślę
Dziewczyno, nie będziesz u mnie na drugim miejscu
I nieważne co się stanie
Ty zawsze będziesz numerem jeden
Moja własna nagroda, jedna i jedyna
Uwielbiam Cię dziewczyno, chcę Ciebie
Jedyną, bez której nie umiem żyć
To właśnie Ty, to właśnie Ty
Jesteś moją szczególną małą damą
Jedyną, która doprowadza mnie do szaleństwa
Ze wszystkich dziewczyn, które znam
To Ty, to Ty
Moja ulubiona, moja ulubiona
Moja ulubiona, moja ulubiona dziewczyna
Moja ulubiona dziewczyna
Zawsze chodziłaś swoimi drogami
By zaimponować tym 'Panom niewłaściwym'
A ze mną możesz być sobą
Wezmę Cię taką jaką jesteś
Wiem, że oni mówili, że wiara w miłość
Jest marzeniem, które nie może się spełnić
Więc dziewczyno napiszmy baśń
I pokażmy im jak się czujemy
Jesteś tą, o której myślę
Dziewczyno, nie będziesz u mnie na drugim miejscu
I nieważne co się stanie
Ty zawsze będziesz numerem jeden.

(...)
Zapierasz mi dech w piersi
Wszystkim co mówisz
Chcę po prostu z Tobą być
Moje kochanie, moje kochanie, och
Moja panno, nie graj ze mną w żadne gierki
Nie potraktuję Cię w żaden sposób
Na jaki nie zasługujesz
Bo jesteś dziewczyną moich marzeń.

(...)
Jesteś moją ulubioną dziewczyną
Moją ulubioną, moją ulubioną
Ulubioną dziewczyną, ulubioną dziewczyną, ulubioną dziewczyną
Moją ulubioną dziewczyną, moją ulubioną dziewczyną, moją ulubioną dziewczyną..."

Kiedy chłopak skończył grać usłyszał dźwięk przychodzącego SMS'a. Szybko zerwał się z miejsca i pobiegł do pokoju. Spojrzał na wyświetlacz: "Mela ;*". Uradowany odczytał wiadomość:
'Cześć Ali. Nie mam Ci za złe, że nie pożegnałeś się ze mną... Nie zapomnę o Was, bo o Was nie da się zapomnieć głupolu. ;* Jestem tu dopiero 7 godzin, a czuję się jakbym była tu co najmniej tydzień -.- No, ale... Dam radę. Będę się odzywać jak najczęściej... Teraz Ci życzę dobrej nocy, bo u Was już 23:30 heh xd. Też tęsknię ;*' Po odczytaniu tej wiadomości na twarzy szatyna pojawił się promienny uśmiech. Wrócił na balkon po gitarę, a następnie poszedł do łazienki odbyć wieczorną toaletę. Po około 20 minutach odświeżony wrócił do pokoju i położył się do łóżka. Długo nie mógł zasnąć, ale w końcu mu się to udało. (...)

******

"Czuję jakbym była tu już tydzień, a to dopiero 7 godzin... Czas mi się dłuży niemiłosiernie. Nie będę teraz dzwonić do Loli, bo mogę ją obudzić czy coś - a tak bym chciała z nią pogadać... No trudno, muszę przeżyć fakt, że dzieli nas sześciogodzinna różnica czasu. Ech... Najbardziej brakuje mi mojego kochanego balkonu. I tego, że mogłam patrzeć na okna Alana... Kurde, ciągle o nim myślę - to nie jest normalne, ale chyba tak mają zakochani, co? Oooo... Jedziemy na zakupy! Mama wie jak mi poprawić humor. [...]"

_________________________________________________________
 

 
Rozdział 3
*** Kilka tygodni później... ***

"Gdyby ktoś kilka tygodni temu powiedział mi, że ja i Alan Sanchez będziemy przyjaciółmi to wyśmiałabym go, naprawdę. A teraz? Teraz jesteśmy praktycznie nierozłączni... Ja, Ali, Lola i Ksawi - czwórka przyjaciół. Zauważyłam, że Karola teraz Ksawerego i Alana traktuje tak samo. Nie rozumiem tej dziewczyny - widocznie nie może się zdecydować, którego poderwać! Jak to Karolina... Nigdy chyba nie zrozumiem tej dziewczyny. [...]"

Sobotnie popołudnie... Amelia jeszcze spała, ale obudził ją dzwoniący telefon. Dłonią odszukała, leżącą na stoliku nocnym komórkę i nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Czego?! - zapytała lekko poirytowana tym, że ktoś ją obudził.
- Mela ty jeszcze śpisz? - zapytała Karolina. - Wiesz która jest godzina?
- Eeee... No nie bardzo. - odpowiedziała szatynka przecierając oczy.
- Dziewczyno prześpisz całą sobotę! Jest już 12:30!
- Co?! Boże, dzięki, że mnie obudziłaś... A tak w ogóle to po co dzwonisz?
- Chciałam ci powiedzieć, że jest ALARM! Nie chce mi się tego tłumaczyć, powiem ci tylko, że wieczorem jest impreza u Ksawerego.
- Impreza? Z jakiej to okazji?
- Wytłumaczę ci wszystko jak się spotkamy. Wyrobisz się na 130? Powiedz, że tak... A zresztą. O 130 będę u ciebie, pa. - Lola pożegnała się z przyjaciółką i szybko się rozłączyła. Amelia wzruszyła ramionami i wstała z łóżka. Wyjęła z szafy ubrania i udała się do łazienki wykonać wszystkie 'poranne' czynności. (...)

Został sam w domu - rodzice poszli do pracy, a przyjaciele nie mieli czasu, żeby się z nim spotkać. Zastanawiał się co takiego ważnego muszą robić w sobotę po południu, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Najgorsze było to, że dziś były jego urodziny, a wszyscy o nich zapomnieli. Nikt nie wysłał mu nawet głupiego SMS'a z życzeniami. Nawet znajomi z Hiszpanii już o nim zapomnieli - odkąd przeprowadził się do Polski do niego nie zadzwonili, nie zapytali co u niego - nic... Chodził po domu i zastanawiał się co mógłby zrobić, żeby zabić czas do powrotu rodziców. Kiedy nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy poszedł do pokoju, usiadł na łóżku i biorąc gitarę do ręki zaczął grać... (...)

- Cześć Mela! - zawołała Karolina wchodząc do domu przyjaciółki. - Gdzie jesteś?!
- W kuchni...! Hej. - dziewczyny przywitały się jak zawsze - buziakiem w policzek. - No to teraz mi powiedz o co chodzi z tą imprezą u Ksawiego.
- Organizujemy imprezę niespodziankę dla Alana...
- Po co mu impreza niespodzianka? Nie rozumiem.
- Boże! Też zapomniałaś! Uff... przynajmniej nie jesteśmy sami. - westchnęła blondynka.
- Karola o co chodzi? O czym zapomniałam?
- O urodzinach Alana!
- Co?!
- No, to! 14 października...
- Przespałam jeden dzień - byłam święcie przekonana, że to jutro.
- No jak widać nie... No i tu jest zadanie dla ciebie. - uśmiechnęła się Karolina.
- Aż się boję pytać jakie to zadanie jest.
- Nic strasznego. Po prostu masz to po południe spędzić z Alanem, a o 190 bezpiecznie doprowadzić go do Ksawerego na imprezę.
- Aha. A dlaczego ty tego nie możesz zrobić? Przecież to ty jesteś nim taka oczarowana. - powiedziała Amelia.
- Bo ja zajmuję się prezentem, no a Ksawery organizuje imprezę, więc wiesz... - zakomunikowała dziewczyna. - A poza tym chyba mi przeszło... - dodała w myślach.
- Dobra, dobra... To ja dzwonię do Alana.
- Ok, a ja już lecę. Pamiętaj o 190 u Ksawerego! - zawołała Lola i wybiegła z domu przyjaciółki. Natomiast Mela chwyciła telefon i zadzwoniła do Sancheza.
- Halo? - usłyszała głos przyjaciela.
- Cześć Alan. Co porabiasz?
- Hej. Nic, siedzę sam w domu i się nudzę. A ty?
- W sumie to samo... Więc może ponudzimy się razem w jednym domu, co?
- Czemu nie. No to wpadasz do mnie czy ja do ciebie?
- Ja do ciebie. Będę za 15 minut. - zakomunikowała dziewczyna i rozłączyła się. Pobiegła do pokoju po torebkę, do której wrzuciła telefon, chusteczki, aparat i błyszczyk, a następnie wróciła na dół. W kuchni na stole zostawiła kartkę do rodziców z wiadomością, że jest z przyjaciółmi i żeby się nie martwili. Założyła kurtkę i zamykając drzwi na klucz udała się do domu przyjaciela. Przeszła przez ulicę i zadzwoniła dzwonkiem, po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął Alan.
- Ali! Wszystkiego najlepszego! - zawołała Amelia i rzuciła się przyjacielowi na szyję, w skutek czego obydwoje wylądowali na podłodze. - Miałam przynajmniej miękkie lądowanie. - powiedziała dziewczyna i obydwoje wybuchnęli śmiechem.
- Dzięki za życzenia. - uśmiechnął się szatyn, kiedy już wstali z podłogi.
- Oj tam... Pewnie myślałeś, że zapomniałam - przyznaj się.
- No szczerze to tak... Jesteś pierwszą osobą, która mi dziś złożyła życzenia.
- Ej, nie smuć się. Jest dopiero 140 jeszcze dostaniesz tyle życzeń, że nie zliczę. - zaśmiała się Mela. (...)

Spędzili razem bardzo miłe po południe. Rozmawiali, śmiali się, śpiewali, a teraz siedzieli w pokoju chłopaka i oglądali horror.
- Nie, nie idź tam, nie idź. - szeptała Mela, a szatyn ciągle się z niej śmiał. - No co? Przecież w tym pokoju jest... AAAAAA! - krzyknęła dziewczyna i wtuliła się w przyjaciela.
- Spokojnie Mel, to tylko film. - powiedział Alan głaszcząc przyjaciółkę po plecach.
- Ale to horror, a ja zawsze się boję horrorów, kiedy nie oglądam ich z tatą - z nim nigdy się nie boję.
- Ze mną też nie powinnaś się bać. - uśmiechnął się chłopak. - Ale skoro tak, to koniec seansu. - brązowooki wyłączył laptopa i spojrzał na przyjaciółkę.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytała dziewczyna.
- Tak tylko... Słodka jesteś jak się boisz.
- Przestań, bo się zarumienię! - Mela wytknęła język w stronę przyjaciela i cicho się zaśmiała. - Która godzina?
- Yyy... 17:30. - odpowiedział Alan spoglądając na ekran telefonu.
- Super. - dziewczyna wstała z zajmowanego miejsca i podeszła do szafy przyjaciela. Otworzyła ją i zaczęła przeglądać ubrania.
- Mogę wiedzieć co ty robisz?
- Wybieram ci ubrania na imprezę.
- Jaką imprezę? Ja nigdzie nie idę.
- Owszem, idziesz. A raczej idziemy. Mamy o 190 iść po Ksawerego. - uśmiechnęła się brązowooka wyjmując z szafy ubrania i podała je Alanowi. - No na co czekasz. Idź pod prysznic, przebierz się i te wszystkie rzeczy.
- Zwariowałaś. - skwitował chłopak i ruszył do łazienki.
- Tak, ja też cię kocham! - zawołała Mela i zaśmiała się.
- Gdybyś wiedziała ile bym dał za to, żebyś kochała mnie tak jak ja ciebie... - pomyślał chłopak i wszedł do łazienki. (...)

Lola wyszła z galerii z prezentem dla Alana - kupiła mu komplet 2 nieśmiertelników - na jednej blaszce były wygrawerowane imiona jego przyjaciół i data, w której zaczęli się przyjaźnić, a na drugiej blaszce znajdowało się zdjęcie całej czwórki. Zadowolona z zakupu dziewczyna udała się do domu Ksawerego, żeby pomóc mu w ostatnich przygotowaniach do imprezy. Kiedy przechodziła przez ulicę zaczął dzwonić jej telefon, okazało się, że to Ksawi.
- Hej Karola. Jak prezent? - zapytał chłopak.
- Cześć. Świetnie, właśnie trzymam go w ręce. Za 10 minut będę u ciebie to zobaczysz co wykombinowałam. - zakomunikowała blondynka i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- O to super. Poczekam, bo potrzebuję twojej pomocy.
- No dzięki... Dobra, za chwilę się widzimy, pa. - zaśmiała się Lola i rozłączając się schowała telefon do kieszeni spodni... Po chwili była już pod domem przyjaciela. (...)

- Alan! Chodź już, bo się spóźnimy! - krzyczała z przedpokoju Amelia.
- Spokojnie mała, nie spóźnimy się. - zakomunikował Al z lekkim uśmiechem na ustach i pocałował zdenerwowaną przyjaciółkę w czoło.
- Od kiedy to pan taki pewny siebie, co? Jest 18:50, a na 190 jesteśmy umówieni z Ksawerym.
- No dobra. Ale chciałem ci przypomnieć, że Ksawi mieszka 5 domów dalej.
- Nie denerwuj mnie. - powiedziała ze śmiechem brązowooka. - Ubieraj się i idziemy.
- Już, już... - Alan założył buty i zabierając kurtkę z wieszaka w przedpokoju wyszedł razem z przyjaciółką z domu i zamknął drzwi na klucz, a następnie udali się do Ksawerego. (...)

Kiedy byli przed domem przyjaciela zauważyli, że w domu nie pali się światło.
- Jesteś pewna, że jest w domu, a nie poszedł bez nas?
- Jestem pewna, chodź. - Mela pociągnęła Ala za rękę i razem podeszli do drzwi. Nie pukając, ani nie dzwoniąc weszli do środka.
- Od kiedy on nie zamyka drzwi...?
- A bo ja wiem... - wzruszyła ramionami brązowooka i zapaliła światło w salonie. Jak tylko pomieszczenie wypełniło światło zza kanapy wyskoczyli najbliżsi znajomi Alana ze szkoły i krzyknęli: "Niespodzianka!"
- Ej, Ali nie stój tak jakbyś ducha zobaczył. - zaśmiała się Lola i podeszła do przyjaciela. Gestem ręki przywołała również Ksawerego i Amelię i razem z nimi wręczyła Alanowi prezent. - Wszystkiego najlepszego! - dodała i rzuciła się szatynowi na szyję.
- Dziękuję. - uśmiechnął się Al i zaczęli świętować urodziny chłopaka. (...)

Zbliżała się północ, impreza trwała w najlepsze. Większość osób tańczyło na środku salonu, albo podpierało ściany z drinkami w rękach. Amelia siedziała w kącie salonu na fotelu i przyglądała się 'lekko' wstawionym znajomym. Nagle gdzieś w tłumie zauważyła Karolinę i Ksawerego, którzy... całowali się. Na ten widok Mela się uśmiechnęła.
- Od początku wiedziałam, że on ją kocha. Ale, że ona jego... No cóż widocznie ta organizacja imprezy ich zbliżyła. No i w końcu Lola się zdecydowała na jednego, konkretnego chłopaka. - myślała dziewczyna, aż w pewnym momencie poczuła czyjś oddech na szyi. Odwróciła głowę i zauważyła Alana nachylającego się nad nią.
- Pasują do siebie. - powiedział chłopak.
- Oj tak... Ale dziwię się Loli, że... A zresztą - nieważne.
- Ważne, powiedz skoro zaczęłaś. - Alan złapał przyjaciółkę za rękę i spojrzał jej głęboko w oczy. Pod wpływem jego dotyku i spojrzenia Meli zaparło dech w piersiach i poczuła 'motylki' w brzuchu.
- Co się ze mną dzieje? - zastanowiła się dziewczyna.
- Mel, jesteś tu? O co chodziło?
- No bo... Ona... Mówiła mi, że to ciebie kocha, ale widzę, że to było tylko zwykłe zauroczenie i zrozumiała, że to Ksawiego kocha.
- Aha. No, ale to lepiej, że zrozumiała, że kocha Ksawerego, bo... Ze mną by się tylko zawiodła, bo ja jej nie kocham. - powiedział szatyn i poszedł się przewietrzyć. (...)

- Hej gołąbeczki. - zaśmiała się Amelia, podchodząc do całujących się przyjaciół.
- Mel... My, my tylko... - zaczęła się jąkać Lola.
- Ej, spokojnie. Nie musicie się tłumaczyć. Szczęścia.
- Dziękujemy. - uśmiechnął się Ksawery. - Dobra, to wy sobie pogadajcie, a ja idę poszukać naszego jubilata.
- Wychodził do ogrodu. - powiedziała brązowooka, ale jej przyjaciel już tego nie słyszał. - Oj Lola, jeszcze nie dawno to Ali był obiektem twoich westchnień.
- No tak, ale... Przy Alanie się tak nie czuję. Sanchez, to świetny kumpel, a Ksawi... - rozmarzyła się blondynka.
- Dobra, oszczędź szczegółów...
- Dziewczyny! - zawołał Ksawery.
- O co chodzi? - zapytała Mela, podchodząc razem z Karoliną do przyjaciela.
- Trzeba Alana odprowadzić do domu, bo o własnych silach chyba nie dojdzie. - powiedział zielonooki wskazując na szatyna siedzącego na ławeczce pod drzewem.
- Dobra, ja się tym zajmę i tak miałam już wracać do domu. - uśmiechnęła się Amelia. - Lola, przyniesiesz nasze rzeczy?
- Jasne, zaraz wracam.
- Dobra, a ja idę do niego. - brązowooka udała się do przyjaciela. - Oj Alan, Alan...
- Mela... - wybełkotał chłopak.
- No ja. Zaraz Karolina przyniesie nam nasze rzeczy i idziemy do domu, tobie już wystarczy.
- N-nie, ja zostaję.
- O nie kolego, idziemy do domu nie zostawię cię tu w takim stanie. - powiedziała stanowczo Mela. Po chwili Lola przyniosła rzeczy przyjaciół i pomogła brązowookiej wyprowadzić Alana z domu Ksawerego.
- Poradzisz z nim sobie? - zapytała Karolina.
- Tak, dam radę. Na razie. (...)

Kiedy Amelia i Alan dotarli pod dom chłopaka okazało się, że państwa Sanchez jeszcze nie ma w domu.
- Ali, pamiętasz gdzie masz klucze?
- W kurtce, poczekaj. - powiedział szatyn i zaczął przeszukiwać kieszenie kurtki... - O, są. Proszę.
- Dziękuję. - Mela otworzyła drzwi i razem z przyjacielem weszła do środka. - No dobra. Zdejmuj buty i kurtkę, i maszeruj na górę.
- A pójdziesz ze mną?
- Nie, nie pójdę. Ty grzecznie pójdziesz spać, a ja wrócę do siebie.
- Meli, proooszę. Tylko na chwilkę. - szatyn zrobił 'minę szczeniaczka'.
- Ok, ale tylko na chwilkę... Daj to, bo sobie ręce połamiesz. - zaśmiała się dziewczyna widząc jak jej przyjaciel nie może zdjąć kurtki. - No, teraz idziemy spać...
- Czekaj, muszę zagrać ci moją nową piosenkę. - wybełkotał Alan, kiedy Amelia chciała go położyć do łóżka.
- Ali, nie dziś. Zagrasz mi ją kiedy indziej. Jesteś pijany... Kładź się spać.
- Ech... Tak, jestem pijany, a ty jesteś dziewczyną, którą kocham. Jutro będę trzeźwy, ale nadal będę cię kochać. - powiedział chłopak i spojrzał w oczy Amelii.
- Ehe... Oczywiście. A teraz Romeo idzie spać, a Julia wraca do swojego domu. Widzimy się jutro, wpadnę oddać ci klucze. Pa. - szatynka pocałowała przyjaciela w policzek i szybko opuściła jego dom. (...)

Siedziała otulona kocem na balkonie i pisała swoje przemyślenia w pamiętniku:
"To chyba nie był dobry pomysł, żeby go odprowadzać do domu. Po tym co mi powiedział długo nie mogłam zasnąć, a jak już mi się to udało to spałam tylko 4 godziny. Wiem, że był pijany i mówił co mu ślina na język przyniosła, ale... Podobno po pijaku mówimy rzeczy, które boimy się powiedzieć na trzeźwo, więc... Boże! Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Ale najbardziej zdziwiła mnie moja reakcja, gdy złapał mnie za rękę i spojrzał takim przenikliwym spojrzeniem w moje oczy - nie jestem w stanie opisać tego, co działo się wewnątrz mojego ciała... A jeśli złamałam zakaz, który sobie postawiłam i się w nim zakochuję? Oj, Mela - wkopałaś się. [...]" Westchnęła i zamknęła gruby zeszyt. Odchyliła głowę do tyłu i zaciągnęła się chłodnym październikowym powietrzem.
- Cześć Amelia! - usłyszała głos Alana, który wyszedł właśnie na balkon. Dziewczyna spojrzała na niego i cicho się zaśmiała: włosy w totalnym nieładzie, podkrążone oczy...
- Hej, hej. Boli główka? - zapytała nadal się uśmiechając.
- Oj tak... Boooli! - chłopak złapał się teatralnie za głowę. - Znasz jakieś lekarstwo na taki ból głowy?
- Taa... Aspiryna i duża ilość wody powinna ci pomóc. Ale chciałam ci powiedzieć, że nie myślałam, że masz taką słabą głowę.
- No wiesz... Ej, a nie wiesz przypadkiem, gdzie są moi rodzice?
- Dzwonili rano do mnie, bo do ciebie się dodzwonić nie mogli, i kazali ci przekazać, że wrócą wieczorem. Ale gdzie są to nie wiem. - wzruszyła ramionami Amelia. - A właśnie. Muszę oddać ci klucze, wpadnę za jakąś godzinę.
- Spoko. Będę czekał. - uśmiechnął się Al. - A teraz, pani wybaczy, ale udam się doprowadzić do porządku.
- Ok. - Mela odwzajemniła uśmiech i po chwili również weszła do pokoju. Wybrała ubrania (bez czapki) i weszła do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Kiedy doprowadziła się do 'normalnego' stanu zabrała telefon, i wkładając go do kieszeni bejsbolówki zeszła na śniadanie. (...)

Oglądał telewizję, kiedy do jego uszu dobiegł dźwięk dzwonka do drzwi. Pomyślał, że to pewnie Amelia i szybko pobiegł otworzyć drzwi. Mylił się - stała przed nim... Milena.
- Cześć Alan. - powiedziała dziewczyna i pocałowała szatyna w policzek.
- Cześć. Co ty tutaj robisz?
- Przyszłam ci złożyć życzenia. Wybacz, że wczoraj nie przyszłam na imprezę, ale niestety miałam inne plany... Ale dziś jestem cała twoja. - wyszeptała Milena tuż przy uchu zdezorientowanego Alana.
- Ekhem... Przepraszam cię, ale nie mam czasu. Muszę posprzątać trochę w domu, bo mnie rodzice zabiją, więc... Dziękuję za życzenia. Widzimy się jutro w szkole. - uśmiechnął się chłopak i szybkim ruchem zamknął drzwi zostawiając za nimi zdziwioną Milenę. Wrócił do salonu i nerwowo 'skakał' po kanałach w celu znalezienia jakiegoś ciekawego programu. Kiedy mu się to znudziło przełączył na kanał muzyczny i zaczął chodzić po pokoju. Nagle usłyszał dzwoniący telefon, nie patrząc na wyświetlacz odebrał.
- Halo?
- Hej Ali, to ja... Miałam ci oddać te klucze, ale Milena mówiła, że jesteś zajęty i... Przyniosę ci je jutro do szkoły, dobra? - usłyszał głos Amelii.
- Nie, możesz przyjść jak chcesz. Nie jestem zajęty. Powiedziałem jej tak, żeby sobie poszła. Nie miałem ochoty z nią gadać...
- Aha, no to w takim razie zaraz u ciebie będę. - zakomunikowała brązowooka i rozłączyła się. Po około 5 minutach Alan usłyszał ponownie dzwonek, poszedł otworzyć i przywitał się z przyjaciółką. - Twoje klucze.
- Dzięki. Ale... Możesz mi przypomnieć skąd je masz? - zapytał chłopak, a Amelka wybuchnęła śmiechem. Kiedy się już uspokoiła powiedziała:
- Przyprowadziłam cię wczoraj do domu zalanego no i... Musiałam czymś zamknąć drzwi jak wracałam do siebie, więc je wzięłam.
- Aha... Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki... Co byś powiedział na spacer? Jak na październik to mamy dość ładną pogodę. Weźmiemy jeszcze Karolę i Ksawerego.
- Ok. Możemy iść. Daj mi 5 minut. - uśmiechnął się Alan i pobiegł do swojego pokoju. Natomiast Amelia zadzwoniła do przyjaciół i poinformowała ich o spotkaniu. (...)

******

"Wróciłam właśnie ze spaceru. Byliśmy z Karoliną, Ksawerym i Alanem w mieście. Oczywiście jak to my spędziliśmy tam prawie cały dzień i musieliśmy iść na pizzę, bo już z głodu przymieraliśmy. Ale warto było - kocham z nimi spędzać czas, zawsze jest dużo śmiechu i dobrze się bawimy. <3 Jak patrzę na Lolę i Ksawiego to mi się mordka cieszy. Słodko razem wyglądają - bije od nich miłość... Ech... Chyba idę spać, bo jutro poniedziałek, co równa się z tym, że trzeba wstać do szkoły. [...]"

"Drrrrrrrrryń!" - znowu ten znienawidzony dźwięk budzika. Alan przetarł zaspane oczy i wstał z łóżka. W żółwim tempie poszedł do łazienki. Po około 20 minutach wrócił do pokoju ubrany w czarne spodnie, fioletowy T-shirt i czarną bluzę. Telefon włożył do kieszeni spodni i zabierając plecak zbiegł na dół.
- Cześć mamo! - zawołał chłopak wchodząc do kuchni.
- Cześć. Zrobić ci śniadanie? - zapytała Sylwia odrywając wzrok od czytanej gazety.
- Nie, zjem płatki. - powiedział Alan i wsypał płatki do miski, a następnie zalał je zimnym mlekiem... Po kilku minutach wstał od stołu, odłożył brudne naczynia do zmywarki, i zakładając kurtkę powiedział: - To ja lecę. Pa mamo!
- Papa! - zawołała Sylwia. Chłopak wyszedł z domu i skierował swoje kroki w stronę szkoły. (...)

Amelia kończyła jeść śniadanie, kiedy zobaczyła, że Alan wychodzi z domu i kieruje się do szkoły.
- Mamo, ja już idę! Pa! - zawołała dziewczyna. W biegu ubrała buty i zarzucając plecak na ramię zabrała kurtkę, a następnie wybiegła z domu. - Alan! - krzyknęła. Chłopak odwrócił się i przystanął z wielkim uśmiechem na ustach.
- Cześć Mela. - Ali pocałował przyjaciółkę w policzek.
- No cześć. - wyszczerzyła się dziewczyna. - Szybki jesteś.
- W jakim sensie?
- No... Jest dopiero 7:30, a ty już idziesz do szkoły.
- Tak jakoś wyszło. Budzik wcześniej zadzwonił i...
- Z pewnością mama ci go ustawiła, bo nie mogła już znieść tego, że wiecznie wstajesz za późno. - skwitowała Amelia i razem się zaśmiali. - O, popatrz kto idzie. Nas teraz mają w głębokim poważaniu.
- Nie miej im tego za złe, kochają się... Cześć wam! - zawołał szatyn podchodząc do Karoliny i Ksawerego.
- O, hej. Gdybyśmy wiedzieli, że idziecie za nami to byśmy poczekali. - powiedział Ksawi.
- Oj tam. Fajnie było na was popatrzeć. - uśmiechnęła się Mela, a pozostała trójka popatrzyła na nią dziwnym wzrokiem. - No co? Słodko razem wyglądacie.
- Aha. Dziękujemy. - uśmiechnęła się Lola. (...)

******

- Jak wam się układa z Ksawerym? - zapytała Amelia podczas przerwy obiadowej.
- Mela jesteśmy razem dopiero dwa dni, więc wiadomo, że cudownie... Ale nie wyobrażam sobie teraz chociażby jednego dnia bez niego. - odpowiedziała Karolina. - A ty i Alan?
- Co?! - Mela zakrztusiła się sokiem. - Odbiło ci? Jesteśmy TYLKO przyjaciółmi. Nic więcej...
- Ale przyznaj mi się do jednego... Ali nie jest ci obojętny, prawda?
- Ale wymyśliłaś, naprawdę... Idą chłopaki.
- Dokończymy tą rozmowę, nie odpuszczę ci. - powiedziała Lola i uśmiechnęła się w kierunku Ksawerego i Alana zmierzających do stolika.
- Cześć Mel. Cześć skarbie. - powiedział Ksawi i pocałował swoją dziewczynę w usta.
- Ej, ej... Nie przy ludziach.
- No właśnie, zgadzam się z Amelią. Przystopujcie trochę. - wyraził swoje zdanie Alan.
- Pff... zazdrościcie po prostu. - westchnął Ksawery.
- Co? Ali, zazdrościsz im? Bo ja jakoś nie bardzo.
- A w życiu...
- Ehe, jakoś mi się nie chce wierzyć. - powiedziała Lola. W tym samym momencie zadzwonił telefon Amelii.
- Mama? Przepraszam was na moment, zaraz wracam... Tak mamo? Stało się coś? - zapytała dziewczyna przykładając telefon do ucha.
- Nie kochanie, nic się nie stało tylko... Możesz już wrócić do domu? Musimy pogadać.
- Mamo, ale ja mam jeszcze 2 lekcje...
- Zadzwonię do pana dyrektora... Proszę, zależy mi na tym, żebyś była w domu jak tata wróci z pracy. W sumie to on chciał z nami o czymś porozmawiać.
- No dobra, ale... Ech, zadzwoń do dyrektora.
- Dziękuję kochanie. - mimo, że Mela nie widziała swojej rodzicielki była pewna, że kobieta się uśmiecha.
- Nie musisz dziękować. Pójdę po swoje rzeczy i pożegnam się z przyjaciółmi, i zaraz wracam do domu. Pa. - brązowooka rozłączyła się i wróciła do przyjaciół.
- Co się dzieje? - zapytał Alan.
- Sama nie wiem. Mama kazała mi wrócić do domu, bo tata ma jakąś sprawę... Nie wiem. No, ale muszę lecieć... Do zobaczenia. - dziewczyna pożegnała się z przyjaciółmi i wróciła do domu. (...)

Amelia weszła do domu i od razu usłyszała fragment rozmowy rodziców.
- ...przecież ona nie przeżyje tego, że na 2 lata opuści przyjaciół! - powiedziała pani Starska.
- Co?! - krzyknęła brązowooka wbiegając do salonu. Rodzice popatrzyli na nią z przerażeniem w oczach. - No wytłumaczycie mi o co tu chodzi?!
- Skarbie uspokój się... - powiedział łagodnie Grzegorz.
- Jak mam się uspokoić?! Mam na 2 lata opuścić Wrocław, zostawić przyjaciół, to wszystko co jest dla mnie ważne?! Dlaczego?!
- Tata dostał propozycję pracy w Kanadzie... - powiedziała Marta ze łzami w oczach. Wiedziała, że Mela tak zareaguje.
- Mamy jechać do Kanady?! O nie... Po moim trupie! Nigdzie nie jadę! - krzyknęła dziewczyna i pobiegła do swojego pokoju.
- Nie możemy jej tego zrobić... - wyszeptała kobieta.
- To co zrobimy? Ja już wstępnie się zgodziłem... - westchnął pan Starski i usiadł na kanapie zakrywając twarz dłońmi. - Przecież nie zostawimy jej samej we Wrocławiu, a my nie wyjedziemy.
- No tak, ale... Możesz sam wyjechać, a my zostaniemy tutaj.
- Ale... Będę za wami tęsknił.
- My za tobą też.
- A co byś powiedziała na to, żebyście tak na tydzień pojechały tam ze mną... Pomożecie mi się tam urządzić i wrócicie.
- No dobrze, jak chcesz, ale przez to Amelia może nas znienawidzić.
- Póki nie skończy 18 lat to my decydujemy o jej życiu.
- Racja. To ja z nią o tym porozmawiam... - uśmiechnęła się blado Marta i skierowała swoje kroki do pokoju córki. (...)

"Nienawidzę ich! Jak oni mogą mi to robić?! Nie mogę przecież zostawić Loli, Ksawiego i... Alana! Za bardzo ich kocham! Nigdzie nie jadę... Choćbym miała zostać tu sama, bez pieniędzy czy... Zostaję i nie mogą mi tego zabronić! [...]" Brązowooka usłyszała ciche pukanie do drzwi. Szybko schowała pamiętnik pod poduszkę i...
- Proszę. - wyszeptała.
- Kochanie... Możemy porozmawiać? - zapytała niepewnie mama dziewczyny.
- Mamy o czym? Podjęliście już decyzję. - wzruszyła ramionami Amelia.
- Mel... Wiesz jak ważna dla taty jest praca...
- Rodzina powinna być ważniejsza mamo.
- Jest... Wiesz, podjęliśmy z tatą decyzję, że...
- Nie zostawię Karoliny, Ksawerego i Alana na 2 lata! - przerwała mamie szatynka.
- Daj mi skończyć... Nie będziesz musiała ich zostawiać na całe 2 lata tylko na kilka dni. Pojedziemy z tatą do Kanady na góra tydzień. Pomożemy mu się tam zaaklimatyzować i wrócimy. - uśmiechnęła się Marta.
- No dobra, a co ze szkołą?
- Teraz to szukasz argumentów, żeby nie jechać.
- Skoro mamy tam jechać na tydzień, to równie dobrze możesz pojechać tylko ty, a ja zostanę. Mogę nocować u Loli, albo nawet u Alana czy Ksawerego...
- Nie. Jedziesz i koniec dyskusji! - powiedziała stanowczo kobieta i opuściła pokój córki... "Na tydzień? To i tak za długo... Siedzę w swoim pokoju, a i tak za nimi tęsknię. No ale nie pozwolą mi zostać, nawet jeśli rodzice któregoś z moich przyjaciół, by się zgodzili, żebym u nich zamieszkała. No dobra, może przeżyję jakoś... Idę z nimi pogadać, muszę się dowiedzieć, kiedy wyjeżdżamy i takie tam. [...]" (...)
 

 
Rozdział 2
"Co ona w nim widzi? Zwykły chłopak... No, może nie zwykły, ale... Dobra, oczy ma ładne - takie duże, brązowe. No usta w sumie też niczego sobie... Kurde, Mela tylko się nie zakochuj! Nie mogłabym się w nim przecież zakochać - nie mogłabym tego zrobić Loli. Ech... jakie to wszystko jest trudne. Jeszcze na dodatek jutro rozpoczęcie roku - znowu zacznie się wstawanie skoro świt i to wkuwanie. [...]" Brązowooka zamknęła pamiętnik i schowała go do szufladki nocnego stolika, a następnie gasząc lampkę ułożyła się wygodnie w łóżku i odpłynęła do krainy Morfeusza. (...)

"Drrrrrrrrrrryń!" w pokoju Amelii rozbrzmiał dźwięk budzika. Dziewczyna niechętnie podniosła się do pozycji siedzącej na łóżku i przetarła zaspane oczy, odrzuciła na bok kołdrę i mozolnie wstała z łóżka. Podeszła do szafy i wyjęła z niej wieszak ze strojem, który wczoraj kupiła na zakupach z mamą i ruszyła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, umyła włosy, w ciało wtarła czekoladowy balsam, a następnie założyła na siebie ubrania. Zrobiła delikatny makijaż i zabrała się za rozczesywanie swoich długich włosów. Następnie je wysuszyła i pozostawiła swobodnie opadające na ramiona. Ostatni raz przejrzała się w lusterku i stwierdziła, że wygląda całkiem znośnie. Wróciła do pokoju założyła sandałki i zabierając torebkę zeszła na śniadanie. Po zjedzeniu najważniejszego posiłku w ciągu dnia Mela założyła na nos okulary przeciwsłoneczne i wyszła z domu kierując się do szkoły. (...)

Alan nie mógł spać przez całą noc - ciągle myślał o rozpoczynającym się roku szkolnym i o... Amelii. Chciałby, żeby zwróciła na niego uwagę, chciał się z nią chociaż zaprzyjaźnić i postanowił tego dokonać. Jak tylko na zegarze wybiła godzina 70 chłopak wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Tam wykonał wszystkie poranne czynności i wrócił do pokoju po ubrania. Kiedy był już gotowy włożył do kieszeni spodni telefon i zbiegł na śniadanie.
- Cześć. - powiedział wchodząc do kuchni, w której byli już jego rodzice.
- Cześć. Jak nastrój przed pierwszym dniem w nowej szkole? - zapytała Sylwia - mama chłopaka.
- W sumie to nie najgorszy, choć bywało lepiej. - wzruszył ramionami Alan zabierając z talerza tosta.
- Podwieźć cię do szkoły? - zapytał Javier odkładając gazetę.
- Nie, pójdę z Ksawerym. Właściwie to on już tu powinien być. - powiedział Al spoglądając na zegar, który wskazywał 7:35.
- Jakiś twój nowy kolega?
- Tak. Poznałem go wczoraj w parku...
- Cieszę się, że masz już przyjaciół. - uśmiechnęła się pani Sanchez, a Al odwzajemnił gest. W tym momencie w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- To ja już pójdę... Pa! - zawołał chłopak i wybiegł z domu. - Cześć Ksawery.
- Siema. - chłopaki przybili sobie piątkę. - No, no, no... Stary, powiem ci, że nie będziesz miał życia w tej szkole. Dziewczyny się na ciebie rzucą jak na... - Ksawi zastanowił się, a na jego czole pojawiła się maleńka zmarszczka. - O! jak na czekoladę.
- Wiesz co... Już bym wolał, żebyś nie porównywał mnie do jedzenia. - zaśmiał się Al.
- Dobra - to był pierwszy i ostatni raz. - zielonooki podniósł ręce w geście obronnym i dalszą drogę do szkoły pokonali w ciszy. (...)

Cała akademia rozpoczęcia roku minęła dość szybko. Dyrektor - pan Marian Wysocki - powitał uczniów, a następnie wszyscy rozeszli się do klas. Kiedy cała 2"A" znalazła się w klasie wychowawczyni - pani Alicja Zielińska (nauczycielka biologii) - zaczęła swoją "mowę".
- W tym roku do waszej klasy dołączy nowy uczeń. Przeprowadził się niedawno do miasta i mam nadzieję, że miło go przyjmiecie...
- Mam nadzieję, że to nie ten, o kim myślę. - pomyślała Mela.
- ...poznajcie Alana Sancheza. - nauczycielka przedstawiła chłopaka, a cała klasa powitała go głośnym "Cześć Alan!".
- Cholera! Za jakie grzechy? - zastanawiała się Amelia... Po tym całym przedstawianiu się nowemu koledze wychowawczyni rozdała klasie podziały godzin i wyjaśniła jeszcze kilka spraw organizacyjnych, a następnie pozwoliła uczniom wyjść ze szkoły. (...)

- Amelka, to ty?! - z kuchni dobiegł głos Marty.
- Tak, ja mamo. - odpowiedziala szatynka wchodząc do pomieszczenia.
- Co się stało? Dlaczego masz taką minę?
- Nic się nie stało. Mamy nowego ucznia w klasie... Alan Sanchez. Nie dość, że mieszka naprzeciwko, okno jego pokoju jest naprzeciwko mojego - to samo balkon, to jeszcze muszę się z nim użerać w klasie. No po prostu zaje... - Mela nie dokończyła, bo została skarcona wzrokiem mamy. - ...fajnie.
- Dlaczego ty go tak nie lubisz?
- Sama nie wiem. Nie znam go, ale jakoś... Nie wygląda na takiego, którego da się lubić. - powiedziała brązowooka.
- Będziesz miała okazję go lepiej poznać. Zaprosiłam naszych nowych sąsiadów na kolację. - uśmiechnęła się pani Starska.
- Co?! Mamo, chciałam ten ostatni dzień wolności spędzić w pokoju przed komputerem. Nie karz mi tu z wami siedzieć przy kolacji...
- Mela, rozumiem cię, ale zrób to dla mnie i ojca. Proszę. - Marta pogładziła córkę po policzku i delikatnie się uśmiechnęła.
- Eh... No dobrze. O której mają przyjść?
- Super... O 180. Może upieczesz szarlotkę?
- Dobra, ale pójdę się przebrać.
- Dobrze, a ja przygotuję potrzebne produkty. - Amelia skinęła głową i pobiegła do swojego pokoju. Zrzuciła z siebie swój 'galowy' strój i otworzyła szafę. Po chwili założyła na siebie luźniejsze ubrania i wyjęła z szuflady pamiętnik. Otworzyła na czystej stronie i zaczęła pisać:
"Moje obawy się spełniły - Sanchez trafił do mojej klasy ;/ No to teraz kolejny wróg do kolekcji. Mam nadzieję, że nie będzie mi wchodził w drogę, bo jak będzie inaczej to... Nie, nic mu nie zrobię, ale będę dla niego niemiła, a czasami bardziej ranimy słowem niż czynem. Gdybym była na jego miejscu bym się strzegła... No, a najlepsze jest to, że on tu dziś przyjdzie z rodzicami. Tak, moja wspaniałomyślna mama zaprosiła ich na kolację. W sumie to pani Sylwia i pan Javier są bardzo mili - rozmawiałam z nimi wczoraj wieczorem, ale to nie zmienia faktu, że nie lubię ich syna. Eh... Mama mnie woła - obiecałam, że upiekę szarlotkę. Szczerze? Mam nadzieję, że mi nie wyjdzie i ten laluś się nią otruje czy coś. [...]" Mela zamknęła i schowała pamiętnik, a następnie wróciła do kuchni pomóc mamie. (...)

Alan siedział na swoim łóżku i słuchał muzyki. Nagle do pokoju weszła jego mama. Chłopak wyjął jedną słuchawkę z ucha i spojrzał na rodzicielkę.
- Stało się coś mamo?
- Nie, nie. Chciałam ci tylko powiedzieć, że na 180 idziemy na kolację.
- Ok. O której wrócicie?
- Ty też idziesz. Zaprosiła nas pani Starska. - uśmiechnęła się Sylwia.
- Aha. Dobra. - Alan odwzajemnił uśmiech, a jego serce zaczęło bić mocniej.
- Bądź na dole o 17:45, dobrze?
- Jasne. - powiedział szatyn, a jego mama opuściła jego pokój.
- Eh... Będę miał okazję ją lepiej poznać, porozmawiać. Muszę zrobić dobre wrażenie... Ubrania! Co ja założę?! - Al podbiegł do szafy i zaczął przeglądać jej zawartość. Po kilku minutach miał już skompletowany cały strój (tylko buty miał czarne). - Ok. Teraz prysznic i będziesz gotowy Sanchez. - westchnął chłopak i z prędkością światła wbiegł do łazienki. Stanął przed lusterkiem i zaczął się śmiać sam z siebie. - Jaki z ciebie debil Alan! Nie znasz dziewczyny, a tak bardzo oszalałeś na jej punkcie. Ona cię może nawet nie lubić i co wtedy? Dobra, dość! - skarcił się chłopak. (...)

Dokładnie o 180 w domu państwa Starskich rozbrzmiał dzwonek.
- Mela, możesz otworzyć?! - zawołała Marta.
- Jasne! - krzyknęła dziewczyna i zapinając na nadgarstku bransoletkę (strój) zbiegła po schodach. Ostatni raz przeglądnęła się w lusterku wiszącym w przedpokoju i otworzyła drzwi. - Dobry wieczór. - przywitała sąsiadów z uśmiechem i gestem ręki zaprosiła ich do środka. - Proszę się rozgościć, rodzice zaraz zejdą.
- Dziękujemy.
- Sylwia, Javier. Witajcie. - do salonu wszedł tata Amelii - Grzegorz. - A ty pewnie jesteś Alan, tak?
- Tak, dzień dobry. - uśmiechnął się chłopak.
- O, już jesteście. - uśmiechnęła się Marta. - W takim razie zapraszam do stołu, bo nam kolacja wystygnie. (...)

Po zakończonej kolacji wszyscy przenieśli się do salonu. Dorośli prowadzili rozmowy o rzeczach, które nie bardzo interesowały ich dzieci. Amelia siedziała na kanapie i wpatrywała się w czubki swoich butów, natomiast Alan ciągle zerkał na szatynkę z delikatnym uśmiechem na ustach.
- Mel, może zaprosisz kolegę do swojego pokoju? - zaproponowała Marta. Nastolatka wzruszyła ramionami i wstała z zajmowanego miejsca.
- Idziesz ze mną, czy zostajesz tutaj? - zapytała zerkając na szatyna. Chłopak nic nie odpowiedział tylko wstał z fotela i podążył za brązowooką. Kiedy znaleźli się już w pokoju Amelii dziewczyna usiadła na łóżku i wpatrywała się w ścianę naprzeciwko. - Będziesz tak stał? Irytuje mnie to. - westchnęła.
- Przepraszam. - bąknął Alan i usiadł na jednej z puf stojących obok łóżka. Pomiędzy nastolatkami zapadła cisza, którą po kilku minutach odważył się przerwać Al. - Dlaczego mnie nie lubisz?
- Nie znam cię.
- Racja, ale coś mi się wydaje, że nawet nie chcesz poznać.
- Nie wydaje ci się.
- Jesteśmy sąsiadami, chodzimy do tej samej klasy. Nie uważasz, że powinniśmy coś o sobie wiedzieć?
- Jakoś nie bardzo. Wystarczy, że znamy swoje imiona, nazwiska i adresy. - Mela wzruszyła ramionami i podeszła do okna. W pomieszczeniu zapadła krępująca cisza. Jedynym odgłosem były oddechy dwójki nastolatków.
- Mela, Alan! Chodźcie tutaj! - zawołała mama dziewczyny. Obydwoje odetchnęli z ulgą i zeszli na dół dołączając do swoich rodziców. (...)

Kiedy sąsiedzi opuścili dom państwa Starskich Mela pomogła mamie pozmywać naczynia, a następnie udała się do swojego pokoju. Wyjęła z szafy piżamę i poszła do łazienki wziąć prysznic... Po wykonaniu wszystkich wieczornych czynności dziewczyna wzięła koc i poszła na balkon - zawsze lubiła podziwiać gwiazdy - tak też zrobiła dzisiaj. Usiadła na dużym fotelu stojącym w koncie balkonu i otuliła się kocem, odchyliła delikatnie głowę i patrzyła na małe świecące punkciki. Nagle usłyszała jak ktoś gra na gitarze i śpiewa. Spojrzała na dom naprzeciwko i zobaczyła siedzącego na balkonie Alana, który uderzał palcami o struny gitary. Amelia patrzyła na chłopaka jak zaczarowana. Kiedy szatyn skończył grać melodię uniósł głowę do góry i spojrzał na Melę, która natychmiast się otrząsnęła i wróciła do pokoju. (...)

******

"Jest 5:30, a ja już nie śpię... Jakoś nie mogę - ciągle w uszach gra mi ta melodia, którą grał Alan. Wkładał w to całe serce - widać, że kocha muzykę. Jeszcze ten jego głos... Muszę przyznać, że niezły jest... Dobra, koniec o nim, bo jeszcze mi się zacznie podobać, a tego nie chcę. [...]" Amelia schowała pamiętnik i wstała z łóżka. Wybrała ubrania i poszła wziąć prysznic. Uczesała włosy, założyła wybrany na dziś strój i zrobiła delikatny makijaż, a następnie wróciła do pokoju, spakowała potrzebne książki i spojrzała na zegarek - 6:45.
- Mam jeszcze prawie godzinę do przyjścia Loli, co ja będę robić? - zastanowiła się Mela. Wyszła na balkon i zaciągnęła się rześkim powietrzem. - To będzie fajny dzień. - pomyślała z uśmiechem na ustach, który szybko zszedł z jej twarzy. Zauważyła, że w domu naprzeciwnko na balkonie stoi - nie kto inny tylko - Alan. Dziewczyna prychnęła pod nosem i wróciła do pokoju, i zabierając torbę z książkami zbiegła na śniadanie. (...)

Mela i Lola szły szkolnym korytarzem kierując się na pierwszą lekcję - historię. Pochłonięte rozmową nie zauważyły, że zmierza w ich stronę największa szkolna diva - Milena ze swoją 'przyjaciółką'.
- O... Kogo to moje piękne oczy widzą? Czołowe szmaty. - zaśmiała się Amelia.
- Zamknij się Starska. My do twojej przyjaciółeczki. - powiedziała Milena, a Karolina spojrzała na nią z niedowierzaniem. - No co kochanie, co tak patrzysz? Chciałam ci tylko powiedzieć, żebyś odwaliła się od Alana, on będzie mój. - wysyczała dziewczyna.
- Ciekawe... Jak chce mieć dziewczynę, która puszcza się na prawo i lewo to droga wolna, ale nie sądzę, żebyś była w jego typie.
- Powiedziałam coś! Masz się nie odzywać!
- Bo co mi zrobisz? - Mela stanęła oko w oko z Mileną.
- Ja... N-nic. - zająknęła się Wolarek i razem z Luizą poszły pod klasę.
- Boi się mnie. - zaśmiała się Amelia, a Lola jej zawtórowała. - Poważnie ci się podoba?
- Kto?
- No Sanchez, a kto?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - rozmarzyła się Karola. - Chyba mi nie powiesz, że tobie nie...
- W sumie... Nie jest zły. No i na dodatek świetnie śpiewa i gra na gitarze... Ale nie jest w moim typie.
- Jak uważasz. - Lola wzruszyła ramionami i weszła do klasy, bo właśnie zadzwonił dzwonek. (...)

******

Alan siedział na ławce przed szkołą i czekał na Ksawerego, z którym miał wracać do domu. Po chwili poczuł wibrację w kieszeni - okazało się, że Ksawi musi zostać jeszcze w szkole i napisał SMS'a, żeby Al wrócił sam. Chłopak niechętnie wstał z miejsca i odpisał na wiadomość przyjaciela krótkie: "Ok." Zapatrzony w ekran telefonu nie zauważył idącej z naprzeciwka Meli i w nią wpadł.
- Jak chodzisz kretynie?!
- Przepraszam. Nic ci nie jest?
- Nie, wszystko ok... Chociaż nie, nie do końca - jestem zmuszona wracać sama do domu, bo Lola ma jakieś kółko. Kto normalny zostaje na kółko w pierwszym dniu szkoły? Nie rozumiem jej.
- Ksawery pewnie dlatego został w szkole... Zaczyna działać. - pomyślał Alan i delikatnie się uśmiechnął. - Wiesz... Ja też wracam sam do domu, bo Ksawery też musi zostać w szkole, więc... Skoro mieszkamy obok siebie to... Może wrócilibyśmy razem? - zapytał niepewnie chłopak. Amelia zastanowiła się nad jego słowami i wzruszyła ramionami.
- W sumie... Czego nie.
- Super. To idziemy?
- No tak, chyba nie chcesz spędzić całego po południa na szkolnym dziedzińcu? - zaśmiała się dziewczyna, a szatyn pokiwał tylko przecząco głową i razem z sąsiadką ruszył do domu. Przez jakiś czas szli w ciszy, ale w końcu Mela odważyła się ją przerwać. - Świetnie śpiewasz i grasz na gitarze. Słyszałam cię wczoraj...
- Dzięki. Ale naprawdę ci się podobało?
- Jasne. - uśmiechnęła się dziewczyna.
- A ty? Grasz na czymś?
- Ehe... na nerwach. - powiedziała dziewczyna i obydwoje się zaśmiali. - Ale jeśli chodzi o instrumenty to nie, ale za to śpiewam. Nie wiem czy ładnie, ale śpiewam.
- Na pewno ładnie.
- Skąd taki wniosek?
- Nie wiem. - Alan wzruszył ramionami... - Zmieniłaś zdanie?
- W jakiej sprawie?
- No, wczoraj mówiłaś, że nie chcesz mnie poznać. A dziś... Wracamy razem ze szkoły i normalnie rozmawiamy.
- A, o to chodzi... Do wspólnego powrotu zmusiła nas sytuacja, ale tak, zmieniłam zdanie. - odpowiedziała z uśmiechem Amelia i zerknęła na towarzysza. - Ej, bo ci twarz zdrętwieje od tego uśmiechu.
- Nie martw się, nie zdrętwieje. - powiedział chłopak i dopiero teraz spostrzegł, że dotarli już do swoich domów. - Szybko minęła ta droga.
- Tak, bo pokonywana była w miłym towarzystwie.
- Uważasz, że moje towarzystwo jest... miłe?
- No tak. Jesteś fajnym chłopakiem i może będę w stanie cię polubić. - uśmiechnęła się brązowooka. - Ale na razie zostajemy znajomymi... Muszę lecieć, pa. - zakomunikowała i skierowała się do drzwi.
- Amelia!
- Tak?
- Dziękuję. - uśmiechnął się Alan, a dziewczyna odwzajemniła gest i weszła do domu. (...)

******

"Wracałam z nim dzisiaj ze szkoły. Źle go osądziłam - jest całkiem miły i myślę, że będę w stanie się z nim nawet zaprzyjaźnić. Fajnie się z nim rozmawia i w ogóle - może być świetnym kumplem. Tylko... 'Cienka linia między miłością i nienawiścią.' Kurde, na początku go nienawidziłam, choć nie miałam powodu, a teraz... Mela, tylko się nie zakochuj! Tak, to jest moje postanowienie - NIE ZAKOCHAĆ SIĘ W ALANIE! [...]"
- Mel, kolacja! - do pokoju szatynki dobiegł głos Marty.
- Już idę! - krzyknęła dziewczyna i pospiesznie schowała pamiętnik, a następnie zbiegła do kuchni. - Co jemy?
- Sałatkę grecką.
- Mamo, przecież wiesz, że nie lubię...
- Tak, wiem, nie lubisz oliwek. Proszę. - powiedziała pani Starska podając córce talerz z porcją sałatki bez oliwek.
- To, to ja rozumiem. - uśmiechnęła się brązowooka i zaczęła jeść... - Wracałam dziś ze szkoły z Alanem.
- O... Nie pozabijaliście się po drodze? - zapytał ze śmiechem Grzegorz.
- Nie. Wiecie, myślę, że będę w stanie się z nim zakumplować. Jest całkiem spoko, wbrew temu co na początku o nim myślałam.
- Cieszę się. - uśmiechnęła się Marta, a Mela odwzajemniła gest.
- Dziękuję za kolację, pójdę już do siebie. Dobranoc.
- Dobranoc córeczko. (...)

Alan siedział na balkonie i rozmyślał o tym, co powiedziała mu dziś Amelia. Bardzo zależało mu na tym, żeby mieć z nią dobry kontakt... Nagle z zamyśleń wyrwał go głos mamy.
- Wołam cię i wołam... Kolacja na stole.
- Nie jestem głodny mamo, przepraszam. - uśmiechnął się chłopak.
- Wszystko ok? Dobrze się czujesz?
- Tak, tak. Wszystko w porządku.
- No dobrze. W takim razie idę. Dobranoc. - uśmiechnęła się kobieta i opuściła pokój syna. Alan natomiast spojrzał na okna domu naprzeciwko, miał nadzieję, że w którymś z nich ujrzy twarz Meli. Wpatrywał się przez chwilę, aż...
- Witam sąsiada! - zawołała brązowooka i pomachała do niego, a on odwzajemnił gest. - Widzę, że nie tylko ja lubię wieczorem posiedzieć na balkonie.
- Nie wiedziałem, że to lubisz.
- To teraz już wiesz... Nie grasz dzisiaj. - zauważyła dziewczyna.
- Jakoś tak wyszło... Ale może ty pokażesz co umiesz. Zaśpiewaj coś.
- No chyba sobie żartujesz.
- Nie, mówię poważnie. Ty słyszałaś wczoraj jak ja śpiewam i gram to ja chcę dziś posłuchać ciebie. - uśmiechnął się pokrzepiająco Al. - No nie daj się prosić.
- Dobra, dobra... "The mirror can lie... Doesn’t show you what’s inside and it, it can tell you you’re full of life... It’s amazing what you can hide just by putting on a smile..."* Taak... Teraz pewnie skrytykujesz moje fałsze, barwę głosu i inne duperele, co? - zapytała dziewczyna, gdy skończyła śpiewać.
- A w życiu! Masz świetny głos, naprawdę. Ślicznie śpiewasz.
- Uważaj, bo ci uwierzę.
- Uwierz... Nie uważasz, że powinniśmy iść spać? Jest wpół do pierwszej. - zakomunikował Alan patrząc na zegarek.
- Co?! O matko! No w takim razie ja jestem za tym, żeby iść do łóżka. - zaśmiała się Mela. - Dobranoc Alan! - zawołała i tyle jej było.
- Dobranoc. - powiedział szatyn, ale dziewczyna już tego nie usłyszała, i powrócił do pokoju. (...)

* - Demi Lovato - Belive in me
 

 
Rozdział 1
"To już jutro... Rozpoczęcie roku szkolnego Za jakie grzechy ja muszę chodzić do tej cholernej budy?! Jeszcze do domu naprzeciwko wprowadzili się jacyś ludzie... Mama mówiła, że są bardzo mili i mają syna w moim wieku. Mam nadzieję, że nie trafi do mojej klasy, bo chyba sobie strzelę w łeb. [...]" Amelia odetchnęła głęboko i zamykając pamiętnik odłożyła go na stolik nocny.
- Trzeba znaleźć jakieś ubrania na to cholerne rozpoczęcie. - skrzywiła się dziewczyna i podeszła do szafy. - Jak ja nienawidzę chodzić na galowo. Dlaczego nie mogę po prostu założyć dżinsów, topu i trampek... Tylko jakąś głupią białą bluzkę i ciemną spódnicę. Dlatego nienawidzę szkolnych akademii! - Mela uderzyła pięścią w szafę.
- Stało się coś córeczko? - do pomieszczenia weszła pani Marta - mama szatynki.
- Nie, nic się nie stało... Po prostu nienawidzę ubierać się na galowo, a jutro rozpoczęcie roku.
- O to chodzi... Najchętniej poszłabyś pewnie w zwykłym T-shir'cie, dżinsach i trampkach, co?
- Jak ty mnie dobrze znasz. - uśmiechnęła się nastolatka.
- Ubieraj się...
- Co?
- No ubieraj się, jedziemy na zakupy. Musimy kupić ci coś wygodnego, a zarazem eleganckiego, w czym będziesz czuła się jutro dobrze. - powiedziała z uśmiechem kobieta. - Za 10 minut widzę cię przy samochodzie. - dodała wychodząc z pokoju córki. Amelia szybko maznęła usta błyszczykiem, chwyciła do ręki telefon i zbiegła po schodach na dół gdzie czekała na nią mama. - Gotowa?
- Oczywiście, możemy jechać. - uśmiechnęła się dziewczyna i razem z mamą opuściła dom. (...)

Siedział na balkonie swojego pokoju i brzdąkał na gitarze jakąś melodię. Dopiero się tu wprowadził - nie chciał opuszczać Hiszpanii, ale jego rodzice zadecydowali inaczej. Zostawił tam przyjaciół, rodzinę i dziewczynę - nie, nie kochał jej, ale... przyzwyczaił się do tego, że przy nim była. Jego palce po raz ostatni przejechały po strunach instrumentu i ręka bezwładnie oparła się o gitarę, a chłopak uniósł lekko głowę. Jego brązowe jak czekolada oczy dostrzegły po drugiej stronie ulicy dziewczynę - śliczną szatynkę ubraną w krótkie szorty, zwykły top i trampki. Alan ciągle wpatrywał się w swoją sąsiadkę i nawet nie zauważył, kiedy obok niego pojawił się jego tata.
- Witam piękne sąsiadki! - zawołał pan Javier.
- Dzień dobry! - odpowiedziała pani Starska, a Mela nic nie powiedziała, po prostu wsiadła do samochodu i czekała aż matka skończy rozmawiać z ich nowym sąsiadem. Po chwili drzwi od strony kierowcy się otworzyły i Marta wsiadła do samochodu, a po chwili odjechała w stronę centrum handlowego.
- Spodobała ci się, co? - pan Sanchez przerwał ciszę panującą między nim, a synem.
- Kto? Pani Starska? - zapytał ze śmiechem Ali, choć dobrze wiedział, że ojcu chodzi o tą śliczną nastolatkę.
- W pewnym sensie o nią chodzi, ale nie o Martę tylko jej córkę - Amelię.
- Amelia... - wyszeptał brązowooki i delikatnie się uśmiechnął.
- Mówiłeś coś?
- Nie, to znaczy tak... Nie podoba mi się, ciągle myślę o Marie. - powiedział Alan starając się brzmieć jak najbardziej przekonywująco.
- I tak ci nie wierzę. - zaśmiał się Javier. - Mama kazała zawołać cię na obiad. - powiedział mężczyzna i opuścił balkon, a następnie pokój syna.
- Amelia... Mam nadzieję, że jutro w szkole ją poznam. - westchnął Alan i odkładając gitarę na łóżko zbiegł na dół. (...)

- Mamo, wątpię w to, żeby w tym sklepie było coś odpowiedniego. - powiedziała Amelia przeglądając ubrania wiszące na wieszakach.
- Mela to już ostatni sklep, jak tu nic ni kupimy to co ty jutro założysz?
- Wygrzebię coś w mojej szafie. Mam dużo ubrań.
- Ale nic galowego... Nie założysz przecież... - Marta przerwała swoją wypowiedź. - A co powiesz na tą sukienkę? - zapytała przykładając wieszak z sukienką do ciała córki. - Idź przymierz.
- Muszę? - zapytała z grymasem na twarzy brązowooka.
- Musisz... Idź, idź. - uśmiechnęła się pokrzepiająco pani Starska i Amelia już po chwili była w przebieralni... - No i jak, mogę cię zobaczyć?
- Wyglądam w niej jak czarna wdowa. - powiedziała Amelia wychodząc z przymierzalni.
- Wcale nie. Kupujemy tą sukienkę. Idź się przebierz, a ja poszukam jakichś dodatków. - uśmiechnęła się Marta. (...)

Spacerował krętymi alejkami parku. Przed oczami wciąż miał obraz tej dziewczyny - Amelii. Nie widział dokładnie jej twarzy, ale i tak wiedział, że jest piękna.
- Ciekawe jakie ma oczy. - pomyślał i usiadł na ławce wystawiając twarz do słońca. - Muszę się do niej jakoś zbliżyć, tylko jak? - zastanawiał się Alan. - Oj chłopie, wpakowałeś się... - skarcił sam siebie w myślach i otworzył oczy. Naprzeciwko siebie zauważył blondynkę, która przyglądała mu się z zaciekawieniem. Kiedy dziewczyna zorientowała się, że brązowooki na nią patrzy speszyła się i szybko odeszła, natomiast Ali ponownie zamknął oczy i wyobrażał sobie twarz Amelii. Delikatne rysy twarzy, duże brązowe oczy, mały lekko zadarty nosek i pełne malinowe usta, które... - Czy ja się zakochałem...? - wyszeptał.
- Nie codziennie spotyka się chłopaka, który siedzi sam na ławce w najbardziej romantycznej części parku, więc coś chyba jest na rzeczy. - Alan usłyszał za sobą głos jakiegoś chłopaka, odwrócił się i zauważył wysokiego blondyna o zielonych oczach. - Cześć, jestem Ksawery. - powiedział zielonooki wyciągając rękę w kierunku Ala.
- Cześć, Alan. - chłopak uścisnął dłoń Ksawerego.
- Jesteś nowy? Nigdy cię tu jeszcze nie widziałem.
- Taaa... Przyjechałem tu rano. Pochodzę z Hiszpanii, ale teraz będę tu mieszkał.
- Aha. Skoro jesteś nowy to pewnie nie znasz okolicy. Mogę ci pokazać kilka naprawdę fajnych miejsc. - zaproponował Ksawi.
- Czemu nie. I tak nic innego nie mam do roboty. - powiedział Alan i razem z nowym kolegom ruszył poznawać miasto. (...)

Po skończonych zakupach Amelia i Marta udały się na duże lody z bitą śmietaną.
- Zabiją mnie w szkole.
- Za co?
- Za strój. Pierwszy raz ktoś przyjdzie na czarno-żółto na rozpoczęcie roku. No, może nie pierwszy w tamtym roku Milena przyszła na różowo. - szatynka zaśmiała się na wspomnienie tamtego dnia.
- Jej nie wyrzucili, ani nie zabili to ciebie tym bardziej... Poza tym jestem pewna, że będziesz wyglądać o niebo lepiej niż Milena.
- Dzięki mamo... Kim są ci ludzie, którzy się wprowadzili naprzeciwko naszego domu?
- Starzy przyjaciele taty. Mili ludzie. - uśmiechnęła się Marta. - Chyba wpadłaś w oko Alanowi.
- Komu?
- Alanowi, jest synem Sylwii i Javiera. To ten chłopak, który był na balkonie z gitarą.
- Aha... Ale on jest okropny. - skrzywiła się brązowooka. Po chwili usłyszała dzwonek swojego telefonu, spojrzała na wyświetlacz: "Lola <3". Uśmiechnęła się przepraszająco do mamy i wstając od stołu odebrała. - Halo?
- Mela nie uwierzysz?! - zawołała Karolina.
- Tak, też się cieszę, że cię słyszę. O co chodzi, w co nie uwierzę?
- Byłam dziś w parku i... widziałam mega ciacho! Mówię ci, normalnie się chyba zakochałam! - pisnęła dziewczyna.
- Suuuper... - odpowiedziała Amelia. Jej przyjaciółka jest bardzo kochliwa - w ciągu miesiąca miała 4 chłopaków.
- Ej, Mel co jest? Jakaś markotna jesteś.
- Taaa... Jutro pierwszy dzień szkoły. Na samą myśl zbiera mi się na wymioty.
- Oj tam. Przeżyjemy... - mimo, że Mela nie widziała przyjaciółki poczuła, że ta się uśmiecha i na jej twarz również wstąpił delikatny uśmiech. - Co byś powiedziała na mały spacer wieczorem?
- Ok, to.. spotykamy się o 18:30 pod moim domem?
- Dobra, do zobaczenia kochanie, buzia! - zawołała radośnie blondynka i rozłączyła się, a Mela wróciła do mamy. (...)

******

- No i tak mniej więcej wyglądało moje życie w Hiszpanii. - Alan skończył właśnie opowiadać Ksaweremu o jego życiu.
- Stary, powiem ci, że niezłe to życie było. - zaśmiał się Ksawi, a nowo poznany kolega mu zawtórował. Po chwili Ksawery stanął w miejscu i wpatrzywał się w dwie dziewczyny siedzące na brzegu fontanny, które jadły lody i głośno się śmiały. Zdezorientowany Alan spojrzał w tym samym kierunku i zamarł. Jakieś 30 metrów przed nim znajdowała się Amelia i ta dziewczyna, która wcześniej mu się przyglądała.
- Znasz je? - zapytał Al po chwili ciszy.
- Taaa... Chodzą ze mną do klasy. Ta blondynka to Karolina, a szatynka...
- Amelia.
- Skąd wiesz? - zapytał zaskoczony Ksawi.
- Mieszkam naprzeciwko niej.
- Poważnie?
- No tak... A co?
- Bo ja mieszkam 5 domów dalej... Ale nie wiedziałem, że będziemy mieć nowych sąsiadów.
- No to chyba nie za bardzo interesujesz się interesami osiedla... Ale co do dziewczyn to... Która z nich ci się podoba?
- Podoba? No co ty...
- Przecież widzę. Gadaj.
- Karolina. Chyba się zakochałem, znaczy nawet na pewno. Przy niej się skupić nie mogę i zawsze palnę jakąś głupotę. - zakomunikował Ksawery i usiadł na ławce.
- To spróbuj się jakoś ogarnąć i do niej zagadaj. - poradził przyjacielowi Alan. (...)

Karolina i Amelia spacerowały po parku jedząc lody i głośno się śmiejąc. Po chwili zgodnie stwierdziły, że muszą odpocząć, więc usiadły na brzegu fontanny i rozmawiały o zaczynającym się następnego dnia roku szkolnym.
- Mdli mnie jak sobie przypomnę, że Milena i Luiza chodzą z nami do klasy. - skrzywiła się Mela i spojrzała na przyjaciółkę, która sprawiała wrażenie, że jest w innym świecie. - Lola!
- Co? Przepraszam... To on. - powiedziała niebieskooka wskazując na ławkę naprzeciwko.
- Kto?
- No ten chłopak, o którym ci mówiłam...
- O Ksawerego ci chodziło?
- Nie, o tego obok... Ciacho nie?
Mela przyglądnęła się dokładniej szatynowi i...
- Alan?! To ma być ciacho? Już Ksawi jest ładniejszy.
- Skąd znasz imię tego chłopaka? - zapytała podejrzliwie Lola.
- To mój nowy sąsiad. Wprowadził się dzisiaj do domu naprzeciwko. - wzruszyła ramionami Amelia.
- Ale ci zazdroszczę. - rozmarzyła się Karolina i już nawet nie zwracała uwagi na przyjaciółkę. (...)
 

 
Prolog
Wbiegła z płaczem do domu, trzaskając drzwiami i od razu udała się do swojego pokoju. Kiedy była na schodach z kuchni wybiegła jej mama.
- Tośka!
- Daj mi spokój!
- Antonino Sanchez, w tej chwili widzę cię u mnie w kuchni! - krzyknęła kobieta i wróciła do pomieszczenia. Po chwili w kuchni pojawiła się również jej córka.
- O co chodzi? - zapytała 16-latka, opierając się o blat i skrzyżowała ręce na piersi.
- To ty mi lepiej powiedz o co chodzi. Wpadasz do domu, trzaskasz drzwiami. Nawet nie powiedziałaś głupiego "cześć"... Stało się coś, kochanie? - zapytała Amelia podchodząc do córki i pogłaskała ją po głowie. Tosia natychmiast wybuchnęła płaczem i wtuliła w ciało matki. - Ciii... Znowu coś z Michałem?
- On mnie już chyba nie kocha. - wyszlochała Antosia.
- Dziecko o czym ty mówisz? Na pewno cię kocha.
- Gdyby mnie kochał to nie zapomniałby, że dziś mija dokładnie rok odkąd jesteśmy razem.
- Skarbie to, że zapomniał o waszej pierwszej rocznicy jeszcze nie znaczy, że cię przestał kochać. - kobieta odsunęła się nieco od córki.
- Ale... Ech, może masz rację. - Tosia spuściła wzrok. - Pójdę do siebie.
- A obiad?
- Nie jestem głodna... Zawołaj mnie dopiero na kolację. - powiedziała brązowooka i udała się na schody, aby jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. - Mamo?! - zawołała, gdy była w połowie drogi.
- Tak? - zapytała kobieta wychodząc z kuchni.
- Tata też był taką gapą i zapominał o waszych rocznicach? - zapytała Tosia. Kobieta zastanowiła się nad czymś po czym z ogromnym uśmiechem na ustach poszła do salonu. Zaciekawiona nastolatka podążyła za mamą.
- Wszystko jest tutaj napisane... - uśmiechnęła się Amelia.
- Mamo, ale to twój pamiętnik... Nie powinnam go chyba czytać, nie uważasz?
- Gdybym była teraz w twoim wieku na pewno bym ci nie pozwoliła, ale... Powinnaś przeczytać jakie ja miałam problemy w twoim wieku. - uśmiechnęła się pokrzepiająco kobieta wyciągając rękę, w której trzymała gruby zeszyt w stronę córki. Tosia niepewnie chwyciła pamiętnik matki i pogładziła okładkę.
- Jesteś pewna, że chcesz, żebym go przeczytała? Nie będziesz się dziwnie czuć, kiedy...
- Nie. Masz go przeczytać i niczym się nie przejmuj... Ale najpierw musisz coś zjeść - zrobiłam twoją ulubioną pizzę.
- Pizza? Trzeba było tak od razu. - zaśmiała się Antonina i razem z mamą podążyła do kuchni. (...)

Kiedy nastolatka zjadła swoją porcję do domu wrócił jej tata.
- Witam moje panie. - uśmiechnął się Alan i przywitał się z żoną i córką.
- Cześć tato. - uśmiechnęła się Tosia i zabierając pamiętnik mamy wstała od stołu. - Dziękuję za obiad. Nie wołajcie mnie na kolację. Pa! - zawołała dziewczyna i wybiegła po schodach na górę, a już po chwili znalazła się w swoim pokoju. Z racji tego, że był piątek nie musiała martwić się odrabianiem lekcji, więc wygodnie ułożyła się na swoim miękkim łóżku, otworzyła gruby zeszyt i zaczęła czytać zapiski swojej mamy. (...)

mam nadzieję że jak na razie wam się podoba <3
komentujcie i zapraszajcie do czytania własnych opowiadań / ballonowa *
 

 
HEJ POSTANOWIŁAM PRZEDSTAWIĆ WAM OPOWIADANIE . MAM NADZIEJĘ ŻE WAM SIĘ SPODOBA . A O TO BOHATEROWIE :
Amelia Starska


17/18-letnia, miła, sympatyczna nastolatka, ale - jeśli sytuacja tego wymaga - potrafi pokazać pazurki. Przyjaźni się z Karoliną, z czasem do tego tandemu dołączy również Alan i Ksawery.
+ (w prologu i epilogu ma 38 lat)
Alan Sanhez :

17/18-letni chłopak. Pochodzi z Hiszpanii, ale wraz z rodzicami przeprowadza się do Polski, a konkretnie do Wrocławia. Jego największą pasją jest muzyka - śpiew, gra na gitarze i... pisanie piosenek. Od pierwszego wejrzenia zakochany w Amelii, robi wszystko, żeby dziewczyna go polubiła. Od pierwszego dnia pobytu w Polsce przyjaźni się z Ksawerym.
+ (podobnie do Amelii w prologu i epilog ma 38 lat)
Karolina Kowalska:

17/18-letnia przyjaciółka Amelii, są dla siebie jak siostry - znają się od dziecka. Po pojawieniu się Alana wydaje się jej, że jest w nim zakochana, jednak nie chodziło tu o niego, a jego przyjaciela... Ksawerego.
Ksawery Jankowski :

18-letni chłopak. Najlepszy przyjaciel Alana, a po pewnym czasie również Amelii i Karoliny. W tej ostatniej jest zakochany, ale - niestety - ona nie zwraca na niego uwagi. Ale po jakimś czasie zmienia się to...
Milena Wolarek :
szkolna diva, wszędzie chodzi ze swoim "wiernym podnóżkiem" - Luizą.
Luiza Shilberg:
najlepsza "przyjaciółka" Mileny. Zadaje się z nią, bo czerpie z tego korzyści... Skrywa pewną tajemnicę.
Marta (37l.) i Grzegorz (39l.) Starscy - rodzice Amelii. :
Sylwia (37l.) i Javier (38l.) Sanchez - rodzice Alana. :
Antonina Sanchez - 16-letnia córka Amelii i Alana.:
Michał Kwiatkowski - 17-letni chłopak Antosi :
 

 
Nie jesteś mężczyzną moich marzeń, ważne jednak, że jesteś mężczyzną mojego życia.
 

 
Jesteś jedyną osobą, która mogłaby zmienić to, co się ze mną dzieje, jednocześnie jedyną, która ma mnie w dupie.
 

 
Przy nim dostrzegam same atuty mojego wzrostu. najistotniejszy jest ten, że mogę schować się w jego ramionach i czuć się tak bezpiecznie.
 

 
W co wierzysz? W miłość do końca życia? W Boga? W przyjaźń? W siebie? Nieważne. Nalej sobie kieliszek i wypij za to. Podziękuj, że to masz, że nie jesteś sam, że masz oparcie, że ktoś się o Ciebie troszczy. Wypij i uśmiechnij się. Niektórzy nie mają niczego. Są samotni, niekochani, bez wiary. Pomyśl o tych, o których nie myśli nikt. Wypij za nich. A gdy za drugim razem pokłócisz się z przyjacielem, nie mów, że straciłeś wszystko w końcu masz przy sobie tak wiele. Co mają zrobić ci, którzy już na starcie byli przegrani? Dokąd mają pójść samotni? Z kim porozmawiać szeptem, gdy puste cztery ściany, tak bardzo uwierają w ciszy? Komu powiedzieć ` kocham `, gdy nie ma się nikogo? Jak wstać i walczyć, jeśli nie wierzy się w siebie?
 

 
Nasza miłość jest jak wiatr , nie widzę jej ale ją czuję<3
 

 
"Trzeba coś stracić, żeby docenić, aby odzyskać, trzeba się zmienić..."
  • awatar Gość: Kocham twojego bloga jest najlepszy <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
" Inteligencja to coś czego każdy potrzebuje, mało kto posiada a nikt nie wie, że mu brakuje."
 

 
"Gdyby ktoś potrafił mnie pokochać. Nie teraz. Wtedy na początku drogi zanim narkotyk stał się wszystkim."
 

 
'' Prawda jest taka, że wszyscy Cię skrzywdzą. Musisz tylko potrafić odróżnić tych,dla których warto cierpieć.'
 

 
Z góry na dól, jak z jedenastego pietra, ty znasz to uczucie pękniętego serca.
 

 
"Gonię marzenia i wierzę w to, że kiedyś się spełnią.Wiesz, sam je spełniam bo mam odwagę marzyć.I cholerny upór by pragnienia prawdą się stały."
 

 
"Maskę porzuć, obcego nie udawaj
Spróbuj muzę poczuć, się nie poddawaj, wstawaj
To ludzi łączy, zaczyna nie kończy
Dobre chwile sączyć, chodź do nas dołączyć"